„Zgubiłam obrączkę podczas remontu. Przez to odkryłam, że moje małżeństwo było bardziej kruche niż ścianki z regipsu”
„Najpierw pomyślałam, że to ja coś pomyliłam. Otworzyłam szuflady, przejrzałam pudełka z biżuterią, zajrzałam do kosmetyczki. Potem do torebki, którą nosiłam dzień wcześniej. Każdy ruch był coraz bardziej nerwowy. W głowie odtwarzałam ten poranek”.

Jeszcze rok temu byliśmy z Konradem duetem, który potrafił śmiać się z własnych potknięć i planować przyszłość przy kuchennym stole. Potem pojawił się kredyt, rosnące raty i jego coraz bardziej nerwowe telefony z pracy. Remont starego mieszkania miał być naszym nowym początkiem. W dniu, gdy weszła ekipa, zdjęłam obrączkę i odłożyłam ją do ceramicznej miseczki. Nie chciałam jej zarysować. Nie wiedziałam, że to będzie początek czegoś znacznie poważniejszego.
Po prostu zniknęła
Zorientowałam się po czterech dniach. W mieszkaniu panował pył, w powietrzu unosił się zapach świeżo ciętego drewna, a ja próbowałam pracować przy kuchennym stole przykrytym folią. Odruchowo spojrzałam na dłoń. Czegoś brakowało. Serce zabiło mi szybciej. Poszłam do sypialni. Miseczka stała na komodzie, dokładnie tam, gdzie ją zostawiłam. Tylko była pusta.
Najpierw pomyślałam, że to ja coś pomyliłam. Otworzyłam szuflady, przejrzałam pudełka z biżuterią, zajrzałam do kosmetyczki. Potem do torebki, którą nosiłam dzień wcześniej. Każdy ruch był coraz bardziej nerwowy. W głowie odtwarzałam tamten poranek: zdejmuję obrączkę, kładę ją do miseczki, wołam Konrada, że wynoszę kartony. Nic więcej.
– Konrad! – zawołałam, kiedy wrócił z pracy. – Widziałeś moją obrączkę?
Stanął w progu, jeszcze w kurtce.
– Przecież ją zdjęłaś. Mówiłaś, że nie chcesz jej zniszczyć.
– Wiem. Była w miseczce. Teraz jej nie ma.
Podszedł do komody, spojrzał do środka, jakby miał nadzieję, że pojawi się tam nagle.
– Może ją przełożyłaś?
– Nie przełożyłam – odpowiedziałam zbyt szybko.
Widziałam, jak jego twarz tężeje. Jakby coś w nim pękło.
– Od kilku dni kręcą się tu obcy ludzie – powiedział chłodno. – Ktoś musiał ją zabrać.
– Nie mów tak – szepnęłam. – To poważne oskarżenie.
Nie słuchał. Wyciągnął telefon i zadzwonił do Patryka.
– Panie Patryku, zginęła nam cenna rzecz. Obrączka mojej żony. Była w sypialni. Proszę porozmawiać ze swoimi ludźmi.
Stałam obok, czując, jak policzki mnie pieką. Po drugiej stronie słyszałam stłumiony, spokojny głos kierownika.
– Panie Konradzie, moi ludzie nie grzebią w prywatnych rzeczach. Ale oczywiście zapytam.
– Proszę zapytać dokładnie – odparł mój mąż.
Kiedy się rozłączył, spojrzałam na niego z mieszaniną ulgi i wstydu. Ulgi, że przejął inicjatywę. Wstydu, że w ogóle do tego doszło.
Wieczorem zadzwoniłam do Sandry.
– To tylko obrączka – próbowała mnie uspokoić. – Może gdzieś ją wsunęłaś?
– Sprawdziłam wszędzie.
– A tamta sprawa z kontem? – zapytała nagle ciszej. – Mówiłaś niedawno, że zniknęła jakaś większa kwota.
Zamarłam. Kilka dni wcześniej zauważyłam przelew, o którym Konrad wspomniał mimochodem.
– To zaległa faktura – powiedział wtedy. – Musiałem uregulować.
Teraz te dwie sprawy zaczęły splatać się w mojej głowie w sposób, którego się bałam.
– Myślisz, że… – zaczęłam i urwałam.
– Nie wiem, Iga. Ale jeśli coś cię niepokoi, zapytaj wprost.
Patrzyłam na przymknięte drzwi sypialni, za którymi Konrad przeglądał dokumenty. Nagle uświadomiłam sobie, że łatwiej było mi przyjąć myśl o nieuczciwym robotniku niż dopuścić do siebie inne wyjaśnienie.
Tej nocy leżeliśmy obok siebie sztywno jak obcy ludzie. Każde z nas patrzyło w sufit. Obrączka była tylko małym przedmiotem, ale jej brak wypełnił przestrzeń między nami czymś ciężkim i trudnym do nazwania.
Bałam się tych oskarżeń
Od tamtej rozmowy wszystko zaczęło się rozjeżdżać. Każde nasze zdanie miało w sobie haczyk. Każde spojrzenie – cień podejrzenia. Patryk przyszedł następnego dnia wyraźnie spięty.
– Rozmawiałem z chłopakami – powiedział spokojnie, ale bez uśmiechu. – Nikt niczego nie widział. Jeśli trzeba, możemy jeszcze raz przeszukać pomieszczenia.
– To nie jest kwestia potrzeby – wtrącił Konrad. – Obrączka sama nie wyparowała.
Stałam między nimi, czując się jak dziecko, które nie umie zapanować nad własnym bałaganem.
– Może to ja gdzieś ją przesunęłam – powiedziałam cicho.
Konrad spojrzał na mnie ostro.
– Teraz tak mówisz?
Po wyjściu Patryka coś jakby wybuchnęło.
– Przez ciebie robię z siebie głupca – rzucił Konrad. – Próbuję coś załatwić, a ty mnie podkopujesz.
– Ja cię podkopuję? – uniosłam głos. – A może po prostu nie chcę rzucać oskarżeń bez dowodów?
– To co sugerujesz? Że to ja ją zabrałem?
To pytanie zawisło w powietrzu. Nie odpowiedziałam od razu, a ta chwila ciszy powiedziała więcej niż słowa.
– Ty już o tym pomyślałaś – stwierdził.
– Z konta ostatnio zniknęło kilkanaście tysięcy – wyrzuciłam z siebie. – A ty mówisz mi ogólnie o jakiejś „fakturze”. Nie pokazujesz mi niczego. Mam prawo się martwić.
– Martwić, tak. Oskarżać – nie.
– To przestań mnie wykluczać z decyzji!
– Prowadzę firmę, Iga. Nie będę ci tłumaczył każdego ruchu.
– Jesteśmy małżeństwem!
Słowo „małżeństwo” zabrzmiało jak zarzut. Zdałam sobie sprawę, że od dawna nie rozmawialiśmy o niczym innym niż pieniądze i terminy. Wakacje odkładaliśmy „na później”. O dziecku mówiliśmy „kiedy sytuacja się ustabilizuje”. A ta sytuacja nigdy się nie stabilizowała.
Wieczorem siedziałam z Sandrą w kawiarni.
– On zamyka się coraz bardziej – powiedziałam. – Jakby wszystko było tylko jego sprawą.
– A ty? – zapytała.
– Ja… chyba zaczęłam go sprawdzać. Patrzę na historię konta, analizuję przelewy. Czuję się jak ktoś obcy. Jak obserwatorka, nie jak żona.
Sandra westchnęła.
– Czasem ludzie, którzy są pod presją, robią desperackie rzeczy. Ale podejrzenie to jeszcze nie dowód.
Wracając do domu, zastanawiałam się, czy sprzedaż obrączki mogła być takim desperackim ruchem. Sama ta myśl była dla mnie ciosem. Przecież to był symbol naszej przysięgi.
Kiedy weszłam do mieszkania, Konrad siedział przy stole z dokumentami.
– Sprawdzasz mnie? – zapytał bez wstępu.
– Co?
– Logowałaś się dziś do mojego panelu firmowego.
Zamarłam.
– Chciałam zrozumieć, w jakiej jesteśmy sytuacji.
– Czyli nie wierzysz mi ani trochę.
– A ty wierzysz mnie? – odpowiedziałam. – Skoro pierwsze, co zrobiłeś, to oskarżyłeś obcych ludzi?
Patrzyliśmy na siebie jak przeciwnicy. Remont trwał – zburzona ściana odsłoniła surową cegłę. Kurz osiadał na podłodze, a ja miałam wrażenie, że dokładnie tak samo kruszy się coś między nami.
– W chwili próby powinnaś stać po mojej stronie – powiedział w końcu Konrad.
– A ty powinieneś sprawić, żebym nie musiała się zastanawiać, czy mogę ci ufać.
Odwrócił wzrok. Wiedziałam, że przekroczyliśmy jakąś granicę. Obrączki wciąż nie było, a jej brak stał się pretekstem do wypowiedzenia rzeczy, które od dawna czekały na ujście.
Traciłam grunt pod nogami
Nie chciałam, żeby sprawy zaszły tak daleko, ale Konrad był nieustępliwy. Tydzień po zniknięciu obrączki oznajmił przy śniadaniu:
– Zgłosiłem sprawę.
– Jaką sprawę? – zapytałam, choć przeczuwałam odpowiedź.
– Zaginięcie. Skoro nikt nie chce mówić prawdy, trzeba to wyjaśnić oficjalnie.
Łyżeczka wypadła mi z ręki i uderzyła o talerz.
– Prosiłam cię, żebyś tego nie robił.
– A ja prosiłem, żebyś stanęła po mojej stronie.
Tego samego dnia Patryk przyszedł blady i wyraźnie dotknięty.
– Pani Igo, pracuję w tej branży piętnaście lat – powiedział spokojnie, ale z trudem ukrywając emocje. – Nigdy nie miałem takiej sytuacji. Jeden z chłopaków rezygnuje z pracy przy tym projekcie. Nie chce mieć problemów.
Nie wiedziałam, gdzie podziać wzrok.
– Bardzo mi przykro – wyszeptałam. – Ja… nie chciałam, żeby to tak wyglądało.
– Rozumiem, że to dla państwa ważne. Ale dla nas też.
Kiedy wyszedł, poczułam ciężar w klatce piersiowej. Remont, który miał być nowym początkiem, zmieniał się w pasmo napięć.
Zaczęłam kontrolować wszystko. Sprawdzałam historię konta. Przeglądałam segregatory z dokumentami. Liczyłam faktury. W głowie tworzyłam scenariusze: że firma Konrada tonie w zobowiązaniach, że ukrywa przede mną poważne problemy, że obrączka była pierwszą rzeczą, którą mógł spieniężyć bez mojej wiedzy.
Wieczorem usłyszałam jego głos za plecami.
– Znowu to robisz?
Siedziałam przy laptopie, otwarta tabela z przelewami świeciła na ekranie.
– Chcę wiedzieć, na czym stoimy – odpowiedziałam.
– Czyli zakładasz, że kłamię.
– Zakładam, że czegoś mi nie mówisz.
Podszedł bliżej.
– A ty? Z kim konsultujesz swoje wątpliwości? Z Sandrą? Może z kimś jeszcze?
– Co sugerujesz?
– Od kilku dni wychodzisz z telefonem do innego pokoju.
– Bo nie chcę, żebyś słuchał każdej rozmowy!
– A może jest coś, czego nie chcesz, żebym usłyszał?
Patrzyłam na niego, nie poznając człowieka, z którym spędziłam dziewięć lat. W jego oczach widziałam podejrzliwość, która odbijała moją własną. Aż wreszcie to przyszło niespodziewanie. Stałam przy zlewie i nagle powiedziałam:
– Może ty ją sprzedałeś.
Odwrócił się powoli.
– Co takiego?
– Obrączka. Może potrzebowałeś pieniędzy. Może to był szybki sposób.
Słowa wisiały w powietrzu jak coś nieodwracalnego.
– Myślisz, że byłbym do tego zdolny? – zapytał cicho.
Nie odpowiedziałam.
– Bardziej boli mnie to oskarżenie niż sama strata – powiedział po chwili. – Jeśli naprawdę tak o mnie myślisz, to nie wiem, co tu jeszcze robimy.
Nie krzyczał. Ta cisza była najgorsza. Od tamtej chwili przestaliśmy rozmawiać o czymkolwiek poza koniecznymi sprawami. On sprawdzał mój telefon, kiedy zostawiałam go na stole. Ja analizowałam każdy jego przelew. Żyliśmy obok siebie, jakby każde z nas budowało własny mur. A przecież burzyliśmy ściany, żeby zrobić więcej przestrzeni.
Zguba była na wyciągnięcie ręki
Minął prawie miesiąc. Remont dobiegał końca – ściany były już gładkie i jasne, podłoga lśniła nowością. W mieszkaniu pachniało farbą i świeżym drewnem. Powinnam była czuć satysfakcję, a czułam jedynie zmęczenie. Tego dnia postanowiłam wreszcie uporządkować przedpokój. W szafie wisiały jeszcze zimowe płaszcze, których nie ruszaliśmy od początku prac. Zdejmowałam je jeden po drugim, otrzepując je z kurzu. Sięgnęłam do kieszeni starego beżowego płaszcza, który miałam na sobie w dniu rozpoczęcia remontu. Moje palce natrafiły na coś twardego. Zamarłam. Powoli wyjęłam dłoń z kieszeni. Była tam moja obrączka.
Patrzyłam na nią, jakby była obcym przedmiotem. Przez kilka sekund nie czułam nic – ani ulgi, ani radości. Tylko pustkę. Potem przyszło uderzenie gorąca i wstyd, który rozlał się po całym ciele. Przypomniałam sobie tamten poranek. Zdjęłam obrączkę, położyłam ją w miseczce… a potem, gdy Konrad zawołał mnie do salonu, odruchowo wzięłam ją do ręki. Chciałam schować ją „na chwilę”, żeby nie leżała na wierzchu przy obcych ludziach. Wsadziłam ją do kieszeni płaszcza. I zapomniałam.
Usiadłam na podłodze w przedpokoju, ściskając obrączkę w dłoni. Przed oczami przelatywały sceny z ostatnich tygodni: twarz Patryka, kiedy mówił o swojej reputacji. Odejście jednego z pracowników. Konrad, który bez słowa odkładał telefon po kolejnej naszej kłótni. Moje oskarżenie: „Może ją sprzedałeś”. Te słowa wróciły do mnie z bolesną wyrazistością.
Usłyszałam, jak drzwi wejściowe się otwierają. Konrad wrócił wcześniej.
– Iga? – zawołał.
Wyszłam do salonu. Stał przy nowym blacie kuchennym, rozpinając kurtkę. Wyglądał na zmęczonego, jakby każdy dzień był dla niego za długi. Otworzyłam dłoń.
– Znalazłam.
Spojrzał na obrączkę, potem na mnie.
– Gdzie była?
– W kieszeni płaszcza. Schowałam ją pierwszego dnia. Zapomniałam.
Cisza między nami była gęsta.
– Czyli nikt jej nie zabrał – powiedział w końcu.
– Nie.
– I nikt jej nie sprzedał – dodał spokojnie.
Poczułam, jak oczy wypełniają mi się łzami.
– Przepraszam – wyszeptałam. – Za wszystko. Za podejrzenia. Za to, co powiedziałam.
Patrzył na mnie długo, jakby ważył każde słowo, które ma wypowiedzieć.
– Wiesz, co jest najgorsze? – zapytał cicho. – Ty naprawdę tak o mnie myślisz. Że mógłbym to zrobić.
Nie potrafiłam podnieść wzroku.
– Bałam się – powiedziałam. – O pieniądze. O nas. Zamiast zapytać wprost, zaczęłam sobie coś dopowiadać.
– A ja zamiast cię uspokoić, jeszcze bardziej się zamknąłem – odpowiedział. – Te przelewy… firma miała opóźnienia. Nie chciałem cię martwić.
Stałam naprzeciwko niego z obrączką w dłoni i czułam, że to nie jest moment triumfu. To był moment rozliczenia. Pierścionek obnażył wszystko, czego nie umieliśmy nazwać. Powoli wsunęłam obrączkę na palec. Pasowała tak samo jak wcześniej. Tylko ja nie czułam się już tak samo.
– Musimy to naprawić – powiedziałam. – Nie ściany. Nas.
Konrad skinął głową, ale w jego oczach nie było ulgi. Było zmęczenie i coś jeszcze – ostrożność. Znalezienie obrączki nie cofnie tego, co się wydarzyło. Może być początkiem rozmowy albo końcem złudzeń.
Konsekwencje były gorzkie
Następnego dnia zadzwoniłam do Patryka. Głos drżał mi bardziej, niż się spodziewałam.
– Chciałam pana przeprosić. Obrączka się znalazła. Była w moim płaszczu. To moja wina.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
– Cieszę się, że się znalazła – odpowiedział w końcu rzeczowo. – Szkoda tylko, że sprawy zaszły tak daleko.
– Wiem. Bardzo mi przykro.
– Jeden z chłopaków już nie wróci. Dla niego to było za dużo.
Nie próbował mnie pocieszać. Miał do tego prawo. Konrad wycofał zgłoszenie. Formalności zamknęły sprawę, ale niesmak pozostał. Widziałam, że unika wzroku Patryka, kiedy mijał go w korytarzu. Duma, która wcześniej pchała go do działania, teraz przygniatała go ciężarem.
Wieczorem usiedliśmy przy nowym stole w kuchni. Jasny blat odbijał światło lampy, wszystko wyglądało jak z katalogu. Idealne. Tylko my nie byliśmy.
– Sprawdziłam jeszcze raz nasze finanse – zaczęłam ostrożnie. – Chcę wiedzieć wszystko. Bez niedomówień.
Konrad kiwnął głową.
– Firma miała trudny kwartał. Kilku kontrahentów zapłaciło z opóźnieniem. Pokryłem zaległości z oszczędności. Nie chciałem, żebyś się martwiła.
– Martwiłam się bardziej przez to, że nie wiedziałam.
Westchnął.
– Wiem. Zawsze brałem wszystko na siebie. Myślałem, że tak trzeba.
– A ja zamiast zapytać spokojnie, zaczęłam szukać dowodów na najgorsze – przyznałam. – Łatwiej było mi uwierzyć w zdradę niż w przypadek.
Spojrzał na moją dłoń.
– Ta obrączka… – zaczął i urwał. – Kiedy powiedziałaś, że mogłem ją sprzedać, coś we mnie zgasło.
Zabolało mnie to bardziej niż jakiekolwiek oskarżenie pod moim adresem.
– Wiem. Nie mogę cofnąć tych słów. Mogę tylko spróbować pokazać, że nie myślę o tobie w ten sposób.
Byliśmy o włos od końca
Remont się skończył. Ściany były równe, świeże, jasne. Zburzona ścianka między kuchnią a salonem otworzyła przestrzeń. Przesuwając dłonią po gładkiej powierzchni, myślałam o tym, jak łatwo burzy się coś, co budowało się latami. Przez kolejne tygodnie zaczęliśmy rozmawiać inaczej. Ustaliliśmy wspólny dostęp do wszystkich kont. Raz w tygodniu siadaliśmy i omawialiśmy wydatki. Nie było w tym romantyzmu, ale była uczciwość.
Któregoś wieczoru Konrad powiedział:
– Bałem się, że mnie zostawisz.
Spojrzałam na niego zaskoczona.
– Dlaczego?
– Bo zobaczyłem w twoich oczach, że już mi nie ufasz.
Zrozumiałam wtedy, że oboje żyliśmy w strachu. Ja przed finansową katastrofą. On przed utratą twarzy i mojej wiary w niego. Obrączka wróciła na mój palec, ale przestała być talizmanem. Nie dawała gwarancji. Była tylko znakiem decyzji, którą trzeba podejmować codziennie.
Dziś, kilka miesięcy po tamtych wydarzeniach, nasze mieszkanie jest jak nowe. My też jesteśmy trochę inni. Bardziej ostrożni, mniej pewni siebie, ale szczerzy. Zaufanie nie wróciło jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Odbudowywaliśmy je powoli, rozmowa po rozmowie.
Zgubiłam obrączkę, ale tak naprawdę zgubiłam coś znacznie ważniejszego – poczucie, że nasza relacja jest niezniszczalna. Odzyskaliśmy ją dopiero wtedy, gdy przestaliśmy udawać, że nic nie może nas złamać. Dziś wiem, że małżeństwo jest bardziej kruche niż ściany, które burzyliśmy. I że nie wystarczy je odnowić. Trzeba je codziennie wzmacniać.
Iga, 32 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Zgubiony portfel mógł być początkiem pięknej historii. Niestety nie miałam odwagi, by zawalczyć o swoje szczęście”
- „Chciałabym znaleźć męża, który będzie moim bankomatem. Marzy mi się pełny portfel i życie bez długów”
- „Zainwestowałem moje oszczędności w remont domu rodziców. Szybko wyciągnęli ręce po więcej kasy”

