Reklama

Pewne rzeczy mówi się głośno, inne tylko sobie w głowie. Głośno mówiłam: „Wolę być sama niż z byle kim”. W głowie dodawałam: „...ale czasem chciałabym, żeby ktoś po prostu był. Nawet bez słów”. Samotność była moją codziennością. Po trzydziestce, po kilku nieudanych próbach, zaczęłam wybierać spokój zamiast emocji. Żadnych dramatów, żadnych „skomplikowanych” mężczyzn. Lubiłam kontrolę — bez niej wszystko sypało mi się w rękach. Miałam kilka żelaznych zasad: nie zakochuję się, nie romansuję z żonatymi, nie robię sobie nadziei.

Na wyjazd integracyjny do Krynicy nie jechałam z zamiarem poznawania kogokolwiek. Chciałam po prostu przetrwać. Praca, kolacja, prezentacja, powrót do pokoju. A potem był on — Tomek z centrali. Mężczyzna, który mówił rzeczy, jakie kobiety chcą usłyszeć, ale w sposób, który sprawiał, że brzmiały prawdziwie. Mężczyzna z ciepłym głosem i oczami, w których można było zatonąć.

— Tylko nie wracaj ze złamanym sercem — powiedziała Aga przed moim wyjazdem. — Flirt to flirt, ale znam cię. Ty się potrafisz w coś wplątać nawet jak nie chcesz.

— Spokojnie — zaśmiałam się. — Przecież to tylko zimowy wyjazd. Tylko flirt.

Tak właśnie myślałam. Dopóki nie powiedział mi, że zostawił rodzinę. Dla mnie.

Patrzyłam przez okno na śnieg

Hotel w Krynicy miał w sobie coś z filmu — trochę za ciepłe oświetlenie, trochę za głośną muzykę, za dużo ludzi próbujących udawać, że się lubią. Zresztą, to przecież była konferencja, a konferencje to teatr. Wszyscy grali. Ja grałam kobietę niezależną, odporną na urok przypadkowych mężczyzn. Tomek grał… sama nie wiem co. Faceta, który wie, czego chce?

Rozmawialiśmy przy winie. Najpierw w większej grupie, potem sami. Potrafił słuchać. Zadawał pytania. Śmiał się z moich żartów, nawet tych niezręcznych. O drugiej w nocy winda zatrzymała się na naszym piętrze. Spojrzał na mnie, ja na niego. Milczeliśmy. A potem... byliśmy już w moim pokoju. Nie rozmawialiśmy o tym, co robimy. Nie analizowaliśmy. Nikt nie rzucił żadnego „Czy to ma sens?”. Czułam tylko, że po raz pierwszy od dawna ktoś mnie dotyka z czułością, a nie tylko z pożądaniem. To było dobre, ale niebezpieczne. I wiedziałam to jeszcze zanim zasnęliśmy.

Rano obudziłam się pierwsza. Siedziałam na skraju łóżka, trzymając kubek kawy, patrzyłam przez okno na śnieg. Tomek spał. Oddychał spokojnie. W pokoju pachniało jego wodą po goleniu i moim szamponem. Ta mieszanka była zaskakująco intymna.

— Chciałem to zrobić od momentu, gdy cię zobaczyłem — powiedział, kiedy się obudził. Pociągnął mnie z powrotem pod kołdrę.

Uśmiechnęłam się, ale coś już we mnie drżało. Ten flirt zaczynał mieć... ciężar.

Spotkaliśmy się tydzień później

Po powrocie z Krynicy wszystko miało wrócić do normy. Tak to sobie zaplanowałam. Żadnych wspomnień, żadnych analiz, żadnego „co by było, gdyby”. Po prostu zamykam to jak weekendowy sen. Tak myślałam, pakując walizkę i mijając Tomka na korytarzu hotelowym. Uśmiechnęliśmy się do siebie. Delikatnie. Jakbyśmy coś podpisywali. Cichą umowę, że to koniec.

Minął tydzień. Praca, pies, zakupy — wszystko zgodnie z harmonogramem. Dopóki nie dostałam od niego SMS-a. Jeden, krótki tekst: „Tęsknię. Czy mogę cię zobaczyć?”. Spojrzałam na ekran. Zignorowałam. Trzy godziny później dostałam kolejną wiadomość. Tym razem zdjęcie kawy i podpis: „Przypominasz mi się co chwilę”. Znów zignorowałam, ale serce już nie biło równo. Trzeciego dnia zadzwonił.

— Cześć. Przepraszam, jeśli przesadzam… Ale ja naprawdę chcę cię zobaczyć. Tylko pogadać.

Spotkaliśmy się tydzień później, w kawiarni na Powiślu. Tomek przyniósł mi książkę, o której rozmawialiśmy w hotelu. Mówił o pracy, o podróży służbowej, o tym, że zaczął więcej biegać. A potem znów się zaczęło: przyjazdy, weekendy, spacery, rozmowy do nocy.

Aga, gdy usłyszała o nim ponownie, spojrzała na mnie z niedowierzaniem.

— Natalia… A jesteś chociaż pewna, że on nie ma żony?

— Oczywiście, że nie ma! — zaśmiałam się, ale głos mi zadrżał. — Przecież by mi powiedział, nie? — mówiłam to pewnie, ale gdzieś głęboko… zaczęłam się bać, że ten flirt już dawno przestał być chwilą. Że to coś, czego nie kontroluję.

Świat się zatrzymał

Był czwartek. Dzień, jak każdy inny. Wracałam właśnie z pracy, marząc tylko o gorącej herbacie i kocu. I wtedy zadzwonił domofon.

— To ja — usłyszałam jego głos.

Zamarłam. Nie umawialiśmy się. Nie zapowiadał się, ale coś w jego tonie sprawiło, że od razu nacisnęłam „otwórz”. Stał w drzwiach z lekko rozczochranymi włosami, kurtką niedopiętą do końca. Wszedł, nie zdjął nawet butów.

— Muszę ci coś powiedzieć — zaczął. — I proszę, nie przerywaj mi.

Usiadłam. Milczałam.

— Jestem żonaty — powiedział. — A raczej… byłem. Dziś się wyprowadziłem. Zostawiłem żonę. Dla ciebie.

Świat się zatrzymał. W ustach zrobiło mi się sucho. Patrzyłam na niego, próbując zrozumieć, czy to jakiś chory żart.

— Co ty właśnie powiedziałeś?

— Wiem, że powinienem był wcześniej... ale bałem się, że jeśli ci powiem, uciekniesz. A nie chciałem cię stracić. Przysięgam, z Karoliną to już dawno się skończyło. Żyliśmy obok siebie. Dla dziecka. Dla pozorów. Ale ty… ty mi przypomniałaś, jak to jest czuć.

— Ty mnie okłamywałeś — wycedziłam. — Przez cały ten czas.

— Natalia, nie chciałem... po prostu... wszystko mi się przy tobie poukładało. Ja chcę z tobą żyć. Zacząć od nowa.

— Wynoś się — powiedziałam bezgłośnie, ale wystarczająco wyraźnie.

Zaparło mi dech

Telefon zadzwonił dwa dni później. Numer nieznany.

— Natalia? Tu Karolina. Żona Tomka.

Siedziałam na podłodze w kuchni, w dresie, z zimną kawą i głową pełną pytań, na które nie chciałam znać odpowiedzi. Głos Karoliny był spokojny. Zbyt spokojny, jak na kobietę, którą właśnie zdradzono.

— Chciałabym się z tobą spotkać. Bez scen. Po prostu... chcę ci coś powiedzieć. Jeśli się zgodzisz.

Zgodziłam się. Z ciekawości i z poczucia winy. Może też w nadziei, że dowiem się czegoś, co pozwoli mi zamknąć ten rozdział. Spotkałyśmy się w niedużej kawiarni przy stacji metra. Karolina była inna, niż ją sobie wyobrażałam. Zero dramatu. Elegancka, stonowana, z oczami kogoś, kto widział już zbyt wiele, by jeszcze płakać.

— Wiem, że nie wiedziałaś o mnie. Tomek jest w tym dobry — zaczęła. — Nie jesteś pierwsza.

Zaparło mi dech.

— Nie przyszłam tu, żeby cię oskarżać. Ani żalić się. Chciałam ci tylko powiedzieć, że on zawsze znajduje kogoś, kto „przypomina mu, jak to jest czuć”. I zawsze to brzmi tak samo.

— Myślałam, że to tylko flirt... — wyszeptałam. — Nie chciałam nikomu zniszczyć życia.

— On sam je sobie niszczy. A przy okazji wszystkich dookoła. Ciebie też. — Patrzyła na mnie przez chwilę, jakby chciała sprawdzić, czy zrozumiem. Potem wstała. — Zastanów się, czy to na pewno ty byłaś jego wyborem. Czy tylko kolejną chwilą, którą chciał wykorzystać, żeby poczuć się lepiej.

Zostawiła mnie z tymi słowami, a ja siedziałam jak sparaliżowana, z jednym pytaniem w głowie: kim ja właściwie byłam w tej historii?

Wstałam pierwsza

Spotkaliśmy się miesiąc później. To ja zaproponowałam to spotkanie, choć nie do końca wiedziałam, po co. Może chciałam coś domknąć, a może po prostu zobaczyć, czy on jeszcze wygląda jak ten mężczyzna, którego, niechcący, zaczęłam kochać. Przyszedł spóźniony. Z tą samą kurtką, z tym samym niepokornym spojrzeniem, które kiedyś mnie łamało od środka. Usiadł naprzeciwko i długo nic nie mówił. Ja też nie. Cisza między nami była cięższa niż jakiekolwiek słowa.

— Tęskniłem — powiedział w końcu. — Wiem, że spieprzyłem wszystko. Ale ja naprawdę cię kocham. Nie przestaję o tobie myśleć.

Popatrzyłam na niego i po raz pierwszy nie poczułam nic. Żadnej tęsknoty, żadnej ulgi, żadnej potrzeby dotyku.

— Tomek... Ty nie zostawiłeś rodziny dla mnie. Ty zostawiłeś ją, bo chciałeś od niej uciec. A ja ci się akurat trafiłam. Jak iluzja lepszego życia. Tylko że ja nie jestem iluzją. Jestem prawdziwa. I nie chcę być kolejną twoją ucieczką.

— Ale ja się zmieniłem. Wszystko w sobie przewartościowałem.

— Nie. Ty tylko zmieniłeś dekoracje. Scenariusz dalej piszesz ten sam.

Zamrugał. Milczał. Wiedziałam, że tym razem nie ma już nic do dodania. Żadnego błysku w oku. Żadnej sztucznej nadziei. Wstałam pierwsza.

— Żegnaj, Tomek. Wróć do swojego życia. Ja wracam do mojego.

Nie odwróciłam się ani razu. W tamtej chwili wiedziałam, że zrobiłam najtrudniejszą, ale najlepszą rzecz dla siebie.

Natalia, 31 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama