„Żona rzucała się na facetów jak na świąteczne pierogi. Bezczelnie wmawiała mi, że to moja wina”
„Zauważałem, że przyglądała się mężczyznom, podczas gdy oni patrzyli na nią pożądliwie. Czasem traciłem nad sobą panowanie. Bo niby jak miałem reagować? Stać z boku i bezczynnie patrzeć, gdy nieznajomi gapią się na moją żonę, a ona ich kokietuje?”.

- listy do redakcji
Patrzę jej prosto w oczy, ledwo powstrzymując wściekłość, która we mnie narasta. A nie mówiłem? Miałem rację od początku, choć próbowała mi wmówić coś zupełnie przeciwnego.
– Masz kogoś na boku! – warknąłem wściekle. – Wiedziałem to od dawna! Ile to już trwa? Powiedz mi, kto to jest? Może Adam albo Grzesiek? Czy może jakiś obcy facet?
– Oszalałeś do reszty – odpowiedziała spokojnie Agata, a każde wypowiedziane przez nią słowo było jak nóż wbijany w moje serce. – Mam po dziurki w nosie twojej paranoi. Zastanawiam się, jak długo jeszcze dam radę to wszystko wytrzymać? Słuchaj, powinieneś się zgłosić do specjalisty.
Mam ochotę jej solidnie dogadać, ale wiem, że to wszystko zepsuje. Na bank by się wściekła i mogę zapomnieć o tym, że do mnie wróci. Ledwo udało mi się ją przekonać do dania mi kolejnej szansy po tym incydencie, kiedy złapałem ją za rękę podczas tego wernisażu. Gdybym teraz znowu stracił nad sobą kontrolę, pewnie by mi tego nie wybaczyła.
Może powinienem choć na chwilę pokazać jej całą złość, która się we mnie gotuje? Wtedy może wreszcie zrozumiałaby, jak bardzo mnie krzywdzi? Przed oczami stają mi wszystkie te sytuacje, przez które moja kobieta teraz stoi z walizkami, gotowa żeby odejść.
„Dajcie spokój, co ona sobie wyobraża? Że mam klapki na oczach? Na serio wydaje jej się, że nie widzę tych jej żałosnych prób flirtowania? Przecież chyba każdy tu zauważył, jak się do niego przymila!” – takie myśli kotłowały się w mojej głowie, kiedy obserwowałem zachowanie Agaty podczas wernisażu, gdzie zabrał nas Grzesiek. Trzeba przyznać, że klimat był przyjemny i oczywiście bardzo wytworny. Niewiele jest szans, żeby uczestniczyć w podobnych wydarzeniach.
Jeszcze sekunda i zaczną się całować!
Wszystko szło dobrze, dopóki moja żona nie zaczęła rozmawiać z tym całym artystą. Od razu dostrzegłem chemię między nimi. Spoglądał w jej stronę tak czule, a ona miała taki wyraz twarzy... Poczułem się, jakby ktoś mnie kopnął w brzuch.
– Co się dzieje? – Grzegorz poklepał mnie po ramieniu. – Wszystko gra?
– Człowieku, jak ona może tak robić? – wydusiłem z siebie, kipiąc ze złości.
– O czym ty mówisz? – spytał zdumiony.
– O Agacie! Zobacz tylko, za moment się na siebie rzucą! Jeszcze sekunda i zaczną się całować!
Grzesiek zerknął na całą scenę i wzruszył tylko ramionami.
– Przestań już – mruknął. – To zwykła rozmowa. Na wernisażach właśnie o to chodzi – artyści spotykają się z osobami, które przyszły obejrzeć ich prace.
– On się w nią wpatruje bez przerwy!
– No przecież rozmawiają, to gdzie ma się patrzeć? – powiedział Grzesiek z wyraźną frustracją.
– Ale zobacz jak! Ten koleś praktycznie pożera ją wzrokiem, a ona? Popatrz na nią, jest totalnie zachwycona!
Grzesiek milczał przez chwilę i wypuścił głośno powietrze.
– Słuchaj, nie chcę cię urazić, ale wydaje mi się, że masz jakiś problem – stwierdził. – Agata jest bardzo atrakcyjną dziewczyną, więc musisz się przyzwyczaić, że faceci będą się nią interesować.
Cholera, nie mogłem już na to patrzeć! Co on sobie wyobraża?! Moja żonka flirtuje z jakimś pajacem, a ten jeszcze takie rzeczy wygaduje?! Nie wytrzymałem. Ruszyłem w stronę tej roześmianej parki i chwyciłem żonę za łokieć.
– Wracamy natychmiast! Koniec tej zabawy!
– Poczekaj... – próbowała protestować, ale już ciągnąłem ją w kierunku drzwi.
Ten gość od galerii zamarł w bezruchu, szczęka mu opadła. Wyglądał na kompletnie osłupiałego i chyba mocno zawiedzionego.
Nie mogłem tego darować
W mieszkaniu rozpętało się istne piekło. Agatka robiła niewinną minę i udawała, że nie rozumie, o co mi biega, choć dokładnie wyjaśniłem jej, jak wyglądały te jej pogaduszki z tym typem od obrazów.
– A może z gościem, który odnawiał nam chałupę, też się tak zabawiałaś? – rzuciłem z ironią. – A może nawet... kto wie? Bo szczerze mówiąc, nie mam bladego pojęcia, czy nie odwiedzałaś go podczas jego pracy, kiedy ja harowałem w firmie.
– Chyba ci odbiło! – wykrzyknęła. – Za każdym razem, gdy zamienię parę słów z jakimś facetem, ty od razu urządzasz awanturę! I to nie pierwszy raz się tak zachowujesz! Ale jeszcze nigdy nie wyciągnąłeś mnie z przyjęcia używając siły. Posłuchaj uważnie – nie pozwolę się tak traktować!
To się w głowie nie mieści! Sądziła, że nikt się nie zorientuje? No tak, doskonale udawała niewiniątko.
– Posłuchaj mnie uważnie, skarbie, nie zamierzam przymykać oka na to, jak flirtujesz z innymi kolesiami! Możesz uważać, że przesadzam, ale nie jestem ślepy i wszystko widzę!
Chwyciłem Agatę za ramiona i szarpnąłem nią mocno, lecz moment później przepraszałem ją ze łzami w oczach. Przez kolejne dni nie odezwała się ani słowem. Jednak w miarę upływu czasu napięcie zelżało, więc uznałem, że Agata zrozumiała swoją pomyłkę.
Zwalała cała winę na mnie
W trakcie spotkań towarzyskich większość czasu spędzała na rozmowach z kobietami, tylko od czasu do czasu wymieniając krótkie uwagi z mężczyznami. To jednak nie wystarczyło, żeby mnie uspokoić. Widziałem, jak ukradkiem zerka na innych facetów i jak oni nie mogą oderwać od niej wzroku. Bywały momenty, kiedy nie potrafiłem nad sobą zapanować i powstrzymać się od wybuchów złości. W takich sytuacjach zawsze kończyło się to głośną awanturą.
Na jednej z naszych awantur Aga wcisnęła mi do ręki stos zapisanych kartek.
– Zobacz dokładnie o czym tam piszą, zrozumiesz coś więcej o obsesyjnej zazdrości – powiedziała. – Właściwie pasują do ciebie wszystkie objawy, tylko na razie mnie nie tłuczesz. Chociaż ostatnio wyciągnąłeś mnie siłą z galerii, a potem zostały mi siniaki na ręce. W sumie niewiele to się różni od uderzenia w twarz.
Kompletnie nie miałem zamiaru szukać informacji w książkach. No bo przecież to normalne, że każdy jest zazdrosny o partnera, prawda? Wystarczy po prostu, żeby druga połówka nie dawała powodów.
– Zostań, proszę. Będę się starać, żeby było lepiej!
– To nic nie da – kręci głową. – Naprawdę bardzo cię kocham, nawet z tymi wszystkimi dziwactwami. Widzę, jak się męczysz. Szukałam informacji, nawet poszłam do specjalisty...
– Tylko rozmawiałaś, czy może... – zaczynam mówić, ale urywam wpół słowa. Muszę się uspokoić.
– No właśnie o to chodzi – Agata zaczyna płakać. – Ta okropna, chorobliwa zazdrość. Non stop myślisz, że cię zdradzam, że kokietuję każdego faceta dookoła. Potrzebujesz pomocy specjalisty!
Próbuję zachować spokój i nie dać się ponieść emocjom. Teraz naprawdę muszę trzymać nerwy na wodzy. Po jej wyjeździe na pewno znajdzie się jakiś facet, który będzie próbował do niej startować. A może już ktoś się nią interesuje... Pewnie któryś z chłopaków z mojego towarzystwa... Zaraz, zaraz... O czym ja w ogóle myślę? Moja kobieta właśnie się wyprowadza, a ja zawracam sobie głowę takimi rzeczami?
– Mogę iść do psychologa, mówię poważnie – szepczę cicho.
– Odezwij się, gdy już rozwiążesz swoje problemy. Za każdym razem obiecujesz, że przestaniesz się awanturować. Nawet nie spojrzałeś na te materiały, które ci wydrukowałam. A może tak ci na rękę?
– Nie masz w sobie ani krzty współczucia! – odpowiadam ze smutkiem. – Szukasz pierwszego lepszego pretekstu do rozstania.
– A ty byś ze mną został po tym cyrku, który zrobiłeś na imprezie u Andrzeja?! Powinieneś dziękować, że koleś nie składa pozwu!
Gryzę wargę tak mocno, że czuję ból. Na samo wspomnienie tego wydarzenia czuję jednocześnie wstyd i złość.
Zostawiasz mnie? Ciekawe dla którego...
Andrzej kończył wtedy czterdziestkę i szykował wielką imprezę. Dzień przed Grzesiek odbył ze mną rozmowę.
– Mam nadzieję, że nie będziesz robił żadnych cyrków, co? – powiedział do mnie zatroskany Grzesiek.
– O czym ty mówisz? – spojrzałem na niego zaskoczony.
– No wiesz... Żadnego robienia scen z Agatą. Przestań udawać. Wszyscy wiedzą, że wściekasz się o każdy drobiazg. Trzymaj nerwy na wodzy, dobra?
– Spokojnie – odpowiedziałem cicho. – Będę grzeczny jak aniołek. Zobaczycie wszyscy, że umiem się zachować zgodnie z waszymi oczekiwaniami.
– Wybacz szczerość... – Grzesiek pokręcił głową z niezadowoleniem. – Ale to źle, że musisz się tak kontrolować, by nie wybuchnąć. Zazdrość jest normalna, lecz wszystko ma swoje granice...
– Wystarczy tego! – uciąłem w pół zdania. – Nie będzie żadnych awantur.
Składanie obietnic to jedno, ale wywiązanie się z nich to zupełnie inna historia. Próbowałem zachować spokój, jednak za każdym razem, gdy jakiś koleś zbyt nachalnie gapił się na Agatę, krew we mnie wrzała. Nie można jej było odmówić – wyglądała obłędnie. Byłem pewien, że każdy z tych facetów tylko czeka na okazję, żeby zaciągnąć ją do łóżka, a ona pewnie nie miałaby nic przeciwko.
Przez jakiś czas udawało mi się zachować pozory normalności, nawet prowadziłem luźne rozmowy, ale cały czas musiałem być czujny. W końcu po jednym drinku za dużo straciłem nad sobą kontrolę. Przynajmniej tak to sobie później tłumaczyłem.
Patrzyłem, jak jubilat wiruje w tańcu z moją żoną. Bawili się na parkiecie jak para nastolatków – oboje promieniejący szczęściem i radością. Zastanawiałem się, dlaczego Sylwia w ogóle pozwala mężowi na takie rzeczy.
Jednak nie wytrzymałem
Gdy zespół zagrał wolną melodię, wszystko się posypało. Kolega położył rękę na biodrze Agi, która wtedy mocno się do niego przytuliła. Coś jej powiedział cicho do ucha, wywołując u niej śmiech. Dopiero widok Andrzeja leżącego na ziemi z krwawiącym nosem i krzyk jego przerażonej żony wyrwały mnie z odrętwienia.
Po powrocie do domu rozpętało się prawdziwe piekło. Moja żona wpadła w szał i wykrzyczała, że ma tego dość. Trzasnęła drzwiami tak mocno, że aż zadrżały ściany. Przez dłuższą chwilę nie mogłem oderwać oczu od miejsca, gdzie przed momentem stała. Do głowy wdarła się natrętna myśl – dogonić ją, przyciągnąć z powrotem, zanim wpadnie w ramiona tego kolesia, przez którego się rozstaliśmy. Ale szybko oprzytomniałem.
Napomknęła, że na jakiś czas wraca do swoich rodziców. Zanim wyszła, dodała gorzko, że przynajmniej dobrze, że nie mamy dzieci, które musiałyby to wszystko oglądać. Podchodzę do swojego biurka i z szuflady wyjmuję schowane tam dokumenty.
Na pierwszej stronie widnieje tytuł: „Patologiczna zazdrość”. Może dopiero odejście żony było tym, czego potrzebowałem, żeby w końcu coś z tym zrobić? Podczas czytania powoli uświadamiam sobie, że jednak to ja mogę być źródłem problemu, a nie inni ludzie. Myślę sobie, czy kiedykolwiek będę w stanie to przezwyciężyć.
Tomasz, 34 lata
Czytaj także:
„Laski leciały na mnie jak ćmy do światła. Przestałem skakać z kwiatka na kwiatek, gdy poznałem pewną mężatkę”
„Mąż składał ręce do pacierza i nie chciał tknąć mnie kijem. Zamiast w objęcia Morfeusza, oddałam się dłoniom kochanka”
„Syn i wnuk są w jednym wieku. Nikt się nie zastanawia, co czują dzieci starych rodziców. Ja wiem. Wstydzą się”