„Mąż mnie zdradził, więc nie pozostałam mu dłużna. Zwycięzca tej brudnej gierki może być tylko jeden i będę to ja”
„Przez kolejne dni funkcjonowałam jak w zawieszeniu. Robiłam wszystko mechanicznie: odwoziłam dzieci do szkoły, gotowałam, odpowiadałam na maile, ale wewnątrz mnie wrzało. Myśli krążyły w kółko — zdradził mnie. Od początku. Śmiał mi się w twarz. Przez lata wierzyłam w coś, co nigdy nie istniało”.

Codzienność z Sebastianem miała w sobie coś z rytuału — tego dobrego, który koi i daje poczucie bezpieczeństwa. Śniadania przy kuchennym stole, jego ręka na moich plecach, gdy przechodziliśmy przez ulicę, wieczorne „dobranoc” wypowiedziane szeptem, już w półśnie. Nawet nasze kłótnie były przewidywalne i łagodne, a zwykle kończyły się śmiechem. Byliśmy razem od ponad dekady. Mieliśmy dom, dwójkę dzieci, stabilność. Myślałam, że to wystarcza.
Nie miałam powodów, żeby mu nie ufać. Nigdy nie zaglądałam mu w telefon, nie śledziłam delegacji, nie wypytywałam, dlaczego wrócił później. Byłam lojalna i naiwna. Albo po prostu zakochana. Tak, chyba naprawdę go kochałam. Tamtego dnia, w styczniu, poszłam z Magdą na kawę. Kawiarnia była ciepła, pachniało w niej ciastem marchewkowym i mleczną pianką. Śmiałyśmy się, wspominałyśmy. A potem ona rzuciła to zdanie, które w jednej chwili strzaskało moją rzeczywistość.
— Pamiętasz, jak Sebastian jeździł do Gdańska? — zapytała mimochodem. — On zawsze mówił, że był sam, ale przecież... widywałam go tam z blondynką. Taka wysoka, w czerwonej kurtce. Myślałam, że to jakaś koleżanka z pracy.
Wysoka? Blondynka? Sebastian? Wtedy poczułam, jak coś we mnie zamarło. I zanim kawa ostygła, moje małżeństwo zaczęło się chwiać. Coś, co przez lata uważałam za nienaruszalne, zaczęło kruszyć się od środka.
I wtedy to się stało
— Sebastian... muszę cię o coś zapytać — zaczęłam, nie patrząc mu w oczy.
Byliśmy w kuchni. Dzieci już spały, a ja w dłoniach obracałam kubek po herbacie, jakbym szukała w nim odpowiedzi. Czułam, jak drży mi głos.
— Co się stało? — zapytał z troską. Jeszcze wtedy udawał. Albo naprawdę nie wiedział, co nadchodzi.
— Gdańsk. Delegacje. Bywała tam jakaś blondynka?
Milczał przez chwilę, ale to wystarczyło. Ta pauza powiedziała mi więcej niż sto słów. Poczułam, jak coś się we mnie osuwa — jakby wewnątrz spadał sufit, który podtrzymywałam od lat.
— Coś ci się musiało pomylić — rzucił nerwowo. — Renata, o co ty mnie w ogóle podejrzewasz?
— Magda cię widziała. Kilka razy. Z tą samą kobietą. Przy Motławie. Czerwona kurtka. Powiedziała, że myślała, że wiesz, że ja wiem.
I wtedy to się stało. Jego twarz się zmieniła. Spuścił wzrok, jakby chciał zniknąć.
— To było dawno. Renata... to był początek. Nie byliśmy jeszcze wtedy… No wiesz, to nie było takie jak teraz.
— Zdradzałeś mnie — powiedziałam, nie krzycząc, ale mając lód w głosie. — A ja ci ufałam. Bezgranicznie.
— Byłem młody. Niedojrzały. Myślałem, że... że to minie. I minęło. Od lat jestem tylko z tobą. Kocham cię. Naprawdę.
Patrzyłam na niego i nie rozpoznawałam człowieka, którego kochałam od dziesięciu lat. Wszystko we mnie krzyczało, żeby uciec. Ale nie mogłam się ruszyć.
— Przez cały ten czas myślałam, że mam w tobie opokę — wyszeptałam. — A ty zbudowałeś nas na kłamstwie.
Spojrzałam na niego uważniej
Przez kolejne dni funkcjonowałam jak w zawieszeniu. Robiłam wszystko mechanicznie: odwoziłam dzieci do szkoły, gotowałam, odpowiadałam na maile, ale wewnątrz mnie wrzało. Myśli krążyły w kółko — zdradził mnie. Od początku. Śmiał mi się w twarz. Przez lata wierzyłam w coś, co nigdy nie istniało.
Nie potrafiłam spojrzeć Sebastianowi w oczy. On z kolei chodził jak cień. Chyba myślał, że skoro się nie wyprowadziłam, to mi przejdzie. Ale to nie była jedna kłótnia. To było jak rana, którą codziennie rozdrapywałam od nowa. I wtedy pojawił się Tomek.
— Hej, wszystko w porządku? — zapytał któregoś dnia, gdy spotkaliśmy się przypadkiem pod przedszkolem. Odbierał swoją córkę.
Skinęłam głową, ale widział, że kłamię. Znał mnie od lat — był świadkiem na naszym ślubie. Najlepszy przyjaciel Sebastiana.
— Wiesz, możesz czasem pogadać z kimś, kto nie ocenia — dodał cicho. — Gdybyś tylko chciała.
Nie chciałam. A przynajmniej tak mi się wydawało. Ale po kilku dniach napisałam do niego wiadomość. Spotkaliśmy się w kawiarni. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Poczułam się lżej, bo nie musiałam grać.
— Nie zasłużyłaś na coś takiego, Renata — powiedział. — On miał szczęście, że cię miał.
Spojrzałam na niego uważniej. W jego oczach było coś, czego dawno nie widziałam: podziw, szacunek… może coś więcej?
— A teraz nie wiem, czy mam cokolwiek — odpowiedziałam i po raz pierwszy od tamtego dnia naprawdę się rozkleiłam.
Wtedy, pośród cichego gwaru kawiarni, pojawiła się ta myśl. Brudna, niechciana, ale nęcąca. Skoro on mógł... dlaczego ja nie?
Nie patrzyliśmy na siebie
Wyjazd służbowy do Poznania miał być zwyczajny. Jechałam z Tomkiem — mieliśmy razem prowadzić warsztaty dla nowego klienta. Nikt nie robił z tego problemu, bo przecież znaliśmy się od lat. Dla innych byliśmy dwójką współpracowników, dla mnie stanowiliśmy tykającą bombę. Wieczorem po prezentacjach zostaliśmy w hotelu. Jedliśmy kolację w restauracji na dole, rozluźnieni, zmęczeni, z lampką wina.
— Dobrze było znowu cię zobaczyć… taką — powiedział Tomek. — Uśmiechniętą. Choć trochę.
— To tylko pozory — rzuciłam gorzko. — Uśmiecham się, a wewnątrz mnie wszystko się wali.
Milczał chwilę, potem położył dłoń na mojej. Nie cofnęłam jej. Sama nie wiem dlaczego.
— Gdybyś tylko wiedziała, jak bardzo cię szanuję. I jak długo... — Nie dokończył. Spojrzał na mnie z czymś, co można było pomylić z czułością.
Nie protestowałam. Ani wtedy, ani gdy wracaliśmy na górę, każde do swojego pokoju. Chociaż dobrze wiedzieliśmy, że tej nocy nie zaśniemy osobno. Zrobiliśmy to. Raz. Bez słowa. Bez planu.
Rano leżałam obok Tomka, zerkając na szary sufit hotelowego pokoju. Czułam ciepło jego ciała, zapach jego skóry, ale moje wnętrze krzyczało.
— To było coś więcej? — zapytał cicho.
— Nie wiem — odpowiedziałam szczerze. — Chyba nie. Chyba tylko… musiałam coś z siebie wyrzucić.
Ubierając się w pośpiechu, nie patrzyliśmy na siebie. W drodze powrotnej siedzieliśmy w ciszy. A ja myślałam tylko o jednym: zdradziłam. Ale nie siebie… jego. A przecież ja go nadal kocham.
Długo nic nie mówił
Nie wiem, jak się dowiedział. Może intuicja, może Tomek nie wytrzymał, a może coś wyczuł po moim powrocie. Milczałam. W środku byłam rozbita na tysiące kawałków. Przez kilka dni udawał, że wszystko jest normalnie. Ale któregoś wieczoru wrócił wcześniej. Wszedł do salonu, spojrzał na mnie inaczej. Twardo. Obco.
— Spałaś z nim? — zapytał. Bez podniesionego głosu, bez furii.
Chciałam skłamać. Chciałam się wyprzeć, ale zabrakło mi siły. Skinęłam głową.
— Z Tomkiem?
— Tak.
Długo nic nie mówił. Potem odszedł na kilka kroków, oparł się o ścianę. Pokręcił głową z rezygnacją. Cisza dudniła mi w uszach.
— Wiesz, co jest najgorsze? — zapytał. — Nie to, że to zrobiłaś. Tylko że zrobiłaś to świadomie. Z premedytacją.
— Bo mnie bolało! — wybuchłam. — Bo przez dziesięć lat myślałam, że jesteś moim domem. A ty byłeś dla mnie kłamstwem! Jak mam z tym żyć?!
— Nie musisz — odpowiedział chłodno. — To koniec, Renata. Nie potrafię na ciebie patrzeć. Nawet nie chodzi o Tomka. Chodzi o to, że już nie jesteśmy dla siebie.
Chciałam się bronić. Krzyczeć. Tłumaczyć, że to był błąd. Że żałuję. Ale w jego oczach nie było miejsca na żadne „ale”. Coś w nim pękło. Zostałam sama. I pierwszy raz zrozumiałam, co naprawdę znaczy samotność. Nie ta po rozwodzie, nie ta po zdradzie. Tylko ta, która zostaje, gdy nie masz już dokąd wrócić. Zrobiłam to, żeby odzyskać godność… ale straciłam wszystko, co miało sens.
To krzyk duszy
Minęły miesiące. Sebastian się wyprowadził. Dzieci bywają na zmianę u mnie i u niego. Dom niby ten sam, ale w środku jakby pusty. Życie toczyło się dalej, jak zawsze. Pranie, zakupy, zebrania w szkole. Tylko wieczory stały się cięższe. Cichsze. Patrzę czasem na nasze stare zdjęcia. Z wakacji, z urodzin dzieci. On trzyma mnie za rękę, ja się śmieję. Prawdziwie. Wtedy autentycznie wierzyłam, że jesteśmy szczęśliwi. Może nawet byliśmy, tylko na innych warunkach, w innym czasie. Może nie rozumieliśmy, co mamy. Może nigdy ze sobą tak naprawdę nie rozmawialiśmy.
Tomek próbował się odezwać. Pisał. Przepraszał. Proponował spotkanie. Nie odpisałam. Nie chcę budować czegokolwiek na ruinach tamtej nocy. Nie z nim. Nie w tym momencie. Czasem myślę o tym, co by było, gdybym wtedy nie poszła z nim do hotelu. Gdybym umiała zapanować nad żalem. Może teraz wszystko wyglądałoby inaczej. Może zdołalibyśmy uratować to, co między nami było. A może nie.
Wiem jedno: nie zdradziłam tylko Sebastiana. Zdradziłam siebie. Swoje zasady. Swój obraz tego, kim jestem. I choć to bolało bardziej niż rozwód, może właśnie dzięki temu przestałam wreszcie wierzyć w bajkę, że wszystko da się naprawić. Zdrada to nie tylko akt fizyczny. To krzyk duszy, który przez lata był ignorowany. Tylko że mój krzyk zniszczył coś, co, mimo ran, było dla mnie wszystkim. Nie wiem, czy kiedyś jeszcze zaufam — sobie, komuś, miłości. Ale żyję. Dzieci mnie potrzebują. I chyba pierwszy raz od lat żyję naprawdę bez iluzji.
Renata, 38 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Mąż ze skruchą przyznał się do zdrady, a ja tylko ziewnęłam. Od 2 miesięcy ukrywam prawdę, która zrani go mocniej”
- „Rzuciłam korpo, by zaznać spokoju na wsi i już żałuję. Po pierwszych dniach moje łzy padały mocniej niż śnieg za oknem”
- „Akurat w Dzień Babci ksiądz chodził po kolędzie. Wnuczka przeszła samą siebie, a mi teraz wstyd na całą parafię”

