Reklama

W małżeństwie bywa różnie. Czasem śmiejemy się razem, czasem milczymy przez trzy dni. Z Agnieszką trwamy już szesnaście lat – ostatnio jakby bardziej obok siebie niż razem. Zima w tym roku przyszła wcześnie. Leżałem na kanapie, patrzyłem na śnieg za oknem i poczułem, że jeśli czegoś nie zrobię, zamarzniemy oboje – nie tylko z zimna, ale z tej ciszy, co rozsiadła się między nami.

Wtedy, zupełnie impulsywnie, kliknąłem „rezerwuj” przy ofercie all inclusive w Grecji. Tydzień w lipcu, wszystko zorganizowane. Miałem nadzieję, że może to odmieni naszą codzienność. Głupie? Może. Ale chciałem jeszcze zawalczyć. Przewijając potwierdzenie rezerwacji na ekranie telefonu, poczułem coś w rodzaju dumy i ulgi. Wreszcie coś zrobiłem, zamiast tylko biernie czekać.

Podszedłem do Agnieszki z uśmiechem i pokazałem jej maila z potwierdzeniem.

Zobacz, kochanie. W lipcu lecimy do Grecji! – powiedziałem z nadzieją, która gdzieś jeszcze się tliła.

Żona wcale się nie ucieszyła

Kiedy pokazałem Agnieszce potwierdzenie rezerwacji, przez chwilę patrzyła na ekran, jakby nie rozumiała, co widzi. Spodziewałem się uśmiechu, może nawet jakiegoś entuzjazmu, ale jej twarz nagle stężała. Odłożyła telefon, a w powietrzu zawisło coś ciężkiego.

Znowu coś wymyśliłeś za moimi plecami? – zapytała lodowato.

Poczułem ukłucie w żołądku.

– To miała być niespodzianka. Chciałem, żebyśmy pojechali razem, odpoczęli od wszystkiego. Grecja, słońce… Może znów będzie jak dawniej.

– Jak dawniej? – przerwała mi gwałtownie. – Tomek, my nawet nie potrafimy już normalnie rozmawiać, a ty uważasz, że tydzień w Grecji wszystko naprawi?

– Próbuję coś zmienić – powiedziałem z trudem, bo zaczynało mi drżeć gardło. – Przecież widzę, że coś jest nie tak… Ale nie wiem nawet co.

Agnieszka zaśmiała się gorzko.

– Oczywiście, bo nigdy nie pytasz. Zawsze wiesz lepiej, prawda? Tomek-ratownik, który nie rozumie, że nie wszystko da się załatwić wycieczką all inclusive!

– To tylko wakacje, Aga. Chciałem nas jakoś ratować.

Wtedy spojrzała na mnie z taką złością, jakiej jeszcze u niej nie widziałem.

– Nie ma już „nas”, Tomek. Ty serio nic nie widzisz?

Stanąłem w miejscu, nie potrafiąc wykrztusić słowa. Moje ręce zwisały bezwładnie. Nie wiedziałem, co się właśnie stało. Nie rozumiałem, dlaczego jej złość była aż tak wielka. Przez głowę przelatywały mi chaotyczne myśli – strach, wściekłość, niedowierzanie. Pierwszy raz naprawdę poczułem, że coś się sypie, i to nie na żarty.

Nic z tego nie rozumiałem

Przez cały wieczór krążyłem po mieszkaniu jak cień. Czułem narastającą złość i bezradność. Agnieszka zamknęła się w sypialni, więc siedziałem sam w kuchni, gapiąc się w zimną herbatę. W końcu zebrałem się na odwagę. Zapukałem do drzwi.

– Agnieszka, możemy porozmawiać? – zapytałem cicho.

Usłyszałem westchnienie, potem skrzypnęły drzwi. Stanęła przede mną, blada, ale już spokojniejsza.

– O czym chcesz rozmawiać?

– O wszystkim. O tym, co się z nami dzieje. Bo ja już nie rozumiem… Powiedz mi wprost, o co chodzi.

Wzruszyła ramionami, spojrzała gdzieś za moje plecy. – To nie jest takie proste.

– Spróbuj, proszę – nalegałem. – Przecież chyba mi się coś należy, prawda? Chociaż prawda.

Wtedy jej twarz stężała jeszcze bardziej.

Chcę rozwodu.

Słowo „rozwód” zabrzmiało jak wyrok. Usiadłem ciężko na krześle.

– Rozwód? A wakacje? A dom? A my? – wykrztusiłem.

– Już nic nas nie łączy, Tomek. Od dawna – odpowiedziała.

Nie patrzyła na mnie, tylko bawiła się pierścionkiem na palcu. Chciałem się śmiać, krzyczeć, zrobić cokolwiek. Zamiast tego siedziałem osłupiały. W mojej głowie kotłowały się tylko dwa słowa: „ktoś inny”. Bo przecież to nie mogło się stać tak po prostu. Podejrzewałem już, że jest w tym coś więcej, tylko jeszcze nie miałem dowodów.

Żona miała kochanka

Następnego dnia nie wytrzymałem w domu. Wyszedłem na długi spacer, ale myśli tylko mnie goniły. Po powrocie usłyszałem, że Agnieszka rozmawia przez telefon w salonie. Miała zamknięte drzwi, ale głos niósł się wyraźnie. Nie chciałem podsłuchiwać, naprawdę nie chciałem… A jednak zostałem pod drzwiami.

– Nie wiem, jak mu to powiedzieć. On w ogóle nie wie, że mam już gdzie mieszkać – usłyszałem szept Agnieszki.

– A Maciek? Wie, że jeszcze z nim nie zerwałaś? – dopytywała jej siostra, Marta.

Zrobiło mi się zimno, jakby ktoś wylał na mnie wiadro lodu. Stałem nieruchomo, nie wierząc własnym uszom. Poczułem, że serce wali mi jak oszalałe. Wszedłem bez pukania do pokoju.

Kto to jest Maciek? – zapytałem.

Agnieszka zamarła. Telefon wypadł jej z ręki na dywan, spojrzała na mnie jak dziecko przyłapane na kradzieży. Przez chwilę milczała, próbując złapać oddech.

– Tomek… to nie tak miało być… – wyszeptała.

Nie wiedziałem, czy mam krzyczeć, czy płakać. Stałem tam, patrząc na nią i czułem się zupełnie obcy w swoim własnym domu.

To mnie zabolało

Przez chwilę w pokoju było tylko ciężkie, gęste milczenie. Patrzyłem na Agnieszkę, jakby była kimś zupełnie obcym. W końcu usiadła na skraju łóżka, chwyciła poduszkę, przytuliła ją do piersi, jakby miała ją ochronić.

– Maciek… poznałam go w pracy – zaczęła cicho, nie patrząc mi w oczy. – Najpierw to były tylko rozmowy, głupie żarty, kawa w bufecie. Potem… Potem wszystko potoczyło się samo. Nie planowałam tego. Nie myśl, że szukałam czegoś na siłę.

Poczułem, jak cała złość nagle mnie opuszcza i zostaje tylko żal.

– Zdradziłaś mnie – powiedziałem, choć te słowa brzmiały jak obcy język.

– Zdradziłam cię na długo przed Maćkiem – odparła gorzko. – Przestałam cię kochać, Tomek. Długo próbowałam się oszukiwać, ale czułam się przy tobie jak cień samej siebie. Niewidzialna. A z nim… z nim czuję się, jakbym znów była kimś.

Przez moment chciałem ją znienawidzić, rzucić coś okrutnego, ale nie potrafiłem. Wyszedłem bez słowa. Włóczyłem się potem po mieście, sam nie wiedząc, dokąd idę. Czułem się jak we śnie, jakby wszystko działo się nie mnie, ale jakiemuś innemu facetowi, który tylko z boku obserwuje własne życie. W końcu zadzwoniłem do kumpla Patryka. Potrzebowałem czyjegoś głosu, choćby i obcego pocieszenia.

Czułem się jak idiota

Patryk odebrał niemal od razu. Usłyszał mój głos i nawet nie pytał, co się stało – powiedział tylko, żebym wpadł. Znał mnie na tyle dobrze, że wiedział, kiedy nie warto tracić czasu na gadki. W jego mieszkaniu pachniało kawą i książkami. Usiadłem ciężko na kanapie, a on postawił przede mną szklankę z mocniejszym trunkiem. Przez dłuższą chwilę milczeliśmy. W końcu nie wytrzymałem.

– Ona już ma kogoś – powiedziałem, patrząc w podłogę. – Ja wykupuję wakacje, kombinuję jak idiota, a ona… Ona już romansowała od miesięcy, rozumiesz?

Patryk wzruszył ramionami.

– Stary, takie rzeczy się zdarzają. Serio. Czasem ludzie się rozchodzą i nic już tego nie zatrzyma. Czasem nawet nie wiadomo kiedy to się zaczęło.

– Ale ja przecież próbowałem. Chciałem nas ratować – powiedziałem z goryczą. – To wszystko bez sensu. Może trzeba było wcześniej coś zauważyć… albo, cholera, odpuścić?

Patryk nalał mi jeszcze trochę whisky.

– Może ona już dawno podjęła decyzję. Może nie dało się jej zatrzymać. Wiem, że boli. Ale to nie koniec świata.

Pokręciłem głową, nie chcąc słuchać takich frazesów.

– Byłem w tym jak idiota. Plany, wakacje, kolacje… A ona już miała kogoś.

Patryk poklepał mnie po ramieniu.

– Wiesz, czasem trzeba sobie pozwolić na bycie idiotą. Gorzej, jak ktoś przez całe życie udaje, że wszystko gra. Ty przynajmniej próbowałeś.

Nie odpowiedziałem. Nie miałem siły już rozmawiać.

Tomek, 44 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama