„Zapłaciłam narzeczonej mojego syna, żeby od niego odeszła. Przez jedną kopertę straciłam go na zawsze”
„– Jeśli jeszcze raz spróbujesz ingerować w nasze życie, ograniczę kontakt – powiedział Kacper spokojnie. – Nie pozwolę, żeby ktoś traktował Wiktorię jak popychadło”.

Od zawsze uważałam się za matkę oddaną bez reszty. Gdy urodził się Kacper, stał się centrum mojego świata, osią, wokół której obracały się wszystkie decyzje. Rezygnowałam z własnych ambicji, by on mógł się rozwijać bez przeszkód. Wierzyłam, że znam go lepiej niż ktokolwiek inny. Dlatego kiedy w jego życiu pojawiła się Wiktoria, nie poczułam zwykłej niepewności. Poczułam, że ktoś odbiera mi coś, na co pracowałam przez niemal trzydzieści lat.
Poczułam, że stracę pozycję
Pierwszy raz przyszła do nas na niedzielny obiad. Nakryłam stół staranniej niż zwykle, jakby elegancka zastawa mogła podkreślić powagę sytuacji.
– Mamo, naprawdę nie musisz robić z tego uroczystości – powiedział Kacper, gdy poprawiałam serwetki.
– Goście w tym domu są traktowani z szacunkiem – odpowiedziałam spokojnie.
Wiktoria weszła pewnym krokiem. Uśmiechnęła się szeroko i podała mi pudełko z ciastem.
– Upiekłam sama. Mam nadzieję, że będzie smakowało.
– To się okaże – odparłam z uprzejmym uśmiechem.
Przy stole obserwowałam każdy jej gest. Sposób, w jaki patrzyła na mojego syna. Jak poprawiała mu koszulę, jak kończyła za niego zdania.
– Słyszałam, że prowadzisz własną firmę – zaczęłam, nalewając zupy. – To odważne. Zwłaszcza kiedy planuje się przyszłość.
– Lubię brać odpowiedzialność za siebie – odpowiedziała spokojnie.
– Odpowiedzialność finansowa to podstawa stabilnego związku – dodałam. – Macie już konkretne plany?
Kacper westchnął.
– Mamo, proszę.
– Pytam z troski – odpowiedziałam.
Zauważyłam, jak splótł z nią dłonie pod stołem. Ten drobny gest zabolał mnie bardziej niż wszystkie jej odpowiedzi.
Chciałam przemówić synowi do rozsądku
Po obiedzie, gdy Wiktoria wyszła do ogrodu z moim mężem Tomaszem, zwróciłam się do syna.
– Znasz ją zaledwie dwa miesiące. To naprawdę wystarczająco, by planować ślub?
– Wiem, co robię – powiedział stanowczo.
– Miłość potrafi oślepić.
– A nadmierna kontrola potrafi zdusić – odpowiedział cicho.
Zamarłam. Nigdy wcześniej nie mówił do mnie w ten sposób. Wieczorem usiadłam z mężem w salonie.
– Ona go zmienia – powiedziałam.
– On dorasta, Lidka – odparł spokojnie Tomasz. – Nie możesz go zatrzymać.
Ale ja czułam, że muszę coś zrobić. Zaczęłam analizować wszystko: jej rodzinę, skromniejsze zaplecze finansowe, szybkie tempo, w jakim chciała organizować ślub. W mojej głowie układał się obraz dziewczyny, która potrzebuje stabilizacji, a mój syn mógł jej to dać.
Ta dziewczyna była ważniejsza
Każde ich kolejne spotkanie utwierdzało mnie w przekonaniu, że tracę wpływ. Kacper przestał pytać mnie o radę przy wyborze mieszkania. Samodzielnie podjął decyzję o kredycie. Kiedy próbowałam wtrącić swoje zdanie, patrzył na Wiktorię, jakby to jej aprobata była dla niego najważniejsza.
Podczas jednej z kolacji wspomniałam niby mimochodem:
– W dzisiejszych czasach młodzi podpisują intercyzę. To rozsądne rozwiązanie.
Wiktoria spojrzała mi prosto w oczy.
– Jeśli dwoje ludzi sobie ufa, nie potrzebują dodatkowych zabezpieczeń.
– Zaufanie nie wyklucza ostrożności – odpowiedziałam.
– A ostrożność nie powinna oznaczać braku wiary w drugą osobę – odparła spokojnie.
W jej głosie nie było agresji. Była pewność. I to właśnie mnie niepokoiło najbardziej. Tej nocy długo nie mogłam zasnąć. Wmawiałam sobie, że działam wyłącznie z troski. Że każda matka zrobiłaby to samo. A jednak pod tą troską kryło się coś jeszcze – lęk, że przestanę być najważniejszą kobietą w życiu mojego syna. I wtedy po raz pierwszy pomyślałam o rozwiązaniu, które miało przywrócić dawny porządek.
Chciałam jej zapłacić
Przez kilka dni nosiłam w sobie ten pomysł jak sekret, który jednocześnie przerażał i dawał poczucie kontroli. Wyciągnęłam z oszczędności sumę, którą odkładałam „na czarną godzinę”. Usprawiedliwiałam się w myślach – przecież robię to dla Kacpra. Lepiej teraz przeżyć krótkie rozczarowanie niż później cierpieć latami.
Zadzwoniłam do Wiktorii w środowe popołudnie.
– Chciałabym się z tobą spotkać. Sama. To ważne – powiedziałam.
– Czy Kacper o tym wie? – zapytała od razu.
– To rozmowa między nami, kobietami.
Zgodziła się. Spotkałyśmy się w niewielkiej kawiarni na obrzeżach miasta. Wybrałam miejsce spokojne, żeby nikt znajomy nas nie zobaczył. Usiadłam wcześniej, zamówiłam herbatę, choć ledwo czułam jej smak. W torebce miałam kopertę. Czułam jej ciężar, jakby była z ołowiu.
Wiktoria przyszła punktualnie. Zdjęła płaszcz i usiadła naprzeciwko.
– Domyślam się, że to nie jest zwykłe spotkanie – powiedziała.
Nie traciłam czasu.
– Przejdę do rzeczy. Uważam, że ślub z Kacprem to błąd.
Nie uniosła głosu. Nie przerwała mi.
– Znam go całe życie. Jest wrażliwy. Łatwo bierze na siebie odpowiedzialność za innych. Ty jesteś ambitna, masz swoje plany. To może go przerosnąć.
– Rozmawiamy o nim, jakby nie miał własnego zdania – odpowiedziała spokojnie.
Wyjęłam kopertę i położyłam ją na stoliku między nami.
– To pozwoli ci zacząć od nowa. Bez stresu, bez zobowiązań. Możesz rozwinąć firmę w innym mieście, spełnić swoje ambicje. A on… będzie miał czas, żeby dorosnąć.
Przez chwilę patrzyła na kopertę w milczeniu. Potem na mnie.
– Pani naprawdę uważa, że jestem z nim dla pieniędzy?
– Uważam, że każdy ma swoją cenę – odpowiedziałam chłodno.
Tego się nie spodziewałam
W jej oczach pojawiło się coś, czego się nie spodziewałam – nie gniew, ale rozczarowanie.
– Gdybym chciała stabilizacji finansowej, wybrałabym kogoś zupełnie innego – powiedziała cicho. – Jestem z Kacprem, bo go kocham. A pani próbuje kupić jego decyzję.
– Próbuję go ochronić.
– Przed kim? Przede mną czy przed dorosłością?
Poczułam, że grunt zaczyna mi się usuwać spod nóg.
– Jeśli go kochasz, powinnaś pozwolić mu być blisko rodziny – dodałam ostrzej.
– Bliskość nie oznacza zależności – odpowiedziała.
Odsunęła kopertę w moją stronę.
– Nie wezmę tych pieniędzy. Ale nie zamierzam też ukrywać tej rozmowy przed Kacprem.
Serce zabiło mi szybciej.
– To niepotrzebnie go zrani.
– Zrani go to, że jego własna matka tak się zachowuje.
Wstała. Zostałam sama przy stoliku, z nietkniętą kopertą i nagle bardzo głośną ciszą. Po raz pierwszy przez myśl przemknęło mi pytanie, czy nie przekroczyłam granicy.
Syn był na mnie zły
Nie musiałam długo czekać. Trzy dni później usłyszałam, jak ktoś energicznie przekręca klucz w drzwiach. Kacper wszedł do domu szybkim krokiem. Nie zdjął nawet kurtki.
– Musimy porozmawiać – powiedział.
Siedziałam w salonie z książką, ale odłożyłam ją natychmiast. W jego głosie nie było wahania.
– Co się stało?
Wyjął telefon i położył go na stole przede mną. Na ekranie widniały moje wiadomości do Wiktorii.
– To prawda? – zapytał.
Przez ułamek sekundy rozważałam zaprzeczenie. Ale wiedziałam, że nie ma sensu.
– Tak. Spotkałam się z nią.
– I zaproponowałaś jej pieniądze, żeby ze mną zerwała?
– Chciałam was uchronić przed błędem – odpowiedziałam spokojnie, choć dłonie zaczęły mi drżeć.
– Nas uchronić? – powtórzył. – Przed czym?
– Ona nie pasuje do naszego świata. Jej sytuacja finansowa jest niestabilna. Ty masz przed sobą karierę, kredyt…
– Mamo, przestań – przerwał mi. – To moje życie.
– A ja jestem twoją matką! Mam prawo się martwić!
– Martwić się, tak, ale nie manipulować.
To słowo zawisło między nami ciężko.
– Nie manipulowałam – zaprotestowałam. – Sprawdziłam ją. Gdyby przyjęła pieniądze, wiedziałbyś, że nie była z tobą z właściwych powodów.
– A jeśli ich nie przyjęła?
Zamilkłam.
– Nie przyjęła – powiedział. – Wiesz, co mi powiedziała? Że nie chce stawać między mną a tobą, ale nie pozwoli się upokarzać.
– Upokarzać? – powtórzyłam, czując, jak ogarnia mnie oburzenie. – To ja zostałam postawiona w złym świetle!
– Sama się w nim postawiłaś.
Pokłóciliśmy się
W jego oczach nie było już chłopca, którego znałam. Był dorosły mężczyzna, który bronił swojej partnerki.
– Poświęciłam ci całe życie – powiedziałam ciszej. – Zrezygnowałam z awansu, z własnych planów…
– Nie możesz teraz wystawiać mi za to rachunku – odpowiedział stanowczo. – Nigdy nie prosiłem, żebyś rezygnowała z siebie.
Te słowa zabolały mnie bardziej niż oskarżenia. Bo gdzieś w środku wiedziałam, że to prawda. Nikt mnie nie zmuszał. Sama wybrałam, by całe moje życie skupiło się wokół niego.
– Nie ufam jej – wyszeptałam.
– A ja przestaję ufać tobie – odpowiedział.
Zapadła cisza. Tomasz stał w drzwiach kuchni, blady, jakby chciał coś powiedzieć, ale nie znalazł odwagi.
– Jeśli jeszcze raz spróbujesz ingerować w nasze życie, ograniczę kontakt – powiedział Kacper spokojnie. – Nie pozwolę, żeby ktoś traktował Wiktorię jak popychadło.
– Stawiasz ją ponad rodziną? – zapytałam z niedowierzaniem.
– Ona jest moją rodziną.
Te cztery słowa zabrzmiały jak ostateczne odcięcie. Poczułam, jak coś we mnie pęka. Chciałam krzyknąć, zatrzymać go, przypomnieć mu wszystkie wspólne lata. Ale stałam nieruchomo.
– Nie poznaję cię – powiedziałam.
– Właśnie zaczynasz mnie poznawać – odpowiedział.
Wyszedł bez pożegnania. Po raz pierwszy poczułam, że mogłam nie tylko przegrać z Wiktorią. Mogłam przegrać z własnym synem.
Wybrał ją, a nie mnie
Ostatni raz widziałam Kacpra tydzień po tamtej rozmowie. Przyszedł po kilka rzeczy z dawnego pokoju. Stałam w progu, obserwując, jak składa koszule do torby, jak zdejmuje z półki ramkę ze wspólnym zdjęciem.
– Nie musisz tego zabierać – powiedziałam cicho. – To twój dom.
Nie spojrzał na mnie.
– Miałem tu dom – odpowiedział spokojnie.
Te słowa bolały bardziej niż podniesiony głos.
– Nadal masz matkę – dodałam.
– Mamo, ja potrzebuję matki, która mnie wspiera, a nie takiej, która sprawdza, czy moja narzeczona zda egzamin z lojalności.
Chciałam powiedzieć, że zrobiłam to z miłości. Że się bałam. Że nie potrafiłam inaczej. Ale każde z tych zdań brzmiało w mojej głowie jak wymówka.
– Jeśli nie potrafisz zaakceptować mojego wyboru, muszę się odsunąć – powiedział. – Dla własnego spokoju.
– Wybierasz ją – szepnęłam.
– Wybieram swoje życie.
Tomasz stał za mną. Położył mi dłoń na ramieniu, ale ja ją strząsnęłam. Czekałam, aż Kacper się zawaha. Aż spojrzy na mnie tak jak kiedyś, kiedy szukał potwierdzenia, że dobrze robi. Nie spojrzał. Drzwi zamknęły się za nim z trzaskiem.
Lidia, 59 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „W oczach dzieci zamiast wdzięczności widzę złotówki. Nie wiedzą, że spadek już dawno przeszedł im koła nosa”
- „Mąż dba o naszą poduszkę finansową. Przez niego drżę z zimna pod kocem i liczę każdą kromkę chleba”
- „Mąż często zamykał się z telefonem w łazience. Myślałam, że flirtuje z inną kobietą, ale miał co innego za uszami”

