atoms.adSlot.adLabel

Dom, który dzieliliśmy z Łukaszem, zawsze był dla mnie synonimem spokoju. Wspólne poranki, rozmowy przy kolacji, drobne gesty czułości budowały poczucie bezpieczeństwa, którego nie kwestionowałam ani przez chwilę. Ufałam mu bezwarunkowo, bo nigdy nie dał mi powodu do wątpliwości. Walentynki miały być tylko miłym akcentem, kolejnym spokojnym dniem w relacji, którą uważałam za pewną.

Znalazłam to przypadkiem

To stało się w sobotnie przedpołudnie, kiedy porządkowałam szafkę w garderobie. Chciałam tylko przełożyć zimowe swetry, zrobić miejsce na lżejsze rzeczy. Sięgnęłam po karton ustawiony najwyżej, ten, do którego rzadko zaglądaliśmy. Był cięższy, niż się spodziewałam. Kiedy go otworzyłam, zobaczyłam eleganckie pudełko, przewiązane wstążką w serduszka.

Serce przyspieszyło mi natychmiast. Nie dlatego, że się bałam. Wręcz przeciwnie. Poczułam coś na kształt ciepłego ukłucia radości, tej dziecięcej, niecierpliwej. Ostrożnie uniosłam wieczko. W środku był flakon perfum. Smukły, prosty, wyraźnie drogi. Taki, jakich sama sobie nigdy nie kupowałam, bo zawsze uważałam je za zbytek.

Odkręciłam korek i powąchałam. Zapach był dokładnie taki, jaki lubiłam. Nienachalny, ciepły, otulający. Taki, który pasował do mnie bardziej niż wszystkie zapachy, które do tej pory miałam na półce w łazience.

No proszę… – szepnęłam do siebie, czując, jak na twarzy pojawia mi się uśmiech.

Nie przyszło mi do głowy, że mogłyby być dla kogoś innego. Stały w naszym domu, schowane tak, jak chowa się niespodzianki. Walentynki były tuż-tuż. Wszystko układało się w logiczną całość. Łukasz czasem bywał dyskretny w takich sprawach, lubił element zaskoczenia.

Zamknęłam pudełko i wsunęłam je z powrotem na miejsce, dokładnie tak, jak było. Przez chwilę stałam nieruchomo, jakbym była świadkiem czegoś, czego nie powinnam była zobaczyć. Pomyślałam, że powinnam o tym zapomnieć, nie zdradzić się ani spojrzeniem, ani gestem.

Kiedy Łukasz wrócił z zakupów, spojrzałam na niego inaczej niż zwykle. Z nową czułością, z ukrytym porozumieniem.

– Wszystko w porządku? – zapytał, stawiając torby na blacie.

– Tak – odpowiedziałam szybko. – Po prostu sprzątałam.

Uśmiechnął się do mnie, a ja poczułam dumę i wdzięczność. Byłam pewna, że mam obok siebie kogoś, kto wciąż potrafi mnie zaskoczyć. Postanowiłam czekać na właściwy dzień. Na moment, w którym udam, że niczego nie wiem.

Czekałam na ten dzień

Kolejne dni mijały spokojnie, zwyczajnie. Właśnie ta zwyczajność działała na mnie uspokajająco. Łukasz był taki jak zawsze – uważny, miły, zaangażowany w nasze codzienne sprawy. Rano robił kawę, wieczorem dopytywał, jak minął mi dzień. Nie było w nim nerwowości ani pośpiechu, które mogłyby wzbudzić choć cień niepokoju.

Myślałem, żeby w weekend pojechać do lasu, jeśli pogoda dopisze – rzucił jednego wieczoru, krojąc warzywa do kolacji.

– Chętnie – odpowiedziałam. – Dawno nigdzie razem nie byliśmy.

Uśmiechnął się do mnie znad deski, jakby ta propozycja była czymś oczywistym. Patrzyłam na niego i w myślach wracałam do pudełka schowanego w garderobie. Do zapachu, który zdążyłam już zapamiętać. Z każdym dniem ten prezent rósł we mnie, obrastał znaczeniem, jakby był potwierdzeniem, że nadal jestem dla niego ważna.

Ukrywanie tej wiedzy stało się małą, prywatną grą. Kiedy Łukasz wspominał, że musi wyskoczyć po pracy na chwilę w weekend, nie doszukiwałam się drugiego dna. Gdy odbierał telefon i wychodził do drugiego pokoju, tłumaczyłam to zwykłą uprzejmością. Znałam jego rytm dnia, jego nawyki. Nic się w nich nie zmieniło.

A jednak czułam delikatne napięcie. Jakby we mnie samej coś się przesuwało. Zaczęłam bardziej przyglądać się drobiazgom. Temu, jak długo zatrzymywał na mnie wzrok. Temu, czy pytał o moje sprawy z taką samą ciekawością jak zawsze. Każdy jego gest odbierałam podwójnie – jako codzienność i jako zapowiedź zbliżającego się momentu.

Jesteś dziś jakaś zamyślona – zauważył pewnego wieczoru.

– Po prostu zmęczona – skłamałam lekko, nawet bez wyrzutów sumienia.

Nie chciałam psuć tej ciszy między nami. Tej harmonii, która wydawała się nienaruszona. Walentynki były coraz bliżej, a ja coraz mocniej wierzyłam, że to, co znalazłam, było dowodem jego uczuć. Że wszystko jest dokładnie tam, gdzie powinno być.

Niespodzianka była podwójna

Walentynki przyszły cicho, bez żądnych fanfar. Zwykły dzień roboczy, zwykły poranek. Łukasz wyszedł do pracy wcześniej niż ja, zostawiając na stole karteczkę z krótkim „miłego dnia”. Uśmiechnęłam się do niej, jakby była zapowiedzią czegoś więcej. Przez cały dzień nosiłam w sobie spokojne oczekiwanie, to miękkie napięcie pod skórą.

Wieczorem wrócił w dobrym nastroju. Zdjął płaszcz, pocałował mnie w policzek, jak zawsze.

Zamknij na chwilę oczy – powiedział nagle, sięgając do torby.

Serce zabiło mi szybciej. Zrobiłam, o co poprosił. Usłyszałam szelest papieru, potem ciepły ciężar na dłoniach.

– Już – oznajmił z wyraźną dumą w głosie.

Otworzyłam oczy. W rękach trzymałam… książkę. Ładnie wydaną, z okładką w stonowanych kolorach. Przez sekundę nie zrozumiałam, co czuję. Uśmiech pojawił się automatycznie, wyuczony.

– Pomyślałem, że ci się spodoba – dodał szybko. – Autor, którego lubisz.

Tak… dziękuję – odpowiedziałam, obracając książkę w palcach.

Łukasz patrzył na mnie z oczekiwaniem, jakby czekał na potwierdzenie, że trafił idealnie. A ja nagle poczułam, że coś we mnie opada. To nie było tylko rozczarowanie samym prezentem. Raczej zdziwienie. Puste miejsce tam, gdzie spodziewałam się czegoś innego.

– Podoba ci się? – zapytał po chwili.

Tak, jest… świetna – odparłam ostrożnie.

Siedzieliśmy potem przy stole, jedząc kolację. Rozmawialiśmy o drobiazgach, o pracy, o planach na weekend. Łukasz był swobodny, zadowolony z siebie. A ja w myślach wracałam do garderoby. Do pudełka, które nie pojawiło się na stole. Do zapachu, który nagle przestał pasować do tej chwili.

Gdy Łukasz poszedł się kąpać, poszłam do garderoby i zajrzałam do tamtego pudełka. Perfumy zniknęły. Zrozumiałam, że książka była wszystkim, co dla mnie przygotował. Nagle poczułam niepokój, którego nie potrafiłam nazwać.

Podejrzenia same we mnie rosły

Tej nocy długo nie mogłam zasnąć. Leżałam obok Łukasza, wsłuchując się w jego równy oddech, i po raz pierwszy od dawna czułam, że dzieli nas coś niewidzialnego. Myśli krążyły uparcie wokół jednego obrazu: eleganckiego flakonu przewiązanego wstążką. Próbowałam go zepchnąć na margines, wmówić sobie, że przesadzam, że szukam problemu tam, gdzie go nie ma. Na pewno da się to jakoś wyjaśnić.

Rano wszystko wyglądało normalnie, jak zwykle. Łukasz zapytał, czy zrobię zakupy po pracy, ja odpowiedziałam, że tak. Pocałował mnie na pożegnanie. Ten sam gest, co zawsze. A jednak poczułam ukłucie niepokoju, patrzyłam na niego z podejrzliwością.

W ciągu dnia zaczęłam cofać się myślami o kilka tygodni. Przypominałam sobie drobne sytuacje, które wcześniej nie miały znaczenia. Dłuższe rozmowy telefoniczne, które kończył niemal szeptem. Jakieś wyjście „służbowe”, o którym niewiele opowiadał. Nic konkretnego. Same strzępy, które teraz układały się w niepokojącą mozaikę.

Wieczorem, gdy siedzieliśmy na kanapie, spojrzałam na niego uważniej.

Dużo masz ostatnio pracy? – zapytałam, starając się, by brzmiało to naturalnie.

– Jak zwykle – odpowiedział bez wahania. – Czemu pytasz?

– Tak po prostu.

Wzruszył ramionami i wrócił do rozmowy o czymś zupełnie innym. A ja poczułam, jak we mnie narasta dziwne rozdwojenie. Jedna część mnie wciąż ufała mu bez reszty, druga jednak zaczynała zadawać pytania, których wcześniej nie było. Najtrudniejsze było to, że nie miałam żadnych dowodów. Tylko intuicję. Delikatny niepokój, który nie dawał się uciszyć. Wstydziłam się go. Wstydziłam się, że dopuszczam myśl, iż mogłabym nie być jedyną osobą, dla której Łukasz szykuje czułe gesty.

Nie miałam żadnych dowodów

Od tamtej chwili zaczęłam patrzeć na wszystko inaczej, jakbym nagle dostała nowe okulary, które wyostrzały tylko to, co niewygodne. Każda rozmowa, każdy gest Łukasza przechodził przez filtr moich myśli. Nie robiłam tego celowo. To działo się samo, bez mojej zgody.

Siedząc przy kuchennym stole, przypominałam sobie ludzi z jego otoczenia. Twarze, imiona, sytuacje, które wcześniej nie zostawiły śladu. Nagle pojawiła się Renata. Kobieta z pracy, o której wspominał od czasu do czasu. Zawsze neutralnie, bez emocji.

– Renata znowu wymyśliła, że trzeba coś zmienić w projekcie – rzucił kiedyś mimochodem.

– Ta Renata? – dopytałam wtedy, bardziej z grzeczności niż ciekawości.

– No, ta – odpowiedział i temat się skończył.

Dopiero teraz zaczęłam wracać do takich rozmów. Do jej imienia wypowiadanego swobodnie, bez zastanowienia. Do faktu, że wiedziałam o niej niewiele, a jednocześnie zaskakująco dużo. Jakby istniała gdzieś obok naszego życia, ale nigdy w nim naprawdę nie uczestniczyła.

Nie oskarżałam go w myślach. Bardziej siebie. Za to, że nie potrafię przestać analizować. Za to, że pozwalam, by jeden przedmiot wywrócił mój spokój. A jednak im dłużej się temu przyglądałam, tym wyraźniej czułam, że problem nie tkwi w perfumach. Tylko w tym, że po raz pierwszy poczułam się niepewnie.

Łukasz siedział obok mnie wieczorem, opowiadając coś z entuzjazmem. Kiwałam głową, odpowiadałam w odpowiednich momentach. Z zewnątrz nic się nie zmieniło. W środku miałam jednak wrażenie, że stoję krok dalej niż wcześniej. Jakbym obserwowała nasze życie z dystansu, którego nie potrafiłam już skrócić. Zrozumiałam wtedy, że nawet jeśli nigdy nie poznam odpowiedzi, to pytanie już we mnie zostanie. I że od tej chwili nic nie będzie tak proste jak wcześniej.

Czeka mnie decyzja

Przez kolejne dni żyliśmy tak samo jak wcześniej. Te same godziny posiłków, te same rozmowy, te same drobne żarty. Łukasz nie zmienił się ani trochę. A może to ja zmieniłam sposób, w jaki go widziałam. Każdego wieczoru, gdy odkładałam tę książkę, którą mi podarował, myślami wracałam do garderoby. Do miejsca, gdzie wciąż leżało pudełko, jak coś, czego nikt nie chciał zobaczyć.

Nie zapytałam. Bałam się odpowiedzi, ale jeszcze bardziej bałam się jej braku. Tego, że mógłby się zdziwić, zaprzeczyć, uśmiechnąć się tak samo jak zawsze. Że zostałabym sama ze swoim przeczuciem, już bez możliwości cofnięcia się do wcześniejszej niewiedzy.

Zrozumiałam, że nie chodzi o to, komu były przeznaczone perfumy. Chodziło o moment, w którym przestałam być pewna, że wiem wszystko o swoim miejscu w jego życiu. Ta niepewność była cicha, nienachalna, ale trwała. Towarzyszyła mi przy porannej kawie i wieczornym gaszeniu światła.

Nic się nie wydarzyło. Właśnie to było najtrudniejsze. Czasem jedna niewypowiedziana myśl potrafi zmienić więcej niż najgłośniejsza rozmowa. A ja wiedziałam już, że nawet jeśli nigdy nie otworzę tego pudełka ponownie, nie zamknę tego, co otworzyło się we mnie. Wciąż nie wiem, co zrobić.

Pola, 34 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


atoms.adSlot.adLabel
atoms.adSlot.adLabel
atoms.adSlot.adLabel