„Zwykły Dzień Babci i Dziadka zmienił się w rodzinny dramat. Teściowa odkryła moją tajemnicę i nie chciała odpuścić”
„– Bo wiesz, Olga, za moich czasów... kobieta miała dom, dzieci i męża. Tyle wystarczyło, żeby czuć się potrzebną – rzuciła z uśmiechem teściowa, ale jej ton był zbyt gładki. – Teraz to wszyscy tylko gonią za nie wiadomo czym”.

Mam trzydzieści pięć lat, męża, dziecko, kredyt, stałą pracę i wrażenie, że moje życie przypomina teraz raczej harmonogram lotów niż coś prawdziwego. Wstaję o 6:15, nastawiam ekspres, robię śniadanie, pakuję jedzenie Zuzi do przedszkola, budzę Michała, budzę Zuzię, potem szybki prysznic, makijaż w samochodzie i korki. Zawsze te cholerne korki. Praca, maile, raporty, wideokonferencje, herbata zalana trzy godziny temu. Powrót do domu. Obiad, bajka, pranie, zasypianie na kanapie przy serialu. Od nowa.
Michał jest dobry. Dobry aż do bólu. Nie zapomina o rocznicach, zna na pamięć plan dnia dziecka i zawsze zostawia dla mnie ostatni kawałek sernika. Może właśnie przez to, że jest tak... przewidywalny, zaczęłam się dusić.
Adam pojawił się nagle. Najpierw była kawa w pracy, głupi żart, spojrzenie. Z początku myślałam, że to tylko flirt, że to nic nie znaczy. Tyle że coraz częściej to „nic” było jedynym momentem w tygodniu, kiedy czułam, że jeszcze żyję. Teraz nie wiem: czy to naprawdę zdrada, jeśli wracam do domu i dalej robię wszystko, co powinnam? Czy to zdrada, jeśli nikt się nie domyśla, a ja wciąż jestem tą samą osobą? Jutro jedziemy na obiad do teściowej, na Dzień Babci i Dziadka. Będę idealną żoną, ułożę włosy, ubiorę się w sukienkę, zaserwuję ciasto i herbatę. Uśmiechnę się jak zwykle.
Jak zwykle wbijała mi szpilki
– Zuzia, usiądź ładnie, nie wylewaj soku – syknęłam szeptem, poprawiając serwetkę na stole.
Babcia Halina jak zwykle wyglądała jak z okładki miesięcznika kulinarnego dla idealnych gospodyń. Szara garsonka, perły, szminka w odcieniu dojrzałej róży. Michał kroił pieczeń, a ja układałam na talerzu ziemniaki, udając, że nie trzęsą mi się ręce.
– Jak miło, że się znów spotykamy – rzuciła babcia, sięgając po ogórka kiszonego. – Tylko... chyba jesteś trochę zmęczona, co Olga?
Uśmiechnęłam się. Sztywno.
– Sporo mam pracy ostatnio – odparłam, nie patrząc jej w oczy.
– No tak, ta twoja firma. Ciągle jakieś wyjazdy, spotkania... – zawiesiła głos i spojrzała na mnie z ukosa. – Masz tam chociaż kogoś, z kim można porozmawiać w przerwie na kawę?
– Tak, mam – odpowiedziałam krótko.
– Mhm. Bo wiesz, za moich czasów... kobieta miała dom, dzieci i męża. Tyle wystarczyło, żeby czuć się potrzebną – rzuciła z uśmiechem, ale jej ton był zbyt gładki. – Teraz to wszyscy tylko gonią za nie wiadomo czym.
Michał się roześmiał.
– Mamo, to są inne czasy. Olga świetnie sobie radzi i w domu, i w pracy.
Teściowa tylko powoli pokiwała głową.
– No oby, bo lojalność, dziecko, to dziś towar deficytowy – powiedziała, patrząc wprost na mnie. – Zwłaszcza u kobiet.
Zamrugałam, jakby ktoś mnie spoliczkował.
– A ty, Olga, lubisz swoich kolegów z pracy? – dodała niby mimochodem.
Patrzyłam na nią uważnie z sercem tłukącym o żebra. Czy ona coś wie? Ale skąd?
Moje podejrzenia rosły
– Olga, przynieś może ten sernik z kuchni – rzuciła teściowa, jakby dokładnie wiedziała, że nie powiem „nie”.
– Oczywiście – powiedziałam cicho i wstałam od stołu.
W kuchni pachniało kawą i wanilią. Otworzyłam lodówkę, wyjęłam ciasto, położyłam je na blacie i wtedy usłyszałam piknięcie. Wiadomość. Mój telefon leżał obok deski. Zobaczyłam ją kątem oka. „Tęsknię. Kiedy znowu będziemy sami?” – pisał Adam.
Zamarłam. Jak idiotka gapiłam się w ekran, nie ruszając się ani o centymetr. Serce waliło mi jak młotem, a w uszach miałam tylko szum. A potem... usłyszałam za sobą skrzypnięcie podłogi. Odwróciłam się powoli. Stała blisko. Widziała mój telefon.
– Chciałam tylko zabrać filiżanki – powiedziała teściowa chłodnym tonem, nie patrząc mi w oczy. – Ale widzę, że przeszkadzam.
Nie odezwałam się.
– To tłumaczy twoje zmęczenie i częste wyjazdy – dodała cicho, ale z taką siłą, że cofnęłam się o krok.
– To nie tak, tylko...
– Nie tak? A jak to wygląda? – przerwała mi ostro. – Znasz mojego syna. Michał oddałby ci wszystko, gdybyś go ładnie poprosiła. A ty co?
Nie mogłam nic powiedzieć. Gardło miałam ściśnięte, ciało zdrętwiałe.
– Wiesz, ja od dawna miałam przeczucie – ciągnęła. – Kobieta to czuje. Ty nie jesteś już taka sama, Olga.
Chciałam się bronić, naprawdę. Ale... nie miałam siły. Nie wiedziałam, czy czuję strach, wstyd, czy... ulgę, że ktoś w końcu to powiedział.
Przejrzała mnie na wskroś
– Mamo, to tylko... to nic nie znaczy – wyszeptałam, próbując się uśmiechnąć. – To... był moment słabości.
Teściowa skrzywiła się, jakby usłyszała coś obrzydliwego.
– Moment słabości? Czyli co – to nie pierwszy raz?
– Nie spałam z nim – wyrwało mi się. – Przysięgam. To tylko... rozmowy. Trochę za blisko.
– A wiadomości o tęsknocie i „byciu samymi” to niby co? Grzecznościowe pozdrowienia?! – warknęła, stając naprzeciwko mnie. – Wiesz, co boli najbardziej? Że w tej kuchni Michał mówić o oświadczynach. Tu, w tym kącie. Pamiętam, bo płakałam ze wzruszenia.
Milczałam.
– A teraz chce mi się płakać ze wstydu i złości.
– Proszę... ja się pogubiłam – wyjąkałam.
– Pogubiłaś się? Masz dziecko, męża, dom. I kogoś, kto ci ufa na ślepo. Czego jeszcze ci trzeba?
– Nie wiem – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
Teściowa przez chwilę patrzyła na mnie jak na obcą.
– Posłuchaj mnie uważnie: albo kończysz to dziś, albo ja wszystko mówię Michałowi. Nie będę siedzieć przy stole i patrzeć, jak mój syn robi ci herbatę, a ty myślami jesteś z innym.
Zrobiło mi się słabo. Serio. Chwyciłam się blatu, żeby nie upaść.
– Masz dziecko, Olga. Dzieci czują wszystko. Nawet jeśli nie rozumieją.
– Przysięgam, chcę to zakończyć – szepnęłam. – Tylko nie wiem jak.
– To się dowiedz – odparła i wyszła z kuchni, zostawiając mnie samą. A raczej – z tym wszystkim, co właśnie się rozsypało.
On też nie chciał dramatów
– Muszę odebrać ważny telefon z pracy – rzuciłam w salonie i nawet nie czekałam na reakcję. Złapałam płaszcz, kluczyki, torebkę i wyszłam z mieszkania teściowej, zanim zdążyłam się rozkleić.
Wsiadłam do samochodu, wcisnęłam gaz, nie mając pojęcia, dokąd jadę. Krążyłam po mieście bez celu, byle dalej od spojrzeń, od pytań, od siebie samej. Na czerwonym świetle spojrzałam na telefon. Adam dzwonił. Odrzuciłam. Po chwili przyszła wiadomość: „Czy coś się stało?”.
Zatrzymałam się na parkingu niedaleko jego bloku. Siedziałam w aucie, patrząc w jego okna. Trzecie piętro, po lewej. Znałam je aż za dobrze. „Wejdź, wejdź, przecież tego chcesz” – mówiła jedna część mnie. Druga – milczała. Pierwszy raz od miesięcy. Podniosłam telefon i zadzwoniłam. Odebrał szybko.
– Co się dzieje?
– Moja teściowa wszystko wie – powiedziałam.
– Co?
– Zobaczyła wiadomość. Wszystko zrozumiała. I dała mi ultimatum.
Przez chwilę w słuchawce była cisza.
– Olga... Przecież mówiłem, że nie chcę żadnych dramatów.
– Wiem – odpowiedziałam chłodno.
– To nie miało być poważne. Żadne życiowe decyzje. Mamy się dobrze bawić, pamiętasz?
Zacisnęłam palce na kierownicy.
– Mam dziecko. Męża. Rodzinę. Nie jestem w liceum, Adam.
– No to może powinnaś to sama wreszcie zrozumieć – rzucił.
Rozłączyłam się. Przez dłuższą chwilę patrzyłam w jego okna. Nie poruszyły się ani firanki, ani ja. Wróciłam do domu dopiero wieczorem.
Nie odpuszczała ani na chwilę
– Gdzie byłaś? – Michał siedział przy stole, Zuzia spała już w swoim pokoju.
Zdjął okulary, patrzył na mnie z troską, która wbijała się we mnie jak szpile.
– Byłam u Magdy – skłamałam, nie patrząc mu w oczy. – Musiałam pogadać o firmowych sprawach.
– Wszystko w porządku? Wyglądasz... dziwnie.
– Tak, po prostu to był ciężki dzień.
Podszedł do mnie, objął mnie ramieniem, jak robił to setki razy wcześniej. Bez podejrzeń. Bez warunków.
– Chcesz herbaty?
– Nie. Chcę się położyć.
Pokiwał głową. W jego oczach mignęło coś, czego nie rozpoznałam. Może niepokój. Może żal. A może to ja zaczynałam widzieć go inaczej – jak człowieka, którego mogę stracić nie przez romans, ale przez własne tchórzostwo.
Rano w kuchni czekała już na mnie teściowa. Zabierała małą do przedszkola. Była ubrana, gotowa do wyjścia, z płaszczem zarzuconym na ramię.
– Nic nie zrobiłaś, prawda?
– To nie takie proste.
– Powiem ci coś. Kiedy kobieta naprawdę kocha, potrafi zrezygnować z siebie. Ale ty chyba nigdy go nie kochałaś.
Zamarłam, ale nie odpowiedziałam.
– Michał jest zbyt dobry, żeby być z kimś, kto wciąż się zastanawia – dodała, stając przy drzwiach. – Masz wybór, Olga. Ale czas mija.
Wzięła Zuzię i wyszła. Zostałam sama przy kuchennym stole, z parującą filiżanką i ciężarem, którego już nie dało się zrzucić.
Podjęłam tę decyzję
Usiadłam przy kuchennym stole z filiżanką, która przestała parować. Michał krzątał się gdzieś w łazience. A ja... siedziałam jak sparaliżowana. Patrzyłam na zdjęcia przyklejone magnesami na lodówce. Z wakacji, z Bożego Narodzenia, z dnia, kiedy Zuzia pierwszy raz poszła do przedszkola. Michał na każdym z nich patrzył na mnie tak samo – z czułością. A ja? Uśmiechałam się. Czy to w ogóle byłam ja?
Wzięłam telefon. Przewinęłam rozmowę z Adamem. Te wszystkie wiadomości, które jeszcze niedawno przyprawiały mnie o dreszcze, dziś wyglądały jak fragmenty jakiegoś cudzego życia. Napisałam krótko: „To koniec”. Kliknęłam „wyślij”. Ekran zgasł. Czekałam na ulgę. Na tę legendarną lekkość, która przychodzi po właściwej decyzji. Nic takiego się nie stało. Zamiast tego – pustka. Przeszywająca i głucha, jakby ktoś nagle wyłączył dźwięk w całym świecie.
Nie wiem, czy wybrałam dobrze. Nie wiem, czy da się jeszcze coś zbudować z tego, co tak długo sypało się w ciszy. Wiem, że nic już nie będzie takie samo. Może to początek czegoś nowego. A może tylko jeszcze głębszej samotności, której nie da się cofnąć. Cokolwiek to jest, właśnie się zaczyna i muszę się z tym zmierzyć.
Olga, 35 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Zamiast życzeń na Dzień Babci usłyszałam od wnuków słowa pogardy. Wstydzą się mnie, bo w moim portfelu jest pustka”
- „Wierzyłam, że mąż jedzie z kumplami na męski wypad w góry. Moje złudzenia okazały się kruche niczym lód”
- „Moja matka ciągle namawiała mnie do powrotu do byłej dziewczyny. Wreszcie im wykrzyczałem, dlaczego Ewa już nie wróci”

