„Wzięłam z mężem kredyt na rajskie wakacje na Wyspach Kanaryjskich. Nie wiedziałam, że wyjazd funduję też jego kochance”
„Ustawiliśmy się w kolejce do odprawy. Wyjęłam dokumenty, sprawdziłam godzinę odlotu. Zawsze byłam przygotowana. I wtedy ją zobaczyłam. Stała kilka metrów dalej, w jasnej sukience, z małą walizką kabinową. Nie chciało mi się wierzyć”.

Zawsze uważałam się za rozsądną kobietę. W pracy w banku pilnowałam cudzych finansów z zegarmistrzowską dokładnością, w domu – własnego małżeństwa. Z Wiktorem byliśmy razem dziewięć lat. Stabilni, przewidywalni, bez większych burz. A jednak w ciszy naszego mieszkania coraz częściej słyszałam echo czegoś, czego nie umiałam nazwać. Kiedy zaproponowałam rajskie wakacje na kredyt, wierzyłam, że to inwestycja w nas. Nie przypuszczałam, że kupuję bilet w jedną stronę.
Zobaczyłam tę wiadomość
To stało się zupełnie zwyczajnie. Siedziałam przy kuchennym stole z jego laptopem, bo mój służbowy odmówił współpracy. Wiktor brał prysznic. Chciałam tylko sprawdzić dostępność transferu z lotniska do hotelu. Kiedy otworzyłam przeglądarkę, w rogu ekranu wyskoczyło powiadomienie.
– „Nie mogę się doczekać, aż będziemy mieli wreszcie kilka dni tylko dla siebie”.
Zamarłam. Nadawcą była jakaś Agata. Nie otwierałam jego korespondencji nigdy wcześniej. Zawsze uważałam, że zaufanie to podstawa. Tym razem kliknęłam bez wahania.
– „Obiecujesz, że po powrocie wszystko jej powiesz?”.
– „Tak. Te wakacje to ostatnia próba. Potem będziemy mogli być już normalnie razem”.
Słowa rozmazały mi się przed oczami. Ostatnia próba. Potem razem. Drzwi łazienki skrzypnęły. Wiktor wszedł do kuchni w domowych spodniach, wycierając włosy ręcznikiem.
– Co robisz na moim komputerze? – zapytał spokojnie.
Odwróciłam ekran w jego stronę.
– To ja powinnam o coś zapytać.
Zobaczyłam moment, w którym zrozumiał. Najpierw lekki skurcz szczęki, potem westchnienie. Nie było zaskoczenia. Raczej ulga, że tajemnica przestała wisieć w powietrzu.
– Dorota… To nie jest tak, jak myślisz.
– Właśnie przeczytałam, jak jest – odpowiedziałam cicho. – Od ilu miesięcy?
Usiadł naprzeciwko mnie. Nie podniósł głosu.
– To się zaczęło w pracy. Dużo projektów, napięcie. Ona mnie rozumiała. Ale to nie jest poważne.
Zaśmiałam się krótko.
– „Nie mogę się doczekać, aż będziemy razem”. Brzmi bardzo poważnie.
Przeciągnął dłonią po twarzy.
– Pogubiłem się. Z tobą jest stabilnie, bezpiecznie. Z nią… inaczej. Chciałem to zakończyć po wakacjach. Dać nam ostatnią szansę.
– Czyli mam być testem? – zapytałam. – Wyjazd na kredyt jako eksperyment?
Milczał. To milczenie bolało bardziej niż jakiekolwiek wyznanie.
– Kocham cię, Dorota. Tylko już nie wiem, jak z tobą rozmawiać – powiedział w końcu.
Poczułam, jak coś we mnie się przełamuje. Siedziałam naprzeciw mężczyzny, którego znałam niemal dekadę, i widziałam, że jest mi obcy.
– A ona? – zapytałam.
– Jest zaangażowana bardziej, niż powinna.
– Czyli obie żyjemy w jakiejś wersji twojej rzeczywistości.
Nie zaprzeczył. Tamtego wieczoru spaliśmy w jednym łóżku, ale każde z nas leżało na skraju. Patrzyłam w sufit i zastanawiałam się, co boli bardziej – zdrada czy fakt, że nawet teraz próbował zarządzać sytuacją jak projektem. „Ostatnia próba”. „Plan po powrocie”. Nad ranem odwrócił się w moją stronę.
– Jedźmy tam. Może jeszcze nie wszystko stracone.
Nie odpowiedziałam. W mojej głowie pojawiło się pytanie, którego wcześniej się bałam: czy walczę o niego, czy o obraz naszego małżeństwa?
Wyjazd miał być szansą
Po tamtej rozmowie mieszkanie stało się sceną uprzejmego spektaklu. Mijaliśmy się w przedpokoju, wymieniając krótkie komunikaty jak współlokatorzy.
– Zapłaciłaś rachunki? – zapytał któregoś wieczoru, stojąc przy zlewie.
– Tak. W piątek – nawet nie spojrzałam w jego stronę.
Kredyt na wakacje wisiał nade mną jak przypomnienie, że decyzje finansowe są prostsze niż emocjonalne. Umowę podpisywaliśmy razem. Teraz miałam wrażenie, że to jedyne „razem”, jakie nam zostało.
Spakowałam walizkę metodycznie. Stroje na plażę, lekkie sukienki, kosmetyki w przezroczystej kosmetyczce. Wszystko uporządkowane. W środku panował chaos, ale przynajmniej zawartość bagażu była pod kontrolą.
Wiktor próbował rozmawiać.
– Nie chcę, żebyś myślała, że wybieram między wami jak w sklepie – powiedział, opierając się o framugę drzwi do sypialni.
– A co robisz? – zapytałam, zapinając zamek walizki na próbę.
– Chcę zrozumieć, z kim będę szczęśliwy.
Spojrzałam na niego pierwszy raz od dłuższej chwili.
– Szczęście to nie aplikacja, którą testujesz w wersji próbnej.
Westchnął.
– Z tobą mamy historię. Stabilność. Wspólne plany.
– A z nią?
Zawahał się ułamek sekundy.
– Lekkość.
To słowo zabolało mnie najbardziej. Bo czy ja byłam ciężarem?
W pracy funkcjonowałam normalnie. Analizowałam wnioski kredytowe, rozmawiałam z klientami, tłumaczyłam im ryzyko. Sama ignorowałam własne. Koleżanka zapytała mnie przy kawie:
– Cieszysz się na ten wyjazd?
Uśmiechnęłam się mechanicznie.
– Bardzo.
Kłamałam gładko, jakby to była umiejętność zawodowa.
Wieczorem przed wylotem usiedliśmy przy stole w kuchni. Między nami stały kubki z herbatą, której żadne z nas nie piło.
– Jeśli chcesz odwołać wyjazd, zrozumiem – powiedział nagle.
– A ty? – zapytałam.
– Myślę, że potrzebujemy tej przestrzeni.
– My czy ty?
Zacisnął dłonie na kubku.
– Dorota, ja naprawdę nie wiem, co czuję.
– To może zacznij od uczciwości. Czy ona wie o wakacjach?
– Wie, że wyjeżdżam z tobą.
– I co?
– Nie była zachwycona.
Poczułam chłodny skurcz w żołądku.
– Obiecałeś jej coś?
Podniósł wzrok. Zawahał się na chwilę.
– Powiedziałem, że po powrocie podejmę decyzję.
Czyli rzeczywiście byliśmy testem. Ostatnią rundą.
W nocy długo nie mogłam zasnąć. Słuchałam jego oddechu i próbowałam przypomnieć sobie, kiedy ostatni raz czułam się przy nim naprawdę bezpieczna. Może wtedy, gdy planowaliśmy zakup mieszkania. Może jeszcze wcześniej, gdy spontanicznie zabrał mnie nad morze na weekend.
Rano jechaliśmy na lotnisko w milczeniu. Radio grało cicho, jakby też nie chciało nam przeszkadzać. Patrzyłam przez okno na budzące się miasto i zastanawiałam się, czy jadę ratować małżeństwo, czy tylko odwlekam nieuniknione.
Wiktor zaparkował i wyłączył silnik.
– Damy radę – powiedział, bardziej do siebie niż do mnie.
Nie odpowiedziałam. Wzięłam walizkę i ruszyłam w stronę wejścia, czując, że najcięższy bagaż niosę w środku.
Nie byliśmy tam sami
Lotnisko pachniało kawą i pośpiechem. Ludzie śmiali się, obejmowali, robili zdjęcia przy tablicy odlotów. Pomyślałam, że wszyscy wyglądają na pewnych swoich decyzji. Tylko ja szłam obok męża, jakbym szła obok kogoś, kogo dopiero poznaję.
Ustawiliśmy się w kolejce do odprawy. Wyjęłam potrzebne dokumenty, sprawdziłam godzinę odlotu. Zawsze byłam przygotowana. Kontrola dawała mi poczucie bezpieczeństwa. I wtedy ją zobaczyłam. Stała kilka metrów dalej, w jasnej sukience, z małą walizką kabinową. Rozmawiała z kimś przez telefon, gestykulując żywo. Rozpoznałam ją ze zdjęć. Agata.
Serce zaczęło mi bić szybciej, ale próbowałam wmówić sobie, że świat jest mały. Popularny kierunek. Przypadek. Odwróciłam się do Wiktora.
– Widzisz ją? – zapytałam cicho.
Spojrzał w tamtą stronę i zamarł. Ten ułamek sekundy wystarczył. Twarz mu stężała, jakby ktoś nagle zgasił światło.
– Nie wiedziałem, że tu będzie – powiedział szybko.
Kolejka przesunęła się do przodu. Agata zakończyła rozmowę i nasze spojrzenia się spotkały. Najpierw miała w oczach zdziwienie, potem coś na kształt determinacji. Ruszyła w naszą stronę.
– Cześć – powiedziała, jakbyśmy spotkali się przypadkiem w centrum handlowym.
– Cześć – odpowiedział Wiktor, zbyt cicho.
Patrzyłam na nią uważnie. Była młodsza ode mnie, miała w sobie energię, której ja ostatnio nie czułam.
– Też lot na Teneryfę? – zapytała, unosząc brwi.
Zrobiło mi się zimno, mimo że w hali było duszno.
– Tak – odpowiedziałam, zanim Wiktor zdążył otworzyć usta.
– Jaki hotel? – ciągnęła.
Podałam nazwę. Uśmiechnęła się krótko.
– To zabawne. Ja też.
Nie był to śmiech zaskoczenia. Raczej wyzwanie. Odwróciłam się do Wiktora.
– Zbieg okoliczności? – zapytałam.
– Przysięgam, nie wiedziałem – powtórzył.
Agata skrzyżowała ręce.
– Nie udawaj. Mówiłeś, że to wasz ostatni wspólny wyjazd. Chciałam zobaczyć, czy naprawdę zamierzasz wszystko zakończyć.
Powietrze zgęstniało. Ludzie wokół przesuwali się z walizkami, ktoś się śmiał, dziecko płakało. A ja stałam w centrum tej sceny, jakbym była jedyną osobą, która nie zna scenariusza.
– Czyli wiedziała? – zwróciłam się do Wiktora.
– Wiedziała, że lecę z tobą. Nie wiedziała, gdzie dokładnie.
– Wystarczyło kilka pytań w pracy – wtrąciła Agata. – Nie było trudno.
Patrzyłam na nich oboje i nagle zrozumiałam, że nie jestem w tej historii główną bohaterką. Jestem nagrodą, ale ktoś się waha.
– Co ty tu właściwie robisz? – zapytałam ją spokojnie.
– Chcę wiedzieć, czy mówiłeś prawdę. Czy naprawdę z nią skończysz – odpowiedziała Wiktorowi.
Mąż spojrzał na mnie błagalnie.
– Dorota, to nie tak miało wyglądać.
– A jak? – zapytałam. – Miałam dowiedzieć się po powrocie?
Pracownica poprosiła nas do stanowiska. Podałam dokumenty, czując, że ręce mam lodowate. Agata stała za nami. Czułam jej obecność jak cień. Gdy odeszliśmy z kartami pokładowymi, zatrzymałam się.
– Powiedz mi jedno – zwróciłam się do Wiktora. – Gdyby jej tu nie było, po tych wakacjach naprawdę byś ją zostawił?
Milczał. A milczenie było odpowiedzią. Wtedy po raz pierwszy pomyślałam, że może ten wyjazd nie jest po to, żeby ratować małżeństwo. Może jest po to, żebym wreszcie zobaczyła prawdę w pełnym świetle.
To były najdziwniejsze wakacje
W samolocie siedzieliśmy obok siebie, ale oddzielał nas wąski podłokietnik i coś znacznie większego. Wiktor próbował zagaić rozmowę o planie zwiedzania, o kolacjach przy plaży. Słuchałam jak obcej osoby, która opowiada o wspólnej przyszłości, w którą już nie wierzyłam. Agata siedziała kilka rzędów dalej. Widziałam jej jasne włosy, gdy wstawała po wodę. Nawet w powietrzu byliśmy w trójkącie.
Hotel rzeczywiście wyglądał jak z katalogu. Białe budynki, palmy, widok na turkusowe morze. Recepcjonistka wręczyła nam klucze z szerokim uśmiechem.
– Życzę państwu niezapomnianego pobytu.
Pomyślałam, że na pewno taki będzie. Tylko w jakim dokładnie kontekście?
