Reklama

Nigdy nie byłam tą dziewczyną, którą się zauważa od razu. W klasie miałam swoje miejsce pod ścianą, z którego świetnie widziałam, jak inni żyją – bardziej, głośniej, pewniej. Z Mają siedziałyśmy razem od podstawówki. Była moją opoką, kotwicą i lustrem – razem śmiałyśmy się z tych samych rzeczy i razem nie pasowałyśmy do tych szkolnych układanek.

Z Kacprem zaczęło się jakoś naturalnie. Był popularny, ale nie taki typowy „król szkoły”. Miał coś więcej – ambicję, urok, poczucie celu. Czasem nie dowierzałam, że wybrał mnie. Że widział we mnie coś, czego sama nie zauważałam.

Studniówka miała być niezapomnianą nocą. Tańce, śmiech, polonez i może zbyt ciasne szpilki. Nikt nie ostrzegał, że to może być moment, w którym świat się przechyla. Że wystarczy jeden tytuł – „Królowa studniówki” – by wszystko, co było moje i bezpieczne, nagle zaczęło się chwiać.

Zanim powiem, jak to się stało, muszę cię zabrać do tamtej sali, gdzie światła błyskały w rytm hitów, a ja jeszcze nie wiedziałam, że nic już nie będzie takie samo.

Czułam się wyjątkowa

W sali błyskały światła, DJ podkręcał tempo, a suknie wirujące na parkiecie wyglądały jak w zwolnionym filmie. Siedziałam z Mają przy stole, poprawiając po raz setny ramiączko sukienki. Kacper podszedł i nachylił się:

– Chodź, zatańczmy. Jeszcze trochę i ogłoszą wyniki.

Pokiwałam głową i dałam się pociągnąć na parkiet. Czułam, jak serce bije mi szybciej, ale nie przez taniec. Przez napięcie, które unosiło się w powietrzu. To był tylko głupi konkurs, a jednak każdy czekał. Król i królowa studniówki – wybierani głosami uczniów. Śmiech, zabawa, prestiż. Tak mówili.

Gdy z głośników padło moje imię, przez sekundę sądziłam, że się przesłyszałam.

– Malwina! – powtórzył konferansjer z entuzjazmem. – Wasza tegoroczna królowa!

Zamarłam. Wszyscy klaskali. Podeszłam, czułam, jak drżą mi kolana. Kacper uśmiechał się szeroko. Maja… nie patrzyła w ogóle. Stała z boku, ramiona skrzyżowane na piersi, jakby nagle zrobiło jej się zimno.

Założyli mi koronę. Plastikową. Lśniącą. Śmieszną. I ciężką.

Jestem z ciebie dumny – szepnął Kacper, ściskając moją dłoń.

– Dzięki… – wymusiłam uśmiech, ale żołądek ścisnęło mi dziwnie.

Gdy wróciłam do stolika, Maja skinęła głową.

– Gratulacje – powiedziała z miną, jakiej nie znałam.

Coś było nie tak. Ale jeszcze nie wiedziałam co.

Zrobiło się dziwnie

Pierwszy poniedziałek po studniówce był dziwnie cichy. Nikt nie rzucał żartów na korytarzach, nie było chichotów z końca sali. Może to tylko poranny zjazd po emocjach – pomyślałam. Może wszystkim już przeszło. Ale nie Majce.

– Hej – zaczęłam ostrożnie, stając przy jej ławce.

– Hej – odpowiedziała chłodno, nie podnosząc wzroku znad zeszytu.

– Co jest?

– Nic. Po prostu... dobrze, że już jesteś „królową”. Teraz pasujemy do siebie jeszcze mniej, co?

Zamurowało mnie. Usiadłyśmy razem w stołówce dopiero po trzecim podejściu z mojej strony. Była zdystansowana, ironiczna. Kiedyś czytała mi wiadomości od chłopaków, teraz chowała telefon.

Pojawiły się też szepty. Na przerwach, na Messengerze. Że „to ustawka”, że „wszyscy wiedzą, kto za tym stoi”. Że „ktoś komuś coś obiecał”. Nie musiałam się domyślać – to o mnie.

– Kacper, powiedz mi tylko jedno – zapytałam, łapiąc go po lekcjach. – Namawiałeś ludzi, żeby głosowali na mnie?

Wzruszył ramionami.

– I co z tego? Przecież zasłużyłaś. Trochę zachęciłem znajomych, to chyba nie zbrodnia.

– Ale nie mówiłeś mi o tym.

– Bo nie chciałem, żebyś się przejmowała. Chciałem, żebyś wygrała.

Zamknęłam oczy. Niby zrobił to z troski. A jednak czułam się... oszukana. Maja zaczęła siedzieć z Olą. Tą samą Olą, która jeszcze tydzień temu kręciła głową z pogardą, gdy ktoś wspomniał moje imię.

Poznałam całą prawdę

Znalazłam je w toalecie. Maję i Olę. Śmiały się z czegoś, dopóki mnie nie zauważyły. Wtedy śmiech zamarł. Cisza była gorsza niż jakikolwiek komentarz.

Możemy pogadać? – zwróciłam się do Mai.

Ola uniosła brew, ale Maja tylko wzruszyła ramionami i wyszła za mną.

– Co jest między tobą a Olą? – zapytałam, gdy zostałyśmy same.

– Nic. Przynajmniej ona nie udaje.

– Ja udaję? – wybuchnęłam. – Serio?

– Ty nawet nie wiesz, co się działo za twoimi plecami, prawda?

Zamilkłam.

– Kacper wysłał screena naszej rozmowy do grupy chłopaków. Ten, w którym pisałam, że nie będę głosować na Olę, bo mam inne zdanie. Wiesz, jak to zabrzmiało? Ola zrobiła z tego aferę. A ja dostałam etykietkę „manipulatorki”.

– Nie miałam pojęcia…

– Wiem. Bo przecież ty miałaś zostać królową. I zostałaś. A ja… ja zostałam sama w tym całym syfie.

– Maja, przepraszam. Ja nie…

– Nie chodzi już o to, że wygrałaś. Tylko o to, jak. I że niczego nie zauważyłaś. Jakbyś przestała być sobą.

Nie odpowiedziałam. Wbiłam wzrok w kafelki. Każde słowo ciążyło mi w gardle.

Kacper… zrobił to bez mojej zgody. Naprawdę.

– To mu powiedz – rzuciła i odeszła.

Ale kiedy próbowałam, Kacper tylko wzruszył ramionami.

– Zrobiliśmy, co trzeba. Ludzie i tak nie głosują uczciwie.

Zrozumiałam wtedy, że coś we mnie pękło. I nie da się tego łatwo skleić.

Nie tak miało być

Korona leżała na moim biurku. Złoty plastik wyglądał teraz jak tani żart z samej siebie. Dotykałam jej czasem, jakby była dowodem – że to wszystko się wydarzyło naprawdę. Że byłam „królową”, choć nie czułam się jak ktokolwiek wyjątkowy.

Popularność okazała się bezsensowna. Ludzie przestali szeptać, ale też przestali mówić do mnie cokolwiek. Nauczyciele uśmiechali się sztucznie, koledzy z klasy patrzyli z dystansem. Ola? Stała się królową w inny sposób – wokół niej zawsze ktoś był, a ja zaczęłam siadać sama. Kacper? Był. Ale jakby obok.

– Nie przesadzasz trochę z tym wszystkim? – rzucił kiedyś. – Jakbyś z powodu głupiej korony straciła kontakt z rzeczywistością.

– Może właśnie z jej powodu zaczęłam go odzyskiwać – odpowiedziałam i po raz pierwszy widziałam w jego oczach cień niepewności.

Nie powiedział nic więcej. Z nauczycielką od polskiego porozmawiałam przypadkiem, gdy zostawiłam telefon na ławce.

– Malwina… Wiesz, że nie musisz nikomu nic udowadniać, prawda?

– A jeśli udowadniałam coś sobie?

Uśmiechnęła się smutno.

– Wtedy tym bardziej uważaj. Żebyś nie zgubiła tego, co w tobie najprawdziwsze.

Wieczorem próbowałam napisać do Mai. Pisałam, kasowałam. W końcu tylko jedno słowo zostało: „Przepraszam”. Wysłałam je. Bez oczekiwań. Zobaczyłam tylko „wyświetlono”. Bez odpowiedzi.

Straciłam przyjaciółkę

Minęły dwa tygodnie, zanim znów spojrzałam Mai w oczy. Spotkałyśmy się na korytarzu, przypadkiem. Ona z kubkiem kawy, ja z duszą na ramieniu.

– Maja… możemy chwilę?

Wzruszyła ramionami. Wyszłyśmy przed szkołę. Wzięłam głęboki wdech.

– Nie oczekuję, że mi wybaczysz. Ale muszę ci powiedzieć prawdę. Nie o głosach, nie o Kacprze. O mnie.

Milczała.

– Dałam się wciągnąć w coś, co mnie przerosło. Przez moment poczułam się... ważna. Widzialna. I straciłam czujność. Ciebie.

Spojrzała na mnie. Było w tym spojrzeniu coś miękkiego, ale i twardego jak kamień.

– Wiesz, co zabolało mnie najbardziej? Że nawet nie zauważyłaś, że dla ciebie walczyłam. Że z mojej szczerości zrobił się pretekst do gnojenia mnie. I nikt nie stanął w mojej obronie. Nawet ty.

– Masz rację – powiedziałam. – Wtedy byłam zajęta sobą. A teraz... nie wiem, kim jestem bez ciebie.

– Może najwyższy czas się dowiedzieć – odpowiedziała cicho.

Nie odwróciła się na pięcie. Nie przytuliła. Po prostu odeszła.

Wróciłam do domu i sięgnęłam po koronę. Usiadłam z nią na podłodze. Przez chwilę tylko patrzyłam. A potem otworzyłam pudełko po butach i wsunęłam ją do środka. Zamknęłam. Schowałam głęboko w szafie. Będę mieć złe wspomnienia.

Malwina, 19 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama