Reklama

Widziałam, jak siostra ledwo wiąże koniec z końcem, jak jest zmęczona codziennością. Kiedy dzwoniłam do Magdy z propozycją przyjazdu, czułam się jak Święty Mikołaj. W słuchawce słyszałam jej zmęczony głos, przerywany krzykami moich siostrzeńców, siedmioletniego Kuby i pięcioletniej Zosi.

Współczułam jej

Magda zawsze miała pod górkę. Nieudane małżeństwo, praca poniżej kwalifikacji, wieczne problemy z cieknącym kranem czy psującym się samochodem. Ja z kolei, patrząc z boku, miałam życie jak z obrazka. Duży dom pod miastem, stabilna firma, którą prowadziłam zdalnie, i kochający mąż.

– Przyjedźcie do nas – wypaliłam, zanim zdążyłam to przemyśleć. – Mam wolny pokój gościnny. Dzieciaki będą miały frajdę, u nas jest jeszcze śnieg. Odpoczniesz, nagadam się z tobą, a Olek i tak ma dużo wyjazdów służbowych w tym tygodniu, więc będzie nam raźniej.

Zgodziła się od razu. W jej głosie usłyszałam ulgę, która sprawiła, że poczułam się dobrym człowiekiem. Przez kolejne dni szykowałam dom na ich przyjazd jak na wizytę królewskiej pary. Kupiłam nowe pościele w dinozaury dla chłopców, zapełniłam lodówkę jogurtami owocowymi, a nawet upiekłam trzy rodzaje ciasta, żeby Magda poczuła się domowo. Olek patrzył na moje bieganie ze ścierką z lekkim sceptycyzmem.

– Kochanie, pamiętasz ostatnie święta? – zapytał. – Magda ma specyficzne podejście do pomocy.

– Daj spokój – machnęłam ręką, choć w głębi duszy wiedziałam, o czym mówi. – Jest samotną matką, jest jej ciężko. Chcę, żeby przez ten tydzień poczuła, że ktoś się o nią troszczy.

– Obyś tego nie żałowała – mruknął, całując mnie w czoło, po czym zabrał się za odśnieżanie podjazdu.

Wpadli jak huragan

Zajechali w poniedziałek po południu. Dzieciaki natychmiast wystrzeliły z tylnego siedzenia, nie zważając na błoto, i wbiegły prosto do mojego salonu w butach.

– Cześć, siostra! – zawołała Magda, rzucając mi się na szyję. – Boże, co za trasa. Myślałam, że oszaleję. Masz kawę? Muszę mieć kawę, inaczej padnę.

Zamiast „dzień dobry” czy „dziękuję za zaproszenie”, dostałam listę zażaleń i zamówienie. Ale zrzuciłam to na karb zmęczenia. Zaprowadziłam ich do pokoju na górze. Był piękny, jasny, z widokiem na ośnieżone sosny. Na łóżkach położyłam małe upominki dla dzieci – klocki i kolorowanki.

– O, fajnie – mruknęła Magda, rzucając torbę na świeżo wyprasowaną narzutę. – Ale wifi tu łapie? Bo wiesz, muszę mieć kontakt ze światem, jak już mnie wyciągnęłaś na to odludzie.

– Łapie, hasło jest na stoliku – uśmiechnęłam się. – Zrobię tę kawę. Rozpakujcie się na spokojnie.

Gdy wróciłam na dół, w salonie panował już chaos. Kuba i Zosia zdążyli wyciągnąć wszystkie poduszki z kanapy na podłogę, budując bazę. Błoto z ich butów, o którym zapomniałam w ferworze powitania, teraz wcierało się w mój beżowy dywan.

– Dzieciaki, proszę, zdejmijcie buty! – zawołałam, starając się brzmieć łagodnie.

– Mama pozwoliła! – odkrzyknął Kuba, nie przerywając demolki.

Wydawała polecenia

Magda zeszła dziesięć minut później. W dresie, z telefonem przyklejonym do ręki. Usiadła przy wyspie kuchennej, ignorując bałagan w salonie.

– Jaka pyszna kawa – westchnęła po pierwszym łyku. – Co mamy do jedzenia? Dzieciaki są głodne. Tylko wiesz, Kuba nie zje nic z pieczarkami, a Zosia nie lubi, jak sos dotyka ziemniaków.

– Mam rosół i pierogi ruskie – powiedziałam.

– Ruskie? – skrzywiła się. – No dobra, niech będzie. Ale na kolację zrób może tosty, co? Takie z serem i szynką, dzieciaki to uwielbiają.

Poczułam się jakbym przyjmowała zamówienie w restauracji, a nie gościła rodzinę. Ale zagryzłam zęby. To dopiero pierwszy dzień. Wiedziała, że pracuję. Mówiłam jej o tym wyraźnie. Prowadzę własną agencję marketingową i choć pracuję z domu, mam terminy, wideokonferencje i klientów, którzy wymagają skupienia.

Wstałam o szóstej rano, żeby nadrobić zaległości, zanim dom się obudzi. O ósmej zeszłam na dół zrobić sobie śniadanie, ale zastałam Magdę siedzącą przed telewizorem. Dzieci biegały w piżamach, a na blacie kuchennym stała góra brudnych naczyń po ich nocnych przekąskach.

– O, wstałaś – powiedziała, nie odrywając wzroku od jakiegoś serialu. – Zrobisz jajecznicę? Ale taką na maśle, nie na oleju. I Zosia chce kakao.

Nic nie rozumiała

Zatrzymałam się w pół kroku.

– Magda, ja zaraz siadam do pracy. Mam spotkanie o dziewiątej trzydzieści. Lodówka jest pełna, chleb w chlebaku. Możesz sobie zrobić śniadanie.

Spojrzała na mnie z wyrzutem, jakbym właśnie kazała jej wejść na Giewont w klapkach.

– Przecież jesteś w domu. Co to za praca w domu? Klikasz w komputer. A ja jestem gościem. Poza tym nie wiem, gdzie trzymasz patelnie.

Wzięłam głęboki oddech. Licz do dziesięciu, pomyślałam.

– Patelnie są w szufladzie pod piekarnikiem. Zróbcie sobie jedzenie, proszę. I postarajcie się być cicho między dziesiątą a dwunastą, mam ważną rozmowę.

– Dobra, dobra, pani prezes – prychnęła, wstając z kanapy z ociąganiem.

Oczywiście o ciszy mogłam zapomnieć. W trakcie mojej prezentacji do mojego gabinetu wpadł Kuba z wrzaskiem, że Zosia zabrała mu tablet. Przeprosiłam, wyprosiłam siostrzeńca i zamknęłam drzwi na klucz. Kiedy zeszłam na dół po spotkaniu, cała trzęsąc się z nerwów, zastałam Magdę leżącą na kanapie z maseczką na twarzy.

– Możesz im coś włączyć? – mruknęła spod płachty materiału. – Strasznie hałasują, a ja próbuję się zrelaksować. W końcu mam ferie.

– Wpadli mi do gabinetu podczas spotkania! – mój głos podniósł się o oktawę. – Prosiłam o ciszę.

– Dzieci jak dzieci. Nie masz swoich, to nie rozumiesz. Nie dramatyzuj. Lepiej powiedz, co na obiad, bo zgłodnieliśmy.

Wykorzystywała mnie

Wtedy dotarło do mnie, że to nie jest nieporozumienie. Magda uznała, że skoro przyjechała do „bogatej siostry”, to automatycznie wykupiła pakiet all inclusive. Ja miałam dostarczać rozrywkę, jedzenie i sprzątać, a ona miała odpoczywać.

Środa przyniosła apogeum. Olek wrócił z krótkiej delegacji i od razu wyczuł napiętą atmosferę. Zobaczył stertę prania, którą Magda bezceremonialnie zostawiła pod drzwiami łazienki, jak w hotelu, czekając, aż „serwis” to zabierze. Zobaczył też, że jego ulubiony fotel jest wysmarowany czekoladą.

