Reklama

Mam dwójkę dzieci i męża, który od dawna nie całował mnie tak, żebym poczuła motyle w brzuchu. Marcin to porządny facet, ale z tych zimnych, praktycznych. Kocha mnie, pewnie. Ale tak cicho, bez dotyku, bez spojrzenia. Z każdym rokiem nasze życie staje się bardziej funkcjonalne niż romantyczne. Dzieci, praca, obowiązki – żyjemy obok siebie, jak para dobrze zorganizowanych współlokatorów.

Te ferie miały być odpoczynkiem. Domek w górach, dzieci na sankach, trochę spokoju. Ale zamiast wytchnienia, miałam nieodparte przeczucie, że coś się wydarzy. I nie myliłam się. Jeszcze zanim poznałam Marcina, przez krótką chwilę flirtowałam z jego bratem, Tomkiem. To była głupia przygoda, nic trwałego, ale pamiętam, jak się przy nim czułam. Pożądana. Piękna. Wolna.

Marcin zapomniał wspomnieć, że Tomek również przyjedzie na ferie, poczułam znajomy ścisk w żołądku. Nie widzieliśmy się długo. Ale wystarczyło jedno jego spojrzenie, jedno przeciągłe „cześć, Natka”, by coś we mnie pękło. Już wtedy wiedziałam, że ten wyjazd nie skończy się dobrze.

Była między nami chemia

Gdy tylko weszliśmy do domku, Marcin rzucił walizki w korytarzu i westchnął:

– A, zapomniałem ci powiedzieć. Tomek też przyjedzie. Dzisiaj wieczorem.

Odwróciłam się powoli, z niedowierzaniem.

– Serio? – zapytałam. – Zapomniałeś?

– No co? To duży dom. Zmieszczą się wszyscy.

Nie odpowiedziałam. W mojej głowie już huczało. Tomek. Po tylu latach. Nie spodziewałam się, że zobaczę go znowu – zwłaszcza tutaj, w zamkniętej przestrzeni, na końcu świata.

Wieczorem, gdy dzieci już zasnęły, Tomek stanął w drzwiach. Ten sam pewny krok, to samo bezczelne spojrzenie. Zapuścił brodę, miał trochę siwych włosów przy skroniach, ale... był przystojniejszy niż go zapamiętałam.

– Cześć, Natka – uśmiechnął się i przytulił mnie, zbyt mocno, zbyt długo. – Ale się za tobą stęskniłem.

Czułam, jak moje ciało zdradziecko reaguje. Nie powiedziałam nic. Udawałam, że wszystko gra. Marcin nie zauważył niczego – był zajęty rozmową o nartach i sprawdzaniem prognozy pogody.

Potem siedzieliśmy razem przy winie. Tomek patrzył na mnie zbyt długo. Marcin jak zwykle zamknął się w sobie. W pewnym momencie poszedł wcześniej spać, zmęczony podróżą. Zostaliśmy sami.

Nadal tak ładnie pachniesz – mruknął Tomek, kiedy nalałam mu wina. – Myślisz o tym czasem?

Zamarłam.

– Tomek, nie rób tego.

– Ja nic nie robię – odparł z tym swoim uśmieszkiem. – Po prostu miło cię znowu widzieć.

A ja już wiedziałam, że ten wyjazd będzie jedną wielką katastrofą.

To było dziwne uczucie

Marcin chrapał za ścianą, dzieci spały na piętrze. Poszłam do kuchni po wodę, ale kiedy zapaliłam światło – on już tam był. Siedział przy stole, w szarym swetrze, z kubkiem herbaty.

– Nie śpisz? – zapytałam, udając obojętność.

– Za dużo myśli – odpowiedział cicho. – I za blisko ciebie.

Zacisnęłam palce na szklance. Czułam się naga, jakby widział mnie na wskroś. Usiadłam naprzeciwko, nie powinnam była. Ale nie mogłam przestać. Ten jego wzrok… Przypomniał mi, jak się czułam, gdy do czegoś między nami doszło.

– To był błąd wtedy – powiedziałam w końcu, choć głos mi zadrżał.

– Serio? A ja przez lata myślałem, że to był jedyny moment w moim życiu, który był prawdziwy.

Spojrzałam na niego, chciałam powiedzieć „przestań”, ale zamiast tego... zapadła cisza. Napięta, ciężka.

I wtedy weszła Barbara – teściowa. Szlafrok, papiloty, spojrzenie ostre jak nóż.

– Co wy tu robicie? – zapytała chłodno.

– Piłam wodę – wyjąkałam, zrywając się z krzesła. – Nie mogłam zasnąć.

– Hmm... – mruknęła, patrząc raz na mnie, raz na Tomka. – Dobrze. Ale proszę pamiętać, że w tym domu są dzieci. I mąż.

Odeszła bez słowa więcej. Ja wróciłam do sypialni z sercem walącym jak młot. Tomek został przy stole, patrząc w pusty kubek. W łóżku Marcin odwrócił się do mnie plecami. Nie zauważył niczego. A ja? Leżałam z otwartymi oczami.

Trudno było być obojętną

Nie pamiętam dokładnie, jak do tego doszło. Może przez to, że wszyscy już spali, a może przez to, że serce waliło mi jak oszalałe odkąd weszłam do tej kuchni poprzedniej nocy.

Była trzecia nad ranem. Wyszłam do łazienki. Myślałam, że nikogo nie spotkam. A on tam był. Siedział na schodach, w samym t-shircie, wpatrzony w okno. Usłyszał mój krok i uniósł wzrok. Nie powiedzieliśmy ani słowa.

Zeszłam niżej. Usiadłam obok. Przez kilka minut milczeliśmy. Czułam ciepło jego ramienia. A potem… jego ręka dotknęła mojej. I to wystarczyło. Przesunęłam się bliżej. Nie wiem, kto pierwszy się pochylił. Nie wiem, kto kogo pocałował. Wiem tylko, że nie chciałam przestawać. Moje ciało reagowało szybciej niż rozum.

– To się nie powinno wydarzyć – wyszeptałam, odrywając się od niego.

– Ale się wydarzyło – odpowiedział spokojnie, dotykając mojego policzka. – Nie udawaj, że nie chciałaś.

Uciekłam. Wbiegłam po schodach, do sypialni, wślizgnęłam się do łóżka. Marcin nawet się nie obudził.

Rano wszystko było jak zwykle. Dzieci biegały po kuchni. Marcin robił jajecznicę. A ja... udawałam, że nie czuję, jak teściowa patrzy na mnie, jakby mogła wyczytać z mojej twarzy grzech. Tomek nic nie powiedział. Ale gdy mijaliśmy się w korytarzu, musnął moją dłoń. Zadrżałam. Jak wtedy. Jak dawno temu. Tylko że teraz miałam męża. Dzieci. I teściową, która już coś czuła.

Teściowa coś podejrzewała

Barbara zaczęła krążyć wokół mnie jak sęp. Rano niby przypadkiem weszła do łazienki, gdy właśnie wychodziłam spod prysznica.

– Ciekawe, dlaczego kobieta kąpie się o szóstej rano – rzuciła z uśmiechem, który bardziej przypominał ostrzeżenie niż życzliwość.

Udawałam, że nie słyszę. Ale wewnątrz mnie rosła panika. Czułam jej wzrok niemal cały dzień. Obserwowała, jak siedzę przy stole, jak podaję Marcinowi kawę, jak uśmiecham się do dzieci. A kiedy Tomek się odezwał, dosłownie zamierała w bezruchu.

Wszystko eskalowało podczas obiadu. Siedzieliśmy przy stole – ja, Marcin, Tomek, dzieci, Barbara. Atmosfera była gęsta jak śmietana.

– A pamiętasz, Marcinie, jak twój brat potrafił zawrócić kobietom w głowie? – zapytała nagle teściowa z przesadnym entuzjazmem. – Zawsze miał do nich rękę. Nawet do zajętych.

Zamarłam, widelec w połowie drogi do ust. Marcin zaśmiał się niezręcznie.

– Mamo, nie zaczynaj…

– Nie no, tylko wspominam. Taka rodzinna nostalgia – odpowiedziała, bacznie mi się przyglądając.

Po obiedzie uciekłam do łazienki. Myślałam, że zaraz się rozpadnę. Ale chwilę później do drzwi zapukał Tomek.

– Przyjdź o północy tylko na chwilę – wyszeptał. – Jeśli nie przyjdziesz, zrozumiem.

Oczywiście, że przyszłam. Nie powiedzieliśmy ani słowa. Tylko jedno muśnięcie ust, jakbyśmy się sprawdzali. I zanim rozum zdążył się odezwać, on już szeptał mi do ucha rzeczy, które sprawiały, że miękły mi kolana. Potem wróciłam do łóżka z poczuciem spełnienia i winy. Leżałam obok śpiącego Marcina i powtarzałam w głowie jak mantrę: „To był ostatni raz”. Wiedziałam, że kłamię.

To się nie mogło wydać

Zawsze wiedziałam, że Barbara nie jest głupia. Ale nie sądziłam, że aż tak przebiegła. Złapała mnie nie na uczynku, ale prawie.

Siedziałam na schodach z telefonem, pisałam do Tomka: „Spotkajmy się jeszcze raz. Ostatni.” Nie usłyszałam, jak podeszła.

– Z kim piszesz, Natalio? – zapytała cicho.

Zerwałam się jak oparzona, chowając telefon za plecy.

– Z koleżanką.

– Aha – uśmiechnęła się. – Szkoda, że podpisana w kontaktach jako „Tomek”.

Zamarłam. Stała metr ode mnie, spokojna, chłodna. W oczach miała coś, czego jeszcze u niej nie widziałam – triumf.

Jeśli Marcin się dowie… – zaczęła, ale przerwałam jej.

– Proszę… nie.

– Nie chcę niszczyć tej rodziny – powiedziała z przesadną łagodnością. – Ale jeśli jeszcze raz zobaczę, że patrzysz na niego w ten sposób… jeśli tylko zobaczę, że go dotykasz… wszystko powiem. I twoim dzieciom też. Nie mam skrupułów.

– To był… błąd – wyszeptałam, czując jak łzy napływają mi do oczu.

– Owszem. I lepiej, żeby był jednorazowy – odpowiedziała ostro i ruszyła na górę.

Jeszcze tej samej nocy spotkałam się z Tomkiem, mimo wszystko.

– Ona wie, twoja matka – powiedziałam cicho.

– Co z tego? – wzruszył ramionami. – Nic nam nie zrobi.

– Tomek, to koniec – powiedziałam.

Pocałował mnie w czoło, jakbyśmy się żegnali.

– Jasne, Natka. Jasne.

Ale w jego oczach widziałam, że nie zamierza odpuścić. A ja... ja już nie wiedziałam, co gorsze – że to się skończy, czy że nie potrafię tego zakończyć.

Natalia, 35 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama