„Z zazdrości zniszczyłam małżeństwo mojego syna. Tak bardzo bałam się, że przestanie mnie kochać”
„– Może powinniśmy ustalić budżet – mówił do żony. Patrzyłam na to z poczuciem, że odzyskuję wpływ. Bałam się, że po ślubie przestanie mnie potrzebować. Każda jego wątpliwość była dla mnie dowodem, że wciąż liczy się z moim zdaniem”.

Od dnia, w którym zostałam wdową, całe moje życie kręciło się wokół jednego człowieka. Kacper był wtedy jeszcze studentem, zagubionym, zbyt wcześnie zmuszonym do dorosłości. Powtarzałam sobie, że muszę być dla niego i matką, i ojcem. Wspólnie wybieraliśmy mu pierwszą pracę, razem oglądaliśmy mieszkania, godzinami rozmawialiśmy przy herbacie. Czułam dumę, gdy pytał mnie o zdanie w każdej sprawie. Byliśmy sobie najbliżsi. Może zbyt bliscy. Nie zauważyłam, kiedy ta bliskość stała się moją jedyną kotwicą.
Syn się zakochał
O Nadii usłyszałam któregoś wieczoru, gdy Kacper wszedł do kuchni z uśmiechem, jakiego dawno u niego nie widziałam.
– Mamo, poznałem kogoś – powiedział, opierając się o blat.
Skinęłam głową, jakbym przyjmowała zwykłą informację, ale w środku coś mi drgnęło.
– I jaka ona jest? – zapytałam spokojnie.
– Spokojna. Rozsądna. Pracowita. Inna niż wszystkie.
„Inna” zabrzmiało jak ostrzeżenie. Gdy ją poznałam, była uprzejma, może nawet zbyt uprzejma. Patrzyła na mnie z dystansem, jakby badała teren. Kiedy wspomniała o planach na przyszłość, o stabilności, o wspólnym mieszkaniu, w mojej głowie zapaliła się lampka.
Nie oskarżałam. Ja tylko pytałam.
– Kacper, nie uważasz, że to wszystko dzieje się szybko? – rzuciłam kiedyś przy kolacji.
– Mamo, jesteśmy razem od roku.
– Oczywiście, tylko zastanawiam się, czy ona nie naciska na konkretne decyzje.
Zamilkł. Widziałam, jak zaczyna analizować.
Innym razem, niby mimochodem, wspomniałam:
– Pytała mnie o twoje plany finansowe. To normalne, ale wiesz… czasem warto być ostrożnym.
– Myślisz, że chodzi jej o pieniądze? – spytał, marszcząc brwi.
Wzruszyłam ramionami.
– Ja tylko chcę, żebyś był bezpieczny.
Kiedy zauważyłam, że zaczyna patrzeć na nią z cieniem wątpliwości, poczułam dziwną ulgę. Jakby ktoś przywracał mi należne miejsce. Wyrzuty sumienia pojawiały się na moment, lecz tłumiłam je myślą, że matka ma prawo chronić syna.
Myślałam, że podpiszą intercyzę
Mimo napięć zdecydowali się na ślub. Przyjęłam to z uśmiechem, ale od razu zaproponowałam rozmowę o zabezpieczeniach.
– Intercyza to rozsądek, nie brak zaufania – powiedziałam, patrząc prosto na Nadię.
Jej dłonie zacisnęły się na filiżance.
– Nie chodzi o brak zaufania – odpowiedziała cicho. – Chodzi o to, że chcemy być partnerami.
– Partnerstwo nie wyklucza przezorności – odparłam.
Kacper podpisał dokumenty bez większego oporu. Widziałam cień smutku w oczach Nadii, ale uznałam, że to urażona ambicja.
Po ślubie odwiedzałam ich często. Czasem bez zapowiedzi.
– Kupiliście nową sofę? – zapytałam któregoś dnia.
– Była przeceniona – odpowiedziała Nadia.
– Przeceny potrafią kusić. Ważne, by nie wydawać ponad miarę.
Kacper zaczął sprawdzać rachunki, analizować wydatki. Słyszałam w jego głosie moje własne sformułowania.
– Może powinniśmy ustalić budżet – mówił do żony.
Patrzyłam na to z poczuciem, że odzyskuję wpływ. Bałam się, że po ślubie przestanie mnie potrzebować. Każda jego wątpliwość była dla mnie dowodem, że wciąż liczy się z moim zdaniem.
Syn kontrolował żonę
Atmosfera między nimi gęstniała. Przy niedzielnych obiadach Nadia siedziała coraz ciszej.
– Wszystko w porządku? – zapytałam ją raz.
– Tak – odpowiedziała krótko.
Kacper za to był spięty.
– Mamo, uważasz, że to normalne, że ona tak reaguje na zwykłe pytania o wydatki? – zwierzał mi się.
– Jeśli ktoś nie ma nic do ukrycia, nie powinien się oburzać – odparłam.
Widziałam, jak chłonie te słowa. Pewnego wieczoru usłyszałam, jak Nadia mówi stanowczo:
– Kacper, twoja mama nie może decydować o naszym życiu.
– Ona chce dobrze – odpowiedział.
– A my? My czego chcemy?
Zadrżałam. Odebrałam to jak atak. Gdy syn przyszedł do mnie następnego dnia, byłam gotowa.
– Mamo, Nadia twierdzi, że za bardzo ingerujesz w nasze sprawy.
– Czyli chce mnie odsunąć? – spytałam cicho. – Kacper, zastanów się, komu na tym zależy.
Zobaczyłam w jego oczach niepokój. Zamiast się wycofać, dolałam oliwy do ognia. Bałam się, że jeśli teraz ustąpię, zniknę z jego życia.
Słyszałam, jak się kłócą
Kilka tygodni później byłam u nich bez zapowiedzi. Drzwi były uchylone. Usłyszałam podniesione głosy.
– Ciągle kontrolujesz każdy mój ruch! – mówiła Nadia.
– Bo muszę uważać! – odpowiedział Kacper. – Nie chcę być wykorzystywany.
– To nie są twoje słowa – wyszeptała. – To słowa twojej mamy.
Zamarłam.
– Ona tylko chce mnie chronić – powiedział, lecz brzmiał niepewnie.
– A kto ochroni nasze małżeństwo?
Stałam w korytarzu, słuchając własnych myśli wypowiadanych przez syna. To ja zasiałam w nim podejrzenia. To ja nauczyłam go patrzeć na żonę przez pryzmat lęku.
To ja zepsułam ich małżeństwo
Kilka dni później Kacper przyjechał do mojego domu z walizką.
– Nadia się wyprowadziła – powiedział bez emocji.
Chciałam go przytulić, ale jego spojrzenie było puste. Nie było w nim wdzięczności. Było zmęczenie. Przez pierwsze dni milczał. Potem usiadł naprzeciwko mnie przy stole.
– Mamo, czy ty naprawdę uważałaś, że Nadia chciała mnie wykorzystać?
– Ja tylko…
– Odpowiedz.
Zawahałam się.
– Chciałam, żebyś był bezpieczny.
– A czy byłem szczęśliwy?
Nie umiałam odpowiedzieć.
– Powtarzałem twoje słowa – ciągnął. – Zamiast słuchać żony, słuchałem ciebie. Zniszczyłem coś, co mogło być dobre.
– Nie przesadzaj – próbowałam się bronić. – Jeśli wasze małżeństwo było silne, przetrwałoby.
– Nie przetrwało, bo ciągle podkopywałaś moje zaufanie do niej.
Te słowa bolały bardziej niż cokolwiek wcześniej. Zrozumiałam, że walcząc o miejsce w jego życiu, odebrałam mu prawo do samodzielności.
Kacper wrócił do siebie. Ograniczył kontakty ze mną. Wiem, że próbował naprawić relację z Nadią, ale ona nie chciała wracać. Powiedziała mu, że potrzebuje spokoju i partnera, który ufa. Dom, który kiedyś tętnił rozmowami, stał się cichy. Czasem łapię się na tym, że chcę zadzwonić i zapytać, co robi, ale powstrzymuję się. Uczę się milczeć.
Zrozumiałam za późno, że moja troska była podszyta strachem. Bałam się samotności bardziej niż jego nieszczęścia. A miłość, która dusi zamiast wspierać, przestaje być miłością. Straciłam synową. Na jakiś czas straciłam też syna. I choć wciąż mam nadzieję, że kiedyś odbudujemy relację, wiem jedno – to ja podcięłam korzenie jego małżeństwa.
Weronika, 58 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
- „Miałam 3 mężów, ale z żadnym nie byłam w małżeństwie dłużej niż rok. Co ja poradzę na to, że nie nadaję się na żonę?”
- „Teściowa mnie nienawidziła i dopiekła mi nawet po śmierci. Mąż odziedziczy jej majątek, ale pod jednym warunkiem”
- „Mąż zawsze powtarzał, że na emeryturze odbije sobie za wszystkie lata pracy. Nie sądziłam, że zrobi to w taki sposób”