– Co tu się dzieje? – zapytał szeptem.

– Jest ciężko – przyznałam. Czułam się wypalona. – Ona nic nie robi. Nawet talerza do zmywarki nie wstawi. Traktuje mnie jak służącą.

– To jej to powiedz.

– Nie mogę. Ona ma trudną sytuację, zaraz zacznie płakać, że jestem bezduszna, że jej wypominam kawałek chleba. Znasz ją.

– Ale to nie jest kawałek chleba. To jest brak szacunku.

Miał rację, ale lata uległości wobec młodszej siostry zrobiły swoje. Rodzice zawsze powtarzali: „Ustąp jej, jest młodsza”, „Ty sobie poradzisz, a jej trzeba pomóc”. Ten mechanizm działał we mnie jak automat.

Liczyła na darmowe

Czara goryczy przelała się w czwartek wieczorem. Wymyśliłam, że zrobimy sobie miły wieczór z pizzą. Kupiłam składniki, żebyśmy mogli zrobić ją wspólnie z dziećmi – taka zabawa kulinarna. Kiedy zawołałam towarzystwo do kuchni, Magda skrzywiła się z niesmakiem.

– Mam stać przy garach w ferie? Zamówmy coś. Masz tu w okolicy jakąś dobrą włoską knajpę? Mam ochotę na owoce morza.

– Kupiłam składniki na pizzę domową. Dla dzieci to frajda – tłumaczyłam, czując, jak ciśnienie mi skacze.

– Dzieci wolą gotowca. Poza tym ja nie mam pieniędzy na zamawianie, ale ty przecież możesz postawić. Co to dla ciebie?

Patrzyłam na jej zadbane paznokcie, na nowy telefon, który trzymała w dłoni i nagle zrozumiałam, że jej bieda jest bardzo wybiórcza. Na fryzjera ma, na papierosy też ma. Nie ma tylko na jedzenie i szacunek dla mnie.

– Nie zamówię pizzy – powiedziałam spokojnie, choć w środku się gotowałam. – Robimy domową albo jecie kanapki.

Magda przewróciła oczami.

– Jezu, jaka ty się zrobiłaś skąpa na starość. Widać pieniądze zmieniają ludzi. No dobra, niech będą te kanapki, ale ja zjem z awokado, jeśli masz.

Zrobiła te kanapki? Oczywiście, że nie. Czekała, aż ja je zrobię. A ja, głupia, zrobiłam. Bo nie chciałam awantury przy dzieciach.

To był koszmar

Piątek miał być dniem wyjazdu na stok, ale pogoda się popsuła. Deszcz ze śniegiem uwięził nas w domu. Magda leżała na kanapie, ostentacyjnie wzdychając co pięć minut.

– Nuda – jęczał Kuba. – Ciocia, daj komputer!

– Nie mogę, pracuję – odpowiedziałam.

– No daj mu na chwilę, co ci szkodzi? – wtrąciła się Magda. – Przecież widzę, że tylko czytasz maile. Niech sobie pogra.

– To jest mój sprzęt służbowy. Są tam poufne dane. Nie ma mowy.

– Ale ty jesteś… Dziecku żałujesz?

Wstałam, żeby zrobić sobie herbatę. To był błąd. Zostawiłam laptopa otwartego na stole. Kiedy wróciłam po dwóch minutach, zobaczyłam Kubę walącego w klawiaturę, a obok niego szklankę z sokiem pomarańczowym.

– Nie! – krzyknęłam, rzucając się w stronę stołu.

Za późno. Ręka dziecka trąciła szklankę. Lepka ciecz zalała klawiaturę. Ekran zamigotał i zgasł.

Nie widziała problemu

Zamarłam. W tym komputerze miałam wszystko. Projekty, faktury, całą firmę.

– Ojej – powiedział Kuba, nie wyglądając na specjalnie przejętego.

– Coś ty zrobił?! – wrzasnęłam. To był pierwszy raz, kiedy podniosłam głos.

Magda zerwała się z kanapy jak lwica broniąca młodych.

– Nie krzycz na niego! To tylko wypadek! Mogłaś pilnować swojego drogocennego komputera, a nie zostawiać go na wierzchu, jak wiesz, że są dzieci w domu!

– Zalał mi narzędzie pracy warte dziesięć tysięcy złotych. Dane… nie wiem, czy uda się je odzyskać.

– No to kupisz nowy, masz ubezpieczenie pewnie. Nie rób sceny. Dziecko się zestresowało przez ciebie.

Patrzyłam na nią i nie poznawałam własnej siostry. Zero skruchy. Zero „przepraszam”. Tylko atak. W jej oczach to ja byłam winna, bo posiadam rzeczy, które można zepsuć.

Wyrzucił ją

Olek wszedł do domu w idealnym momencie. Zobaczył mnie płaczącą nad zalanym laptopem i Magdę, która z fochem na twarzy pocieszała „biednego” Kubę.

– Co się stało? – zapytał twardo.

– Twój siostrzeniec załatwił mi komputer. A Magda uważa, że to moja wina – wycedziłam.

Spojrzał na Magdę wzrokiem, którego nigdy u niego nie widziałam. Był zimny i stanowczy.

– Magda, pakuj się.

Zapadła cisza. Siostra otworzyła szeroko oczy.

– Co? Wyganiasz mnie? Własną rodzinę?

– Wyganiam kogoś, kto nie szanuje mojej żony, mojego domu i naszej pracy. Ewa skakała wokół ciebie przez cały tydzień. Gotowała, sprzątała, zabawiała twoje dzieci. A ty nie potrafiłaś nawet powiedzieć „dziękuję”. Zniszczenie komputera to jedno, ale twoja reakcja to szczyt bezczelności.

– Ewa, pozwolisz mu na to?! – krzyknęła do mnie, szukając ratunku. – Z dziećmi na noc chcesz mnie wyrzucić?

– Jest piętnasta – powiedziałam cicho, ale stanowczo. Wytarłam łzy. Czułam nagły przypływ siły. – Zdążysz dojechać do domu przed wieczorem. Olek ma rację. Przykro mi, ale nie jestem w stanie dłużej tego znosić. Chciałam ci pomóc, ale ty nie potrzebujesz pomocy, tylko służącej.

Obraziła się

Pakowanie trwało pół godziny. Było pełne trzaskania drzwiami, rzucania uwag o „dorobkiewiczach” i „rodzinie, z którą najlepiej wychodzi się na zdjęciu”. Dzieci płakały, bo nie dostały obiecanej pizzy. Magda, wychodząc, nie podała mi ręki.

– Nie licz na to, że zaproszę cię na komunię Zosi – rzuciła na odchodne, wsiadając do auta.

– Przeżyję – odpowiedziałam do zamkniętych drzwi.

Gdy ich samochód zniknął za zakrętem, w domu zapanowała cisza. Błoga, cudowna cisza.

– Jesteś zła, że tak zareagowałem? – zapytał.

– Jestem ci wdzięczna – oparłam głowę o jego ramię. – Sama bym się na to nie zdobyła. I to był mój błąd. Pozwoliłam jej na to wszystko.

– Odzyskamy dane – powiedział, patrząc na komputer. – Mam znajomego w serwisie. A jak nie, to kupimy nowy. Ważne, że odzyskaliśmy dom.

Wieczór spędziliśmy na kanapie, jedząc tę nieszczęsną pizzę, którą w końcu zrobiliśmy sami. Bez krzyków, bez roszczeń, bez konieczności usługiwania. Czułam smutek, bo straciłam iluzję o bliskiej relacji z siostrą. Ale czułam też ulgę. Zrozumiałam, że pomoc nie polega na dawaniu się wykorzystywać.

Ewa, 42 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama