Reklama

Przez dziesięć lat byłam przekonana, że nasze małżeństwo jest uporządkowane. Ja pilnowałam rachunków, Paweł rozwijał firmę, a wieczorami planowaliśmy przyszłość przy herbacie w kuchni. Ostatnio jednak coraz częściej słyszałam, że „to nie czas na wydatki”, że musimy zacisnąć pasa. Pracowałam więcej, rezygnowałam z drobnych przyjemności. Tłumaczyłam sobie jego nerwowość stresem. Do dnia, w którym przypadkiem zajrzałam do jednego dokumentu.

PIT męża mnie zaskoczył

To był zwykły poranek. Paweł wyszedł wcześniej do biura, a ja zostałam w domu z kubkiem kawy i segregatorem dokumentów. Chciałam wreszcie zamknąć temat wspólnego rozliczenia. Zawsze to ja pilnowałam terminów, więc nie było w tym nic nadzwyczajnego.

Otworzyłam szufladę w jego biurku, tę z napisem „ważne”, i zaczęłam przekładać koperty. Jedna z nich była grubsza, złożona niedbale. Wyjęłam PIT i przez chwilę patrzyłam na cyfry bez zrozumienia. Dopiero po sekundzie dotarło do mnie, że coś się nie zgadza. Dochód był o wiele wyższy niż ten, o którym mówił mi przez ostatnie miesiące.

Serce zaczęło mi bić szybciej. Usiadłam na krześle, jakby ktoś nagle odciął mi siły. Przesuwałam palcem po wierszach, sprawdzałam jeszcze raz, czy to na pewno aktualny rok. Był. Wszystko się zgadzało – data, dane, podpis.

– To niemożliwe… – powiedziałam do pustego pokoju.

Przecież jeszcze tydzień wcześniej Paweł przekonywał mnie, że musimy zrezygnować z wakacji, bo „firma ma przestój”. Że lepiej nie planować remontu łazienki. Że powinnam wziąć dodatkowe godziny w szkole, bo różnie może być.

Przypomniałam sobie tamtą rozmowę.

– Karolina, naprawdę nie rozumiesz, że to nie jest dobry moment? – westchnął wtedy, odkładając widelec. – Nie mamy teraz przestrzeni na takie wydatki.

– Ale przecież odkładaliśmy – odpowiedziałam spokojnie. – Mówiłeś, że jesteśmy zabezpieczeni.

– Sytuacja się zmieniła.

Czułam się oszukana

Teraz trzymałam w ręku dowód, że sytuacja wcale nie wyglądała tak dramatycznie. Wręcz przeciwnie. Próbowałam znaleźć racjonalne wytłumaczenie. Może to jednorazowy kontrakt? Może pieniądze nie wpłynęły realnie na konto? Może większość poszła na koszty? Tylko że liczby były jasne. To nie był drobny błąd. To była przepaść między tym, co mówił, a tym, co było na papierze.

Poczułam ucisk w żołądku. Nie chodziło tylko o kwoty. Chodziło o wszystkie rozmowy, w których przekonywał mnie, że musimy oszczędzać. O momenty, gdy odkładałam nowe buty „na później”. O to, że przestałam nawet pytać o drobne rzeczy, żeby go nie denerwować.

Zamknęłam oczy i oparłam głowę o ścianę. W głowie zaczęły pojawiać się pytania, których wcześniej nie dopuszczałam. Jeśli pieniądze były… to gdzie są? Dlaczego udawał, że balansujemy na granicy? Czy odkładał je na coś konkretnego? A może chował kasę przede mną?

Wstałam i zaczęłam chodzić po pokoju. Każdy przedmiot nagle wydawał się podejrzany. Nowy zegarek, który kupił „okazyjnie”. Częstsze wyjścia na spotkania biznesowe. Jego zamknięty laptop, do którego hasła nigdy nie znałam. Złożyłam PIT dokładnie tak, jak go znalazłam, i odłożyłam do koperty. Ręce wciąż mi drżały. Wiedziałam, że kiedy Paweł wróci do domu, nie będę potrafiła udawać, że nic się nie stało. Po raz pierwszy od dawna bałam się rozmowy z własnym mężem.

Chciałam znać prawdę

Czekałam na niego cały dzień. Udawałam, że sprawdzam klasówki, ale co chwilę zerkałam na zegarek. Gdy usłyszałam przekręcany klucz w drzwiach, serce podeszło mi do gardła.

Paweł wszedł do kuchni, pocałował mnie w policzek i rzucił teczkę na krzesło.

– Ciężki dzień – mruknął. – Nawet nie pytaj.

Postawiłam przed nim talerz z kolacją. Przez chwilę jadł w ciszy, jakby nic się nie zmieniło. Patrzyłam na jego dłonie, na sposób, w jaki kroił chleb. Znałam każdy jego gest. A jednak miałam wrażenie, że siedzi naprzeciwko mnie ktoś obcy.

– Musimy porozmawiać – powiedziałam w końcu.

Podniósł wzrok, lekko zniecierpliwiony.

– O czym?

Wyjęłam z szuflady kopertę i położyłam ją na stole. Nie otwierałam jej. Nie musiałam.

– Znalazłam to, gdy szukałam dokumentów do rozliczenia.

Przez ułamek sekundy jego twarz zastygła. Potem wzruszył ramionami.

– No i?

Paweł, tu są zupełnie inne kwoty, niż mówiłeś.

Mąż mnie zbywał

Westchnął ciężko, odsunął talerz.

– Karolina, to nie są pieniądze do wydania.

– Nie o to pytam. Mówiłeś, że firma ma gorszy okres. Że musimy oszczędzać. A tu jest coś zupełnie innego.

– Bo nie rozumiesz, jak działa księgowość – odpowiedział chłodno. – To wszystko wygląda inaczej, niż myślisz.

Poczułam, jak policzki zaczynają mi płonąć.

Nie traktuj mnie jak dziecka. Potrafię czytać liczby.

Odchylił się na krześle i skrzyżował ręce.

– Zawsze byłaś przewrażliwiona na punkcie pieniędzy. Chciałem cię po prostu nie obciążać.

– Nie obciążać? – powtórzyłam cicho. – Każąc mi brać dodatkowe godziny w pracy?

Zamilkł na chwilę.

– To była ostrożność. W biznesie trzeba myśleć do przodu.

– A w małżeństwie? – zapytałam. – Też myśli się samemu?

Spojrzał na mnie tak, jakby to ja przesadzała.

– Robisz z tego problem. Naprawdę.

W tej chwili zrozumiałam, że nie chodzi tylko o liczby. Chodziło o sposób, w jaki ze mną rozmawiał. Jakby to on miał pełen obraz sytuacji, a ja widziałam jedynie fragment.

– Czy są jeszcze jakieś rzeczy, o których „nie muszę wiedzieć”? – zapytałam spokojniej.

– Oczywiście, że nie – odpowiedział szybko, ale nie patrzył mi w oczy.

Ta sekunda uniku bolała bardziej niż wszystkie jego słowa.

Chcę wiedzieć, na czym stoimy – powiedziałam. – Chcę wiedzieć prawdę.

– Przesadzasz – rzucił i wstał od stołu. – Nie mam siły na takie sceny.

Wyszedł do salonu, zostawiając mnie samą w kuchni. Słyszałam, jak włącza telewizor. Jakby rozmowa była tylko przerywnikiem w jego wieczorze. Po raz pierwszy pomyślałam, że może nigdy tak naprawdę go nie znałam.

Byłam podejrzliwa

Kilka dni później Paweł szykował się do wyjścia.

– Wracam późno, mamy spotkanie z Rafałem – rzucił, zapinając koszulę.

Zatrzymałam wzrok na jego nadgarstku.

Nowy zegarek?

Spojrzał na rękę, jakby dopiero teraz go zauważył.

– A, to? Okazja. Klient sprzedawał, wziąłem za pół ceny.

Kiwnęłam głową, choć w środku coś mnie ścisnęło. Jeszcze miesiąc wcześniej tłumaczył mi, że musimy ograniczyć wydatki do minimum. A teraz „okazja”. Gdy wyszedł, usiadłam przy jego biurku. Nie planowałam przeszukiwać rzeczy, ale ciekawość była silniejsza. Otworzyłam przeglądarkę na wspólnym komputerze. Historia wyszukiwania była wyczyszczona. Zbyt starannie. Wieczorem zadzwoniłam do Dominiki.

– Powiedz mi szczerze – zaczęłam bez wstępów. – Myślisz, że przesadzam?

– W jakim sensie? – zapytała czujnie.

Opowiedziałam jej o PIT-cie, o rozmowie, o zegarku. Po drugiej stronie zapadła cisza.

– Karolina… – odezwała się w końcu. – To nie brzmi dobrze.

– Może on po prostu chce zabezpieczyć firmę? – próbowałam go bronić, choć sama już w to nie wierzyłam.

– A czemu nie mówi ci o tym wprost? – odpowiedziała. – Przecież jesteście małżeństwem.

To pytanie wracało do mnie jak echo.

Zaczęłam zauważać różne rzeczy

Kilka dni później przyniósł do domu nową teczkę. Czarną, elegancką, taką, jakiej wcześniej nie miał.

– Co to? – zapytałam.

– Dokumenty firmowe. Muszę mieć je pod ręką.

Odstawił ją na półkę wysoko, jakby nie chciał, żebym zaglądała. Nigdy wcześniej nie było między nami takich granic.

Któregoś popołudnia, gdy szykowałam przelew za czynsz, zauważyłam coś jeszcze. W historii wspólnego konta brakowało większych wpływów z jego firmy. Zawsze przelewał określoną kwotę. Teraz było jej mniej, mimo że dokument wskazywał na coś zupełnie innego.

– Paweł – zagadnęłam wieczorem. – Czy masz jakieś inne konto firmowe?

Zamarł na moment, potem wzruszył ramionami.

– Do rozliczeń.

– Nigdy o nim nie wspominałeś.

– Bo nie było potrzeby.

Znów to samo zdanie. „Nie było potrzeby.” Jakby to on decydował, co jest dla mnie odpowiednie do wiedzy. Zaczęłam łączyć fakty. Częstsze spotkania z Rafałem. Nerwowe reakcje na pytania. Nowe przedmioty, które pojawiały się bez wyjaśnienia.

Najbardziej bolało mnie jednak coś innego. Każdego dnia patrzył mi w oczy, słuchał, jak mówię o dodatkowych godzinach w szkole, jak rezygnuję z wyjazdu nad morze, o którym marzyłam. I ani razu nie powiedział: „Nie musisz się martwić”. Wieczorami leżałam obok niego i analizowałam nasze dziesięć lat razem. Czy wcześniej też coś przemilczał? Czy ja po prostu nie chciałam widzieć?

Coraz wyraźniej czułam, że problemem nie są pieniądze. To było poczucie, że ktoś odebrał mi prawo do współdecydowania o naszym życiu. Że stałam się osobą, którą trzeba chronić przed zbędnymi informacjami. A ja nie chciałam ochrony. Chciałam prawdy.

Mąż miał więcej sekretów

Nie planowałam kolejnej rozmowy. Obiecywałam sobie, że poczekam, aż emocje opadną. Ale kiedy tamtego wieczoru Paweł znów powiedział, że „musimy uważać z wydatkami”, coś we mnie pękło.

– Przestań – powiedziałam spokojnie, odkładając kubek. – Nie mów już, że nie mamy pieniędzy.

Zamilkł.

– O co ci znowu chodzi?

– O prawdę.

Patrzył na mnie długo, jakby ważył każde słowo.

– Przesadzasz, Karolina.

– Wiem o drugim koncie – odpowiedziałam. – Wiem, że dochody są wyższe. Nie rób ze mnie osoby, która nic nie rozumie.

Westchnął ciężko i przesunął dłonią po włosach.

– Dobrze. Tak, część pieniędzy odkładałem osobno.

W tej chwili serce zaczęło mi walić tak głośno, że ledwo słyszałam jego dalsze słowa.

– Dlaczego? – zapytałam cicho.

– Na wszelki wypadek. Rynek jest niepewny. Chciałem mieć zabezpieczenie.

– Zabezpieczenie przed czym? Przede mną?

– Nie o to chodzi – podniósł głos. – Po prostu… nie zawsze podejmujesz racjonalne decyzje finansowe. Bałem się, że wydamy za dużo.

Poczułam, jak twarz mi sztywnieje.

– Czyli uznałeś, że lepiej decydować samemu?

Nie odpowiedział od razu.

– Musiałem też pomóc Rafałowi – dodał po chwili.

– Pomóc?

– Miał chwilowe problemy. Pożyczyłem mu część pieniędzy z tej puli.

Patrzyłam na niego w milczeniu.

– Ile?

Wymienił kwotę. W głowie natychmiast pojawił się obraz łazienki, którą od miesięcy planowaliśmy wyremontować. Wakacji, które odwołaliśmy. Dodatkowych godzin w szkole, które brałam, wracając wyczerpana.

– I ani razu nie uznałeś, że powinnam o tym wiedzieć? – zapytałam.

– To była decyzja biznesowa.

– Jesteśmy małżeństwem, Paweł. To była decyzja o naszych pieniądzach.

Podszedł bliżej.

– Robiłem to dla naszego bezpieczeństwa.

– Nie – odpowiedziałam spokojnie. – Robiłeś to, bo nie ufałeś mi jako partnerce.

W jego oczach pojawiła się irytacja.

Zawsze dramatyzujesz.

I wtedy stało się coś, czego sama się po sobie nie spodziewałam. Nie podniosłam głosu. Nie rozpłakałam się. Poczułam za to dziwną, chłodną jasność.

– Wiesz, co jest najgorsze? – powiedziałam. – Nie to, że ukrywałeś pieniądze. Tylko to, że patrzyłeś na mnie, gdy mówiłam, że zrezygnuję z marzeń, i pozwalałeś mi wierzyć, że tak musi być.

Zamilkł.

– Przestałam być twoją partnerką. Stałam się kimś, kogo trzeba kontrolować.

Po raz pierwszy zobaczyłam w jego twarzy coś na kształt niepewności.

Straciłam zaufanie

Po tamtej rozmowie w domu zrobiło się nienaturalnie cicho. Paweł przez kilka dni chodził jakby ostrożniej. Sam zaproponował, żebyśmy usiedli z wyciągami z kont.

– Chcę, żebyś miała wgląd we wszystko – powiedział któregoś wieczoru, kładąc laptop na stole. – Możemy założyć wspólne konto oszczędnościowe. Nie mam nic do ukrycia.

Patrzyłam na ekran, na tabelki i liczby, które jeszcze tydzień wcześniej były dla mnie tajemnicą. Teraz nagle stały się dostępne. Tylko że ja nie czułam ulgi.

– To nie o dostęp chodzi – odpowiedziałam spokojnie. – Tylko o to, że wcześniej go nie miałam.

Westchnął.

– Popełniłem błąd. Chciałem dobrze.

– Wiem – przyznałam. – Ale dobre intencje nie cofają miesięcy milczenia.

Zaczęłam funkcjonować inaczej. Założyłam własne konto, na które przelewałam część pensji. Nie pytałam już o zgodę, gdy kupowałam coś do domu. Nie tłumaczyłam się z każdej decyzji. Początkowo Paweł reagował zdziwieniem.

– Naprawdę musisz to robić? – zapytał, gdy poinformowałam go o swoim koncie.

– Tak. Dla siebie – odpowiedziałam.

Dziś nasze małżeństwo trwa, choć jest inne. Bardziej ostrożne, mniej naiwne. Uczę się ufać na nowo, ale już nie bezwarunkowo.

Karolina, 34 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama