„Z imprezy sylwestrowej wróciliśmy osobno. Gdy zobaczyłam filmik, wiedziałam, że w 2026 moje małżeństwo się skończy”
„Ufałam mu. Chciałam ufać. Zniknął tuż po północy. Nie zdążyliśmy nawet złożyć sobie życzeń. Wrócił… dopiero nad ranem. Wślizgnął się do łóżka, a ja udawałam, że już śpię. Pachniał innymi perfumami. Ale wtedy jeszcze nie podejrzewałam. Nie chciałam podejrzewać”.

- Redakcja
Nie wiem, kiedy ostatnio naprawdę się cieszyłam na sylwestra. Może jeszcze wtedy, kiedy byłam dziewczyną Bartka — zakochaną po uszy, pełną nadziei, że z nim mogę wszystko. Wtedy wystarczyły mi zimne ognie i jego ciepła dłoń. Teraz minęło siedem lat odkąd jesteśmy małżeństwem i muszę przyznać że te ciepłe uczucia nieco się ochłodziły. Ale przecież takie są związki, prawda? Z czasem kończą się motyle, a zostaje logistyka i lista zakupów.
Mam na imię Natalia. Mam trzydzieści trzy lata, pracuję w agencji PR, zajmuję się głównie kryzysami wizerunkowymi. Może to ironia losu, że zawodowo ratuję cudze reputacje, a własnego życia nie potrafię wyprostować. Z Bartkiem jesteśmy razem od dziesięciu lat. Ostatnio coraz częściej słyszę w jego głosie zniecierpliwienie. Albo zobojętnienie. A może jedno i drugie?
W grudniu zaczęłam sobie powtarzać: nie rób z igły widły. Każde małżeństwo miewa doły. Może on po prostu ma więcej pracy? Albo to ja jestem zbyt przewrażliwiona? Na sylwestra umówiliśmy się ze znajomymi — Sylwią i Piotrkiem. Tak jak co roku. Domówka u nich, parę planszówek, drinki, muzyka. Bez szaleństw. Lubię ich, przy nich czuję się swobodnie. Bartek... Bartek też się zgodził, choć bez entuzjazmu.
Wieczorem przed wyjściem włożyłam czarną sukienkę z delikatną koronką. Jedną z tych, które zawsze się Bartkowi podobały. Zeszłam do salonu, mając nadzieję, że powie chociaż „ładnie wyglądasz”. Spojrzał na mnie i tylko mruknął:
– Gotowa? Bo Piotrek pisał, że już zaczynają.
I tak zaczęła się ta noc. Noc, która miała być zwyczajna. Może nawet fajna. A stała się tą, która wszystko zniszczyła.
Chciałam mu wierzyć
– Ej, tylko bez tej twojej muzyki z lat 90., okej? – zaśmiał się Piotrek, gdy weszliśmy do ich mieszkania.
Sylwia krzątała się w kuchni, a na stole stały kieliszki. Było swojsko, ciepło. Dokładnie tak, jak lubię. Tylko Bartek od początku był nieobecny. Usiadł z drinkiem w ręce i wgapiał się w telefon, a jak go zaczepiałam, zbywał mnie krótkim „zaraz, muszę odpisać”. Z czasem atmosfera się rozluźniła. Graliśmy w planszówki, było dużo śmiechu. Nawet Bartek się trochę rozkręcił. Do momentu, kiedy spojrzał na zegarek i powiedział, że „musi na chwilę wyskoczyć”.
– Gdzie? – spytałam zaskoczona.
– Darek z pracy ma imprezę u znajomych, kilka domów dalej. Obiecałem, że wpadnę na moment. Nie będę długo.
Sylwia spojrzała na mnie z uniesionymi brwiami, ale uśmiechnęła się szybko, jakby chciała zamaskować konsternację. Ja tylko skinęłam głową. Ufałam mu. Chciałam ufać. Zniknął tuż po północy. Nie zdążyliśmy nawet złożyć sobie życzeń. Wrócił… dopiero nad ranem. Wślizgnął się do łóżka, a ja udawałam, że już śpię. Pachniał innymi perfumami. Ale wtedy jeszcze nie podejrzewałam. Nie chciałam podejrzewać.
– Dobrze się bawiłeś? – spytałam, siadając obok.
– Tak… było spoko. Trochę się zasiedzieliśmy – mruknął, nawet na mnie nie patrząc.
Wtedy coś we mnie pękło. Nie ze złości. Z niepokoju.
Coś we mnie umarło
Odebrałam wiadomość od Sylwii chwilę po śniadaniu. "Hej, zrobiliśmy kilka fajnych filmików w nocy. Będzie co wspominać" – napisała i przesłała mi kilka krótkich wideo z domówki. Zaczęłam oglądać z uśmiechem. Był moment, gdy Piotrek tańczył z Sylwią do jakiegoś hitu z liceum. Był mój toast – trochę przesadzony – i śmiech, dużo śmiechu. A potem... to.
Filmik z zewnątrz, zrobiony przez okno. Wyglądło to na przypadkowe nagranie. Kamera zbliżyła się do dwóch sylwetek na tarasie domu na przeciwko. Kobieta i mężczyzna. Najpierw tylko się przytulali. Ale potem – on się nachylił i ją pocałował. Zatrzymałam film, cofnęłam i odtworzyłam jeszcze raz. Moje serce waliło jak oszalałe.
To był Bartek. Nie dało się pomylić. Jego kurtka, jego sposób poruszania się. A ona... obca kobieta w czerwonym płaszczu. Zaczęłam się trząść. Chciałam myśleć, że to pomyłka. Że to nie on. Że to jakiś zły żart. Ale wiedziałam. Po tym krótkim nagraniu coś we mnie umarło. Zadzwoniłam do Sylwii, drżał mi głos.
– Sylwia… to na tym filmiku… To… to Bartek, prawda?
Po drugiej stronie cisza. Potem cichy szept:
– Natalia… ja… ja nie wiedziałam, że to tam się nagrało. Przepraszam.
Rozłączyłam się. I wtedy przyszły łzy. Usiadłam na podłodze w salonie, trzymając telefon w dłoni, i płakałam, jakby ktoś mi umarł. Bo coś faktycznie we mnie umarło.
Próbował się tłumaczyć
Nie spałam całą noc. Leżałam na plecach, wpatrzona w sufit, z telefonem w dłoni. Odtwarzałam ten filmik chyba sto razy. Próbowałam sobie wmówić, że może to nie to, co myślę. Że może… może się potknął, może ona go złapała, może to przypadek. Ale nie dało się tego wytłumaczyć. Widziałam to zbyt wyraźnie. Następnego dnia, tuż po jego powrocie z pracy, czekałam w salonie. Bez słowa wyciągnęłam rękę z telefonem i puściłam nagranie.
– Co to ma być? – zapytałam chłodno, bez emocji, choć w środku mną trzęsło.
Bartek spojrzał i zbladł. Zmarszczył brwi.
– Natalia, to… to nie tak, jak myślisz…
– A niby jak? Bo wygląda na to, że całowałeś się z obcą babą na tarasie w sylwestra. Zamiast ze mną.
– Dużo wypiłem. Przysięgam, nawet tego nie pamiętam.
– Serio? To normalne, że całujesz się z każdą, która się nawinie?
– To… to była Julia. Koleżanka Darka. Natalia, to nic nie znaczyło. Przysięgam.
– Nic to nie znaczyło? Całowałeś się z inną, po czym wróciłeś do łóżka jakby nigdy nic. Wspaniale.
– Nie chciałem cię zranić. Wiem, że spieprzyłem, ale…
– Ale co?! – krzyknęłam. – Zdradziłeś mnie. W sylwestra. A ja... ja myślałam, że tylko sobie coś wkręcam, że jesteś po prostu zmęczony. Boże, jaka ja jestem naiwna…
Wstałam. Serce mi waliło, ręce się trzęsły. Wzięłam jego poduszkę z kanapy i rzuciłam mu w twarz.
– Śpisz u Piotrka. Albo w samochodzie. Wszystko mi jedno. Ale wynoś się.
Bartek stał jeszcze chwilę jak sparaliżowany. A potem zabrał kurtkę, poduszkę, telefon… i wyszedł. Trzasnęły drzwi. Po raz pierwszy w życiu poczułam, że nie jestem już żoną. Tylko kobietą, którą ktoś z łatwością zdradził.
Wszystko się skończyło
W mieszkaniu zrobiło się głucho. Nienaturalnie cicho. Nawet lodówka, która zwykle mruczała pod nosem, wydawała się zamilknąć. Usiadłam na podłodze w sypialni i wpatrywałam się w nasze zdjęcie na komodzie – to z Chorwacji, sprzed dwóch lat. Bartek obejmował mnie wtedy tak mocno, jakbyśmy byli nierozłączni.
Chwyciłam ramkę i bez zastanowienia cisnęłam nią o ścianę. Szkło rozprysło się na kawałki, tak jak ja. Wieczorem zaparzyłam sobie herbatę, ale jej nie wypiłam. Krążyłam po mieszkaniu jak duch. Zatrzymywałam się przy detalach, na które kiedyś patrzyłam z czułością: jego kubek, jego koszula na krześle, szczoteczka do zębów przy mojej. Coś mnie ścisnęło w gardle. Chciałam wyć, ale nie mogłam wydać z siebie żadnego dźwięku.
Telefon milczał. Zero wiadomości, zero prób wyjaśnienia. I może dobrze. Bo nie wiem, co bym zrobiła, gdyby zadzwonił. Wieczorem napisała Sylwia: „Jestem, jeśli chcesz pogadać. Przyjadę. Albo ty wpadnij”. Nie odpisałam od razu. Siedziałam na łóżku z kolanami pod brodą. W końcu tylko napisałam: „Nie chcę gadać. Chcę przestać czuć”.
W nocy długo patrzyłam w sufit. Przez uchylone okno słychać było odgłosy miasta, jakby życie gdzieś dalej trwało normalnie. A ja? Ja czułam się, jakby wszystko się skończyło. I została tylko pusta cisza.
Nie umiałam mu wybaczyć
Napisał dopiero trzeciego dnia. Krótko, jakby chodziło o pożyczoną ładowarkę, a nie o moje złamane serce. „Możemy się spotkać? Chcę z tobą pogadać”. Patrzyłam na ekran kilka minut. Potem odpisałam tylko: „Jutro. 17:00. Kawiarnia na rogu”.
Przyszedł punktualnie. W tej samej kurtce, w której wrócił wtedy rano. Jakby specjalnie chciał mi przypomnieć zapach tamtej nocy. Usiadł naprzeciwko mnie i przez chwilę milczał, obracając w palcach łyżeczkę.
– Natalia… ja naprawdę przepraszam. – Zaczął cicho. – Ja nie chciałem. To była głupota. Jedna noc. Jeden błąd.
– Jeden błąd to się robi w tabelce, Bartek. – Oparłam ręce na stoliku. – Nie w małżeństwie.
Spuścił wzrok. Westchnął ciężko, jakby to jemu było najtrudniej.
– Przesadziłem z drinkami. Nie wiem, co we mnie wstąpiło. Julia… ona po prostu… to było nic.
– Nic? – uśmiechnęłam się krzywo. – To dlaczego zniknąłeś przed północą? Dlaczego wróciłeś rano?
Zacisnął szczękę. Widziałam, że szuka słów, które nie zabrzmią jak przyznanie się do większej winy.
– Bałem się, że zrobisz scenę. Że mnie znienawidzisz.
– A teraz? – przerwałam mu. – Teraz się nie boisz?
Podniósł oczy. I w tym spojrzeniu nie było miłości. Była panika, wstyd i coś jeszcze… irytacja, że sprawy zaszły tak daleko.
– Natalia, ja chcę wrócić. Naprawić to. Przysięgam.
– Nie chcesz naprawić – powiedziałam spokojnie, a sama zdziwiłam się, jak twardo to brzmi. – Ty chcesz, żeby to przestało cię gryźć. Żeby wszystko było jak dawniej. Żebyś nie musiał ponosić konsekwencji.
Zamilkł. Zaczął szybciej oddychać.
– Czy ty mnie w ogóle jeszcze kochasz? – wyrzucił nagle.
Patrzyłam na niego długo. Jak na kogoś, kogo kiedyś znałam, ale kto teraz ma obcą twarz.
– Nie wiem. – odpowiedziałam w końcu. – Ale wiem, że już ci nie ufam.
Wstałam. Wzięłam płaszcz.
– Natalia, proszę… – złapał mnie za nadgarstek.
Wysunęłam rękę z jego chwytu.
– Puść. Bo jak jeszcze raz mnie dotkniesz, to już nigdy nie będę w stanie oddychać spokojnie.
Zostawiłam go przy stoliku. A kiedy wyszłam na zimne powietrze, poczułam coś dziwnego… jakby pierwszy raz od Sylwestra moje ciało przypomniało sobie, że ma prawo żyć dalej.
Natalia, 33 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Dostałam nietypowy prezent pod choinkę i już miałam go wyrzucić. Przez ten jeden drobiazg zmieniło się moje życie”
- „Załamałam się, że sylwestra spędzę sama z teściową. To miał być wieczór z horroru, ale skończył się zupełnie inaczej”
- „W sylwestra uwierzyłam, że 2026 rok przyniesie mi miłość. 1 stycznia moje marzenia rozsypały się w drobny mak”

