„Zawsze trzymałam stronę syna, ale nie tym razem. Kiedy zdradził żonę, wstydziłam się spojrzeć synowej w twarz”
„Nie przypuszczałam, że przyjdzie moment, w którym zamiast poprawiać synowi kołnierzyk, będę ściskać dłoń jego żony i wręczać chusteczkę, by wytarła łzy. Nie spodziewałam się, że lojalność okaże się czymś znacznie bardziej skomplikowanym. A już na pewno nie sądziłam, że będę musiała wybrać, po której stronie naprawdę stoję".

- Redakcja
Zawsze uważałam, że matka powinna stać po stronie swojego dziecka. Tak mnie wychowano i tak sama wychowywałam syna. Nawet kiedy robił głupoty, nawet kiedy mnie zawodził, w środku i tak odruchowo szukałam dla niego usprawiedliwienia. Bo zmęczony, bo zagubiony, bo życie go przycisnęło. Łatwiej było mi uwierzyć w takie wersje niż w to, że własne dziecko potrafi być zwyczajnym egoistą. Tamtego dnia wszystko to zaczęło się we mnie chwiać. Siedziałam w kuchni, z kubkiem zimnej herbaty, której nawet nie pamiętałam, że sobie nalałam. Za oknem było szaro, zwyczajnie, bez żadnych znaków ostrzegawczych. Świat nie miał zamiaru się zatrzymać tylko dlatego, że ja powoli przestawałam rozumieć, kim jestem jako matka.
Wiedziałam, że coś jest nie tak od dawna. Czułam to w półsłówkach, w napięciu, które wisiało w powietrzu przy rodzinnych spotkaniach, w jej wymuszonym uśmiechu i w jego nerwowych ruchach. Udawałam jednak, że tego nie widzę. Udawanie bywa wygodne, zwłaszcza kiedy prawda grozi przewróceniem całego dotychczasowego porządku. Nie przypuszczałam, że przyjdzie moment, w którym zamiast poprawiać synowi kołnierzyk, będę ściskać dłoń jego żony i wręczać chusteczkę, by wytarła łzy. Nie spodziewałam się, że lojalność okaże się czymś znacznie bardziej skomplikowanym niż więzy krwi. A już na pewno nie sądziłam, że będę musiała wybrać, po której stronie naprawdę stoję.
Nie musisz dramatyzować
Przyszli do mnie w niedzielę po południu. Nie zapowiadali się, co już samo w sobie było podejrzane. Syn wszedł pierwszy, pewnym krokiem, jakby to on był u siebie, a nie ja. Za nim ona z nietęgą miną.
– Mama, możemy usiąść? – zapytał.
– Jak już przyszliście, to raczej nie będziemy rozmawiać na stojąco – odpowiedziałam z irytacją. – Coś się stało? – zapytałam, choć już znałam odpowiedź.
– To tylko chwilowe nieporozumienie – powiedział szybko syn, zanim zdążyła otworzyć usta.
Spojrzałam na nią. Miała łzy w oczach, ale uparcie wpatrywała się w blat stołu.
– Chwilowe? – powtórzyłam. – Nie wydaje mi się.
– Nie musisz dramatyzować – prychnął. – Każde małżeństwo ma swoje problemy.
– Każde, owszem – odparłam spokojnie. – Ale nie w każdym jedna strona wylewa łzy, a druga poucza wszystkich dookoła.
W końcu podniosła głowę.
– Zawsze przesadzasz – powiedział do mnie – A ty wszystko bierzesz do siebie – zwrócił się do żony.
Poczułam, jak coś się we mnie gotuje. Zapadła cisza. Ciężka, lepka. Bez słowa przesiadłam się bliżej i ujęłam jej dłoń.
– Spokojnie – powiedziałam.
Syn patrzył na nas z irytacją, jakbyśmy obie robiły mu na złość.
Widzę, jak rozpada się wasze małżeństwo
Posadziłam ją na kanapie i podałam szklankę wody. Syn krążył po pokoju, zaglądał w telefon, wzdychał demonstracyjnie.
– Naprawdę robicie z tego przedstawienie – rzucił. – Zawsze tak reaguje, a potem jej przechodzi.
– Tobie też wszystko zawsze przechodzi – odpowiedziałam. – Odpowiedzialność szczególnie szybko.
Spojrzał na mnie ostrzegawczo.
– Mamo, nie wtrącaj się.
– Wtrącam się we własnym domu – odparłam. – I w sytuacji, w której widzę, jak rozpada się wasze małżeństwo.
Ona spróbowała się uśmiechnąć.
– Przepraszam… ja nie chciałam kłopotu – powiedziała cicho.
– To może powiesz, co ci tak bardzo nie pasuje? – rzucił w jej stronę.
– Nie pasuje mi to, że znikasz – zaczęła. – Że wracasz późno i mówisz, że przesadzam. Że kiedy pytam, co się dzieje, przewracasz oczami.
– Pracuję – odburknął. – Ktoś musi zarabiać.
– Pracowałeś też wcześniej – wtrąciła. – I jakoś nie było potrzeby spać z telefonem pod poduszką.
– Sugerujesz coś?
– Nic nie sugeruję – odpowiedziała spokojnie. – Ja tylko widzę to coraz lepiej.
Nagle zaczęła płakać.
– Mam dość. Wracam – odparł syn.
– Ty możesz iść – oznajmiłam. – Ona zostaje, jeśli chce.
Zapadła cisza. Ciężka, znacząca.
Czyli stajesz po jej stronie?
Nie ruszyła się z miejsca. Patrzyła to na mnie, to na niego, jakby nagle ktoś postawił ją przed egzaminem, do którego nikt jej nie przygotował. Syn stał przy drzwiach, klucze brzęczały mu w dłoni.
– No? – ponaglił. – Idziesz czy mam wracać sam?
– Zostanę – powiedziała po chwili, tak cicho, że niemal tego nie usłyszałam.
On prychnął.
– Oczywiście. Mama wie lepiej.
– W tym momencie wie na pewno jedno – odpowiedziałam. – Że ty nie masz zamiaru słuchać nikogo poza sobą.
– Nie robię nic złego – rzucił. – Przesadzacie obie.
– To zabawne – odparłam. – Dwie osoby mówią to samo, a według ciebie winny zawsze ktoś, a nie ty.
Spojrzał na mnie zaskoczony.
– Czyli stajesz po jej stronie?
Nie odpowiedziałam. Trzasnął drzwiami tak, że aż drgnęły szyby. Zostałyśmy same. Cisza była inna niż wcześniej.
– Przepraszam – wyszeptała.
– Przestań – odpowiedziałam. – Nie masz za co.
– Dobrze, że przyszłaś – dodałam. – Nawet jeśli on nigdy tego nie zrozumie.
Nie umiem mu znów zaufać
Zaparzyłam herbatę, choć było już późno. Ona siedziała przy stole, owinięta kocem.
– Nie mogę znieść, że on zachowuje się tak, jakby nic się nie stało. Cały czas mówi, że przesadzam, a ja naprawdę czuję, że ma kogoś na boku.
Upiła łyk i nagle zaczęła mówić szybciej, jakby bała się, że zabraknie jej odwagi.
– Znalazłam wiadomości. Nie takie wprost, ale… czułe. Wieczorne. Zawsze wtedy, kiedy mnie nie było w pokoju.
– I co powiedział? – zapytałam.
– Że to koleżanka z pracy. Że się czepiam. Że robię aferę z niczego.
Pokręciłam głową.
– Gdyby to było nic, nie musiałby się tak starać, żeby cię przekonać.
Zamilkła na chwilę, po czym spojrzała na mnie.
– Myślisz, że on…?
– Myślę, że mój syn jest bardzo skupiony na sobie – odpowiedziałam ostrożnie. – A reszta świata ma mu nie przeszkadzać.
– Nie wiem, co robić– wyszeptała. – Nie umiem mu znów zaufać.
– Ja ci nie doradzę, musisz sama posłuchać swojego serca.
Westchnęła ciężko.
– A jeśli on nigdy się nie zmieni?
– Wtedy się zastanów, czy chcesz dalej z nim żyć – odparłam spokojnie.
Spojrzała na mnie uważnie.
– A ty? – zapytała. – Co zrobisz, jeśli wybiorę siebie?
Uśmiechnęłam się.
– Będę trzymać cię za rękę. Nawet jeśli mój syn mi tego nie wybaczy.
