„Wystarczyła rozmowa z sąsiadem, żeby mąż uznał, że go zdradzam. A ja przecież nie robiłam nic złego”
„W głowie wracały mi wspomnienia. Michał w szarym swetrze, śmiejący się z moich rysunków, robiący kolację w niedzielę, całujący mnie w czoło przed snem. Tęskniłam za tamtym Michałem. Ale tamten Michał już nie istniał. Został mi tylko ten, który grzebie w moim telefonie, podejrzewa o zdradę i nie ufa nawet wtedy, gdy patrzę mu prosto w oczy”.

Nie wiem, kiedy dokładnie wszystko zaczęło się psuć. Może wtedy, gdy Michał po raz pierwszy zapytał, dlaczego tak długo wracałam ze sklepu. Albo wtedy, kiedy przejrzał mój telefon, bo „coś mu nie pasowało”. Byliśmy razem od pięciu lat, a od dwóch mieszkaliśmy razem jako małżeństwo. Ja – cicha, pracująca zdalnie graficzka, z głową w projektach, raczej introwertyczka. On – pełen energii, ambitny, towarzyski. I... z czasem coraz bardziej podejrzliwy.
Mąż mnie kontrolował
Kiedyś potrafiliśmy śmiać się do łez przy kolacji i oglądać filmy do późnej nocy. Wtedy czułam, że jestem kochana i bezpieczna. Teraz? Teraz moje dni wyglądały jak układanka – każdą godzinę trzeba było opowiedzieć, każde wyjście usprawiedliwić. Dzwonił w środku dnia i pytał, co robię. Czasem z zaskoczenia, niby żartem: – To co, jesteś teraz sama? Na pewno?
Na początku próbowałam to tłumaczyć – jego lękiem, przeszłością, jakąś raną, o której nie chciał mówić. Zdarzało się, że mówił: – Nie chcę cię stracić, dlatego tak mam. Ale ja czułam, że już siebie straciłam. Bałam się mówić zbyt radośnie o swoim dniu, bo mogło się to wydać podejrzane. Przestałam się malować do pracy, żeby „nie wyglądać zbyt ładnie”, jak to kiedyś rzucił półżartem. Unikałam kontaktu wzrokowego z sąsiadami, ze znajomymi Michała, nawet z kurierami.
Każdy dzień przypominał spacer po linie – balansowałam między spokojem a wybuchem. Czasem wystarczyła jedna wiadomość od koleżanki, żebym słyszała: – A co to za Kasia? Czemu ona pisze ci o północy?
A ja... tłumaczyłam się. Tłumaczyłam się, jakby moje życie było rozprawą, a ja stała przed sądem. W głowie miałam tysiące odpowiedzi, które miały uspokoić, wyciszyć, oddalić katastrofę. Przecież kochałam go. Chciałam, żeby było jak dawniej.
Ale z każdym tygodniem gasłam. Gubiłam siebie w jego lękach, w jego wyobrażeniach. I wtedy, pewnego popołudnia, na klatce minęłam Radka – sąsiada z naprzeciwka. Uśmiechnął się, rzucił jakiś żart o pogodzie i psie, który mu uciekł. Zatrzymałam się na chwilę. Zamieniliśmy kilka zdań. I wtedy jeszcze nie wiedziałam, że ta banalna rozmowa stanie się początkiem końca.
Jego zachowanie mnie szokowało
– Kto to był?
Stanęłam jak wryta. Michał zamknął drzwi wejściowe z takim impetem, że aż podskoczyłam. W jego głosie nie było już cienia czułości – tylko napięcie i podejrzliwość. Zdjęłam buty, próbując zapanować nad drżeniem dłoni.
– Sąsiad z naprzeciwka. Radek. Rozmawialiśmy chwilę... miał problem z psem, uciekł mu – wyjaśniłam spokojnie.
– I co, musiałaś mu udzielić godzinnej konsultacji na klatce? – rzucił sarkastycznie, podchodząc bliżej. – Ciekawe, że jak ja wracam, to ledwo mnie słyszysz przez słuchawki, ale jego usłyszałaś przez drzwi?
– Michał, serio? Rozmawiałam z nim może trzy minuty. Zwykła uprzejmość. On...
– Zwykła uprzejmość?! – przerwał mi krzykiem. – A może już mnie zdradzasz, tylko za słabo się kryjesz?
Zatkało mnie. W jednej chwili wszystko ucichło. Jakby powietrze w pokoju zamarzło. Spojrzałam mu w oczy i zobaczyłam w nich coś, co mnie przeraziło – prawdziwe przekonanie.
– Ja cię nawet nie poznaję – powiedziałam cicho. – Michał, ty naprawdę wierzysz w to, co mówisz?
– Wierzę w to, co widzę! A widzę, że coś się dzieje!
– Nic się nie dzieje! – po raz pierwszy od miesięcy podniosłam głos. – Nie możesz mnie więzić swoim lękiem. Duszę się tu. Nie da się tak żyć!
Chciał coś odpowiedzieć, ale odwróciłam się i poszłam do sypialni. Trzasnęłam drzwiami. Usiadłam na łóżku, kolana miałam jak z waty. A w głowie tylko jedno: czy naprawdę wystarczyło, że z kimś porozmawiałam, żeby mój partner uznał, że go zdradzam?
Zwierzyłam się przyjaciółce
– On cię niszczy, Julia. Serio, nie widzisz tego? – Kasia siedziała naprzeciwko mnie w kawiarni, z dłonią zaciśniętą na moim nadgarstku. – Przecież to chore. On robi ci pranie mózgu.
– Nie jest taki zły – wymamrotałam, spuszczając wzrok. – Po prostu... ma trudności z zaufaniem.
– To nie jest „trudność z zaufaniem”. To kontrola. I przemoc psychiczna. On cię oskarżył o zdradę, bo powiedziałaś „cześć” sąsiadowi?
– Krzyknęłam wtedy na niego. Powiedziałam, że mam dość. Chyba pierwszy raz w życiu.
– I co zrobił?
– Milczał. Patrzył na mnie tak, jakby to ja oszalała. Potem wyszedł, trzaskając drzwiami.
Kasia pokręciła głową z niedowierzaniem. W jej oczach była złość, jakiej nie widziałam od dawna.
– Julia... terapia. Albo ucieczka. Bo wiesz, co będzie dalej? On się nie zmieni. Będzie cię łamał, kawałek po kawałku. I któregoś dnia wstaniesz, popatrzysz w lustro i nie poznasz siebie.
Nie odpowiedziałam. Przez chwilę tylko patrzyłam na swój kubek z kawą. W głowie wracały mi wspomnienia. Michał w szarym swetrze, śmiejący się z moich rysunków, robiący kolację w niedzielę, całujący mnie w czoło przed snem. Tęskniłam za tamtym Michałem. Ale tamten Michał już nie istniał. Został mi tylko ten, który grzebie w moim telefonie, podejrzewa o zdradę i nie ufa nawet wtedy, gdy patrzę mu prosto w oczy.
– Jeśli odejdę, to przegrałam – szepnęłam.
– A może zostając, przegrywasz bardziej? – odpowiedziała Kasia cicho.
Nie wiedziałam. Serce było rozdarte. Ale po raz pierwszy poczułam, że pytanie nie brzmi „czy coś się zepsuło?”, tylko „czy to jeszcze można naprawić?”.
Podsłuchałam rozmowę męża
– Nie wiem, stary… może to ja jestem świrem... ale ona coś kręci, czuję to – Michał mówił do telefonu ściszonym głosem, stojąc w kuchni.
Nie wiedział, że jestem tuż za drzwiami. Zamarłam, z kubkiem herbaty w dłoniach. To był jego głos – nie oskarżycielski jak zwykle, ale zagubiony. Po chwili zrobiła się cisza, jakby ktoś po drugiej stronie coś mówił. Michał odetchnął ciężko i odpowiedział:
– Ja wiem, że nie mam dowodów... ale ona się zmienia. Jest jakaś obca. Kiedyś się cieszyła, jak wracałem. Teraz jakby tylko czekała, aż wyjdę.
Zakręciło mi się w głowie. Czułam, jakby ktoś właśnie rozrywał mnie od środka. Powoli cofnęłam się do salonu. Usiadłam na kanapie, próbując złapać oddech.
Po chwili usłyszałam kroki. Michał wszedł, nieświadomy, że wszystko słyszałam. Usiadł ciężko naprzeciwko mnie.
– Michał – zaczęłam cicho. – Słyszałam, jak rozmawiałeś.
Zamarł. Spojrzał na mnie szeroko otwartymi oczami.
– Julia, to nie tak… ja po prostu…
– Ty po prostu myślisz, że cię zdradzam, bo jestem inna? Może dlatego, że już nie potrafię być taka sama, kiedy traktujesz mnie jak podejrzaną?
W jego oczach pojawiły się łzy. Wstał i podszedł bliżej.
– Ja się boję, Julia. Boję się, że cię stracę. I że to moja wina.
– Może już mnie straciłeś – powiedziałam spokojnie. – Nie dlatego, że cię zdradziłam. Bo nie zdradziłam. Ale dlatego, że twoje wyobrażenia mnie zniszczyły.
Michał się rozpłakał. A ja patrzyłam na niego bez litości. Było mi żal, ale samej siebie.
To przestało być zabawne
– No i co on sobie wyobrażał? Że flirtowaliście między pojemnikami na śmieci, a potem poszliście do Radka na herbatę? – Kasia parsknęła, patrząc na mnie z niedowierzaniem.
– Nie śmiej się – powiedziałam, ale sama poczułam, jak kąciki moich ust drgają. – To nie był nawet flirt. On tylko zapytał, czy to mój pies szczekał w nocy. Tyle.
– I od tego Michał uznał, że pewnie już sypiasz z sąsiadem? Julia… ja już naprawdę nie wiem, czy to bardziej dramat, czy kabaret.
Usiadłyśmy na ławce w parku. Miałam przy sobie szkicownik, ale od dwóch tygodni nie potrafiłam narysować ani jednej rzeczy.
– Rozumiesz? – zaczęłam powoli. – To był moment. Głupi moment. A Michał to rozdmuchał do rangi zdrady. Tak, jakby tylko czekał, żeby coś się stało. Jakby tylko szukał powodu.
– Bo on nie szuka powodu. On szuka winy. W tobie. Bo wtedy nie musi patrzeć na siebie – Kasia mówiła ostro, ale bez nienawiści. – A ty się przez to dusisz.
Patrzyłam na drzewa nad nami. Niebo było blade, bezbarwne – takie jak ja.
W myślach wracałam do tamtej rozmowy z Radkiem. Krótkiej, banalnej. I do tego, co po niej nastąpiło – krzyków, oskarżeń, chłodu.
– Zaczęłam mieć poczucie, że jego lęki to moja odpowiedzialność – powiedziałam cicho. – Że muszę uważać na każdy uśmiech, każde słowo, żeby nie wywołać kolejnej sceny.
– A nie musisz. Naprawdę nie musisz – Kasia złapała mnie za dłoń. .
Może odejście nie byłoby porażką. Może byłoby ocaleniem.
Co robić?
– Wiem, że wszystko zepsułem – Michał stał w drzwiach sypialni, z podkrążonymi oczami i zmiętą bluzą. – Ale nie chcę cię stracić. Julia, ja się naprawdę zmienię. Pójdę na terapię. Już szukałem specjalisty. Tylko… daj mi jeszcze jedną szansę.
Siedziałam na łóżku, zawinięta w koc. Czułam, że to, co słyszę, powinno mnie poruszyć. Powinno dać nadzieję. Ale nie czułam nic. Zupełnie nic.
– Nie wiem, czy jeszcze potrafię cię kochać tak, jak kiedyś – powiedziałam powoli. – Zniszczyłeś coś we mnie tym, co sobie wyobrażałeś.
Podszedł bliżej, jakby chciał mnie objąć, ale zatrzymał się w pół kroku, czując, że nie ma już do mnie dostępu.
– To wszystko przez mój strach – wyszeptał. – Ale przecież wiesz, że cię kocham. Nie potrafię żyć bez ciebie.
– A ja nie potrafię już żyć z tobą – odpowiedziałam. – Chcę oddychać. Nie bać się własnych myśli. Nie tłumaczyć się z uśmiechu. Ty potrzebujesz pomocy. Ale nie ode mnie.
Zamilkł. Widziałam, jak jego ciało napina się i rozluźnia, jakby walczył sam ze sobą, by nie wybuchnąć. Ale już nie miał siły na sceny. Nie miał mnie, która by je rozładowała.
– Proszę – szepnął. – Nie odchodź jeszcze. Nie teraz.
I choć serce rwało się w stronę wspomnień, tych dobrych chwil, ja już wiedziałam. To nie była miłość. To było przetrwanie. I ja nie chciałam już tylko przetrwać.
Julia, 41 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Mąż stale podbiera pieniądze z mojego portfela. Jeśli myślał, że całe życie będę go sponsorować, to się przeliczył”
- „Mąż mojej przyjaciółki totalnie zawrócił mi w głowie. Obiecywał, że ją zostawi, ale po prostu stchórzył”
- „Straciłam głowę dla faceta z kuligu. Zeszłam na ziemię, gdy tylko odkryłam, że w Norwegii czeka na niego żona”

