„Złożyliśmy się na remont domu po babci. Gdy kasa zniknęła, zrozumiałem, że w mojej rodzinie ktoś ma lepkie ręce”
„Suma, która zniknęła, była zbyt duża, by ją zignorować. Poczułem złość, ale zaraz po niej przyszło coś gorszego – wstyd. Wstyd, że podejrzewam własną rodzinę i że przestałem im ufać”.

Babcia odeszła cicho, zostawiając po sobie dom, który pachniał starym drewnem i wspomnieniami. To ja pierwszy powiedziałem na głos, że nie możemy pozwolić mu się rozsypać. Zaproponowałem zbiórkę, wspólne konto, jasny cel. Na początku wszystko wydawało się proste: telefony, deklaracje, poczucie, że robimy coś razem. Dopiero później zrozumiałem, że pieniądze potrafią wydobyć z ludzi to, czego latami nie chcą o sobie wiedzieć.
Chciałem kontrolować wydatki
Spotkaliśmy się w domu po babci w niedzielne popołudnie. Kuchnia była jeszcze w połowie rozebrana, a stół stał krzywo, jakby sam nie wiedział, po której jest stronie. Wyciągnąłem notes i telefon, czując narastające napięcie. Miałem tylko powiedzieć, jak stoimy z remontem i dlaczego terminy się przesuwają.
– Musimy na chwilę usiąść i to omówić – zacząłem, starając się brzmieć spokojnie. – Kilka rzeczy się nie spina. Są opóźnienia i… chciałbym przejrzeć wydatki razem.
Ryszard machnął ręką, jakby odganiał natrętną muchę.
– Maciek, nie dramatyzuj. Remont to remont. Zawsze coś wychodzi po drodze.
Mama siedziała cicho, gładząc dłonią blat stołu. Znałem ten gest. Robiła tak, gdy chciała zniknąć z rozmowy.
– Może naprawdę nie ma co teraz… – zaczęła, ale urwała, gdy na nią spojrzałem.
Iwona westchnęła głośno, ostentacyjnie.
– Przecież wszystko było ustalone. Każdy dorzucił, ile mógł. Po co te kontrole?
Słowo „kontrole” zabolało bardziej, niż się spodziewałem.
– To nie kontrola. Po prostu chcę wiedzieć, na czym stoimy. To wspólne pieniądze.
– W rodzinie się sobie ufa – odpowiedział Ryszard chłodno. – A nie liczy każdy grosz.
Poczułem, jak coś we mnie pęka. Z jednej strony rozumiałem, że naruszam jakąś niepisaną zasadę. Z drugiej – to ja założyłem konto, ja brałem odpowiedzialność. Spojrzałem na mamę, licząc na wsparcie.
– Mamo? – zapytałem cicho.
Uniknęła mojego wzroku.
– Nie róbmy z tego problemu, dobrze? Babcia by tego nie chciała.
Te słowa zamknęły dyskusję szybciej niż krzyk. Kacper stał pod ścianą, nerwowo przestępując z nogi na nogę. Gdy nasze spojrzenia się spotkały, odwrócił głowę.
Wtedy zrozumiałem, że dotknąłem czegoś więcej niż opóźnień w remoncie. Pieniądze były tylko pretekstem. Prawdziwy problem krył się w ciszy, w unikanych spojrzeniach i w tym, jak szybko wszyscy chcieli zmienić temat. Wyszedłem z domu z ciężarem w klatce piersiowej i myślą, że to dopiero początek.
Część pieniędzy zniknęła
Przez kilka dni próbowałem odsunąć od siebie tamto spotkanie. Wmawiałem sobie, że przesadzam, że zmęczenie robi swoje. Dopiero gdy usiadłem wieczorem przy komputerze i zalogowałem się na konto, wszystko wróciło ze zdwojoną siłą. Cyfry patrzyły na mnie bezlitośnie.
Przelewy były. Regularne, zgodne z ustaleniami. Problem zaczynał się dalej. Kilka wypłat, kilka przelewów wychodzących. Sprawdzałem daty, porównywałem kwoty, wracałem do wiadomości. Serce zaczęło mi bić szybciej.
– To musi być błąd – powiedziałem sam do siebie, choć w pokoju było pusto.
Przewinąłem historię jeszcze raz. I jeszcze raz. Suma, która zniknęła, była zbyt duża, by ją zignorować. Poczułem złość, ale zaraz po niej przyszło coś gorszego – wstyd. Wstyd, że podejrzewam własną rodzinę i że przestałem im ufać.
Następnego dnia zadzwoniła mama.
– Maciek, Ryszard mówił, że jesteś zdenerwowany – zaczęła ostrożnie. – Może lepiej trochę odpuścić?
– Mamo, brakuje pieniędzy – odpowiedziałem wprost. – Muszę to wyjaśnić.
Zapadła cisza.
– Każdy ma teraz swoje problemy – powiedziała w końcu. – Nie dolewaj oliwy do ognia.
Wieczorem pojechałem jeszcze raz do domu po babci. Chodziłem po pokojach, dotykałem ścian, które miały być odnowione. Nagle wszystko wydało mi się obce. Napisałem do Ryszarda krótką wiadomość z pytaniem o konkretne przelewy. Odpowiedział dopiero po kilku godzinach.
„Pogadamy. Teraz nie mam głowy”.
Kacper nie odezwał się wcale. I właśnie ta cisza zaczęła mnie niepokoić najbardziej. Coraz wyraźniej czułem, że prawda jest gdzieś blisko, ale jej odkrycie może kosztować mnie znacznie więcej niż brakujące pieniądze.
Zacząłem od rozmów w cztery oczy. Bez świadków, bez wspólnych emocji, które zawsze wybuchały w najmniej odpowiednim momencie. Chciałem zrozumieć, a nie oskarżać, choć sam nie byłem już pewien, czy potrafię oddzielić jedno od drugiego.
Najpierw pojechałem do mamy. Siedziała przy kuchennym stole, tym samym, przy którym odrabiałem lekcje.
– Wiesz, że nie chodzi mi o kłótnię – powiedziałem. – Tylko o jasność.
– Maciek… – westchnęła. – Ten dom to ostatnia rzecz po mamie. Nie chcę, żeby przez pieniądze wszystko się rozpadło.
– A jeśli już się rozpada? – zapytałem ciszej.
Nie odpowiedziała. Zamiast tego zaczęła mówić o dawnych sprawach, o tym, że Ryszard zawsze brał na siebie za dużo, że Iwona wszystko liczyła, a ona sama często była spychana na bok. Zrozumiałem, że te żale istniały na długo przed remontem.
Z Ryszardem spotkałem się na spacerze.
– Przesadzasz – rzucił od razu. – Wszyscy korzystamy z tego domu.
– Korzystamy czy decydujemy za innych? – odpowiedziałem. – Brakuje konkretnych kwot.
Zacisnął usta.
– Czasem trzeba było coś ogarnąć na szybko. To nie kradzież.
Najtrudniejsza była rozmowa z Kacprem. Przyszedł spóźniony, zmęczony, z nerwowym spojrzeniem.
– Nie wiem, czego ode mnie chcesz – powiedział. – Ja tylko pomagałem.
– Pomagałeś komu? – zapytałem spokojnie.
Zamilkł. Palce drżały mu, gdy poprawiał rękaw kurtki.
– Myślałem, że to tymczasowe – wyszeptał. – Że odda.
Wtedy zrozumiałem, że każdy z nas opowiada inną wersję tej samej historii. A dom po babci stał się miejscem, w którym te wersje zaczęły się o siebie boleśnie ocierać.
Nie byli uczciwi
Spotkaliśmy się wszyscy w salonie domu po babci. Okna były już częściowo wymienione, ale przeciąg nadal krążył po pomieszczeniu, jakby dom sam nie mógł znaleźć spokoju. Położyłem na stole wydruki. Nie patrzyłem na nich od razu. Najpierw spojrzałem na ludzi, z którymi dorastałem.
– Nie chcę się kłócić – powiedziałem. – Ale nie da się tego dalej zamiatać pod dywan.
Iwona pierwsza wyciągnęła rękę po kartki. Przerzucała je szybko, zbyt szybko.
– To są jakieś nieporozumienia – stwierdziła ostro. – Przecież Ryszard wszystko notował.
– Notował co? – zapytałem. – Kasa zniknęła i koniec. A on jako jedyny oprócz mnie miał dostęp do tego konta. Mógł je wypłacić i zrobił to.
Ryszard siedział sztywno, z rękami splecionymi na kolanach.
– Maciek, robisz z nas złodziei– powiedział niskim głosem. – Czasem trzeba było uszczuplić pieniądze. Zabrać, potem wyrównać.
