„Zdradziłam męża z sąsiadem, którego nie znosi. Teraz boję się, że wszystko się wyda i mnie zostawi”
„Zaczęłam na niego czekać. Na te przypadkowe spotkania, spojrzenia, niedopowiedziane słowa. A potem zrobiłam coś, czego sobie nie wybaczę”.

Czasem patrzę w lustro i nie wiem, kim jestem. Tą samą kobietą, która kiedyś śmiała się z mężem do późna w nocy? Która potrafiła zatańczyć w kuchni przy gotowaniu makaronu? Dziś jestem raczej cieniem. Przezroczystą wersją siebie.
Michał wraca z pracy, rzuca „cześć” przez ramię, siada do komputera i znika. Wieczorem pada na łóżko obok mnie, jakbyśmy dzielili pokój w hotelu, nie życie. Od miesięcy się nie dotykamy. Od lat nie mówię mu, że mi źle – bo chyba już nawet nie słucha. Jestem żoną, ale nie kobietą.
A potem pojawił się Marek. Sąsiad z naprzeciwka, którego Michał nie znosi i z wzajemnością. Czasem mija mnie na klatce. Mruknie coś złośliwego, rzuci spojrzenie. I właśnie to spojrzenie mnie ruszyło. Zatrzymało. Poczułam się widzialna. Przez sekundę kobieca. To nic nie znaczyło. Tak sobie tłumaczę. Zaczęłam na niego czekać. Na te przypadkowe spotkania, spojrzenia, niedopowiedziane słowa. A potem zrobiłam coś, czego sobie nie wybaczę.
Zaczęliśmy rozmawiać
Schodziłam z psem po schodach, kiedy Marek wychodził ze swojego mieszkania. Mijaliśmy się dziesiątki razy, ale tym razem powiedział coś, co mnie zaskoczyło.
– Jak tak dalej pójdzie, to będzie pani z tym jamnikiem biegać, nie spacerować – rzucił bez uśmiechu.
Spojrzałam na niego zaskoczona.
– Może i dobrze. Przynajmniej ktoś mnie do czegoś zmusza.
– Mąż nie może? – zapytał. Głupio, prosto, bezczelnie.
Zamiast się obrazić, uśmiechnęłam się. Sama nie wiem dlaczego.
– Nie bardzo interesuje go moja kondycja – odpowiedziałam i minęłam go, czując, że policzki mam czerwone, a przecież nie czułam się zawstydzona.
Później spotkaliśmy się znów. W windzie. Ja w rozciągniętym swetrze, on z psem, pachnący dymem i czymś mocniejszym.
– Trudny dzień? – zapytał, zerkając na moje zmęczone oczy.
– Codzienność – mruknęłam.
A on nie patrzył na mnie jak sąsiad. Patrzył jak mężczyzna. Jakby próbował mnie rozebrać wzrokiem. Po prostu – z ciekawością. Od tamtej pory każde spotkanie miało w sobie napięcie. Mijaliśmy się niby przypadkiem, ale zbyt często, by wierzyć w zbieg okoliczności. Krótkie zdania, przedłużone spojrzenia, niby przypadkowe dotknięcia dłoni przy otwieraniu drzwi.
Pewnego dnia zapytał:
– Wpadniesz na kawę? Michała i tak nie ma, jak zwykle.
Zamarłam.
– Skąd wiesz?
Uśmiechnął się krzywo.
– Wiem więcej, niż myślisz.
Nie poszłam. Wtedy jeszcze nie. Ale przez cały wieczór czułam ciepło jego spojrzenia na skórze. I pierwszy raz od dawna bardzo mi się to podobało.
Nie planowałam zdrady
To był zwykły dzień. Michał wyjechał na dwa dni do Wrocławia. „Delegacja, nie czekaj z kolacją” – rzucił, zabierając torbę i papiery. Nawet mnie nie pocałował na pożegnanie. Zostałam sama. Tylko ja, pies i niepokój. Koło siedemnastej Marek zadzwonił domofonem.
– Kawy nie chcesz, ale może przynajmniej ci coś naprawię? Drzwi od piwnicy skrzypią jak cholera.
Zeszłam.
– Od kiedy jesteś taki pomocny? – rzuciłam zgryźliwie, kiedy schodziliśmy po schodach.
Śmiał się, ale nie odpowiedział.
Piwnica pachniała stęchlizną i farbą. Stał blisko, bardzo blisko. Spojrzałam na niego – jakby pierwszy raz. Nie był ani przystojny, ani szarmancki. Ale miał coś w sobie, co mnie przyciągało jak magnes.
– Masz drżące ręce – powiedział, patrząc na moją dłoń na poręczy.
– Mam też granice – odpowiedziałam cicho.
I wtedy mnie pocałował. Bez pytania. Odpowiedziałam mu tym samym. Moje ciało nie potrzebowało pozwolenia.
– Asiu... pójdziemy do mnie? – zaczął coś mówić, ale uciszyłam go i pociągnęłam za rękę do jego mieszkania.
Po 2 godzinach wróciłam do siebie. Poszłam pod prysznic i stałam tam długo. Nie mogłam zmyć z siebie dotyku Marka. Ani uczucia, że przez chwilę... żyłam. A potem tylko jedno pytanie dźwięczało mi w głowie: co ja zrobiłam?
Mąż coś podejrzewał
Michał wrócił dwa dni później. Punktualnie, jak zawsze. Postawił torbę w przedpokoju i spojrzał na mnie inaczej. Dłużej.
– Coś tu inaczej pachnie – rzucił, marszcząc brwi.
– Zmieniłam płyn do płukania – skłamałam bez zająknięcia.
Zjedliśmy kolację w milczeniu. On przy komputerze, ja przy zlewie. Zwykły wieczór. I tylko jego spojrzenia mówiły więcej niż słowa.
– Co robiłaś, kiedy mnie nie było? – zapytał nagle, między jednym łykiem herbaty a drugim.
– A co miałam robić? Praca, zakupy, spacer z psem.
– Z sąsiadem ci się dobrze spaceruje?
Zamarłam. Serce uderzyło o żebra.
– Co to ma znaczyć?
– Widziałem, jak ci się przygląda. Od miesięcy. Jakbyś była ciasteczkiem z wystawy. A ty? Nawet nie odwracasz wzroku.
– Przesadzasz. Jest po prostu... uprzejmy.
– Uprzejmy? Marek?! Joanna, on nie mówi „dzień dobry” sąsiadom, ale dla ciebie zawsze ma czas.
Wstałam gwałtownie.
– Boże, Michał, naprawdę? Po dwóch dniach delegacji wracasz i robisz mi sceny o sąsiada?
– Nie robię scen. Po prostu obserwuję. I widzę, że coś się zmieniło. Ty się zmieniłaś.
– Może po prostu potrzebuję zmian w życiu?
Zrobiła się cisza. Michał tylko patrzył. Nie miał dowodów, ale miał intuicję. I wiedziałam, że to dopiero początek.
Nie chciałam mieć romansu
Marek zaczął pisać. Najpierw krótko.
„Myślisz o tym?”
Nie odpisałam. Kilka godzin później:
„Spotkajmy się. Tylko pogadać.”
Zignorowałam. Ale nie usunęłam wiadomości. Trzeciego dnia czekał pod klatką. Palił papierosa, oparty o mur. Gdy wychodziłam z psem, skinął głową, jakby to był zwykły dzień.
– Nie odbierasz, nie odpisujesz. Zrobiłem coś nie tak?
– Wszystko zrobiłeś nie tak – syknęłam. – To był błąd. Zapomnij.
– Ty też chciałaś tego błędu.
Zamilkłam. Nie miałam siły kłamać.
– Michał coś podejrzewa – powiedziałam w końcu.
– Nie dziwię się. Jesteś inna. W końcu oddychasz.
– Nie rób z siebie terapeuty, Marek. To nie był ratunek. To była... słabość.
– I chcesz się z tego leczyć, tak?
– Muszę.
Uśmiechnął się. Ale nie był to ciepły uśmiech.
– Uważaj, Joanno. Czasem takie sąsiedzkie terapie mają skutki uboczne.
Kilka dni późnej spotkaliśmy się jeszcze raz. Powiedział, że nie potrafi przestać myśleć. Że czuje coś więcej. Że to nie był przypadek.
– Nie ciągnij mnie w to bagno – wyszeptałam. – Ja już tonę.
– A może chcę tonąć z tobą.
– Nie chcę więcej. Nie mogę.
– Ale byłaś. I jeśli Michał się dowie… – zawiesił głos.
– Grozisz mi?
– Ostrzegam. Czasem mężowie potrafią być bardzo… dramatyczni.
Odeszłam. Nogi miałam jak z waty. W głowie huczało. Czy on naprawdę mnie szantażuje? Czy tylko gra? Nie wiedziałam. Wiedziałam tylko jedno – to już nie była tylko zdrada. To była pułapka.
Mąż się dowiedział
Zaczęło się od ciszy. Tej podejrzanej, nienaturalnej. Michał nie pytał, nie komentował, nie rzucał aluzji. Był spokojny. Zbyt spokojny. Wiedziałam, że coś się stało. Potwierdziło się kilka dni później. Przyszedł wcześniej z pracy, co rzadko się zdarzało. Zastał mnie w kuchni, krojącą warzywa.
– Twój telefon wibrował – powiedział spokojnie, siadając przy stole. – Na blacie.
Zamarłam. Odłożyłam nóż. Serce waliło jak oszalałe.
– Otworzyłem. Zobaczyłem wiadomość od Marka.
Nie miałam siły zaprzeczać.
– Co pisał?
– „Tęsknię za twoimi ustami”
Nie umiałam się ruszyć. Zatkało mnie.
– Nie musisz mówić. Wiem – dodał cicho. – Już od dawna czułem, że tracę cię kawałek po kawałku. Ale miałem nadzieję, że nie będziesz mieć romansu z kimś, kogo nienawidzę.
– To był błąd… – zaczęłam, ale przerwał.
– Nie. To był wybór.
Spojrzał na mnie z czymś, czego nie znałam w jego oczach. Nie złością. Nie bólem. Obojętnością.
– Co teraz? – zapytałam szeptem.
– Teraz się pakuję. Śpisz dzisiaj sama. Może jutro też.
Nie podnosiłam wzroku, gdy odchodził. Nie krzyczał. Nie płakał. I to bolało bardziej niż wszystko inne.
Joanna, 38 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Sąsiad miał załatać rurę w kranie, a posklejał moje serce. Wystarczyło zalać mu łazienkę, by zobaczył we mnie żonę”
- „W ferie zostawiłam męża z dziećmi i wyjechałam w Beskidy. Do dziś nie mogę zapomnieć gorących nocy przy kominku”
- „Syn ma 30 lat i wciąż go utrzymujemy. Mąż się wścieka, że to bumelant, ale ja nie mam serca go wyrzucić”

