Reklama

Od zawsze pragnęłam namiętnej, gorącej miłości na całe życie. Byłam niepoprawną romantyczką, która spełniła swoje marzenie o księciu z bajki. Tak przynajmniej myślałam, gdy poznałam Piotra. Byłam tak zakochana, że nie przypuszczałam, że mój piękny sen skończy się równie szybko, jak się zaczął.

Marzyłam o wielkiej miłości

Od kiedy pamiętam, zawsze miałam wysokie wymagania co do mężczyzn. Już jako mała dziewczynka wyobrażałam sobie, że jestem księżniczką zamkniętą w wysokiej wieży, którą ratuje z opresji odważny rycerz. Z biegiem lat niewiele się zmieniło w kwestii moich oczekiwań.

Godzinami oglądałam komedie romantyczne i czytałam najsłynniejsze romanse. Mój mąż miał być szarmancki i czuły, miał być moją drugą połówką, która dopełni mnie pod każdym względem. Nigdy nie straciłam nadziei, że go znajdę, chociaż po drodze zaliczyłam kilka nieudanych związków.

Jeszcze na studiach wdawałam się w relacje z mężczyznami, którzy pod pewnymi względami odpowiadali moim oczekiwaniom. Byli to na ogół przystojni faceci, którzy działali na kobiety jak lep na muchy. Trudno było mi się oprzeć ich urokowi, ale po czasie żaden z tych związków nie przetrwał.

Okazało się, że najczęściej miałam do czynienia z bawidamkami, których wierność nie była najmocniejszą stroną. Inni z kolei, choć mieli romantyczną naturę, nie dawali mi oparcia, którego potrzebowałam. Zrozumiałam wtedy, że mój idealny książę nie może być lekkoduchem, bo potrzebuję przede wszystkim solidnego partnera.

Sama byłam zaradną kobietą. Skończyłam studia z doskonałym wynikiem, szybko znalazłam dobrą pracę i byłam niezależna. Nie potrzebowałam chłopca, którego będę utrzymywać. Potrzebowałam mężczyzny. Najlepiej takiego, który będzie mnie nosił na rękach.

Znalazłam tego jedynego

Czas mijał, a mi coraz bardziej doskwierała samotność. Owszem, miałam wokół siebie grono zaufanych przyjaciół, ale wciąż tęskniłam za wielką, szaloną miłością. W końcu, gdy pewnego razu robiłam zakupy, poznałam Piotra.

To nie była historia, którą miałam w głowie. Spotkanie w sklepie spożywczym nie należało do najbardziej romantycznych początków znajomości, ale kiedy Piotr przytrzymał mi drzwi i pomógł pakować zakupy, od razu wiedziałam, że trafiłam na wzór męskich cnót. W pewnym momencie nasze dłonie się zetknęły i poczułam tę iskrę, o której marzyłam od lat.

Szybko zaczęliśmy randkować. Rozumieliśmy się praktycznie bez słów, a nasze dopasowanie było też doskonale odczuwalne w sypialni. Godzinami potrafiliśmy wtedy nie wychodzić z domu. Czułam, że on jest dla mnie stworzony, a ja dla niego.

Patrzył na mnie jak na ósmy cud świata i obsypywał najpiękniejszymi komplementami. Ani razu nie dał mi powodu do zmartwień czy zazdrości. Nie miałam wątpliwości, że jest tym jedynym. I nie zamierzałam dłużej czekać, by w końcu powiedzieć sakramentalne tak.

Na początku czułam się jak w bajce

Pobraliśmy się po półtora roku związku. Mieszkaliśmy już razem, więc można powiedzieć, że była to tylko formalność, ale dla mnie było to coś znacznie więcej. Marzyłam o tym dniu, od kiedy byłam małą dziewczynką. Wyobrażałam sobie, że staję przed ołtarzem w śnieżnobiałej sukni i wyglądam jak księżniczka. A moim wybrankiem jest prawdziwy książę.

I tak właśnie było. Czułam się jak w bajce, gdy ksiądz ogłosił nas mężem i żoną. Wesele było huczne i pełne radości, a później było już tylko lepiej. Nigdy nie zapomnę naszej nocy poślubnej. To były najbardziej intensywne godziny, wypełnione bezgraniczną miłością i bliskością. Wierzyłam, że tak już będzie zawsze.

I przez pierwsze miesiące faktycznie tak było. Nasze uczucie kwitło, ale w końcu pojawiły się pierwsze rysy na idealnym obrazku. Piotr coraz więcej czasu spędzał w pracy. Rozwijał swoją kancelarię prawną, więc starałam się okazywać mu zrozumienie, ale nasza dawna bliskość, niemal metafizyczna, zaczynała coraz bardziej przypominać rutynę.

Zaczęłam się nudzić

Śniadanie, praca, kolacja i sen. Takie życie zaczynało mnie nudzić. Próbowałam coś z tym zrobić.

– Piotr, może skoczymy w weekend do tej nowej włoskiej restauracji? Podobno mają obłędne carpaccio – spytałam któregoś wieczoru, licząc, że uda mi się go przekonać.

– Kochanie, nie mogę – odpowiedział, nawet na mnie nie patrząc. – Przygotowujemy się do dużej sprawy i nie mogę tego zawalić. Nadrobimy to, jak sytuacja się uspokoi. Obiecuję ci.

Ale to była kolejna obietnica bez pokrycia. Od dłuższego czasu obiecywał wspólne wyjścia i wakacje, ale nic z tego nie wychodziło. Wciąż był szarmancki i czuły, troszczył się o mnie, ale jednocześnie gdzieś zniknęły jego romantyczne gesty. Nie mogłam już liczyć na bukiet kwiatów bez okazji, przestaliśmy chodzić na randki.

Tłumaczyłam sobie, że tak wygląda dorosłe życie, że motyle w brzuchu są tylko na początku związku, a później przychodzi szara codzienność. Ale ja nie chciałam, żeby tak to wyglądało. Moja potrzeba bycia adorowaną pozostawała niezaspokojona. A ja nie wiedziałam, jak długo jeszcze to wytrzymam.

To był ryzykowny pomysł

Ze swoich małżeńskich problemów zwierzałam się Oldze, mojej najlepszej przyjaciółce jeszcze ze szkolnej ławki.

– On już w ogóle nie zwraca na mnie uwagi – skarżyłam się jej na Piotra. – Nie czuję się jak kobieta, tylko żona i partnerka.

– Milena, to może zajmij się sobą – doradzała Kasia. – Idź na zakupy, kup coś szałowego, wyjedź gdzieś bez niego. On nie musi być całym twoim światem. A jak jeszcze przy okazji kogoś poznasz

– Olga, no co ty? – przerwałam jej, nie kryjąc oburzenia.

– Oj daj spokój, nie mówię od razu o romansie. Ale gdyby ktoś kręcił się w twoim towarzystwie, może to wzbudziłoby w Piotrku zazdrość.

Nie kontynuowałam tematu, ale ziarno zostało zasiane. Znałam przecież ten scenariusz z komedii romantycznych i romansów. Może to faktycznie był jakoś sposób na to, żeby Piotr znów zaczął się mną interesować?

Posłuchałam rad Kasi i zaczęłam od wielkich zakupów. Wybrałam dla siebie kobiece sukienki i szpilki, kupiłam też nowe perfumy i kosmetyki. Chciałam poczuć się bardziej kobieco. Piotr tego nie zauważył, ale za to ktoś inny szybko zwrócił na to uwagę.

W końcu poczułam spełnienie

Z Wojtkiem znaliśmy się od dłuższego czasu. Pracowaliśmy w tym samym dziale, a później ja dostałam awans, a on przeszedł do konkurencji. Spotykaliśmy się od czasu do czasu na branżowych konferencjach, gdzie zawsze zamienialiśmy kilka słów. Nie zdziwiłam się więc, gdy wpadłam na niego podczas kolejnego szkolenia.

– Milena, dobrze cię widzieć – usłyszałam za swoimi plecami.

Odwróciłam się. Wojtek patrzył na mnie z uśmiechem, a w jego oczach pojawiły się wesołe iskierki. Zawsze był duszą towarzystwa.

– Cześć, ciebie również – odparłam szybko.

– Świetnie wyglądasz – powiedział, a następnie chwycił moją dłoń i pocałował mnie w rękę.

To był ten moment. Wystarczył jeden szarmancki gest, by cały mój świat zawirował. Resztę szkolenia spędziliśmy razem, a po wieczornym bankiecie nie wróciłam już do swojego hotelowego pokoju.

Rano obudziły mnie wyrzuty sumienia. To, co zrobiłam, nie mieściło się w mojej definicji małżeństwa oraz idealnej miłości, a przecież kochałam Piotra. Nie miałam co do tego żadnych wątpliwości. Ale po tej nocy czułam też coś jeszcze. Satysfakcję i spełnienie. I nie już wiedziałam, że nie będę w stanie z tego zrezygnować.

Niczego nie żałuję

Moja znajomość z Wojtkiem nie skończyła się na tamtym szkoleniu, ale też nie przerodziła się w nic poważniejszego. Wciąż widywaliśmy się przy okazji branżowych spotkań, a między nami nadal iskrzyło. Czasem poddawaliśmy się tym uczuciom, ale nigdy nie spojrzałam na niego tak, jak na Piotra.

Wiedziałam, że poślubiłam swojego księcia z bajki i nie zamierzałam się z nim rozstawać. Chciałam ratować nasze małżeństwo. Zapisaliśmy się na terapię, wyjechaliśmy na wakacje i zaczęliśmy nawet rozmawiać o dziecku. Czułam, że jest jeszcze dla nas szansa.

W końcu urwałam kontakty z Wojtkiem. Zmieniłam pracę i zaczęłam więcej czasu spędzać w domu. Piotr również się zmienił. Może też chciał ratować nasz związek, a może czegoś się domyślał i faktycznie to zazdrość sprawiła, że znów zaczął się mną interesować. Wróciły kwiaty bez okazji i romantyczne randki. W końcu miałam życie, o jakim zawsze marzyłam. I niczego nie żałowałam.

Milena, 38 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama