„Zrobiłam remont łazienki, bo teść ciągle kręcił nosem. Nie sądziłam, że największe brudy wyjdą przy rozmowie o dzieciach”
„Tamtej nocy długo nie mogłam zasnąć. Remont kosztował mnie miesiące planowania i oszczędzania, a jedno zdanie sprawiło, że poczułam się jak uczennica, która znowu nie odrobiła pracy domowej”.

- Redakcja
Od początku wiedziałam, że w tej rodzinie istnieją niepodważalne zasady. Powinno się gotować jak mama męża, sprzątać jak jego siostra i myśleć jak jego ojciec. Kiedy teść po raz trzeci skomentował stan naszej łazienki, postanowiłam zrobić remont. Wydawało mi się, że chodzi tylko o płytki i fugę. Nie przypuszczałam, że przy okazji zacznie się rozmowa, która zostawi więcej śladów niż stara wilgoć na ścianie.
Podjęłam decyzję
– Nie chcę się wtrącać, ale te kafelki to już swoje przeżyły – powiedział teść, stojąc w progu łazienki i oglądając ściany z miną znawcy.
Stałam przy umywalce i wycierałam ręce w ręcznik. Czułam, jak policzki robią mi się gorące.
– Tato, przecież mówiłem, że planujemy remont – wtrącił Leon, ale bez większego przekonania.
– Planować to można latami – odparł teść. – Jak się coś robi, to się robi porządnie.
To „porządnie” zabrzmiało jak zarzut. Jakby wszystko, co robiłam, było tylko prowizorką. Wieczorem siedzieliśmy z Leonem w kuchni. Rozłożyłam przed nim katalog z wyposażeniem.
– Zróbmy to. Nowe płytki, prysznic, szafki. Żeby już nikt nie miał uwag – powiedziałam.
Leon westchnął.
– Nie musisz nikomu nic udowadniać.
– Ale mam dość tych komentarzy. Czuję się, jakbym ciągle zdawała egzamin.
Remont ruszył dwa tygodnie później. Kurz był wszędzie, w salonie stała wanna, a my myliśmy zęby w kuchni. Byłam zmęczona, ale jednocześnie dumna. Sama wybierałam kolory, sama pilnowałam terminów. Kiedy w końcu zamontowano ostatnią listwę, spojrzałam na jasne ściany i poczułam satysfakcję.
Zaskoczyła mnie
– No, teraz to wygląda – przyznał teść podczas niedzielnego obiadu. – W końcu jak u ludzi.
Uśmiechnęłam się uprzejmie, choć to „w końcu” ukłuło mnie mocniej niż poprzednie uwagi. Po obiedzie Leon wyszedł z ojcem do garażu, a ja zbierałam talerze. Teściowa stanęła obok mnie i ściszyła głos.
– Łazienka piękna. Teraz tylko dziecięcy pokoik by się przydał.
Zamarłam.
– Słucham?
– No wiesz, tyle lat po ślubie… Czas leci. Leon zawsze marzył o dużej rodzinie.
Odstawiłam talerz do zlewu.
– Rozmawialiśmy o tym. Na razie skupiamy się na pracy.
Teściowa pokiwała głową, ale jej spojrzenie mówiło co innego.
– Praca nie przytuli cię na starość.
Wieczorem siedzieliśmy do domu w ciszy. Czułam, że coś we mnie narasta.
– Twoja mama poruszyła temat dzieci – zaczęłam, gdy tylko zamknęliśmy drzwi.
Leon spojrzał na mnie uważnie.
– Wiem. Tata też wspominał.
– I co im powiedziałeś?
Zawahał się.
– Że to nasza sprawa.
– Ale?
Spojrzał na mnie uważnie.
– Może oni mają trochę racji? Może za długo odkładamy?
Poczułam, jak świeżo wyremontowana łazienka przestaje mieć znaczenie. Kurz opadł, płytki lśniły, ale w powietrzu wisiało coś cięższego.
– My odkładamy? – zapytałam cicho. – Czy ty odkładasz rozmowę ze mną?
Nie odpowiedział od razu. A ja zrozumiałam, że remont był tylko pretekstem. Prawdziwe pęknięcia nie przebiegały przez ściany, tylko przez nas.
Nie byłam na to gotowa
Tamtej nocy długo nie mogłam zasnąć. Leżałam obok męża, słyszałam jego równy oddech i zastanawiałam się, czy naprawdę nie widzi, jak bardzo mnie to wszystko dotyka. Remont kosztował mnie miesiące planowania i oszczędzania, a jedno zdanie o „dziecięcym pokoiku” sprawiło, że poczułam się jak uczennica, która znowu nie odrobiła pracy domowej. Rano zrobiłam kawę i postawiłam kubek przed Leonem.
– Musimy porozmawiać – powiedziałam, siadając naprzeciwko.
– Wiem – odpowiedział bez podnoszenia wzroku.
– Nie chcę, żeby twoi rodzice decydowali o tym, kiedy będziemy mieć dziecko.
– Oni nie decydują.
– Ale wpływają. A ty im na to pozwalasz.
Leon odsunął kubek.
– To nie jest takie proste. Tata całe życie powtarzał, że rodzina to podstawa. Dla niego to naturalne, że po ślubie są dzieci.
– A dla mnie naturalne jest to, że ja muszę być gotowa na macierzyństwo.
Zapadła cisza. W końcu Leon westchnął.
– Dagmara... ja naprawdę chciałbym już być ojcem.
Te słowa zawisły między nami jak ciężka zasłona. Patrzyłam na niego, próbując zrozumieć, czy mówi to z potrzeby serca, czy z poczucia obowiązku wobec rodziców.
– Dlaczego mi wcześniej tego nie powiedziałeś? – zapytałam.
– Bo wiedziałem, że się wycofasz. Zawsze mówisz: „Jeszcze nie teraz”.
Poczułam, jak coś mnie ściska w środku.
– Bo się boję – wyrwało mi się. – Bo dopiero zaczęłam rozwijać firmę, bo kredyt, bo wszystko na mojej głowie. I jeszcze te ciągłe uwagi twojego ojca… Czuję, że cokolwiek zrobię, będzie za mało.
Leon podszedł bliżej.
– Nie jest „za mało”. Tylko że ja też mam swoje marzenia.
Postawiłam sprawę jasno
Kilka dni później znów byliśmy u teściów. Tym razem nie zamierzałam milczeć. Gdy tylko teść zaczął opowiadać o wnukach znajomych, przerwałam mu.
– Tato, chciałabym coś wyjaśnić.
Zapanowała cisza. Nawet teściowa odłożyła łyżkę.
– Decyzja o dziecku należy do mnie i Leona. Rozumiem, że marzycie o wnukach, ale presja nam nie pomaga.
Teść zmrużył oczy.
– My tylko chcemy dla was dobrze.
– Wiem, ale czasem „dobrze” dla jednych to za dużo dla drugich.
Leon siedział obok mnie sztywno. Czułam, że drży mu noga.
– Czyli mamy przestać się odzywać? – zapytała teściowa.
– Proszę tylko o szacunek – odpowiedziałam.
Droga powrotna była napięta.
– Musiałaś tak ostro? – zapytał Leon.
– A ty musiałeś milczeć?
Zatrzymał samochód na parkingu pod blokiem.
– Stawiasz mnie w niezręcznej sytuacji. Jakbym miał wybierać między nimi a tobą.
– Nie. Ja chcę, żebyś stanął obok mnie.
Wysiadłam i weszłam do mieszkania. W łazience zapaliłam światło. Nowe płytki odbijały jasną poświatę, wszystko było czyste, uporządkowane. A jednak w lustrze widziałam kobietę zagubioną, niepewną, zmęczoną ciągłym udowadnianiem swojej wartości. Za moimi plecami stanął Leon.
– Nie chcę cię stracić – powiedział cicho.
Odwróciłam się.
– A ja nie chcę stracić siebie.
Patrzyliśmy na siebie długo. Po raz pierwszy miałam wrażenie, że stoimy na dwóch różnych brzegach tej samej rzeki.
Byłam z nim szczera
Przez kilka następnych dni mijaliśmy się w domu jak współlokatorzy. Rozmawialiśmy o rachunkach, o zakupach, o tym, że trzeba zamówić lustro do przedpokoju. O wszystkim, tylko nie o tym, co naprawdę wisiało między nami. W piątek wróciłam wcześniej z pracy. W mieszkaniu panowała cisza. Z kuchni dochodził tylko szum lodówki. Usiadłam przy stole i zaczęłam przeglądać faktury z remontu. Liczby układały się w długi rząd, przypominając mi, ile energii i pieniędzy włożyłam w to, żeby „było jak trzeba”. I wtedy do mieszkania wszedł Leon.
– Dagmara, możemy pogadać? – Leon wszedł do kuchni bez zdejmowania butów.
– Słucham.
Usiadł naprzeciwko mnie i przez chwilę milczał.
– Byłem dziś u rodziców.
Serce zabiło mi szybciej.
– I?
– Powiedziałem im, żeby przestali naciskać.
Podniosłam wzrok znad papierów.
– Naprawdę?
– Tak. Powiedziałem, że jeśli będą dalej komentować nasze decyzje, przestaniemy przyjeżdżać.
Nie spodziewałam się tego. Leon zawsze unikał konfrontacji.
– Jak zareagowali?
Uśmiechnął się krzywo.
– Tata się obraził. Mama płakała. A mimo to… wyszedłem stamtąd lżejszy.
Wstałam i podeszłam do okna. Na podwórku dzieci jeździły na rowerach. Śmiały się, ktoś przewrócił się na trawie, po chwili znów wstał.
– Dlaczego teraz? – zapytałam cicho.
Leon podszedł bliżej.
– Bo zrozumiałem, że próbuję zadowolić wszystkich naraz. A tak się nie da. Kiedy powiedziałaś, że nie chcesz stracić siebie… zabolało mnie to. Nie chcę być kimś, kto cię do tego doprowadza.
Odwróciłam się w jego stronę.
– A co z tobą? Z twoim marzeniem o dziecku?
Westchnął.
– Ono nie zniknęło. Jednak nie chcę, żeby było spełnione kosztem ciebie. Chcę, żebyśmy oboje byli na to gotowi.
Usiedliśmy w ciszy. W końcu powiedziałam to, czego wcześniej nie potrafiłam ubrać w słowa.
– Ja nie mówię „nigdy”. Mówię „nie teraz”. Chcę poczuć, że to nasza wspólna decyzja, a nie odpowiedź na cudze oczekiwania.
Leon skinął głową.
– Dajmy sobie rok. Bez presji. Skupmy się na nas. A potem wrócimy do tematu.
Poczułam, jak napięcie, które nosiłam w sobie od miesięcy, powoli ustępuje.
Odzyskałam spokój
Tydzień później zaprosiliśmy teściów do nas. Przy stole panowała sztywna atmosfera.
– Chcemy ustalić jedną rzecz – zaczął Leon. – Doceniamy waszą troskę, ale decyzje o naszym życiu podejmujemy sami.
Teść spojrzał na mnie, potem na syna.
– Czyli mamy się nie wtrącać.
– Prosimy o zaufanie – odpowiedziałam spokojnie.
Zapadła cisza. W końcu teściowa westchnęła.
– Trudno nam się powstrzymać, bo bardzo was kochamy.
– Wiem – powiedziałam. – I właśnie dlatego potrzebujemy wsparcia, nie nacisku.
To nie była ciepła rozmowa, nie padły serdeczne uściski. Jednak coś się zmieniło. Wieczorem, gdy zamknęliśmy drzwi za gośćmi, Leon objął mnie w przedpokoju.
– Jesteś silniejsza, niż myślisz – szepnął.
Uśmiechnęłam się.
– A ty odważniejszy.
Remont łazienki przestał być symbolem udowadniania czegokolwiek. Stał się początkiem rozmowy, która była trudna, ale potrzebna. Po raz pierwszy od dawna poczułam, że w naszym domu naprawdę jest miejsce na nasze decyzje – nawet jeśli inni muszą się do nich dopiero przyzwyczaić. Zrozumiałam, że największy brud nie krył się w starych fugach, tylko w niedopowiedzeniach. A kiedy w końcu je wypowiedzieliśmy, zrobiło się jaśniej niż po wymianie wszystkich płytek.
Dagmara, 33 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Gdy przeszłam na emeryturę, kupiłam sobie sukienkę do trumny. Bałam się, że starość to już tylko czekanie na koniec”
- „Mąż wyszedł do spożywczego po zakupy i nigdy nie wrócił. Oniemiałam, gdy po latach zobaczyłam go w innym mieście”
- „Koleżanki zazdroszczą mi męża. Nie wiedzą, że w naszym związku panuje chłód, a prognozy nie przewidują odwilży”

