„Za moim bratem dopiero zamknęło się wieko trumny, a bratowa już szasta jego pieniędzmi. Zaraz zostanie z niczym”
„– Trzeba sobie jakoś poprawiać humor, nie? – dodała. – Ty pewnie uważasz, że powinnam siedzieć w czerni i ryczeć do ściany. No nie wiem, może tobie to pomaga. Zaparło mi dech. Dlatego, jak łatwo zepchnęła śmierć Łukasza do kategorii nieprzyjemnej przeszkody”.

Mój brat odszedł nagle, zostawiając po sobie pustkę, z którą trudno mi się pogodzić. Choroba zabrała go w kilka miesięcy, a ja czułam się bezsilna, patrząc, jak gaśnie z dnia na dzień. Po pogrzebie próbowałam zająć się sprawami spadkowymi i pomóc bratowej, z którą zawsze miałam raczej poprawne, choć chłodne relacje. Wydawało mi się, że żałoba nas zbliży, ale myliłam się. Zamiast łez – była karta płatnicza w ruchu. Zamiast wspomnień – kolejne torby z zakupami. Tak jakby zgon męża był tylko biletem do życia bez ograniczeń. Nie byłam gotowa na to, co zobaczyłam.
Ostatnie pożegnanie
W kościele było cicho. Tylko stukot obcasów i przytłumione szlochy przerywały ciszę. Stałam przy trumnie, zaciśniętymi ustami, starając się nie rozkleić. Łukasz był moim starszym bratem. Zawsze pierwszy do pomocy, zawsze stonowany. A teraz leżał tu, sztywny i nieruchomy, jakby ktoś odebrał mu głos i ruchy na zawsze. Bratowa, Sandra, siedziała w pierwszym rzędzie, wymalowana jak na wesele. W czarnych okularach przeciwsłonecznych, które założyła nawet we wnętrzu kościoła. Usta miała czerwone, paznokcie idealnie zrobione. Patrzyłam na nią i nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że bardziej niż śmierć męża obchodzi ją własna stylizacja.
Po mszy wyszliśmy na zewnątrz. Gdy karawan odjeżdżał, Sandra już rozmawiała przez telefon. Nie szeptała. Nie płakała. Śmiała się.
– Tak, kochana, zdążyłam zrobić paznokcie jeszcze rano! – rzuciła, a ja zamarłam.
Spojrzałam na mamę, ta tylko spuściła wzrok. Nie powiedziałyśmy nic. Jeszcze wtedy myślałam, że to może szok. Że to jej sposób radzenia sobie z bólem. Bo przecież nie da się tak po prostu nie czuć nic.
– Może po prostu nie umie inaczej – powiedziała cicho mama.
– A może umie aż za dobrze – odpowiedziałam. I wtedy jeszcze nie wiedziałam, jak bardzo się nie myliłam.
Bez żałoby, bez skrupułów
Minął ledwie tydzień od pogrzebu, kiedy pierwszy raz poczułam niepokój. Pojechałam do Sandry, żeby pomóc jej z dokumentami. Wiedziałam, że Łukasz zostawił jej niemałe pieniądze z polisy, nie wspominając już o oszczędnościach. Dom, dwa auta, konto firmowe – wszystko było na nią, bo tak chcieli, żeby „w razie czego” było prościej. Przyszłam z teczką i długopisem, gotowa na rozmowę o sprawach przyziemnych. Ona czekała na mnie w różowym dresie, z kubkiem kawy i świeżym manicure.
– Usiądź, kochana. Ja to chyba powinnam teraz do spa pojechać, tak mi się wszystko napięło od tego stresu – powiedziała, podciągając nogi na kanapę.
– Sandra, musimy porozmawiać o banku, ubezpieczeniu...
– Tak, tak, tylko poczekaj, bo mam za chwilę konsultację z architektką wnętrz. Myślę, że całe mieszkanie zrobię od nowa. Łukasz i tak miał fatalny gust – rzuciła beztrosko, jakby mówiła o bzdurach, a nie o zmarłym mężu.
Słuchałam w milczeniu, jak opowiada o nowej sofie, marmurze w łazience i planach na zagospodarowanie ogrodu. Nawet nie zapytała, jak się czuję. Jak mama. Jak reszta rodziny. Zaczęłam rozumieć, że jej żałoba nie istnieje. A może nigdy jej nie było.
Zakupy zamiast żalu
– Zgadnij, ile dziś wydałam – powiedziała Sandra przez telefon, jakby dzwoniła pochwalić się nową pracą, a nie spłukiwaniem pieniędzy po śmierci męża.
– Nie wiem, Sandra. Nie mam głowy do zgadywanek.
– No to ci powiem: osiem i pół tysiąca! I to tylko dlatego, że mnie ekspedientka powstrzymała przy ostatnim płaszczu. Powiedziała, że mam już dwa podobne.
Milczałam. Chciałam powiedzieć, że może lepiej byłoby zająć się firmą Łukasza, która przecież jeszcze jakoś funkcjonowała. Albo chociaż spojrzeć na osierocone konto, zanim zacznie świecić pustkami. Ale znałam Sandrę. Każda uwaga byłaby odebrana jak atak.
– Trzeba sobie jakoś poprawiać humor, nie? – dodała. – Ty pewnie uważasz, że powinnam siedzieć w czerni i ryczeć do ściany. No nie wiem, może tobie to pomaga.
Zaparło mi dech. Nie dlatego, że nie miała racji – bo nie ryczałam. Tylko dlatego, jak łatwo zepchnęła śmierć Łukasza do kategorii nieprzyjemnej przeszkody. Było w niej coś chłodnego, coś, co wcześniej umiejętnie chowała. Teraz wszystko wychodziło na wierzch.
Następnego dnia zobaczyłam jej zdjęcie na Instagramie. Selfie w lustrze. Podpis: „Nowy rozdział. Nowa ja”. Hasztagi: #stylowawdowa #życietocud. I wtedy naprawdę mnie tknęło – ona żyła, jakby Łukasz nigdy nie istniał.
Rozmowy, które bolą
– Może jestem dziwna, ale nie rozumiem, co ona robi – powiedziałam mamie, kiedy kolejny raz próbowałyśmy dojść do porozumienia w sprawie mieszkania po Łukaszu.
– Każdy przeżywa żałobę inaczej – odpowiedziała spokojnie. – Może Sandra po prostu nie umie inaczej.
– Mamo, ona nie przeżywa żałoby. Ona robi remonty, zakupy, planuje wakacje. Chce sprzedać samochód Łukasza, bo nie pasuje do niej kolor.
Mama westchnęła. Ja próbowałam tłumaczyć sobie to wszystko racjonalnie, ale z każdym dniem czułam większą złość. Sandra nie chciała słyszeć o żadnych pamiątkach. Zdjęcia Łukasza zniknęły ze ścian. Jego rzeczy spakowała w worki i oddała do PCK.
– Po co mają leżeć i gnić w szafie? – zapytała bez cienia emocji.
– Może po to, żeby twój syn, kiedy dorośnie, wiedział, kim był jego ojciec?
– Mój syn będzie miał wszystko, czego zapragnie – odparła wyniośle.
Tylko że „wszystko” nie obejmowało wspomnień. Nie obejmowało historii. Znaczyło gadżety. Kolejne zakupy, kolejna ucieczka od przeszłości. A ja coraz wyraźniej widziałam, że dla niej Łukasz był tylko etapem. A jego śmierć? Zamkniętym rozdziałem, którego nie warto już otwierać.
Jest mi strasznie przykro
Weszłam do niej bez zapowiedzi. Sandra właśnie pakowała się do wyjazdu – cztery walizki, trzy torby i nowy kuferek na kosmetyki. Jej synek biegał po mieszkaniu z telefonem w dłoni, szukając zasięgu do gry.
– Gdzie jedziecie? – zapytałam.
– Na Bali – rzuciła radośnie. – All inclusive. Potrzebuję resetu. Mały też. No i... może się zakocham? – zaśmiała się, zupełnie jakby nie zrozumiała, co właśnie powiedziała.
– Zakochasz się? Minęły dwa miesiące, Sandra.
– Dwa miesiące, które zmieniły wszystko. Mam zamiar żyć, wiesz? I nikt nie będzie mi mówił, jak powinnam się czuć. Ani ty, ani te twoje wielkie oczy, którymi ciągle na mnie patrzysz jak sędzia.
Przez chwilę stałam w milczeniu. Widziałam te walizki, widziałam jej nowy paszport, widziałam też zaciśniętą buzię jej syna, który udawał, że go nie ma.
– A Łukasz? – spytałam w końcu.
– Łukasz nie żyje. A ja nie zamierzam umrzeć razem z nim.
To był ten moment, kiedy odpuściłam. Nie miałam już siły walczyć. Nie o nią. Nie o to, jak powinna wyglądać żałoba. Wiedziałam tylko, że gdy wróci z tej podróży, czegoś już we mnie nie znajdzie – mojej lojalności.
Nie moja rodzina
Od powrotu Sandry z Bali minęły trzy tygodnie. Nie odezwała się ani razu. I dobrze. Nie potrzebuję już kontaktu z kimś, kto sprowadził śmierć mojego brata do pretekstu do zmiany stylu życia. Kiedyś próbowałam ją zrozumieć. Tłumaczyłam sobie, że może w ten sposób radzi sobie z bólem. Ale ona nie miała bólu. Miała tylko plan, który teraz realizuje z uśmiechem na ustach i nową torebką na ramieniu.
Mały Kacper coraz częściej pojawia się u naszej mamy. Ciszy się tam, bo nikt nie krzyczy, nie biega po sklepach, nie pakuje walizek. Po prostu jest. Buduje z klocków, ogląda bajki, przytula się. I chyba zaczyna czuć, że Łukasz nadal gdzieś tu jest – w zdjęciach, w opowieściach, w milczeniu, które nikt nie zagłusza nowym kolorem ścian.
Z Sandrą nie będę już rozmawiać. Nie będę się kłócić ani przekonywać, że są rzeczy, których nie da się kupić. To nie moja rodzina. I nie mój spokój. Zostawiła po sobie pustkę i złość. Ale ja nie pozwolę, żeby zniknęła też pamięć o Łukaszu. Ktoś musi zadbać o to, co naprawdę ważne. Nawet jeśli to tylko ja.
Joanna, 42 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „W najsmutniejszy dzień roku byłam sama jak palec. Mąż miał harować w delegacji, a wyszło, że wygrzewał się na plaży”
- „Moja matka ciągle namawiała mnie do powrotu do byłej dziewczyny. Wreszcie im wykrzyczałem, dlaczego Ewa już nie wróci”
- „Myślałam, że z teściową nadajemy na tych samych falach. Wystarczyło 1 zdanie, abym szybko odkryła jej prawdziwą twarz”

