Reklama

Nie wiem, może naprawdę nie jestem dość dobra. Może Barbara ma rację, kiedy mówi: „Nie każdy musi być gospodynią domową, Kasiu”. Zawsze z uśmiechem – niby troskliwym, ale podszytym czymś, co sprawia, że mam ochotę wyjść z pokoju. Mieszkamy razem od pół roku. Po porodzie było ciężko, więc gdy zaproponowała pomoc, Michał nalegał, żebym się zgodziła. „Mama zna się na dzieciach” – powtarzał. A ja wtedy chciałam tylko spać więcej niż trzy godziny z rzędu.

Barbara weszła do naszego życia jak generał na własne terytorium – z własnym ekspresem, swoim serwisem i zdaniem na każdy temat. Nie krzyczy. Nie kłóci się. Po prostu robi wszystko tak, jakby mnie nie było. Poprawia po mnie kocyk w łóżeczku. Wyciera kuchenny blat po moim gotowaniu. Wzdycha teatralnie, kiedy odkłada zabawki na miejsce.

Gdy powiedziałam Lenie, że chcę z teściową upiec pączki na Tłusty Czwartek, aż klasnęła w dłonie:

– Wreszcie jakaś okazja, żeby się do niej zbliżyć! Dobry pomysł, serio.

Też tak myślałam. Chciałam pokazać, że potrafię. Że nie jestem tylko „tą, co Michał się z nią ożenił”. Naiwnie wierzyłam, że wspólne pieczenie może coś naprawić. Tylko że z Barbarą nic nie jest wspólne.

Myślałam, że to dobry pomysł

Zebrałam się w sobie dopiero wieczorem. Barbara siedziała w salonie z kubkiem herbaty, oglądając teleturniej. Podeszłam niepewnie, ścierając z dłoni okruchy po kolacji. Michał był zajęty telefonem, jak zwykle.

– Mamo... – zaczęłam. – Pomyślałam, że może mogłybyśmy razem upiec pączki? Na Tłusty Czwartek. Tak... wspólnie.

Podniosła wzrok znad kubka. Uśmiechnęła się. Ten uśmiech. Znów ten sam.

– Ojej, Kasiu... – westchnęła. – To bardzo miłe, ale wiesz, to strasznie dużo pracy. Trzeba dobrze wyrobić ciasto, mieć wyczucie do smażenia... No i trzeba wstać skoro świt. Nie wiem, czy dasz radę z twoimi wątpliwymi umiejętnościami kulinarnymi.

– Myślałam, że może razem byłoby łatwiej – odparłam cicho. – Dzieląc się...

– Oj nie, kochana. Już raz piekłam z kimś, kto nie miał wprawy i wszystko było do wyrzucenia. Szkoda by było produktów. Wiesz, ja robię je po swojemu, sprawdzony przepis od mojej mamy. – Poklepała się po kolanach. – Ale nie martw się. Ja upiekę. Tobie też dam!

Michał nawet nie oderwał wzroku od telefonu. Tylko mruknął:

– Pączki mamy są zawsze super.

Zrobiło mi się gorąco. Stałam tam jak głupia, z rękami skrzyżowanymi na piersiach, a w gardle rosła mi gula. Uśmiechnęłam się krzywo.

– Jasne. To świetnie – wymamrotałam. – Dzięki.

Wróciłam do kuchni. Tyle miałam do powiedzenia, ale nic nie powiedziałam. I tak mieli to gdzieś.

Czułam się upokorzona

Pączki pojawiły się rano, w dzień Tłustego Czwartku. Cała kuchnia pachniała smażonym ciastem i różą. Barbara z dumą prezentowała pączki ułożone równiutko na papierze – idealne, złociste, z delikatnym lukrem i skórką pomarańczową. Obok stały słoiczki z domową konfiturą – oczywiście jej roboty.

– Spróbujcie, póki ciepłe! – zawołała głośno.

Michał sięgnął pierwszy. Ugryzł i zamruczał z zachwytu.

No mamo, mistrzostwo świata! Takie jak kiedyś. Z różą?

– A jakże – uśmiechnęła się promiennie. – Tylko z różą. Inaczej to nie pączek, tylko podróbka.

W kuchni było kilku sąsiadów – przyszli „przypadkiem”, akurat wtedy, kiedy Barbara smażyła. Zawsze jakoś wiedzieli, kiedy warto wpaść. Siedziałam z boku, przy stole, z kubkiem herbaty, ściskając dłonie pod blatem, żeby nie było widać, że mi drżą.

– Kasiu, a ty czemu nie piekłaś? – zagadnęła sąsiadka. – Z taką teściową to chyba sama przyjemność?

Barbara uśmiechnęła się serdecznie.

– Oj, nie każdy się nadaje do pączków. To trzeba mieć serce i rękę. Ale może za rok się odważysz, Kasiu?

Wszyscy się zaśmiali.

– Tak, tak, za rok! – dorzucił Michał, nawet nie patrząc na mnie. – Może mama ci pokaże jak.

Uśmiechnęłam się. Ze ściśniętym żołądkiem, palącym gardłem i myślą, że jak się odezwę, to się rozpłaczę. A płakać przy nich nie dam sobie prawa.

Mąż nie widział problemu

Wytrzymałam do wieczora. Gdy wszyscy sobie poszli, a dziecko wreszcie zasnęło, weszłam do sypialni i zaczęłam zbierać rzeczy z podłogi. Skarpetki Michała, jego sweter. Wzięłam też jego telefon, który zostawił na łóżku.

– Co robisz? – zapytał, wchodząc za mną.

– Nic. Sprzątam po tobie, jak zwykle – odparłam, nie patrząc mu w oczy.

– Kasiu, serio? O co ci znowu chodzi?

Odłożyłam telefon i wyprostowałam się.

– O co mi chodzi? Michał, ty naprawdę nie widzisz, jak twoja matka mnie traktuje?

Westchnął ciężko.

– Zaczynasz znowu. Przecież to tylko pączki, nie? Naprawdę robisz z igły widły.

– Nie, to nie są tylko pączki! To upokorzenie. Ona mogła się zgodzić. Mogła mnie włączyć do pracy, choćby symbolicznie. Ale nie. Bo wszystko musi być na jej zasadach. A ty siedzisz jak dziecko i mruczysz z zadowoleniem, że mama lepiej gotuje, mama wszystko wie...

– Kasiu, błagam cię. Jesteś przewrażliwiona.

Zamilkłam. To słowo. Jakby wytrącił mi broń z ręki. Przewrażliwiona.

– Przewrażliwiona? – powtórzyłam wolno. – Przez trzy lata znoszę jej docinki, jej poprawki, to że mnie nie słucha, nie szanuje, traktuje jak tło. A ty za każdym razem mówisz, że przesadzam.

– Bo przesadzasz! Ona cię lubi, tylko ty ciągle się czegoś dopatrujesz!

Ona mnie nie lubi. I ty też nie, skoro jej w tym pomagasz.

Cisza. Patrzył na mnie, ale nic nie powiedział. A ja poczułam, że jestem kompletnie sama.

Powiedziałam, co myślę

Złapałam ją następnego dnia, kiedy Michała nie było w domu. Stała przy kuchence, mieszała zupę. Usiadłam przy stole, czując, jak serce wali mi jak oszalałe.

– Muszę z tobą porozmawiać – powiedziałam.

– Jasne, Kasiu. Coś się stało?

Nie patrzyła na mnie. Dalej mieszała. Jakby wiedziała, o co chodzi.

– Chodzi o mnie. I o to, jak się czuję w tym domu.

Zamilkła. Odstawiła łyżkę. W końcu odwróciła się do mnie.

– Słucham.

– Czuję się niewidzialna. Jakby mnie nie było. Traktujesz mnie jak dziecko, które ciągle coś robi źle. A ja naprawdę się staram.

Barbara uniosła brew.

– Ależ ja nic złego nie robię, Kasiu. Tylko czasem coś podpowiem. Dla dobra domu.

– To nie są podpowiedzi, tylko poprawki. Ciągłe wtrącanie się. Pączki też mogłyśmy upiec razem.

Wzruszyła ramionami.

– Ja po prostu lubię robić wszystko sama. Wtedy mam pewność, że będzie dobrze. Nie mam zaufania... do cudzych sposobów.

– Czyli do moich?

– Kasiu – westchnęła. – Ja cię nie chciałam urazić. Ale ty nie jesteś jak... no, jak ja byłam w twoim wieku. Ty wszystko robisz „na czuja”. Nie lubię takiego bałaganu. Michał też nie. On potrzebuje porządku.

Zatkało mnie. Potrzebuje porządku. Czyli ja wprowadzam chaos?

– Powiesz to wprost? Że nigdy mnie pani nie zaakceptowałaś? Że nie pasuję do tej rodziny?

Zamilkła. Ale jej twarz... powiedziała wszystko.

– Przykro mi, Kasiu. Ale ja naprawdę chciałam, żeby było dobrze.

Wstałam. Nie odpowiedziałam. Nie chciałam już nic słyszeć.

Nastały ciche dni

Od tamtej rozmowy minęły trzy dni. W domu było cicho. Nie ta cisza, która daje spokój. Tylko ta nabrzmiała, lepka, duszna. Cisza między ludźmi, którzy już nie mają sobie nic do powiedzenia. Barbara nie wchodziła do naszego pokoju. Ja nie wychodziłam z niego, jeśli słyszałam jej kroki w korytarzu. Michał...? Michał milczał. Tak było najwygodniej. Wieczorem usiadł na brzegu łóżka i przeglądał coś w telefonie.

– Nie będziesz jeść? – zapytałam.

– Nie jestem głodny – mruknął.

– Michał...

Spojrzał na mnie, zniecierpliwiony.

– Co?

Naprawdę nie masz mi nic do powiedzenia?

Wzruszył ramionami.

– Kasiu, po co to wszystko? Po co te emocje, ta konfrontacja? Mogłaś po prostu... odpuścić.

– Odpuścić? A może miałam zacząć się uśmiechać, kiedy mnie poniża?

– Nikt cię nie poniża.

– Nie wiesz, bo cię przy tym nie ma. Bo nie słuchasz. Od miesięcy próbuję ci coś powiedzieć, ale ty zawsze bronisz jej.

– Bo wszystko wyolbrzymiasz! – warknął. – Nie potrafisz się dogadać, od razu widzisz atak.

Zacisnęłam szczęki.

Już nic nie powiem – powiedziałam cicho.

Nie odpowiedział. Wstał i wyszedł. Zostałam sama. W sypialni, w małżeństwie, w tym cholernym układzie, w którym każdy ma swoje miejsce – tylko ja nie wiem, gdzie jest moje.

Katarzyna, 34 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama