„Zamiast kwiatów mąż kupił mi na Dzień Kobiet krem przeciwzmarszczkowy. Zemsta była lepsza niż najdroższy prezent”
„Poczułam, jak ściska mnie w gardle. Czy to był subtelny sposób na powiedzenie mi, że się starzeję? – Tomek – spojrzałam na niego, starając się zachować spokój. – Naprawdę uważasz, że to najlepszy prezent dla swojej żony?”.

- Redakcja
Obudziłam się w Dzień Kobiet w dobrym nastroju. Tomek jeszcze spał, więc przez chwilę leżałam obok, zastanawiając się, czy przygotuje dla mnie jakąś niespodziankę. Nie oczekiwałam wielkich gestów – wystarczyłby mi mały bukiecik kwiatów albo śniadanie do łóżka. Cokolwiek, co pokazałoby, że pamiętał.
Myślałam, że to żart
Kiedy wstał, przez moment miałam nadzieję. Uśmiechnął się, sięgnął do szuflady i podał mi małe pudełko. Poczułam ekscytację, ale gdy zobaczyłam, co jest w środku, serce zabiło mi mocniej – i to wcale nie z radości.
– To… krem? – spytałam, wpatrując się w srebrne opakowanie.
– Najlepszy! – Tomek kiwnął głową z dumą. – Pani w drogerii mówiła, że działa cuda.
Obróciłam tubkę w dłoniach i przeczytałam na głos: „Redukcja głębokich zmarszczek. Odmładzający efekt już po dwóch tygodniach”. Poczułam, jak ściska mnie w gardle. Czy to był subtelny sposób na powiedzenie mi, że się starzeję?
– Tomek – spojrzałam na niego, starając się zachować spokój. – Naprawdę uważasz, że to najlepszy prezent dla swojej żony?
Tomek patrzył na mnie z zadowoleniem, zupełnie nieświadomy, że właśnie wpadł na pole minowe.
– No bo mówiłaś ostatnio, że robią ci się zmarszczki – dodał, jakby to miało mnie uspokoić.
– Aha – odparłam lodowatym tonem. – Czyli chcesz mi powiedzieć, że wyglądam na starą i zaniedbaną?
– Nie! – zaprzeczył szybko, ale po chwili dodał coś, co ostatecznie przelało czarę goryczy. – No może… trochę… Ale wiesz, wszyscy się starzejemy…
Byłam zła na męża
Zamrugałam. Moje palce zacisnęły się mocniej na opakowaniu kremu, jakbym zaraz miała nim rzucić. On naprawdę to powiedział. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
– Świetnie – oznajmiłam, wstając gwałtownie. – Naprawdę cudowny prezent, Tomek. Może jeszcze dołożysz mi broszurkę o liftingu i zapiszesz na konsultację z chirurgiem plastycznym?
– Magda, no weź… – jęknął, widząc, że sytuacja zaczyna wymykać się spod kontroli.
Ale ja nie miałam zamiaru tego ciągnąć. Nie chciałam awantury, nie w tej chwili. Wzięłam krem i ruszyłam w stronę łazienki. Po drodze wrzuciłam go do szuflady, gdzie od lat spoczywały inne „przydatne” prezenty od Tomka – elektryczna szczoteczka do stóp, depilator, poradnik o zdrowym odżywianiu.
– To tylko krem! – zawołał za mną.
– Właśnie! Tylko krem! – powtórzyłam z irytacją.
Z hukiem zamknęłam drzwi i spojrzałam w lustro. Moja twarz nie wyglądała źle. Owszem, miałam kilka drobnych zmarszczek, ale czy to powód, by mąż wręczał mi krem jak jakiś wyrok?
„Może przesadzam” – pomyślałam przez chwilę. Ale potem przypomniałam sobie jego słowa: wszyscy się starzejemy. Nie, nie przesadzałam.
Koleżanka nie mogła uwierzyć
Godzinę później siedziałam w kawiarni z Kasią, moją przyjaciółką, i energicznie mieszałam łyżeczką cappuccino, jakbym chciała wytrząsnąć z siebie całą frustrację.
– No powiedz mi, Kasiu, czy ja naprawdę wyglądam na starą i zaniedbaną?! – wybuchłam w końcu.
Kasia odłożyła filiżankę i spojrzała na mnie badawczo.
– A co, Tomek zasugerował ci, żebyś coś sobie poprawiła?
– Gorzej, dał mi krem przeciwzmarszczkowy na Dzień Kobiet.
Na twarzy Kasi pojawił się szeroki uśmiech.
– Nie… – powiedziała przeciągle, jakby chciała się upewnić, że dobrze usłyszała. – Naprawdę ci to dał?
– Naprawdę. – Przeczesałam dłonią włosy. – I jeszcze powiedział, że wszyscy się starzejemy.
Kasia aż się zakrztusiła herbatą.
– To ja mu chyba kupię na urodziny książkę "Jak przestać być głupkiem w związku" i szampon na łysienie.
Mimo wszystko parsknęłam śmiechem.
– Serio, Magda – Kasia pokręciła głową. – Co on sobie myślał? Że padniesz mu w ramiona z wdzięcznością?
– Nie wiem! Może liczył, że będę zachwycona, że się tak troszczy?
– Wiesz co, on chyba uważa, on nie ma za grosz taktu– skwitowała, mieszając herbatę.
Westchnęłam, opierając głowę na dłoniach.
– I co teraz?
– Teraz? – Kasia uśmiechnęła się chytrze. – Teraz to ty mu pokażesz, co znaczy ukryty przekaz w prezencie.
Zaciekawiła mnie.
– Masz jakiś plan?
– Oczywiście, że mam. I będziesz mi za niego dziękować do końca życia.
Chyba miał dobre intencje
Wieczorem wróciłam do domu z nową energią i gotowym planem. Odkąd wyszłam z kawiarni, przestałam się dąsać. Tomek, który najwyraźniej liczył na to, że już mi przeszło, spojrzał na mnie ostrożnie.
– Nadal jesteś zła? – zapytał niepewnie.
Złożyłam ręce na piersi.
– Nie, Tomek. Chciałabym tylko coś wyjaśnić.
Przez chwilę wyglądał, jakby szukał drogi ucieczki, ale nie zdążył. Wskazałam mu miejsce na kanapie.
– Siedź. Rozmawiamy.
Usiadł powoli, jakby bał się, że kanapa zaraz go pochłonie.
– Dobrze – powiedział. – O co chodzi?
Wzięłam do ręki krem, który wygrzebałam z szuflady.
– Powiedz mi, co twoim zdaniem oznacza ten prezent?
– No… – Tomek podrapał się po głowie. – Że chcę, żebyś miała piękną skórę?
Powiedziałam, co myślę
Zrobiłam dramatyczną pauzę, patrząc na niego intensywnie.
– Nie. Oznacza, że już jej nie mam.
Zamrugał.
– Co? Nie, nie… To nie tak…
– Naprawdę? A co ja miałabym ci kupić na prezent, żebyś poczuł się równie „doceniony”? Może krem na łysienie?
Tomek przełknął ślinę.
– Przecież ja… – zaczął, ale urwał.
Widziałam, że wreszcie do niego dociera.
– Słuchaj – dodałam łagodniej. – Nie chodzi o to, że nie dbam o siebie. Ale jeśli w Dzień Kobiet dostaję krem na zmarszczki, to nie widzę w tym nic romantycznego. Wiesz, co by było romantyczne? Kwiaty. Kolacja. Nawet cholerny wierszyk na kartce.
Tomek spuścił głowę.
– Chyba dałem ciała, co?
– Oj, Tomek – westchnęłam, kręcąc głową. – Nawet nie wiesz, jak bardzo.
– Naprawię to – obiecał.
Nie mogłam się doczekać, jak dokładnie zamierza to zrobić.
Chciałam oddać prezent
Następnego dnia postanowiłam wymienić ten nieszczęsny krem. W końcu skoro Tomek chciał mi zrobić „przyjemność”, to niech to będzie coś, co rzeczywiście mi się przyda. Poszłam do drogerii i podeszłam do kasy, kładąc opakowanie na ladzie.
Sprzedawczyni – młoda dziewczyna, może dwudziestoletnia – uśmiechnęła się uprzejmie.
– Chciałaby pani wymienić na coś innego?
– Tak, jeśli to możliwe – odpowiedziałam. – Wolałabym coś bardziej… neutralnego.
Dziewczyna zerknęła na krem, który przyniosłam, i zmarszczyła czoło.
– Ach, to ten dla skóry dojrzałej, tak?
Poczułam, jak całe moje ciało sztywnieje.
– Skóry dojrzałej? – powtórzyłam wolno, jakby ktoś właśnie mi powiedział, że mam już złożyć wniosek o emeryturę.
– Tak – odparła beztrosko. – To świetny produkt, moja mama go używa!
„Jej MAMA.”
Czułam, jak krew odpływa mi z twarzy.
– To może jednak dam sobie spokój – powiedziałam przez zaciśnięte zęby i chwyciłam krem, chowając go do torebki.
Wyszłam z drogerii w zupełnie innym nastroju, niż do niej weszłam. Jeszcze wczoraj myślałam, że Tomek był po prostu nieogarnięty. Ale teraz? Teraz wiedziałam jedno – on to zrobił celowo. I nie, nie zamierzałam tego tak zostawić. Mój mąż jeszcze się przekona, jak smakuje prezent z ukrytym przekazem.
To była piękna zemsta
Po powrocie do domu miałam już gotowy plan. Jeśli Tomek uważał, że krem przeciwzmarszczkowy to idealny prezent, to ja zamierzałam mu pokazać, jak to jest dostać coś „przydatnego”.
Dwa tygodnie później, w dniu jego urodzin, wręczyłam mu pięknie zapakowaną torbę prezentową. Tomek spojrzał na mnie z lekkim niepokojem – chyba wciąż czuł się winny po akcji z kremem.
– No, rozpakuj – uśmiechnęłam się niewinnie.
Sięgnął do środka i wyciągnął… szampon przeciw siwieniu.
– Ooo… – powiedział, próbując się uśmiechnąć. – No… Dzięki, kochanie.
Ale zanim zdążył coś więcej powiedzieć, wyciągnął kolejną rzecz. Tabletki na prostatę.
– Żartujesz, prawda? – spojrzał na mnie, unosząc brwi.
– Absolutnie nie – odparłam słodko.
Mina męża była bezcenna
Na samym dnie torby czekał jeszcze poradnik o kryzysie wieku średniego. Gdy go zobaczył, jego mina była bezcenna.
– Magda… – zaczął, a ja widziałam, że w jego głowie powoli układa się cała układanka.
– No co? – wzruszyłam ramionami. – Chcę, żebyś czuł się młodo i zadbany.
Tomek westchnął i przetarł twarz dłonią.
– No dobra… Chyba dałem wtedy plamę.
– Chyba? – uniosłam brew.
– No dobra, na pewno – przyznał, po czym spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem. – To znaczy, że jak kupię ci w przyszłym roku perfumy albo biżuterię, to uniknę podobnej katastrofy?
– Dokładnie – pokiwałam głową. – Widzisz? Uczysz się.
Wybuchnęliśmy śmiechem. Tomek podszedł i objął mnie, całując w czoło.
– Następnym razem obiecuję myśleć, zanim coś kupię.
Odrobił lekcję
Tomek faktycznie się nauczył. W kolejnym roku na Dzień Kobiet dostałam piękny bukiet róż i zaproszenie na kolację. Żadnych kremów, poradników ani innych „użytecznych” prezentów.
– Teraz jest lepiej? – zapytał z lekkim uśmiechem, wręczając mi kwiaty.
– O wiele – odpowiedziałam, patrząc na niego z satysfakcją.
Ale prawda była taka, że od tamtej historii każde jego faux pas mogłam teraz wykorzystać jako pretekst do drobnego rewanżu. I miałam zamiar z tej opcji korzystać.
Magda, 46 lat
Czytaj także: „Syn krytykował to, jak go wychowałam. Na własnej skórze się przekonał, że rodzicielstwo to nie tylko lukier i pistacje”
„Przekroczyłam z teściem w windzie wszelkie granice. Gdy mąż bawił się za ścianą, teść dawał mi najlepszy urodzinowy prezent”
„Relacja z teściową wiąże bardziej niż święty sakrament. Chciała zmusić nas do małżeństwa, bo rozwód to przecież grzech”