Reklama

Kiedyś wierzyłam, że po sześćdziesiątce życie po prostu płynie spokojnie. Że nie ma w nim już gwałtownych uniesień ani porywów serca, które odbierają rozsądek. Byłam wdową od sześciu lat. Mój mąż, Henryk, zostawił mi piękny dom, spory majątek i pustkę, której przez długi czas nie potrafiłam niczym wypełnić. Nie mogłam powiedzieć, że byłam nieszczęśliwa, ale czułam, że czegoś mi brakuje.

Reklama

Chciałam coś zmienić

Miałam piękny ogród, który kiedyś był moją dumą. Henryk dbał o niego z prawdziwym zamiłowaniem, ale od jego śmierci zaniedbałam to miejsce. Sąsiedzi mówili, że powinnam kogoś zatrudnić, bo szkoda takiego ogrodu, ale przez długi czas wzruszałam tylko ramionami.

Pewnego dnia spojrzałam na ten chaos i pomyślałam, że to może być jakiś początek. Zdecydowałam się wynająć ogrodnika. Tak poznałam Tomka.

Miał nie więcej niż trzydzieści lat. Wysoki, silny, z opaloną skórą i pewnym siebie uśmiechem. Zaczął od przeglądu ogrodu, opowiadając, co można przywrócić do życia, co trzeba przyciąć, a co dosadzić. Słuchałam go z zaciekawieniem, choć jednocześnie czułam pewne zakłopotanie.

Był taki młody, a ja… Cóż, miałam sześćdziesiąt dwa lata i przez długi czas nie myślałam o sobie w kategoriach kobiecości. A jednak coś w jego pewnym siebie sposobie bycia, w jego uśmiechu i spojrzeniach sprawiło, że tego dnia po raz pierwszy od dawna poczułam się inaczej.

Urzekł mnie

Zadziwiała mnie jego energia. Przycinał gałęzie tak sprawnie, jakby robił to od dziecka. Ja stałam na tarasie z filiżanką kawy i patrzyłam, jak krząta się między różami. Czułam coś dziwnego – coś, czego nie potrafiłam nazwać.

– Ma pani naprawdę piękny ogród – powiedział, rozglądając się z podziwem. – Trochę pracy i będzie wyglądał jak dawniej.

– To był ogród mojego męża – odpowiedziałam, bardziej do siebie niż do niego. – Ja się nigdy na tym nie znałam.

– Można się nauczyć – uśmiechnął się lekko. – A jeśli nie, to zawsze może pani po prostu cieszyć się widokiem.

Usiadł na schodach tarasu i wyjął butelkę wody. Patrzył na mnie tak swobodnie, jakbyśmy znali się od lat. Poczułam lekkie zakłopotanie.

– Chce się pan napić kawy? – zapytałam, nie bardzo wiedząc, co zrobić z tym nagłym skrępowaniem.

– Jeśli to nie problem, to chętnie – odparł.

Podobał mi się

Zaprosiłam go do środka. Usiadł przy kuchennym stole i rozglądał się z zainteresowaniem.

– Zawsze myślałem, że w takich domach ludzie są szczęśliwi – powiedział.

Spojrzałam na niego zaskoczona.

– Co pan ma na myśli?

– Nic, po prostu… Wydaje mi się, że ludzie, którzy mają wszystko, powinni być szczęśliwi – wzruszył ramionami.

Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. W jakimś sensie trafił w sedno, choć nie miał prawa tego wiedzieć.

Rozmowy z Tomkiem stawały się dłuższe. Opowiadał mi o roślinach, o swojej pracy, o tym, jak bardzo lubi spędzać czas na świeżym powietrzu. Złapałam się na tym, że czekam na jego przyjazdy. I że zaczynam o nim myśleć nie jak o zwykłym ogrodniku, ale jak o kimś, kto wnosi do mojego życia coś, czego nie czułam od lat.

Zaczęło się niewinnie. Kończył pracę w ogrodzie. Kiedy zobaczyłam go przez okno, jak opiera się o łopatę i przeciera czoło, coś we mnie pękło.

– Może ma pan ochotę na kieliszek wina? – zapytałam, wychylając się przez drzwi tarasu.

– Jeśli to nie problem – uśmiechnął się lekko.

Uległam mu

Weszliśmy do salonu. Usiadł na sofie, niepewnie rozglądając się po wnętrzu. Dla niego pewnie mój dom był jak muzeum – pełen obrazów, starych mebli, pamiątek. Byłam ciekawa, co o nim myśli, ale nie zapytałam.

– Zna się pan na winach? – zagadnęłam, podając mu kieliszek.

– Niespecjalnie, ale chętnie się czegoś nauczę – odparł z rozbrajającym uśmiechem.

Wiedział, jak mówić, żeby rozluźnić atmosferę. Wino powoli rozgrzewało mnie od środka, a jego głos działał kojąco.

– Wie pani, że wygląda pani zupełnie inaczej, kiedy się uśmiecha? – powiedział nagle.

Zawahałam się.

– Inaczej?

– Młodziej. Szczęśliwiej – spojrzał na mnie w sposób, którego się nie spodziewałam. – Często czuje się pani samotna?

Zacisnęłam palce na kieliszku.

– Każdy bywa samotny – odparłam ostrożnie.

– Nie każdy – pokręcił głową. – Niektórzy wiedzą, jak tego uniknąć.

Było jak w bajce

Patrzył na mnie uważnie, aż poczułam, że brakuje mi powietrza. Przecież to był chłopak, który mógłby być moim synem. Co ja sobie wyobrażałam?

A jednak, kiedy delikatnie musnął moją dłoń, nie cofnęłam jej. Jego dotyk był ciepły, pewny siebie. Nie całował mnie od razu, po prostu patrzył, jakby czekał na moją reakcję. Czułam sprzeczne emocje – rozsądek mówił jedno, ale serce i ciało wołały coś zupełnie innego.

Tego wieczoru pozwoliłam sobie zapomnieć o wszystkim. Zapomnieć, ile mam lat, co pomyślałby ktokolwiek. W jego ramionach czułam się lżejsza, młodsza, potrzebna. Następnego dnia, budząc się, wciąż czułam ciepło jego dłoni na mojej skórze.

Przez kolejne dni czułam się jak odmieniona. W lustrze widziałam inną siebie – skórę miałam rozświetloną, oczy błyszczące, a w sercu nieznane mi dotąd podniecenie. Nie chciałam analizować tego, co się wydarzyło, nie chciałam myśleć o konsekwencjach. Żyłam chwilą, tak jak Tomek.

Był czuły, uśmiechnięty, cieszył się każdą drobnostką. Przyjeżdżał do pracy jak zawsze, ale zostawał dłużej. Czasem pomagałam mu w ogrodzie, choć nie miałam do tego ręki. Śmiał się wtedy i mówił, że jestem jego asystentką. Zaczęliśmy jeść razem obiady, rozmawiać do późnego wieczora.

Poprosił o pomoc

Gdy wspomniał, że ma starą, zniszczoną kosiarkę, którą ciężko mu prowadzić, kupiłam nową – niby dla siebie, ale wiedziałam, że to on będzie jej używał. Czułam przyjemność, mogąc mu dogadzać, sprawiać, że się uśmiechał. A potem zaczęły się te rozmowy.

– Mam trochę kłopotów – powiedział pewnego wieczoru.

– Jakich? – zapytałam z troską.

– Nic poważnego. Jakiś czas temu pożyczyłem od znajomego pieniądze, a teraz on się przypomina. Nie jest to duża suma, ale w tym miesiącu mam sporo wydatków

Nie poprosił mnie o nic. Po prostu mówił, jakby się zwierzał.

– To ile potrzebujesz? – zapytałam, zanim zdążyłam się zastanowić.

Spojrzał na mnie z wdzięcznością.

– Nie mogę cię o to prosić…

– Ale ja chcę pomóc.

To było tylko pięćset złotych. Kwota, którą mogłam mu dać bez mrugnięcia okiem. Przyjął je z wahaniem, ale kiedy schował banknoty do kieszeni, uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło.

– Jesteś wspaniała – szepnął.

Potem zdarzyło się to znowu. Tym razem była to naprawa samochodu. A później rachunki, niespodziewane wydatki, opóźnione przelewy od klientów. Za każdym razem mówił, że odda, a ja wierzyłam. Aż do tamtego dnia.

Tego było za dużo

Siedzieliśmy na tarasie, popijając wino, gdy zaczął mówić o tym, że chciałby zainwestować w lepszy sprzęt do pracy. Miał plan, chciał rozwinąć działalność, zatrudnić ludzi.

– Wiesz, gdybym miał te piętnaście tysięcy, mógłbym kupić profesjonalny sprzęt i wreszcie ruszyć na poważnie.

Zamilkłam. Piętnaście tysięcy to nie było pięćset złotych. To była kwota, którą należało już przemyśleć.

– Rozumiem, jeśli to dla ciebie za dużo – dodał, patrząc mi w oczy.

– Po prostu… muszę się zastanowić – powiedziałam ostrożnie.

Jego twarz na chwilę stężała. Nie był zły, ale widziałam, że coś się zmieniło. Tamtego wieczoru nie został dłużej niż to konieczne. Po raz pierwszy nie pocałował mnie na pożegnanie. A ja zostałam na tarasie z niepokojem w sercu.

Nie mogłam uwierzyć

Kiedy kilka dni później poszłam do sąsiadki, usłyszałam coś, co sprawiło, że serce zabiło mi szybciej.

– Twój ogrodnik to pracowity chłopak. Pani Jola też go zatrudniła. Widziałam, jak ostatnio pił u niej kawę na tarasie.

Zrobiło mi się słabo. Pani Jole była wdową, bogatszą ode mnie i – jak się okazało – równie naiwną. Gdy Tomek przyszedł do mnie następnego dnia, spojrzałam na niego chłodno.

– Bywasz u pani Jolanty?

– Zleciła mi kilka prac.

Ale ja już wiedziałam. Kilka dni później zobaczyłam go w mieście – prowadził nowy samochód. A obok niego, na miejscu pasażera, siedziała uśmiechnięta pani Jola.

Mój ogród rozkwitł jak nigdy. Ale ja już wiedziałam, że był tylko kolejnym, który Tomek pielęgnował – do czasu, aż znalazł lepszy.

Elżbieta, 62 lata

Reklama

Czytaj także:
„Wszyscy czekali na spadek babci Tereski, ale ona nie była głupia. W testamencie zakpiła sobie z pazernej rodzinki”
„Przez syna nie śpię po nocach. Związał się z kobietą po 40-stce, a przecież ona już nie da mu dziecka”
„Na wsi wytykają mnie palcami, bo mam nieślubne dziecko. Czy to moja wina, że ojciec syna okazał się draniem?”

Reklama
Reklama
Reklama