– Ale nie wyrównałeś – odpowiedziałem. – Brakuje konkretnej kwoty. I wszyscy się na nią złożyli.
Zapadła cisza. Kacper wstał gwałtownie, jakby chciał wyjść, ale zatrzymał się w pół kroku.
– To przeze mnie – powiedział w końcu. – Nie wszystko, ale… część.
Mama zakryła usta dłonią.
– Kacper, o czym ty mówisz?
– Miałem problem – ciągnął, patrząc w podłogę. – Wujek wiedział. Myślałem, że to chwilowe. Że jak stanę na nogi, oddam.
Ryszard zerwał się z miejsca.
– Nie miałeś tego mówić!
– A miałem co? Udawać dalej? – Kacper podniósł głowę. – Wszyscy udawaliśmy.
Straciłem zaufanie do nich
Po tamtym spotkaniu w domu zapadła cisza, jakiej wcześniej nie znałem. Każda rozmowa urywała się zbyt szybko, każde spojrzenie było jak pytanie bez odpowiedzi. Rodzina podzieliła się niemal natychmiast, choć nikt nie nazwał tego wprost.
Ryszard i Iwona chcieli wszystko „naprawić po cichu”. Mówili o spłatach, o czasie, o tym, że nie ma sensu rozdrapywać ran. Mama stała gdzieś pomiędzy. Z jednej strony rozumiała mój gniew, z drugiej bała się, że konsekwencje zniszczą resztki więzi.
– To wciąż twoja rodzina – powiedziała mi któregoś wieczoru. – Nie możesz ich tak po prostu przekreślić.
– Ja nikogo nie przekreślam – odpowiedziałem. – Ja tylko nie potrafię już udawać, że nic się nie stało.
Czułem się winny. To ja założyłem konto. To ja pilnowałem wpłat. I to ja jako pierwszy powiedziałem na głos to, czego inni bali się nawet pomyśleć. Czasem zastanawiałem się, czy gdybym milczał, wszystko wyglądałoby inaczej.
Dom po babci przestał być miejscem spotkań. Stał się symbolem podziału. Remont trwał dalej, ale już bez wspólnych rozmów i planów. Każdy przyjeżdżał osobno, wychodził szybciej, niż przyszedł. Ściany były coraz ładniejsze, a relacje coraz bardziej surowe.
Patrzyłem na ten dom i miałem wrażenie, że zna wszystkie nasze sekrety. Że stoi pośrodku konfliktu, którego nie da się już cofnąć. Zrozumiałem wtedy, że prawda, nawet jeśli konieczna, ma swoją cenę.
Unikamy się
Remont w końcu się skończył. Ściany były odświeżone, dach nie przeciekał, podłogi skrzypiały już tylko symbolicznie. Dom po babci wyglądał lepiej niż przez ostatnie lata jej życia, a mimo to nikt nie zaproponował wspólnego obiadu ani świętowania. Klucze krążyły między nami jak przedmiot, którego nikt nie chciał zatrzymać na dłużej.
Część pieniędzy wróciła. Bez terminów, bez przelewów opisanych słowem „przepraszam”. Po prostu kolejne kwoty, które zamykały sprawę na papierze, ale nie w głowach. Ryszard unikał rozmów, Iwona stała się chłodna i rzeczowa, jakby emocje były luksusem, na który nie może już sobie pozwolić. Kacper zniknął na jakiś czas zupełnie.
Z mamą rozmawiałem rzadziej. Byliśmy ostrożni, jakby każde zdanie mogło znowu coś naruszyć.
– Może kiedyś będzie jak dawniej – powiedziała, gdy ostatni raz zamykaliśmy dom.
Siadam w kuchni i myślę o babci, o tym, jak bardzo wierzyła w nas wszystkich. Największą stratą nie były pieniądze ani nawet kłótnie. Była nią iluzja bliskości, którą nosiłem w sobie przez lata. I świadomość, że zaufanie, raz pęknięte, nigdy nie wraca do pierwotnego kształtu.
Maciek, 31 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Odkładaliśmy kasę na remont, a mąż wydał wszystko na zimowe ferie all inclusive. Odpadający tynk musi poczekać”
- „Po ślubie mąż rzucił pracę i zaczął gnić na kanapie. Zrozumiałam wtedy, że każdy książę z bajki ma pod skórą nieroba”
- „Całe życie wstydziłam się, że matka sprząta u obcych ludzi. Dziś jest już za późno nawet na zwykłe »przepraszam«”

