Reklama

Przez lata liczyłam każdą złotówkę, odkładałam marzenia na później i wmawiałam sobie, że tak trzeba. Kredyty, praca, wieczne „jeszcze nie teraz”. Gdy pojawiła się oferta wyprawy do Egiptu w środku zimy, zobaczyłam w niej nie urlop, lecz dowód, że w końcu doszłam gdzieś dalej niż inni. Egipt miał być nagrodą i potwierdzeniem, że moje życie wreszcie coś znaczyło.

Cieszyłam się jak dziecko

Gdy wysiedliśmy z autokaru, uderzyło mnie ciepło i zapach czegoś słodkiego, ciężkiego, obcego. Hotel lśnił jasnym kolorem, jakby ktoś go dopiero co wypolerował specjalnie dla nas. W recepcji dostałam opaskę i przez chwilę obracałam ją, patrząc, jak materiał mieni się w słońcu. To było głupie, ale serce zabiło mi szybciej. Miałam wrażenie, że trzymam w dłoni dowód własnej wartości.

– Widzisz to? – Tomasz pochylił się do mnie i zrobił zdjęcie holu. – Zobacz, jaki standard. Wiesz, ile by to kosztowało w sezonie?

– Jesteśmy tu – odpowiedziałam, trochę za ostro. – Może chociaż przez chwilę nie liczmy.

Uśmiechnął się, ale zaraz odszedł kilka kroków dalej, żeby uchwycić kadr z palmami. Filip stał obok mnie, ciągnąc walizkę.

– Mamo, daleko jeszcze do pokoju? – zapytał znudzonym głosem.

– Zaraz – rzuciłam. – Popatrz, jakie baseny.

Wzruszył ramionami. Baseny nie zrobiły na nim większego wrażenia, choć ja czułam się, jakbym weszła do folderu reklamowego. W pokoju rozsunęłam zasłony. Błękit morza niemal mnie oślepił.

– To jest widok – powiedział Tomasz z satysfakcją. – Warto było.

Pierwszy obiad był jak spektakl. Stoły uginały się od jedzenia, ludzie chodzili z talerzami, a ja nie mogłam przestać się rozglądać. Co chwilę zerkałam na nasze opaski, jakby ktoś mógł je nam odebrać.

Mamo, mogę iść do pokoju? – Filip dłubał widelcem w talerzu.

– Dopiero przyszliśmy – syknęłam. – Ciesz się.

Spojrzał na mnie zaskoczony, a potem spuścił wzrok. Poczułam ukłucie, ale szybko je zagłuszyłam. Przecież to miały być idealne ferie. Musiały takie być. Każda chwila miała potwierdzać, że decyzja była słuszna.

Wieczorem, gdy słońce chowało się za horyzontem, Tomasz znów robił zdjęcia, Filip siedział na leżaku z pustym spojrzeniem, a ja czułam, że coś we mnie się napina.

Porównywałam nas do innych

Drugiego dnia obudziłam się wcześniej niż chłopcy. Leżałam jeszcze chwilę w łóżku, słuchając szumu klimatyzacji, i sięgnęłam po telefon. To miał być moment tylko dla mnie. Przeglądałam zdjęcia z wczoraj, wybierając te najlepsze. Basen bez ludzi, talerz pełen kolorów, morze w tle. Dopiero potem otworzyłam media społecznościowe.

Sandra właśnie wrzuciła relację z kawiarni w Mediolanie. Biała porcelana, idealna pianka na kawie, krótki podpis o „chwili dla siebie”. Poczułam, jak coś mnie ściska w żołądku. Przecież ja byłam w Egipcie. W luksusie. A jednak nagle wydało mi się, że jej zdjęcie było spokojniejsze, bardziej eleganckie.

Tomasz, musimy zrobić dziś lepsze zdjęcia – powiedziałam przy śniadaniu. – Wczoraj światło było średnie.

– Zdjęcia? – zdziwił się. – Myślałem, że chcesz odpocząć.

– Jedno drugiemu nie przeszkadza – odpowiedziałam szybko.

Filip rozlał sok, czerwony ślad rozszedł się po obrusie.

– Uważaj! – podniosłam głos, zanim zdążyłam się zastanowić. Kilka osób spojrzało w naszą stronę.

– Przepraszam… – wyszeptał.

Zrobiło mi się gorąco. Nie dlatego, że byłam zła. Wstydziłam się. Jego niezgrabność nie pasowała do obrazka, który chciałam zbudować. Tomasz wstał, poszedł po serwetki, rzucił mi krótkie spojrzenie.

– To tylko sok – powiedział cicho.

Przy basenie próbowałam się uspokoić. Leżaki, parasole, idealne tło. A jednak drażniło mnie wszystko: że Filip wiercił się na ręczniku, że Tomasz zamiast patrzeć na mnie, rozmawiał o cenach wycieczek fakultatywnych z obcym mężczyzną.

– Możesz się chociaż na chwilę wyłączyć? – syknęłam.

– A ty możesz przestać się spinać? – odburknął.

Zrobiło się między nami nerwowo. Złapałam telefon, zrobiłam zdjęcie basenu i wrzuciłam je bez zastanowienia. Uśmiechnięta ikona, krótki opis. Patrząc na ekran, czułam ulgę. Na zewnątrz wszystko wyglądało dokładnie tak, jak powinno. Tylko ja coraz bardziej gubiłam się w tym, co było prawdziwe, a co jedynie dobrze wyglądało.

Sprzeczaliśmy się o głupoty

Trzeciego dnia przestałam udawać przed samą sobą, że wszystko jest w porządku. Obudziłam się zmęczona. Tomasz już siedział na balkonie z telefonem przy uchu, mówił półgłosem o jakimś projekcie, o liczbach, które brzmiały jak obcy język.

– Jesteśmy na urlopie – powiedziałam, stając w drzwiach. – Miałeś nie pracować.

– To tylko chwila – machnął ręką. – Nie możesz tego zrozumieć?

Zabolało bardziej, niż chciałam przyznać. Filip siedział na łóżku i składał koszulki w kostkę, zbyt starannie jak na dziecko.

– Po co to robisz? – zapytałam.

– Żeby było równo – odpowiedział bez emocji.

Na plaży Tomasz opowiadał mi, jak świetnie wyszła nam ta decyzja, jak to Egipt pokazuje, że idziemy do przodu. Słuchałam, ale każde jego słowo odbijało się we mnie pustym echem.

– Dla ciebie to tylko dowód – przerwałam mu. – Jakbyśmy przyjechali tu coś udowodnić.

– Bo tak jest – wzruszył ramionami. – Ludzie widzą, gdzie jeździmy.

– A my? – zapytałam. – Czy my coś czujemy?

Spojrzał na mnie z irytacją.

– Zawsze musisz komplikować.

Filip oddalił się kilka metrów, kopał piasek, jakby próbował zniknąć w nim na chwilę. Zrozumiałam, że nasza rozmowa go przytłacza, ale nie potrafiłam się zatrzymać.

Wróciliśmy do pokoju w ciszy. Tomasz włączył telewizor, Filip usiadł na łóżku z plecami do nas. Usiadłam na balkonie i patrzyłam na ciemne morze. Luksus nie sklejał nas w całość, tylko podkreślał pęknięcia. Każdy z nas był tu z innego powodu i żadne z nas nie chciało tego głośno nazwać.

Miałam mętlik w głowie

Spotkałam naszego rezydenta zupełnie przypadkiem, kiedy błąkałam się po terenie hotelu, próbując uciec od własnych myśli. Siedział przy stoliku w cieniu, z teczką na kolanach, spokojny, jakby czas w tym miejscu płynął dla niego inaczej.

– Wszystko w porządku? – zapytał, gdy zauważył mój wzrok. Mówił miękko, bez nachalności.

– Tak… chyba – odpowiedziałam i sama zdziwiłam się, jak niepewnie to zabrzmiało.

Usiadłam naprzeciwko niego. Przez chwilę milczeliśmy, słuchając odległych głosów i szumu wody.

Ludzie przyjeżdżają tu po szczęście – powiedział nagle. – Myślą, że czeka na nich przy basenie.

– A nie czeka? – zapytałam półżartem.

Uśmiechnął się lekko.

– Czasem tak. Czasem tylko pokazuje, czego im brakuje.

Te słowa utkwiły we mnie mocniej, niż się spodziewałam. Opowiedział, że codziennie widzi setki rodzin, par, ludzi z całego świata. Jedni wyjeżdżają lżejsi, inni ciężsi, choć wszyscy mają te same opaski na rękach.

– Bogactwo – dodał po chwili – to ułuda.

Patrzyłam na swoje dłonie, na materiałową bransoletkę, która jeszcze kilka dni wcześniej była powodem dumy.

A jeśli ktoś przyjechał tu, żeby od czegoś uciec? – zapytałam cicho.

Nie odpowiedział od razu.

– Wtedy to miejsce działa jak lustro – powiedział w końcu.

Podziękowałam mu i wstałam. Idąc w stronę pokoju, czułam, jakby ktoś uchylił we mnie drzwi, o których istnieniu nie wiedziałam. Egipt przestawał być nagrodą, a stawał się pytaniem, na które nie byłam jeszcze gotowa odpowiedzieć.

To lekcja dla mnie

Zostawiłam ich tamtego wieczoru na dole. Tomasz powiedział, że pójdą jeszcze na spacer, Filip nawet na mnie nie spojrzał. Zamknęłam się w pokoju i usiadłam na łóżku. Klimatyzacja buczała jednostajnie, jakby chciała mnie uspokoić, ale działało to odwrotnie.

Zdjęłam z nadgarstka opaskę all inclusive i położyłam ją na stoliku. Leżała tam, zwykły kawałek materiału, a jeszcze kilka dni wcześniej była dla mnie trofeum. Wzięłam ją do ręki, ścisnęłam, jakbym chciała sprawdzić, czy naprawdę coś znaczy. Nic. Absolutnie nic.

Podeszłam do lustra. Kobieta, która na mnie patrzyła, wyglądała na zmęczoną i obcą. Pomyślałam o Filipie, o jego spuszczonym wzroku przy śniadaniu, o tym, jak starał się być „w porządku”, żeby nie psuć obrazu. Co ja mu właściwie pokazałam? Że szczęście to zdjęcie? Że spokój zależy od miejsca?

Usiadłam na podłodze i pozwoliłam sobie na cichą, krótką rozpacz. Zrozumiałam, że Egipt nie odebrał mi niczego. On tylko zdjął zasłonę. Pokazał, jak bardzo próbowałam zasłużyć na własne życie, zamiast je po prostu przeżyć.

Gdy wrócili, było już późno. Tomasz zapytał, czy wszystko w porządku. Skinęłam głową. To nie był moment na rozmowy. Ale wiedziałam jedno: nie chcę już uciekać w kolejne „lepsze” miejsca, żeby wszystkim coś udowodnić. Może jednak lepiej było pojechać na ferie w Tatry?

Magdalena, 42 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama