Reklama

Dom po śmierci taty nie był już domem. Ściany stały w tym samym miejscu, meble pachniały tak jak zawsze, ale cisza brzmiała inaczej. Mama poruszała się po kuchni jak cień, bez słowa, bez spojrzenia. Patryk wyjechał do pracy i nagle zostałam sama z myślami, które wracały do mnie wieczorami jak echo.

Konrad nam pomagał

Tylko Konrad przychodził regularnie. Odkąd pamiętałam, był „wujkiem Konradem” – przyjacielem taty, tym, który zawsze przynosił mi czekoladę i pytał o szkołę. Po pogrzebie przejął sprawy urzędowe, dzwonił, załatwiał, naprawiał kran, który przeciekał.

Nie musicie się tym martwić – mówił spokojnie, odkładając teczkę z dokumentami. – Załatwię to.

Patrzyłam na jego dłonie, na zmarszczki przy oczach, gdy się uśmiechał. Był jedyną osobą, która patrzyła na mnie tak, jakby naprawdę widziała, że ledwo stoję na nogach.

Któregoś popołudnia usiedliśmy w salonie, a mama zamknęła się w sypialni.

– Nie radzę sobie – powiedziałam nagle, zanim zdążyłam się zastanowić. – Wszyscy mówią, że czas leczy rany. A ja mam wrażenie, że z każdym dniem jest gorzej.

Konrad milczał chwilę, potem przysunął się bliżej.

Masz prawo tak się czuć. Straciłaś ojca, nie obowiązuje cię żaden termin na bycie silną.

To było pierwsze zdanie od miesięcy, które nie brzmiało jak pocieszenie z podręcznika.

Podobał mi się jako mężczyzna

Spojrzałam mu w oczy i poczułam coś, co nie miało nic wspólnego z wdzięcznością. To było ciepło, które rozlewało się po mnie powoli, niebezpiecznie. Zaczęłam szukać powodów, by go zatrzymać dłużej.

– Może pójdziemy kiedyś na kawę? – zaproponowałam niby od niechcenia. – Tu jest duszno.

Zawahał się.

– Natalia…

– Co? Jestem dorosła. Nie musisz patrzeć na mnie jak na dziecko.

Westchnął ciężko.

– Byłem przyjacielem twojego ojca.

Te słowa powinny były mnie zatrzymać. Zamiast tego poczułam bunt.

– A ja nie jestem już jego małą córeczką.

Pierwszy raz zobaczyłam w jego spojrzeniu coś więcej niż troskę. Coś, co sprawiło, że serce zaczęło mi bić szybciej. W tamtej chwili wiedziałam, że zbliżam się do granicy. I że nie zamierzam się cofnąć.

To była nasza tajemnica

Pierwsze spotkanie poza domem wydawało się niewinne. Kawiarnia na drugim końcu miasta, miejsce, gdzie nikt nas nie znał. Siedzieliśmy naprzeciwko siebie, a ja czułam się tak, jakbym robiła coś zakazanego i ekscytującego jednocześnie.

Nie powinniśmy się tak spotykać – powiedział cicho, mieszając łyżeczką w filiżance. – Ludzie mogą różnie to odebrać.

– A my? – zapytałam. – My jak to odbieramy?

Nie odpowiedział od razu. Patrzył na mnie długo, jakby szukał w mojej twarzy dziecka, którym kiedyś byłam. Ja jednak trzymałam jego spojrzenie uparcie. Zaczęliśmy spotykać się częściej. Spacery po parku o zmierzchu, rozmowy w samochodzie zaparkowanym przy lesie, gdzie nikt nie zaglądał. Opowiadałam mu o lęku przed przyszłością, o tym, że boję się zostać sama w tym domu z mamą, która milczała jak mur.

– Przy tobie czuję się spokojna – wyznałam któregoś wieczoru. – Jakby wszystko miało sens.

Zamknął oczy, jakby te słowa były ciężarem.

– Nie mów tak, Natalia. To nie jest w porządku.

– Dlaczego? Bo był przyjacielem mojego ojca? – uniosłam głos. – Mam całe życie patrzeć na ciebie jak na „wujka”?

– To nie chodzi o to. Chodzi o granice.

Granice są w głowie – odpowiedziałam impulsywnie. – Ja nie robię nic złego.

Widziałam, że walczy ze sobą. Każde nasze spotkanie kończyło się jego próbą wycofania się i moją determinacją, by go zatrzymać. Im bardziej mówił, że to błąd, tym bardziej chciałam udowodnić, że to coś prawdziwego.

Okłamywałam mamę

W domu zaczęłam się zmieniać. Mama patrzyła na mnie podejrzliwie.

– Gdzie byłaś? – pytała, gdy wracałam późnym wieczorem.

– Z koleżanką.

Nie potrafiłam spojrzeć jej w oczy. Czułam, że buduję coś kruchego, co może rozpaść się przy pierwszym podmuchu. Najgorsze było to, że zaczęłam odsuwać się od mamy świadomie. Jej chłód przestał mnie ranić, bo miałam już gdzie indziej źródło ciepła. Konrad pisał do mnie krótkie wiadomości: „Uważaj na siebie”, „Daj znać, że wróciłaś”. Czekałam na nie jak na potwierdzenie, że to wszystko ma sens.

Pewnego dnia powiedział:

– Boję się, że ktoś się dowie.

– Ja się nie boję – odpowiedziałam natychmiast, choć serce waliło mi jak oszalałe. – Jeśli coś jest prawdziwe, nie powinno się tego ukrywać.

Uśmiechnął się smutno.

– Czasem ukrywanie to jedyny sposób, żeby nikogo nie zranić.

Nie chciałam słyszeć o ranieniu kogokolwiek. Wtedy liczyło się tylko to, że gdy brał mnie za rękę, świat przestawał się chwiać. Nie zauważyłam, kiedy przestałam myśleć o konsekwencjach. A może po prostu nie chciałam ich widzieć.

Prawda wyszła na jaw

To stało się szybciej, niż przypuszczałam. Jednego wieczoru Konrad podwiózł mnie pod dom. Ulica była pusta, latarnie rzucały żółte światło na chodnik.

– Powinnaś już iść – powiedział cicho. – To zaczyna być ryzykowne.

– Wszystko jest ryzykowne – odpowiedziałam z uśmiechem. – Życie też.

Wysiadłam z samochodu i wtedy go zobaczyłam. Patryk stał po drugiej stronie ulicy. Nie wiem, od jak dawna tam był. Patrzył na nas nieruchomo, z twarzą napiętą jak struna. Następnego dnia wpadł do mojego pokoju bez pukania.

Od kiedy jeździsz z Konradem po nocach? – zapytał wprost.

Serce podeszło mi do gardła.

– O czym ty mówisz?

– Nie rób ze mnie głupka. Widziałem was.

Milczałam zbyt długo.

– Natalia… – jego głos zadrżał. – Powiedz, że to jakieś nieporozumienie.

To nie jest nieporozumienie – odpowiedziałam w końcu. – Spotykamy się.

Patryk cofnął się o krok, jakbym go uderzyła.

– On ma prawie pięćdziesiąt lat i był przyjacielem naszego ojca!

– I co z tego? – wybuchłam. – To nie jest przestępstwo czuć coś do kogoś.

Krzyk ściągnął mamę do salonu. Stała w progu, blada.

– O czym wy mówicie?

Patryk spojrzał na nią bezradnie.

– O twojej córce i Konradzie.

Widziałam, jak z jej twarzy odpływa krew.

– To prawda? – zapytała cicho.

Po raz pierwszy poczułam strach. Ale nie wycofałam się.

– Tak.

Mama usiadła ciężko na krześle.

Twój ojciec ufał mu bezgranicznie – powiedziała. – A ty…

– Ja go kocham! – wyrzuciłam z siebie.

Konrad się wycofał

Wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Konrad stał na progu, jakby przeczuwał, że coś się stało. Wszedł do środka i od razu zobaczył nasze twarze.

– Domyślam się, że już wiecie – powiedział spokojnie.

– Jak mogłeś? – zapytał Patryk. – Po tym wszystkim?

Konrad spojrzał na mnie, a potem na mamę.

– To moja odpowiedzialność. Powinienem był postawić granicę.

– Nie mów tak! – krzyknęłam. – To ja walczyłam o nas.

Mama wstała.

– Gdyby twój ojciec żył… – zaczęła, ale głos jej się załamał. – Nigdy by tego nie zaakceptował.

Te słowa zabolały bardziej niż krzyk. Spojrzałam na Konrada, szukając wsparcia. On jednak wyglądał, jakby podjął już decyzję.

Nie mogę dalej tego ciągnąć – powiedział cicho. – To niszczy waszą rodzinę.

– A nas? – zapytałam szeptem.

– Jeśli coś między nami było prawdziwe, przetrwa bez krzywdzenia innych.

Wyszedł, zanim zdążyłam go zatrzymać. Drzwi zamknęły się z głuchym trzaskiem. Zostałam sama pośrodku salonu, między spojrzeniem brata pełnym gniewu a spojrzeniem matki pełnym rozczarowania. Wtedy po raz pierwszy zrozumiałam, że miłość może nie wystarczyć.

To nie była miłość

Konrad nie wrócił. Przez kilka dni czekałam na wiadomość, na telefon, na cokolwiek, co pozwoliłoby mi wierzyć, że to tylko chwilowa przerwa. W końcu dostałam krótką wiadomość: „To jedyny sposób, żeby ocalić to, co jeszcze można ocalić. Dbaj o siebie”. Tyle. Żadnych wyjaśnień, żadnych obietnic.

Chodziłam po domu nieprzytomna. Mama przestała pytać, gdzie wychodzę. Nie musiała – nigdzie nie wychodziłam. Patryk traktował mnie z chłodnym dystansem, jakby bał się, że jedno nieostrożne słowo znowu rozpęta burzę.

Któregoś wieczoru mama weszła do mojego pokoju. Stała chwilę w drzwiach, jakby nie wiedziała, od czego zacząć.

– Myślałam, że po śmierci ojca nic już bardziej mnie nie zaboli – powiedziała cicho. – A potem zobaczyłam was razem.

– To nie było przeciwko wam – odpowiedziałam bez siły. – Ja po prostu… nie chciałam być sama.

Usiadła na brzegu łóżka. Po raz pierwszy od miesięcy nie wyglądała jak ktoś, kto wszystko kontroluje.

– Ja też nie chciałam być sama – przyznała. – Ale to nie znaczy, że każda bliskość jest dobra.

Kilka dni później poszłam na cmentarz. Stałam przed grobem taty z bukietem białych kwiatów, które zawsze kupował mamie. Wiatr poruszał wstążką, a ja czułam, jak ściska mnie w gardle.

– Przepraszam – powiedziałam szeptem. – Nie wiem, czy to była miłość, czy tylko strach przed pustką.

Po raz pierwszy nie próbowałam też usprawiedliwiać siebie ani Konrada. Zrozumiałam, że pomyliłam wdzięczność i potrzebę bezpieczeństwa z czymś, co chciałam nazwać miłością. Szukałam w nim cienia ojca, kogoś, kto znów powie mi, że wszystko będzie dobrze.

Konrad nie odezwał się więcej. Dowiedziałam się od znajomych, że wyjechał do innego miasta. Ta informacja zabolała, ale też przyniosła dziwną ulgę. Wiedziałam, że to definitywne.

Z mamą zaczęłyśmy powoli rozmawiać. Nie o nim. O tacie. O tym, co w nas pękło po jego śmierci. Patryk przestał patrzeć na mnie jak na wroga. Pewnego dnia powiedział tylko:

– Chciałem cię ochronić. Może zrobiłem to za ostro.

– Wiem – odpowiedziałam.

Natalia, 22 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama