„Wróciłam z ferii zimowych z pierścionkiem na palcu. 2 tygodnie później dowiedziałam się, że on ma żonę”
„Dowiedziałam się, że jest z Warszawy, że przyjechał sam, że lubi ciszę i... naleśniki z twarogiem. Śmiał się z moich historii o nieudanych randkach, a ja śmiałam się z jego opowieści o nieudanych próbach gotowania”.

Kiedy Adam wręczał mi pierścionek, miałam wrażenie, że wreszcie coś w moim życiu zaczęło się układać. Po tylu miesiącach tęsknoty, rozczarowań i samotnych wieczorów, los jakby w końcu postanowił dać mi coś pięknego. Ale wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to będzie prezent, który wywróci moje życie do góry nogami.
– Serio jedziesz sama w góry? – Karolina prychnęła do słuchawki, jakbym powiedziała jej, że wybieram się w Himalaje bez kurtki.
– Tak, serio. Muszę przewietrzyć głowę – westchnęłam, pakując ostatni sweter do torby.
– Przewietrzyć czy się dobić samotnością?
– Daj spokój – ucięłam.
Po rozstaniu z Michałem byłam cieniem siebie. Pięć lat związku, który rozpadł się– nie od razu, ale śmierdział coraz bardziej. Teraz miałam tylko siebie i potrzebę, żeby zniknąć. Uciec od miasta, od znajomych, od ciągłego pytania „co się stało?”, które wbijało się we mnie jak szpilki.
Wysiadłam na przystanku w Zakopanem. Było zimno i cicho, dokładnie tak, jak chciałam. To miały być moje krótkie ferie. Chciałam złapać oddech od wszystkiego.
Poznałam go w schronisku
Zamówiłam herbatę z maliną i cynamonem. W schronisku było pusto, pachniało drewnem i mokrymi kurtkami. Usadowiłam się przy oknie z widokiem na stok, przez które narciarze wyglądali jak mrówki. Przewróciłam oczami – sama też miałam wyglądać jak mrówka, gdyby nie to, że bałam się zjazdów bardziej niż samotności.
– Czy to miejsce wolne? – zapytał męski głos. Spojrzałam w górę.
Stał przede mną facet o zaroście jak z reklamy płynu po goleniu i oczach, w których dałoby się utopić zimowy smutek.
– Jest – odpowiedziałam, odchylając się od stolika.
– Adam – uśmiechnął się, zdejmując czapkę.
I tak się zaczęło. Rozmowa popłynęła jak ciepła herbata – bez wysiłku. Dowiedziałam się, że jest z Warszawy, że przyjechał sam, że lubi ciszę i... naleśniki z twarogiem. Śmiał się z moich historii o nieudanych randkach, a ja śmiałam się z jego opowieści o nieudanych próbach gotowania.
Kolejne dni spędzaliśmy razem – wieczorne spacery po mieście, gorąca czekolada po zmarznięciu, a raz nawet zasnęłam obok niego przy kominku w tym samym schronisku. Był czuły, a jednocześnie trochę nieobecny. Tajemniczy. Ale wtedy wydawało mi się, że to romantyczne, nie podejrzane.
W ostatni wieczór wcisnął mi coś w dłoń.
– To nic zobowiązującego – powiedział. – Ale może to dopiero początek czegoś ważnego?
– Oświadczasz mi się?
– Właściwie to tak.
Byłam zaskoczona, bo znaliśmy się raptem kilka dni. Jednocześnie byłam też przekonana, że właśnie dostałam swój happy end w życiu.
Odkryłam prawdę
– Dobra, Natalia, pokaż jeszcze raz ten pierścionek, bo nie wierzę, że dałaś się złapać na takie coś – Karolina siedziała na mojej kanapie i patrzyła na mnie z niedowierzaniem.
– Nie dałam się złapać. To było... piękne. Spontaniczne. Prawdziwe – odpowiedziałam, znów oglądając pierścionek, który lśnił jak obietnica.
– Mhm. A ten twój Adam to w ogóle jak się nazywa?
Zamyśliłam się. Nie pytałam o nazwisko. W górach wszystko było prostsze. Bez nazwisk, bez peseli, tylko my i śnieg.
Minął tydzień. Pisał codziennie, ale jakoś krótko. Drugiego tygodnia cisza przeciągała się coraz bardziej. Odpowiadał po kilku godzinach, czasem jednym zdaniem.
Zaczęłam przewijać jego Instagram, który wcześniej ledwo rzuciłam okiem. I wtedy... zobaczyłam. Zdjęcie. On, w eleganckiej koszuli, z brunetką wtuloną w jego ramię. „Weekend z mężem – moje wszystko”. Zamarłam. Zaparło mi dech. Serce tłukło się jak oszalałe.
– Karolina... – podeszłam z telefonem.
Przeczytała, zmarszczyła brwi, po czym westchnęła:
– A nie mówiłam?
– Ale... może to siostra? – rzuciłam bezradnie, choć sama nie wierzyłam w to ani trochę.
– Jasne, i jeszcze podpisuje ją „moje wszystko”. Dziewczyno, on ma żonę.
Świat się przekrzywił. Jakby wszystko, co było piękne, nagle zapadło się pod ziemię.
Dałam się nabrać
Siedziałam w piżamie na podłodze i przewijałam zdjęcia jego żony Marty. Miała ciepły uśmiech, włosy do ramion i twarz kobiety, która wierzyła w swojego mężczyznę. Na większości zdjęć – Adam. Przytulał ją tak samo, jak mnie. Trzymał za rękę, patrzył z czułością. Podpisy: „10 rocznica”, „Moja druga połówka”, „Z nim wszystko ma sens”.
Zaciskałam zęby. Już nie płakałam. Czułam tylko narastający wstyd i gniew. Jak mogłam być taka naiwna?
Weszłam na jej profil. Był publiczny. Wyrzucała z siebie kolejne kawałki ich wspólnego życia – rocznice, wakacje, placki ziemniaczane zrobione przez „Adasia”. Zrobiło mi się niedobrze. Cofnęłam się wstecz. Zdjęcie z gór. On i ona. To samo schronisko, w którym miałam być „wszystkim” dla niego.
Napisałam do niego krótką wiadomość: „Widzę, że masz cudowne życie z żoną. Ciekawe, co by powiedziała o Zakopanem”.
Dopiero następnego dnia dostałam odpowiedź: „To nie tak, jak myślisz”.
Przewróciłam oczami. Zawsze to „nie tak”. A może to ja nie rozumiem? Może naprawdę to nie tak?
„Spotkajmy się” – napisał po chwili. „Wytłumaczę ci wszystko”.
Zgodziłam się. Nie wiem po co. Może żeby usłyszeć, jak kłamie mi w twarz. A może po to, żeby oddać mu ten głupi pierścionek.
Spotkaliśmy się
– Wyglądasz pięknie – powiedział, kiedy tylko mnie zobaczył.
Stał w parku, tym samym, gdzie kiedyś całowałam Michała. Teraz nawet wspomnienie tamtego bólu wydawało się mniej upokarzające niż to, co czułam teraz. Śnieg topniał pod butami, a ja zamarzałam od środka.
– Takie komplementy mów swojej żonie – odpowiedziałam, nie odwzajemniając uśmiechu.
Adam spuścił wzrok. Wyglądał na zmęczonego. Może żona zaczęła coś podejrzewać?
– Marta i ja… To od dawna nie działa. My tylko… trwamy. Rozumiesz? To wszystko było wypalone.
– Wypalone? – prychnęłam. – Bo z boku wyglądało całkiem szczęśliwie.
– Natalia, z tobą było inaczej. Nie planowałem tego. Po prostu… wydarzyło się. I wiesz co? Nie żałuję. Naprawdę nie żałuję tych dni z tobą.
– A ja żałuję każdej wiadomości. Każdego pocałunku. I tego, że uwierzyłam.
Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy. Patrzyłam przed siebie, a on na swoje dłonie, jakby nagle były mu obce.
– Co teraz? – zapytał cicho.
Wyjęłam pierścionek z kieszeni płaszcza i położyłam go na ławce.
– Teraz to już nie moja sprawa.
Wstałam i odeszłam. Za plecami słyszałam tylko skrzypienie śniegu. Nie wołał mnie. Może wiedział, że nie ma prawa. Albo po prostu – już nie musiał.
Tego się nie spodziewałam
„Cześć. Nazywam się Marta. Znalazłam twoje wiadomości na telefonie Adama. Nie piszę, żeby się kłócić. Po prostu… chciałabym porozmawiać. Jeśli dasz radę”.
Serce zamarło. Odpisałam po godzinie, choć przeczytałam od razu.
Spotkałyśmy się w małej kawiarni. Marta przyszła pierwsza. Ubrana w prosty, beżowy płaszcz, bez makijażu.
– Nie jestem tu, żeby cię oskarżać – powiedziała, zanim zdążyłam otworzyć usta. – Wiem, że nie wiedziałaś.
– Nie – przyznałam. – Nie miałam pojęcia. Myślałam, że jestem… jedyną.
– Nie jesteś pierwszą – przerwała mi. – Ale jesteś pierwszą, z którą chciałam porozmawiać.
Patrzyłam na nią z mieszanką współczucia i bólu. Była spokojna. A ja czułam się, jakbym właśnie siadała do stołu z kobietą, której zabrałam coś, czego sama nie znałam.
– On… często tak robi? – zapytałam cicho.
– Nie wiem, ile razy. Wiem tylko tyle, ile znalazłam – odpowiedziała Marta. – Ale z tobą… było inaczej. Zabolało inaczej.
Zamilkłyśmy. Przez chwilę tylko brzękły łyżeczki o filiżanki.
– Dlaczego do mnie napisałaś?
– Bo chciałam wiedzieć, czy to miało sens. Czy on kogoś pokochał, czy po prostu znowu się zabawił.
– Nie wiem, czy to była miłość. Raczej nie– powiedziałam. – Ale ja w nią wierzyłam przez chwilę.
Marta skinęła głową. I wtedy po raz pierwszy się uśmiechnęła. Smutno.
– Widzisz. My wszystkie w nią wierzyłyśmy.
Natalia, 31 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Po firmowej integracji w górach rosło we mnie nasionko. Mąż nie chciał dzieci, ale postawiłam go przed faktem dokonanym”
- „Po romantycznych feriach z mężem hotel odesłał nam zapomniany drobiazg z pobytu. Otworzyłam paczkę i wyczułam rozwód”
- „Kuzynka pilnie potrzebowała pieniędzy na pogrzeb dziadka. Pożyczyłam jej ostatnie 5 tysięcy i nagle zniknęła bez śladu”

