Reklama

Miałam dobry pomysł, ale potem zaczęłam się zastanawiać. Przecież nie mogłam pozwolić na to, żeby Marzenka poszła na randkę w ciemno bez żadnej wiedzy o tym facecie. Jeśli wyjdzie na jaw, że Bartek jest dziwakiem albo jakimś niebezpiecznym typem, to będzie moja wina! Dlatego tak to się wszystko zaczęło.

Reklama

Był na ustach wszystkich koleżanek

Wystarczyło, że Bartek po raz pierwszy pojawił się w naszej firmie, a niemal wszystkie kobiety w biurze oszalały na jego punkcie. Dowiedziałyśmy się szybko, że skończył 35 lat, ale i tak wciąż nie stracił chłopięcego uroku. Wydawał się sympatyczny, pomocny, spokojny i wyjątkowo inteligentny. Co równie ważne – na jego palcu nie było ani śladu obrączki.

Pewnego dnia przyglądałam się z daleka urodziwemu koledze i przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Po powrocie z pracy wybrałam na telefonie numer do mojej przyjaciółki. Gdy odebrała, od razu wypaliła:

– Kochana, znalazłam faceta dla ciebie!

– Coś ty, naprawdę? – zaśmiała się kumpela. – A co to za jeden?

– Pracuje od niedawna w mojej firmie. Mówię ci, jest miły, przystojny i mądry – dokładnie taki typ, jak lubisz.

– A co dokładnie to znaczy?

– No wiesz, dorosły, krzepki facet ale z młodzieńczym urokiem – opisywałam zafascynowana własną pomysłowością. – Lubi pomagać innym i…

– A ty nie wolałabyś go dla siebie?

– Wiesz, ja wolę takich wysokich, umięśnionych, postawnych…

– O wyglądzie drwala, tak, wiem – miała się Marzena. – Ale skoro to taki ideał, to czemu żadna inna go jeszcze nie usidliła? Jak to możliwe, że jest singlem? Może coś ukrywa?

– Nie sądzę – zapewniłam ją od razu. – Przecież spotykamy się codziennie w firmie.

– No dobra, powiedzmy, że ci wierzę – wymamrotała Marzenka. – To jak chcesz to rozegrać?

– Spokojnie, mam pewien pomysł…

Postanowiłam jednak go sprawdzić

Miałam w głowie nieco skomplikowany plan. Dodałam do niego kilka dodatkowych elementów. Mimo tego, że sama zapewniałam koleżankę o wspaniałym charakterze Bartka, uznałam, że może warto go przetestować. Nie chcę przecież wysyłać koleżanki w ciemno na spotkanie z jakimś dziwnym gościem. Jak na złość, poranek przywitałam z bolącą głową i cieknącym nosem. Nie czułam się na siłach do zabawy w swatkę, a przypadkiem i tak zetknęłam się z Bartkiem z samego rana.

– Hej, Basia, jak się masz? O, czyżby coś cię brało na chorobę? – zagaił Bartek.

– Cześć, chyba nie da się tego ukryć – odpowiedziałam z zawodem.

Na pewno ci pomoże herbatka z hibiskusem – powiedział zdecydowanie Bartek i sięgnął do szuflady swojego biurka. – Wróć do siebie, a ja zaraz ci zaparzę.

„Kolejna rzecz na plus” – pomyślałam od razu. – „Taki troskliwy względem innych”.

Po kilku minutach piłam już aromatyczną herbatkę z dodatkiem plasterków cytryny. Od razu poczułam się trochę lepiej.

– Ta herbata dobrze ci zrobi, ma dużo witamin – dodał Bartek, siadając na krześle obok.

– No tak, kiedyś brałam multiwitaminę…

Lepiej postawić na witaminy ze świeżych owoców i warzyw – mówił z miną znawcy. – Ja każdego poranka robię koktajl z selera, żeby dodać sobie sił przed bieganiem.

– Biegasz w takie zimne dni? – byłam zaskoczona.

– Tak, pogoda i pora roku nie mają dla mnie znaczenia – uśmiechnął się Bartek.

„Zęby też ma idealne” – pomyślałam, zapamiętując ten fakt dla koleżanki. – „Prawie jak z telewizji”.

– Gdybyś po pracy lepiej się poczuła, to zapraszam do siebie na taki zielony koktajl – rzucił nagle Bartek. – Mogę też pożyczyć ci książkę z przepisami na soki i smoothies z warzyw. Poprawisz sobie odporność.

„Super!” – ucieszyłam się w myślach. – „Będę mogła sprawdzić go poza pracą!”. Uzgodniliśmy, że spotkamy się wieczorem.

Wszystko się układało

W czasie przerwy na lunch wybrałam numer do Marzeny.

Mam same dobre wieści – mówiłam ściszonym głosem. – Bartek dodatkowo stawia na zdrową dietę i sport, na pewno nie jesteś żądnym niebezpiecznym…

– Zaraz, zaraz – przerwała mi koleżanka. – Co znaczy ta dieta i sport?

– No wiesz, biega, ćwiczy, robi jakieś soki z selera…

– A to nie wydaje ci się podejrzane? Bo dla mnie brzmi, jakby był zapatrzony w siebie – tylko myśli o kondycji i wyglądzie…

– Ale przecież to świadczy o tym, że dba o zdrowie – odparłam. – Myślę, że to dobry znak.

W tej samej chwili pomyślałam jednak, że może Marzenka ma trochę racji. Zwątpiłam w swoje wcześniejsze ustalenia. Czy ja bym chciała mieć faceta, co myśli tylko o wyciskaniu warzyw, przegląda się non stop w lustrze i śledzi każdy gram tłuszczu… To też muszę chyba sprawdzić.

– Słuchaj, dla ciebie poświęcę czas i pójdę na to spotkanie z nim – wyznałam Marzence. – Jak będzie trzeba, to przetestuję nawet ten koktajl z selera, chociaż aż trudno mi o tym myśleć, bo pewnie ohydny…

Musiałam przeprowadzić testy

Okazało się, że Bartek mieszka całkiem niedaleko mnie. Po drodze uznałam, że kupię kawałek jabłecznika i butelkę dobrego wina. W końcu idę go odwiedzić pierwszy raz. W mieszkaniu zobaczyłam idealnie czystą kuchnię i przytulny salon. Usiadłam na miękkiej kanapie, a Bartek zaproponował mi ten cały koktajl z selera. Miałam zasugerować raczej kupione przeze mnie wino, ale uznałam, że przystanę na propozycję gospodarza.

Dostałam wielką szklankę zielonej mazi i głośno przełknęłam ślinę. O dziwno nawet mi smakował, a przynajmniej nie było tak źle, jak sobie wyobrażałam. Bartek coś mówił o warzywach, aż nagle zrobił wielkie oczy i wybiegł do kuchni.

– Coś nie tak? – zapytałam, idąc za nim. Szybko poczułam zapach dymu.

– A niech to! Przypaliła się nam kolacja – powiedział poddenerwowany Bartek, próbując zamieszać coś w garnku.

– A co to miało być? – podeszłam bliżej i zajrzałam do rondelka. Widniały tam jakieś ciemnobrązowe kulki.

– Kotlety z soczewicy w sosie marchewkowym – powiedział. – Ale wszystko się przypaliło…

Garnki nie wyglądały najlepiej, ale Bartek zdołał wyciągnąć kilka kotletów. Spojrzeliśmy na nie i wydaliśmy z siebie westchnienie – nie nadawały się do jedzenia.

– To nic – rzuciłam pocieszająco. – Wymyślimy coś innego.

– Na przykład co? – zapytał Bartek z łagodnym uśmiechem.

Chciałam, żeby zapomniał o tej wpadce, więc rzuciłam:

A może otworzymy to wino?

Zdrowa kolacja powędrowała do kosza na śmieci, a my poszliśmy z kieliszkami w kierunku kanapy.

– Mogę spróbować zrobić carbonarę na szybko – zaproponowałam, gdy usiadłam.

Bartek spojrzał na mnie zaciekawiony.

– Wspaniale! Bo wiesz, ostatnio jadałem głównie warzywa, kasze i ryż…

Ruszył do kuchni i po chwili wygrzebał z szafki paczkę makaronu pełnoziarnistego.

– No to teraz potrzebujemy tylko jajka, boczek i śmietanę – rzuciłam.

– Pójdę do sklepu, za 5 minut będę z powrotem! – zaproponował Bartek.

Wszystko mu wyznałam

Wyszedł, a ja po chwili wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do Marzeny.

Jestem u niego w mieszkaniu! – powiedziałam, zamiast się przywitać.

– No i co sądzisz? – zapytała.

– Nie jest żadnym dziwnym typem, wszystko z nim w porządku! Będziemy zaraz razem robić spaghetti!

– Mhm – zamruczała Marzena.

Wydawało mi się, że nie jest zbyt entuzjastyczna, zatem spróbowałam dodać kolejne zalety kolegi do listy.

– Jego mieszkanie jest naprawdę ładne. A do tego słucha klasycznej muzyki – zajrzałam na półkę z płytami.

– Wspaniale – skwitowała moja koleżanka. – Wiesz, coraz bardziej mam wrażenie, że on jednak nie jest dla mnie.

– No co ty, dlaczego? – nie mogłam zrozumieć.

Chyba ty się w nim zadurzyłaś. Nawet, jeśli sama jeszcze to do ciebie nie dotarło – zaśmiała się.

– Ale ja przecież dla ciebie tu przyszłam – zaczęłam. – Nie rozumiem…

– Dobra, daruj sobie te testy. Ja sama wreszcie kogoś poznałam i może się z tego wyjdzie. Baw się dobrze, Basiu.

Usłyszałam, jak Marzena się rozłączyła i zdziwiona spojrzałam na telefon. Wtedy do mieszkania wrócił Bartek z zakupami. Uznałam, że powinnam mu powiedzieć, co planowałam.

– Wiesz, ja przyszłam tutaj, bo… myślałam, że będziesz idealnym chłopakiem dla mojej koleżanki, Marzeny – wyznałam. – Ale niż tego nie będzie, już kogoś znalazła.

A ty uznałaś, że trzeba mnie przetestować? – spytał Bartek.

– Coś takiego, tak.

I co, egzamin zdany? – zapytał, patrząc na mnie uważnie.

– Oczywiście – odpowiedziałam i w tym momencie doszło do mnie to, co mówiła Marzena.

Później dowiedziałam się jeszcze kilku rzeczy o Bartku. Wiem, że jest przystojny, sympatyczny, pomocny i… doskonałe całuje. Jestem też pewna, że już nikomu go nie oddam!

Barbara, 28 lat

Reklama

Czytaj także:
„Zdradzałem żonę, gdy spała obok mnie. Domyśliła się, bo pewnej nocy zrobiłem coś godnego naiwnego idioty”
„Po romansie została mi pamiątka na całe życie, ale to mój mąż jest winny. Przez jego kłamstwa musiałam sobie radzić”
„Po 20 latach odkryłam sekretne życie mojego męża. Nie chcę żadnej przeklętej przybłędy w mojej rodzinie”

Reklama
Reklama
Reklama