„Żona dała mi ultimatum: ona albo moje dzieci z pierwszego małżeństwa. Dziś żałuję swojej decyzji”
„Kochałem swoje dzieci, ale od miesięcy bałem się, że jeśli postawię się Anecie, zostanę z niczym. Tłumaczyłem sobie, że przecież ona jest moją przyszłością, że muszę dać tej miłości szansę, nawet jeśli coś we mnie krzyczało, że robię błąd”.

Samotność. Tak właśnie brzmi moje życie, kiedy zamykam za sobą drzwi po pracy i w mieszkaniu rozlewa się cisza. Jest kawa, śniadanie, internet, czasem telewizja. I to nieustające wrażenie, że czegoś nie dokończyłem, że coś mi uciekło, rozlało się przez palce i już nie wróci. Moje dzieci… Nie widziałem Oli i Kuby od kilku lat. Nie wiem nawet, jak dzisiaj wyglądają.
Kiedyś powtarzałem sobie, że to wszystko musi mieć sens, że nowy początek jest możliwy, że jeśli bardzo się postaram, pogodzę przeszłość z teraźniejszością. Wmawiałem sobie, że miłość do Anety to druga szansa. Że muszę coś poświęcić, żeby dostać coś w zamian. Byłem przekonany, że da się zbudować szczęście od zera, nawet jeśli gdzieś po drodze zostawiło się kawałek siebie.
Ale dziś nie mam już żadnych złudzeń. Wiem, że zawiodłem. Byłem ojcem, który chciał wszystko pogodzić, a wyszło jak zawsze. Chciałem być kimś lepszym, niż mój własny ojciec. Teraz zostałem tylko z wyrzutami sumienia.
Dzieci przeszkadzały nowej żonie
– Tomek, ja już nie mogę! – Aneta postawiła na blat kubek z kawą, aż rozlała się po stole. – Wiesz, ile ja muszę znosić? Te twoje weekendy z dzieciakami, ciągłe rozmowy o tym, co robiła Ola, co powiedział Kuba. Mam już tego dość!
Stałem przy zlewie i bezwiednie zmywałem talerz po śniadaniu. W gardle ścisnęło mnie na tyle mocno, że nie byłem w stanie wydobyć z siebie słowa.
– Myślałam, że zaczniemy razem coś od nowa, a ty ciągle żyjesz przeszłością! – Aneta podniosła głos jeszcze bardziej. – Albo one, albo ja. Nie będę matką zastępczą. Albo tworzysz ze mną nową rodzinę, albo żyj sobie w przeszłości.
Zamilkłem. Tak naprawdę wiedziałem, że ten moment kiedyś nastąpi, tylko łudziłem się, że Aneta zaakceptuje dzieci z mojego pierwszego małżeństwa. Przecież mówiła, że rozumie, że są dla mnie ważne. A teraz jej słowa brzmiały jak wyrok.
– Wybierz – dodała ciszej, patrząc na mnie z takim chłodem, jakiego nigdy wcześniej u niej nie widziałem.
We mnie wszystko się zagotowało. Kochałem swoje dzieci, ale od miesięcy bałem się, że jeśli postawię się Anecie, zostanę z niczym. Tłumaczyłem sobie, że przecież ona jest moją przyszłością, że muszę dać tej miłości szansę, nawet jeśli coś we mnie krzyczało, że robię błąd. Stałem wtedy w kuchni i czułem się jak dziecko – małe, bezradne, przerażone samotnością.
Nigdy nie sądziłem, że ktoś kiedykolwiek postawi mnie przed takim wyborem. Ale wtedy, tamtego dnia, poddałem się – bardziej ze strachu niż z rozsądku.
Dzieci były zawiedzione
Siedzieliśmy na ławce w parku. Ola patrzyła na mnie podejrzliwie spod długich rzęs, Kuba wiercił się niespokojnie i kopał kamyk pod nogą.
– Tata, czemu już z nami nie spędzasz weekendów? – zapytała Ola bez ogródek.
Zabrzmiało to zbyt dorosło, jak na trzynastolatkę.
Zebrałem się w sobie.
– Wiesz… sprawy się trochę skomplikowały. Aneta też mnie potrzebuje. Muszę jakoś to wszystko pogodzić.
Kuba spojrzał na mnie, jakby czegoś nie rozumiał.
– Czyli już nas nie potrzebujesz? – rzucił cicho.
Wtedy poczułem, jak coś we mnie pęka. Chciałem się wytłumaczyć, obiecać, że to wszystko tylko na chwilę, że za miesiąc, może dwa wszystko się poukłada. Ale głos mi zadrżał, a wstyd zalał twarz.
– To nie tak, Kuba… Po prostu teraz mam trochę trudny czas – powiedziałem, próbując się uśmiechnąć. Brzmiało to jak kiepska wymówka, której sam się wstydziłem.
Ola spojrzała na brata, potem na mnie.
– A myślałam, że jesteśmy dla ciebie ważni – mruknęła. – Ale rozumiem, masz nowe życie, nową rodzinę.
Milczałem. W głowie huczały mi słowa Anety, groźba samotności, którą już przeczuwałem. Tłumaczyłem sobie, że może za parę tygodni, jak emocje opadną, wszystko wróci na swoje miejsce. Ale dzieci patrzyły na mnie jak na kogoś obcego. Czułem się jak potwór. I wtedy zrozumiałem, że coś właśnie zaczęło się psuć na zawsze.
To była trudna decyzja
Długo krążyłem wokół tematu, aż w końcu nadszedł ten dzień. Zaprosiłem dzieci do siebie, choć wiedziałem, że nie potrafię im wytłumaczyć tego, co sam ledwo rozumiałem. Kuba bawił się samochodzikiem na dywanie, Ola siedziała na kanapie i udawała, że nie obchodzi jej, co powiem.
Usiadłem naprzeciwko nich i długo milczałem. W końcu zebrałem się na odwagę.
– Chciałem wam coś powiedzieć… Przez najbliższy czas nie będziemy się widywać tak często. Muszę… muszę trochę przemyśleć pewne sprawy.
Ola spojrzała na mnie szeroko otwartymi oczami. Nic nie mówiła, tylko ścisnęła dłonie w pięści. Kuba zerwał się nagle i rzucił samochodzik na podłogę.
– To przez Anetę? Bo ona ci zabrania? – zapytał drżącym głosem.
Zabrakło mi słów.
– To nie wasza wina. Po prostu… muszę uporządkować parę rzeczy.
Kuba rozpłakał się. Ola wstała i bez słowa wyszła do drugiego pokoju. Siedziałem tam jak skazaniec, słysząc cichy szloch syna zza ściany. Każde zdanie wbijało się we mnie jak gwóźdź. Tłumaczyłem sobie, że przecież to tylko na chwilę, że dzieci zrozumieją, że kiedyś mi wybaczą.
Wieczorem Aneta objęła mnie w kuchni.
– Teraz jesteśmy naprawdę rodziną – szepnęła zadowolona, jakby właśnie wygrała bitwę.
A ja poczułem, że coś się skończyło. Wiedziałem, że już nie będę tym ojcem, którym chciałem być. I że od tej chwili każdy dzień będzie tylko próbą zagłuszania poczucia winy.
Nie było kolorowo
Minęły 4 lata. Dom, który miał być nowym początkiem, stał się tylko adresem. Aneta coraz częściej wracała późno, coraz rzadziej pytała, jak minął mi dzień. Między nami rosła cisza, gęsta i lepka, taka, od której nie da się uciec.
– Wiesz, że się zmieniłeś? – rzuciła pewnego wieczoru, nie odrywając wzroku od telefonu. – Jesteś wiecznie przygaszony. Jakbyś żałował każdej decyzji, którą podjąłeś.
– Zostawiłem dla ciebie wszystko – powiedziałem w końcu, ciszej, niż planowałem. – Dzieci, swoje życie, siebie.
Aneta westchnęła z irytacją.
– Tomek, to był twój wybór. Nikt cię nie zmuszał.
Te słowa uderzyły mnie. Patrzyłem na nią i nagle zrozumiałem, że ona nigdy nie chciała mnie takim, jakim byłem naprawdę. Chciała wersji bez bagażu, bez przeszłości, bez dzieci.
– Nie chcę mieć dzieci – oznajmiła któregoś dnia, jakby mówiła o zmianie planów na weekend. – I nie chcę całe życie żyć w cieniu twoich wyrzutów sumienia.
Pakowała walizkę spokojnie, bez łez. Ja siedziałem na łóżku i czułem, jak rozsypuje się wszystko, co budowałem kosztem najważniejszych ludzi w moim życiu.
Zostałem sam. Próbowałem dzwonić do Oli. Pisałem do Kuby. Cisza. Żadnych odpowiedzi. Wtedy dotarło do mnie, że poświęciłem wszystko dla kobiety, która nigdy mnie nie kochała naprawdę. A dzieci… dzieci nauczyły się żyć beze mnie.
Muszę odzyskać zaufanie dzieci
Pisanie tej wiadomości zajęło mi godzinę. Siedziałem w pustym salonie, kciuk zawisł nad ekranem telefonu. W końcu wysłałem krótkiego SMS-a do Oli:
– Wiem, że zawiodłem. Chciałbym to naprawić, jeśli dasz mi szansę.
Mijały dni. Co chwilę sprawdzałem telefon, chociaż dobrze wiedziałem, że nie mam prawa niczego oczekiwać. Wreszcie po kilku dniach przyszła odpowiedź:
– Nie da się naprawić dzieciństwa. Zostawiłeś nas.
Poczułem, jakby ktoś wyrwał mi serce z piersi. Pisałem jeszcze, tłumaczyłem się, przepraszałem, oferowałem spotkanie, ale kolejne wiadomości już pozostały bez odpowiedzi.
Spróbowałem zadzwonić do byłej żony, poprosić, by porozmawiała z Kubą, ale usłyszałem tylko:
– Kuba nie chce cię widzieć. Sam kiedyś wybrałeś.
Wtedy naprawdę zrozumiałem, że nie ma drogi powrotnej. Chodziłem po pustym mieszkaniu, patrzyłem na stare zdjęcia, na których byłem jeszcze ojcem, który łapie Kube na barana, który trzyma Olę za rękę. Te obrazy bolały bardziej niż najgorsza samotność. Wewnętrznie miałem ochotę krzyczeć, rzucić wszystkim, wybiec z domu i błagać, by ktoś dał mi jeszcze jedną szansę. Ale zostało mi tylko milczenie, które wrastało we mnie coraz głębiej.
Wiedziałem już, że zawiodłem nie tylko dzieci. Zawiodłem samego siebie, jako ojca, mężczyznę, człowieka.
Tomasz, 46 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Zadzwoniłam do syna, że nie mam na chleb. Powiedział, że nigdy nie będzie moim bankomatem”
- „Ukochany nie dał mi perfum na walentynki, za to sam pachniał podejrzanie. Ciągnął się za nim smród zdrady”
- „Mieliśmy jechać na wymarzone ferie, ale pieniądze nagle wyparowały. Mąż wolał kupić teściowej nowy telewizor”

