„Wróciłem wcześniej z delegacji w Norwegii, by zaskoczyć dziewczynę. To, co przywitało mnie w progu, ścięło mnie z nóg”
„Siedziałem w kuchni. Aneta pojawiła się w drzwiach po kilku minutach, zawinięta w szlafrok. Wyglądała, jakby miała zaraz zemdleć. Milczałem. Nie miałem siły ani ochoty na krzyk. Już się wydało. Teraz został tylko wstyd i obrzydzenie”.

Niby tylko tydzień byłem w Norwegii, a miałem wrażenie, że minął miesiąc. To była jedna z tych delegacji, których się nie planuje z radością – zimno, ciemno, ludzie zamknięci jak sejfy. Przez cały wyjazd trzymałem się pracy, liczyłem godziny do powrotu. Jedynym jasnym punktem był mój plan: wrócić dzień wcześniej i zrobić Anecie niespodziankę. Kupiłem butelkę dobrego wina na lotnisku i obiecałem sobie, że tym razem nie uprzedzę jej SMS-em.
W głowie miałem scenariusz jak z reklamy – ona otwiera drzwi zaskoczona, wpada mi w ramiona, a potem spędzamy wieczór przy świecach, śmiejąc się, całując i ciesząc sobą. Mieszkałem z Anetą od dwóch lat. Nie była to jakaś szalona, filmowa miłość, raczej spokojna codzienność – wspólne śniadania, oglądanie seriali, leniwe weekendy. Czasem kłóciliśmy się o bzdury, jak to w związku, ale nigdy nie przeszło mi przez myśl, że mogłaby mnie zdradzić.
Teraz… Z perspektywy czasu widzę sygnały. Wieczorne wyjścia do „koleżanki”, telefon zawsze ekranem do dołu, coraz więcej „zmęczenia”. Ignorowałem to. Ufałem jej. Może po prostu bałem się prawdy. Kiedy ktoś staje się twoim domem, nie chcesz wierzyć, że ten dom może ci się zawalić na głowę.
Planowałem dla niej niespodziankę
Śnieg sypał jak w jakiejś tandetnej pocztówce. Po chwili stałem przed drzwiami naszego mieszkania, czując, jak serce wali mi w piersi. Jak dzieciak przed egzaminem. Uśmiechnąłem się do siebie – to tylko Aneta, przecież się ucieszy. Prawda?
Przekręciłem klucz w zamku. Było zaskakująco cicho. Wszedłem do środka, niosąc torbę i butelkę wina owiniętą w papier. Od razu rzuciły mi się w oczy jej buty. Obok – męskie adidasy. Raczej nie moje. Może jej brata? Zmarszczyłem brwi.
– Aneeta? – zawołałem, ale nikt nie odpowiedział.
Dalej w korytarzu leżały jeszcze spodnie – męskie, rzucone byle jak. W pierwszej chwili pomyślałem, że może to ktoś z rodziny... ale nie. Coś było nie tak. Ruszyłem do sypialni. Zza drzwi dochodziły stłumione dźwięki – chichot, coś jak jęk. Zamrugałem. Ręka sama nacisnęła klamkę. Drzwi otworzyły się z cichym skrzypnięciem. Zobaczyłem ich.
Aneta leżała w łóżku. Rozczochrana, naga, lekko okryta prześcieradłem. Na niej – facet. Obcy. Gdy nasz wzrok się spotkał, coś we mnie wybuchnęło.
– Co to jest do cholery?! – wrzasnąłem.
– Michał?! Ty… ty miałeś wrócić jutro! – spanikowana Aneta próbowała się zasłonić.
– Stary, spokojnie, ja nie wiedziałem… – bełkotał facet, chwytając za kołdrę.
– Spokojnie?! Wynocha z mojego domu! – wydarłem się, podchodząc bliżej. – Natychmiast!
Facet wybiegł w samych bokserkach, zbierając swoje ciuchy po drodze. Aneta została, wpatrując się we mnie z twarzą bladą jak ściana. Stałem tam jeszcze chwilę. Miałem ochotę coś zniszczyć albo uciec. Zamiast tego po prostu się odwróciłem i poszedłem do kuchni.
Nie wierzyłem w jej słowa
Siedziałem przy stole w kuchni, wpatrując się w pusty kubek. Ręce mi drżały. Nie wiedziałem, przez co bardziej – ze złości czy z szoku. Wciąż słyszałem w głowie jej głos: „Ty miałeś wrócić jutro…” Jakby to było najważniejsze. Jakby zdrada była w porządku, dopóki nikt jej nie przyłapie.
Aneta pojawiła się w drzwiach po kilku minutach, zawinięta w szlafrok. Wyglądała, jakby miała zaraz zemdleć. Milczałem. Nie miałem siły ani ochoty na krzyk. Już się wydało. Teraz został tylko wstyd i obrzydzenie.
– Michał… – zaczęła cicho.
Nie odpowiedziałem. Patrzyłem w kubek, jakby był głębszy niż moja rozpadająca się relacja.
– Nie chciałam, żeby tak wyszło…
Parsknąłem.
– Żeby jak wyszło? Żebym cię nakrył z obcym typem w moim łóżku?
– Nie… To miało być tylko raz… – głos jej się łamał.
Podniosłem wzrok.
– To dlatego nie odbierałaś telefonów?
– Czułam się samotna… Wszystko zaczęło się sypać. Nie wiem, coś we mnie się zbuntowało…
– A ja? Ja też byłem sam. Tęskniłem, kupiłem cholerną butelkę wina, chciałem cię zaskoczyć. I wiesz, co mnie zaskoczyło?
– Michał, błagam…
– A ile razy jeszcze miało być to „tylko raz”?
Zamilkła. Zobaczyłem w jej oczach łzy, ale nie potrafiłem już współczuć. Wspomnienia waliły mi się jedno po drugim – nasze wieczory, jej głowa na moim ramieniu, jej słowa, że „nikogo innego nie potrzebuje”. A teraz? Obcy facet. W moim łóżku. W naszym łóżku.
Nawet go znałem
Następnego dnia nie poszedłem do pracy. Leżałem na kanapie w ubraniu, z głową pełną pytań, na które bałem się znać odpowiedzi. Aneta próbowała coś do mnie mówić, kręciła się po mieszkaniu, jakby szukała czegoś, czego już dawno nie było – mojego zaufania. W końcu wyszła. Nie zapytałem, dokąd. Było mi wszystko jedno.
Przypomniałem sobie jeden szczegół z wczoraj. Z bezsilności zadzwoniłem do Tomka. Mój najstarszy kumpel. Ktoś, kto znał mnie od czasów, kiedy jeszcze nie potrafiłem zawiązać dobrze butów.
– Stary, pamiętasz tego Piotra z Wrocławia? – zapytałem, choć już znałem odpowiedź.
– Ten frajer, co zawsze za bardzo się przymilał do Anety? Co był z nami na sylwestra dwa lata temu?
– To właśnie on był wczoraj w moim łóżku. Z Anetą.
Zapadła cisza.
– Ty żartujesz… – wyszeptał.
– Chciałbym.
W słuchawce był tylko szum. A potem – wściekłość.
– Cholera, Michał, przecież mówiłem, że coś w nim było nie tak! Zawsze za bardzo się do niej lepił. A ona? Ona go nie odsuwała.
– Myślisz, że to trwało dłużej?
– Nie wiem. Ale… Znałeś go. Znali się. To nie był przypadek.
Przypomniałem sobie ich rozmowę na tamtej imprezie. Jak stali z boku, śmiali się z czegoś, czego nie rozumiałem. Wtedy uznałem, że jestem przewrażliwiony. Teraz wiedziałem, że byłem naiwny. Zacisnąłem pięści. Zrobiło mi się duszno. Nie zdradziła mnie tylko Aneta. Zdradziła mnie własna głupota. Ślepa wiara, że miłość wystarczy. Że jeśli kochasz kogoś wystarczająco mocno, to on nie będzie cię w stanie zranić. Byłem idiotą.
Zrzucała winę na mnie
Spakowałem połowę rzeczy do walizki. Nie mogłem już tam zostać. Każda ściana w tym mieszkaniu przypominała mi o niej. O nas. O tym, czego już nie ma. Aneta siedziała na skraju łóżka, skulona, jakby próbowała zniknąć. Jej oczy były zaczerwienione. Nie mówiła nic przez długi czas. W końcu sam przerwałem ciszę.
– Dlaczego?
Podniosła na mnie wzrok.
– Nie wiem. To nie tak, że planowałam… To się po prostu wydarzyło.
– Nic się nie wydarza „po prostu”. Można przypadkiem wsypać sól do kawy, a nie przespać się z kimś innym.
– Michał… Ja byłam nieszczęśliwa. Od dłuższego czasu czułam się samotna. Ty ciągle w pracy, ciągle zmęczony, jakby mnie nie było.
– A ja myślałem, że robię to wszystko właśnie dla nas. Żeby nam było lepiej.
– Miłość to nie tylko rachunki i obowiązki… – szepnęła.
– A zdrada to rozwiązanie?
Zamilkła. Wstała powoli i podeszła do mnie. Chciała mnie dotknąć, ale cofnąłem się o krok.
– Nie chcę cię stracić – powiedziała cicho.
– Już mnie straciłaś. Zdradziłaś wszystko, co było między nami. To nie tylko cielesność. To zaufanie. Bliskość. Dom.
Zapiąłem walizkę. Chciałem wyjść jak najszybciej, zanim znów zacznie płakać, zanim znów zobaczę w jej oczach tę kobietę, którą kiedyś kochałem.
– Michał… – rzuciła jeszcze na odchodne.
– Kochałem cię. I nie wiem, czy to był największy mój błąd.
Zamknąłem za sobą drzwi. Nie trzasnąłem. Po prostu – zamknąłem.
Wrócił cień nadziei
Wróciłem do rodzinnego domu wieczorem. Mama otworzyła mi drzwi w fartuchu, z rękami umazanymi w cieście. Jej uśmiech zgasł, gdy zobaczyła moją twarz.
– Michał… Co się stało? – zapytała cicho, jakby bała się usłyszeć odpowiedź.
– Mogę zostać na kilka dni?
– Oczywiście, synku. Pokój jest gotowy. Zawsze czeka – odsunęła się, wpuszczając mnie do środka.
Nie pytała o nic więcej. Znała mnie zbyt dobrze. Wiedziała, że jeśli chcę mówić, to sam zacznę. Usiedliśmy przy kuchennym stole, gdy dom pachniał jeszcze ciepłym drożdżowym ciastem. Mama podała mi kubek herbaty, tak jak zawsze, odkąd byłem dzieckiem.
– Zdradziła mnie – powiedziałem cicho, bez patosu.
– Aneta?
Skinąłem głową.
– Wróciłem dzień wcześniej. Chciałem zrobić jej niespodziankę. No to zrobiłem...
Zamknęła oczy. Nie musiałem opowiadać dalej. Po prostu siedzieliśmy. W milczeniu.
– Złamane serce to nie koniec świata, Michałku – odezwała się w końcu.
– Ja już nie chcę nikomu ufać. Czuję się… pusty.
Mama ujęła moją dłoń, tak jak robiła to, kiedy miałem gorączkę albo bałem się ciemności.
– Może nie dziś. Może nie jutro. Ale kiedyś… ktoś ci pokaże, że warto.
– A jeśli nie?
– To i tak będziesz silniejszy, bo przetrwasz.
Uśmiechnąłem się smutno. Nie poczułem ulgi, ale coś we mnie drgnęło. Może cień nadziei. Może to tylko herbatka z cytryną. W każdym razie – nie byłem już sam.
Zawsze będę się zastanawiał
Siedzę na ławce w parku, ten sam co zawsze – obok starego kiosku, w cieniu drzew. Z kubkiem po kawie, już zimnej, choć kupiłem ją dopiero pół godziny temu. Trzymam ją w dłoniach jak coś więcej niż napój. Jak jakiś znak, że jeszcze jestem. Że coś czuję.
Tu kiedyś siedzieliśmy razem ja i Aneta. Śmiała się wtedy z jakiegoś głupiego żartu, a ja myślałem, że mam wszystko. Patrzę na te same drzewa, te same ścieżki. Nic się nie zmieniło – tylko ja. W głowie wciąż mam pytania: „Czy mogłem coś zrobić inaczej?”, „Czy czegoś nie zauważyłem?”, „Czy to moja wina?”. Odpowiedzi nie przychodzą i chyba już nie muszą.
To nie ja zawiodłem. Nie ja podjąłem decyzję, by zniszczyć coś, co budowaliśmy razem. Czasem wciąż tęsknię. Nie za nią. Za tym, co myślałem, że mamy. Za spokojem. Za wieczorami, które były ciepłe, nawet zimą. Dzisiaj… pierwszy raz od tamtego wieczoru… czuję coś, co przypomina spokój. Nie wiem, co będzie dalej. Nie mam planu. Nie mam obietnic. Mam tylko siebie. To musi wystarczyć.
Michał, 28 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Straciłam głowę dla faceta z kuligu. Zeszłam na ziemię, gdy tylko odkryłam, że w Norwegii czeka na niego żona”
- „Narzeczony dał mi w prezencie kolczyki. Byłam zachwycona do momentu aż skojarzyłam, że jego była ma identyczne”
- „Nowy Rok witaliśmy w Tajlandii, a tydzień później żegnaliśmy się na cmentarzu. Mój mąż wrócił stamtąd nogami do przodu”

