„Wszyscy ostrzegali mnie przed lowelasem z sanatorium. Ale co zrobić, jak serce nie sługa i na stare lata łaknie miłości”
„Przyjechałam tu, by oderwać się od codzienności, od ludzi i od własnych problemów, licząc na choćby chwilę wytchnienia. Wśród nowych twarzy od razu wyróżniał się on – uśmiechnięty, pewny siebie, otoczony lekkim aurą tajemnicy. Próbowałam trzymać dystans, przypominać sobie o rozsądku, przestrzegać własnych zasad, ale przyciągała mnie do niego jakaś niewytłumaczalna siła”.

- Redakcja
Sanatorium zawsze kojarzyło mi się z ciszą i spokojem, z porannymi spacerami i długimi godzinami spędzonymi na czytaniu. Przyjechałam tu, by oderwać się od codzienności, od ludzi i od własnych problemów, licząc na choćby chwilę wytchnienia. Wśród nowych twarzy od razu wyróżniał się on – uśmiechnięty, pewny siebie, otoczony lekkim aurą tajemnicy. Próbowałam trzymać dystans, przypominać sobie o rozsądku, przestrzegać własnych zasad, ale przyciągała mnie do niego jakaś niewytłumaczalna siła. Nie wiedziałam, jak daleko się posunę, ale w głębi serca czułam, że nie mam nic do stracenia.
Serce biło mi szybciej
Pierwszego dnia w sanatorium próbowałam zachować ostrożność. Oglądałam otoczenie, poznawałam korytarze i zapisywałam w głowie wszystkie ważne miejsca – stołówkę, gabinety masażu, sale. On pojawił się nagle, wchodząc do świetlicy z taką lekkością, która mnie zaskoczyła. Nie mogłam oderwać wzroku od jego ruchów, od pewności, z jaką przemieszczał się między drzewami.
– Witam piękną panią, pierwszy raz w tym miejscu – odezwał się nagle do mnie, uśmiechając się szeroko.
– Tak – wymamrotałam.
– Jestem Witold. Jeżeli potrzebowałaby Pani pomocy, to chętnie oprowadzę was po kompleksie.
Nie wiedziałam, jak odpowiedzieć. Jego obecność była magnetyczna, a jednocześnie budziła we mnie poczucie zagrożenia. Próbowałam tłumaczyć sobie, że to zwykła przyjazność, że ludzie czasem po prostu są mili, ale serce biło mi szybciej. Patrzyłam, jak wyciąga rękę, by wskazać drogę, i przez chwilę poczułam pragnienie, by dotknąć jej, by być bliżej. Wieczorem obserwowałam go z daleka przy stołówce, przyglądałam się jego rozmowom, uśmiechom, gestom. Każdy jego ruch wydawał się świadomy, celowy, prowokujący. Czułam mieszankę fascynacji i strachu, świadomość, że powinnam zachować dystans i jednocześnie potrzebę złamania własnych zasad.
Jego słowa działały jak magnes
Nazajutrz udałam się na poranny spacer, udając zainteresowanie widokami ogrodu. On pojawił się znikąd, jakby przewidział mój ruch, i zaproponował, byśmy szli razem.
– Może mogę ci potowarzyszyć? – zapytał, jego głos brzmiał miękko, prawie namacalnie przyciągając mnie do siebie.
Nie potrafiłam odmówić. Szliśmy w milczeniu, a ja czułam, że każdy krok zbliża mnie do niego. Jego dłoń przypadkowo otarła się o moją, i coś we mnie zadrżało. Wiedziałam, że nie powinnam reagować, że to tylko niewinna sytuacja, a jednak serce biło szybciej, a oddech przyspieszał.
– Nie uciekaj przede mną – powiedział nagle. – Lubię spędzać czas z kimś, kto mnie rozumie.
Jego słowa działały jak magnes. Dotknęłam jego dłoni niepewnie, a on lekko uśmiechnął się, przytrzymując moją rękę. To była krótka chwila, a jednak poczułam ciepło i bliskość, jakiej nie doświadczałam od dawna. W głowie pojawiła się myśl, że może to niewinne, że mogę pozwolić sobie na chwilę przyjemności. Spacer dobiegł końca, a ja próbowałam ukryć swoje emocje. Wiedziałam, że coś się zmienia, że coś mnie do niego przyciąga, choć rozsądek podpowiadał, że powinnam zachować ostrożność.
Poczułam, że mogę zaryzykować
Wieczorem spotkaliśmy się przypadkiem przy kominku w sali rekreacyjnej. On siedział sam, trzymając kubek gorącej herbaty, a ja poczułam, że nie mogę odejść.
– Siadaj – zaprosił mnie gestem ręki. – Chcesz herbaty?
– Dziękuję – odpowiedziałam cicho, siadając naprzeciw niego.
Rozmawialiśmy długo, powoli poznając swoje historie, swoje lęki i radości. Czułam, że każdy jego uśmiech, każdy gest jest skierowany wyłącznie do mnie. Kiedy jego dłoń przypadkowo przesunęła się bliżej mojej, nie odsunęłam się.
– Nie boisz się? – zapytał, nachylając się lekko.
– Nie… chyba nie – wyszeptałam, czując ciepło jego dłoni.
Chwila ta trwała w nieskończoność, pełna napięcia i obietnic, których nie mogliśmy jeszcze wypowiedzieć. Jego dotyk był subtelny, delikatny, a mimo to poruszał we mnie emocje, których nie potrafiłam kontrolować. Po raz pierwszy od dawna poczułam, że mogę zaryzykować.
Nie mam nic do stracenia
Kolejne dni mijały na wspólnych spacerach i przypadkowych spotkaniach. Każde spojrzenie, każdy uśmiech działały jak prowokacja wobec mojej ostrożności. Zastanawiałam się, gdzie leży granica między niewinną zabawą a czymś, co może zmienić moje życie.
– Czasami trudno mi zachować dystans – przyznałam w końcu, nie spuszczając wzroku z jego oczu.
– Nie musisz – odpowiedział spokojnie. – Czasem warto pozwolić sobie na chwilę szczerości, nawet jeśli jest ryzykowna.
Jego słowa działały jak balsam i jednocześnie jak wyzwanie. Dotknęłam jego dłoni niepewnie, a on odwzajemnił gest. Czułam się dziwnie bezpiecznie i jednocześnie ekscytująco.
– Naprawdę mam wrażenie, że jestem w jakiejś bajce – zapytałam, próbując odczytać jego intencje.
– Bo jesteś moją księżniczką – odpowiedział z uśmiechem.
W tej chwili zdałam sobie sprawę, że nie mam nic do stracenia. To był moment, w którym granice rozsądku ustąpiły miejsca emocjom i fascynacji.
W głowie pojawiały się myśli o przyszłości
Pozwoliłam sobie mu zaufać. Chciałam wierzyć, że los nie bez powodu postawił go na mojej drodze. Przy nim czułam, że moje życie nabrało znów barw. Każdy jego gest był pełen znaczenia, każdy uśmiech niósł obietnicę nieznanego.
– Wiesz, że nigdy nie widziałem piękniejszej kobiety? – zapytał szeptem, patrząc mi w oczy.
– To miłe, co mówisz – odparłam, czując, jak oblewam się rumieńcem.
Dni mijały powoli, a nasze spotkania nabierały intensywności. Spacer, rozmowa, przypadkowy dotyk dłoni stawały się rytuałem, który wypełniał moje serce emocjami, jakich dawno nie znałam. W głowie pojawiały się myśli o przyszłości, o tym, co może wyniknąć z tej bliskości, ale w sercu czułam, że nie żałuję żadnej chwili. Czułam, że ta historia może przerodzić się w coś poważniejszego. Z drugiej strony intuicja podpowiadała mi coś innego: coś nieuchwytnego, niebezpiecznego i pięknego jednocześnie. Każda chwila z nim była jak przystań w burzliwym morzu życia.
Te chwile zostaną ze mną na zawsze
Ostatniego dnia sanatorium stałam w ogrodzie, wypatrując go. To były w tym miejscu moje ostatnie chwile, wiedziałam, że za murami tego miejsca znów wrócę do swoich codziennych spraw. On się jednak nie zjawił. Po wyjeździe długo czekałam na jego telefon, na wiadomość, na jakiekolwiek słowa z jego strony. Nie pisał, nie odbierał moich telefonów. Przypomniałam sobie, jak nasze dłonie zetknęły się po raz ostatni, próbując odtworzyć w pamięci ich ciepło, zapach i rytm jego obecności. W tym geście zamknęła się cała historia naszych spotkań – krótka, pełna emocji, nieprzewidywalna, a jednak prawdziwa.
Czułam smutek, bo bliskość, którą dzieliliśmy, była intensywna, a jednak okazała się być nierealna w świecie poza tymi ścianami. Zrozumiałam, że czasem pozwolenie sobie na chwilę emocji, na zbliżenie, którego nie planowałyśmy, jest sposobem na odzyskanie własnej odwagi i odkrycie tego, czego pragniemy. Nie wiedziałam, czy kiedykolwiek go zobaczę ponownie, ale byłam pewna, że te chwile zostaną ze mną na zawsze.
Aldona, 60 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Myślałem, że w sanatorium poderwę jakąś fajną kobietę przy kasie. Jedna dała mi taką nauczkę, że nie zapomnę jej nigdy”
- „Wmawiałam sobie, że to tylko sąsiad. Jeden zimowy dzień zmienił między nami wszystko, ale czy na zawsze?”
- „Pozazdrościłam wnuczce zimowej frajdy na lodowisku. Skończyłoby się upadkiem, gdyby nie silne ręce pewnego emeryta”