Nie wszystko kręci się wokół niego
Rano obudził mnie dźwięk czajnika. Przez chwilę nie wiedziałam, gdzie jestem, a potem przypomniałam sobie wszystko naraz. Siedziała przy stole, w moim starym swetrze, z włosami związanymi byle jak.
– Mam nadzieję, że nie przeszkadzam – powiedziała, gdy mnie zobaczyła. – Nie mogłam spać. Napijesz się herbaty? – dodała.
– Chętnie – odpowiedziała.
Uśmiechnęła się nieśmiało.
– On dzwonił – dodała po chwili. – Pięć razy.
– I? – zapytałam, nalewając sobie kawy.
– Nie odebrałam.
– Świat się nie zawalił?
– Jeszcze nie – odpowiedziała cicho. – Za to przyszła wiadomość.
– Domyślam się jaka.
Parsknęła śmiechem, który szybko przeszedł w westchnienie.
– Napisał, że go poniżam. Że nastawiasz mnie przeciwko niemu.
– Och, jak miło, że przypisał mi taką sprawczość – odparłam.
Popatrzyła na mnie poważnie.
– On naprawdę myśli, że to twoja wina.
– Wierzy w to, co mu wygodne – powiedziałam.
Zamilkła, kręcąc kubkiem.
– Chcę pojechać do siebie po rzeczy – powiedziała w końcu. – Tylko po to, co potrzebne.
– Pojedziemy razem – odparłam. – Nie po to, żeby robić sceny. Po to, żebyś nie była sama.
Spojrzała na mnie z wdzięcznością.
– Dlaczego to robisz? Dlaczego jesteś po mojej stronie? – zapytała. – Przecież to twój syn.
Westchnęłam.
– Właśnie dlatego – odpowiedziałam. – Ktoś musiał mu wreszcie pokazać, że nie wszystko kręci się wokół niego.
– Dziękuję – wyszeptała.
Dziękuję, że mnie wspierasz
Pojechałyśmy do ich mieszkania w ciszy. Drzwi otworzył od razu, jakby stał pod nimi od dawna.
– No proszę – powiedział z przekąsem. – Mama w roli adwokata.
– Nie myl ról – odpowiedziałam. – Jestem tu jako świadek.
Ona minęła go bez słowa. Poszła prosto do sypialni.
– Przesadzasz – rzucił, ściszonym głosem. – Robisz z igły widły. Zawsze byłaś po jej stronie.
– Nie – poprawiłam go. – Zawsze byłam za tym, co przyzwoite, nawet jeśli czasem bywa niewygodne.
Wyszła z torbą. Spojrzała na niego spokojnie.
– Wezmę resztę później – powiedziała. – Teraz potrzebuję oddechu.
– Uciekasz – rzucił.
– Nie – odpowiedziała. – Wreszcie idę w swoją stronę.
Zatrzymała się przy drzwiach, spojrzała na mnie.
– Gotowa – powiedziała.
W samochodzie oddychała głęboko.
– Co teraz? – zapytała.
– Teraz będzie różnie – odpowiedziałam. – Będzie cisza, będzie hałas, będą próby cofania czasu. Ty masz tylko jedno zadanie.
– Jakie?
– Zaufać swojej intuicji – powiedziałam. – To najlepsza mapa.
Skinęła głową.
– A on? – zapytała.
– On ma szansę dorosnąć – odparłam. – Albo zostać sobą do końca.
Zatrzymałyśmy się pod moim domem. Wysiadła, odwróciła się.
– Dziękuję, że mnie wspierasz – powiedziała.
Patrzyłam, jak wchodzi do środka. Pomyślałam, że czasem bycie matką oznacza nauczyć się stać po właściwej stronie. Nawet jeśli boli.
Lucyna, 56 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Pieniądze zawsze były dla nas ważniejsze niż bliskość. Nasz syn dorastał bez ciepła, bo my chcieliśmy żyć w luksusie”
- „Z teściową nigdy nie było nam po drodze. A mimo to, gdy teść ją zdradził, przybiegła do mnie wypłakać się w rękaw”
- „Córka i syn spędzają ferie w Alpach, a my nie mamy na węgiel do pieca. Wstydzę się poprosić własne dzieci o pieniądze”