Pierwszego dnia mijaliśmy Agatę przy basenie. Leżała na leżaku z książką, ale nie czytała. Obserwowała. Gdy Wiktor poszedł po ręczniki, podeszła do mnie.
– Nie chciałam robić ci przykrości – powiedziała bez wstępu.
– A co chciałaś?
– Prawdy. On mówił, że między wami już wszystko wygasło. Chciałam to zobaczyć. Upewnić się.
Zaśmiałam się krótko.
– A tobie mówił, że jesteś przyszłością?
Skinęła głową.
– Obiecał, że po powrocie zamknie ten rozdział.
– Który? – zapytałam. – Ze mną czy z tobą?
Nie odpowiedziała. W jej oczach zobaczyłam to samo, co czułam w sobie – niepewność.
Kilka dni później wieczorem usiedliśmy we troje przy stoliku na tarasie hotelowej restauracji. To Agata zaproponowała rozmowę. Miała dość półsłówek.
– Wiktor, powiedz wreszcie jasno, czego ty chcesz – zaczęła.
Patrzył raz na nią, raz na mnie. Jak uczeń, który nie zna odpowiedzi przy tablicy.
– Ja… nie chciałem nikogo skrzywdzić.
– Ale to już się stało – powiedziałam spokojnie.
– Potrzebowałem sprawdzić, co czuję – dodał, jakby to było wyjaśnienie.
– Sprawdzić? – Agata uniosła głos. – Jestem testem?
– Nie, po prostu… z Dorotą mamy historię. Stabilność. Z tobą jest… lekko.
Znów to słowo. Lekko.
– Czyli chcesz mieć jedno i drugie – powiedziałam. – Bez podejmowania decyzji.
Milczał. Patrzyłam na niego i nagle zobaczyłam coś wyraźnie: on nie walczył o miłość. On walczył o swój komfort. O to, żeby ktoś zawsze na niego czekał. Wstałam.
– W takim razie ja podejmę decyzję za ciebie.
– Dorota, nie rób scen – szepnął.
– Nie robię sceny. Kończę ją.
Spojrzałam na Agatę.
– On nie wybierze żadnej z nas. Wybiera siebie.
Zostawiłam ich przy stoliku i wróciłam do pokoju. Spakowałam walizkę jeszcze tej samej nocy. W recepcji zapytałam o wcześniejszy lot powrotny. Było jedno miejsce następnego dnia rano. Nie czekałam na jego zgodę ani na jego tłumaczenia.
Podjęłam decyzję za niego
Samolot powrotny był prawie pusty. Siedziałam przy oknie i patrzyłam na chmury, czując coś, czego nie czułam od miesięcy – spokój. Bolało, ale był to ból czysty, bez wątpliwości.
W mieszkaniu panowała cisza. Zdjęcia na półkach wyglądały jak z innego życia. Usiadłam przy stole, przy którym kilka dni wcześniej odkryłam wiadomości, i zadzwoniłam do prawnika poleconego przez koleżankę z pracy.
– Chciałabym umówić się na konsultację w sprawie rozwodu – powiedziałam rzeczowo. Głos mi nie zadrżał.
Wiktor wrócił trzy dni później. Przyszedł z walizką i niepewną miną.
– Możemy porozmawiać? – zapytał w progu.
– Możemy – odpowiedziałam. – Ale już podjęłam decyzję.
Próbował mnie przekonywać, że zrozumiał, że to ze mną chce być. Że tamta sytuacja otworzyła mu oczy. Słuchałam uważnie, ale nie czułam już potrzeby, by w to wierzyć.
– Nie chcę być czyjąś opcją ani próbą generalną – powiedziałam spokojnie. – Chcę być jasnym wyborem.
Tym razem to ja byłam pewna. Rozwód nie był łatwy. Kredyt za wyjazd spłacam nadal. Egzotyczne wakacje okazały się drogą lekcją życia. Ale gdy patrzę w lustro, widzę kobietę, która przestała godzić się na półśrodki. Straciłam męża. Straciłam wyobrażenie o idealnym małżeństwie. Zyskałam coś ważniejszego – prawdziwą siebie.
Dorota, 34 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Mąż nagle w lutym wziął się za wiosenne porządki. Sprzątanie to najlepszy sposób, by ukryć swoje brudy i zapach zdrady”
- „Zaczęłam remont kuchni na kredyt, bo wierzyłam, że to naprawi wszystko. Przez swój upór straciłam i męża, i mieszkanie”
- „Narzeczony obiecał mi ślub marzeń w Zakopanem. To, co przede mną ukrywał, zamieniło ten dzień w horror”

