„Wróciłam do pracy po macierzyńskim i zatrudniłam nianię. Ochoczo zajmowała się nie tylko moim synem”
„Stałam z tym zeszytem w ręku jak sparaliżowana. Czytałam to po raz drugi, jakby miało zniknąć. Jakby za drugim razem okazało się, że się pomyliłam. Że to inny Michał. Że to jakiś głupi żart. Tylko że to był mój Michał. I mój dom. I moja rodzina. I ktoś właśnie próbował mi to wszystko zabrać”.

Powrót do pracy po rocznym urlopie macierzyńskim był dla mnie czymś, co budziło mieszane uczucia. Z jednej strony – potrzebowałam tej odskoczni i intelektualnego wyzwania, z drugiej – rozdzielenie z moim synkiem było jak oderwanie kawałka siebie. Z mężem ustaliliśmy, że zatrudnimy nianię. Długo szukaliśmy odpowiedniej osoby, aż w końcu zjawiła się ona – sympatyczna, młoda i pełna entuzjazmu. Wydawało się, że lepiej trafić nie mogliśmy. Cieszyłam się, że mój syn będzie miał dobrą opiekunkę. Nie przyszło mi do głowy, że ta sama osoba tak szybko rozbije coś znacznie większego niż mój dzień pracy.
Idealna kandydatka
– Pani Aneto, myślę, że to panią wybierzemy – powiedziałam, zerkając na mojego męża, który tylko przytaknął głową.
Aneta wyglądała na kogoś, komu można zaufać. Miała dwadzieścia kilka lat, skończoną pedagogikę, doświadczenie z maluchami i coś, co mnie rozczulało – naturalne ciepło, które biło z każdego jej gestu. Już podczas rozmowy wstępnej trzymała naszego Filipka na kolanach, jakby znała go od zawsze. A on, choć zazwyczaj nieufny wobec obcych, zaczął się z nią śmiać i gaworzyć.
– Filip ją pokochał – powiedział po wszystkim Michał, mój mąż, gdy Aneta wyszła. – Nie mamy się nad czym zastanawiać.
Zatrudniliśmy ją od razu. Miała być z Filipkiem od ósmej do siedemnastej, od poniedziałku do piątku. Ja wracałam z pracy zwykle chwilę po siedemnastej, Michał często bywał w domu wcześniej, bo prowadził własną działalność i miał elastyczne godziny. Na początku wszystko wyglądało jak z obrazka. Aneta przychodziła punktualnie, codziennie opowiadała mi szczegółowo, co jedli, w co się bawili, ile razy mały miał drzemkę i kiedy zrobił kupę.
Byłam spokojna. Z ulgą wracałam do zawodowych obowiązków, bo wiedziałam, że synek jest w dobrych rękach. A może nawet zbyt dobrych? Z czasem zauważyłam, że Michał też jakby rozkwitł. Przesiadywał w domu więcej niż zwykle, częściej zaglądał do kuchni, gdy Aneta tam była. Śmiali się razem, jakby się znali od lat. Początkowo wzięłam to za naturalną sympatię. Tylko że z czasem zaczęłam się łapać na tym, że kiedy wracam do domu… czuję się jak osoba trzecia w czyimś towarzystwie.
Za dobrze, żeby było prawdziwe
Zaczęłam przychodzić do domu o kilka minut wcześniej. Tak po cichu. Niby przypadkiem, niby autobus przyjechał szybciej, niby coś zapomniałam z biura. I za każdym razem widziałam ten sam obrazek: Aneta w naszej kuchni, oparta o blat, z kubkiem w dłoni, a Michał naprzeciwko niej, uśmiechnięty jak ostatni głupek. Rozmawiali o wszystkim i o niczym, śmiali się, rzucali jakieś żarty, których nie rozumiałam.
– Już jesteś? – pytał Michał z lekko zaskoczoną miną. – Myślałem, że miałaś jeszcze spotkanie.
– Skrócili – odpowiadałam sucho i zabierałam się za rozbieranie z płaszcza, choć marzyłam tylko o tym, żeby rzucić mu w twarz pytanie: „Co tu się właściwie dzieje?”
Ale przecież nie działo się nic. Formalnie. Nic, czego mogłabym się uczepić. Aneta nie nosiła zbyt krótkich spódnic, nie zostawała po godzinach, nie dzwoniła do mojego męża wieczorami. Tylko ta chemia między nimi… Nie do podrobienia. Pewnego dnia Filip nie chciał jeść. Kiedy zapytałam, co się działo, Aneta odparła:
– Och, był trochę marudny. Michał zrobił mu zupkę, może za gęstą, sama nie wiem.
Zamarłam. Michał gotował zupę? Michał, który przez trzy lata naszego małżeństwa nie wstawił nawet wody na makaron, teraz nagle eksperymentuje z kuchnią?
– Widzisz, mówiłem ci, że mam ukryte talenty – rzucił żartem, ale nie śmiałam się. Bo w tej jednej chwili zrozumiałam, że ktoś tu zaczął się czuć zbyt swobodnie.
Niewinne spojrzenia
Zaczęłam ją obserwować. Nie tak wprost, bardziej podskórnie, intuicyjnie. Byłam w swoim domu, ale czułam się, jakbym była w gościach. Zaczęło mnie drażnić, że Aneta zostawia w naszej łazience swoje perfumy. Stały tuż obok mojego kremu do twarzy, jakby to była jej półka. Raz nawet zobaczyłam, że miała na sobie jedną z moich koszulek – tę z szerokim dekoltem, której dawno nie widziałam.
– Ojej, przepraszam – powiedziała. – Filipowi się ulało, a twoja była pod ręką. Chciałam tylko szybko przebrać się. Mam ją wyprać?
– Nie trzeba – rzuciłam z wymuszonym uśmiechem. – Sama się tym zajmę.
Poczułam się jak idiotka. Własna niania chodziła po moim domu w moich ubraniach, gotowała z moim mężem, a ja? Ja chodziłam do pracy i płaciłam jej za to wszystko. Michał twierdził, że przesadzam.
– Ona po prostu dobrze się tu czuje. To przecież dobrze, prawda? Chciałaś, żeby synek miał ciepłą nianię, a nie panią z zegarkiem w ręce.
– To, że dobrze się tu czuje, nie znaczy, że może się tu urządzać – odpowiedziałam chłodno. – To nie jest jej dom.
Tego dnia zauważyłam, jak Aneta zerka na Michała, gdy ten wszedł do salonu. To nie był zwykły wzrok opiekunki. To było coś miękkiego, uważnego. Taki wzrok, którym patrzysz na kogoś, kogo chcesz dotknąć. Tylko że ona nie powinna chcieć mojego męża.
Nie chciałam tego wiedzieć
W sobotę zostałam sama w domu. Michał pojechał z Filipkiem do mojej teściowej, a ja – po raz pierwszy od miesięcy – miałam kilka godzin tylko dla siebie. Siedziałam na kanapie z kubkiem kawy, ale nie potrafiłam się zrelaksować. Myśli krążyły w kółko wokół jednej osoby. Anety.
Wzięłam jej torbę, która stała w przedpokoju. Niby zwykła torebka, ale dlaczego zostawiła ją u nas w weekend? Zajrzałam do środka. Telefon, portfel, długopisy, jakieś zabawki dla Filipka… i notatnik. Na pierwszej stronie – „Zeszyt dla Anety, od Michała :)”. Serce zamarło mi w piersi.
Przerzucałam kartki jak szalona. Większość to zapiski o Filipku – co jadł, jak spał, jak się bawił. Ale gdzieś dalej, między zabawnym rysunkiem Michała z brodą zrobioną z kaszki i jego podpisem: „Tata roku”, znalazłam coś więcej.
Nie wiem, co się ze mną dzieje. Chyba zaczynam się zakochiwać. To nieprofesjonalne, ale on… Michał ma w sobie spokój i czułość, jakich nigdy nie spotkałam. Z nim wszystko wydaje się możliwe.
Zrobiło mi się niedobrze. Stałam z tym zeszytem w ręku jak sparaliżowana. Czytałam to po raz drugi, jakby miało zniknąć. Jakby za drugim razem okazało się, że się pomyliłam. Że to inny Michał. Że to jakiś głupi żart. Tylko że to był mój Michał. I mój dom. I moja rodzina. I ktoś właśnie próbował mi to wszystko zabrać z uśmiechem na ustach i dziecięcym zeszycikiem pełnym marzeń.
Zdradził nie tylko mnie
Nie mówiłam nic przez dwa dni. Udawałam, że wszystko jest w porządku. Odbierałam Filipka z rąk Anety, uśmiechałam się, pytałam, jak minął dzień. Gotowałam obiady, ścieliłam łóżka, całowałam Michała na dobranoc, choć czułam się tak, jakby cała moja skóra była obca. Jakby ktoś inny mieszkał w moim ciele.
W poniedziałek wróciłam z pracy wcześniej. Weszłam do mieszkania bez pukania, bez dzwonienia, bez ostrzeżenia. W salonie – cisza. W kuchni – pusto. Drzwi do sypialni były przymknięte.
– Michał? – zawołałam, udając, że szukam ich od niechcenia.
Drzwi się otworzyły. Aneta wyszła pierwsza, zaczerwieniona, poprawiając kosmyk włosów. Za nią mój mąż, z miną, jakby zobaczył ducha.
– Co wy tu robicie? – zapytałam, nie podnosząc głosu.
– Filip zasnął – powiedziała szybko Aneta. – Michał pokazywał mi coś na komputerze.
– A komputer to teraz mamy w sypialni? – spojrzałam na Michała.
Nie odpowiedział. Patrzył na mnie z tą swoją cholerną miną skruszonego chłopca. I wtedy już nie wytrzymałam.
– Czy ty z nią sypiasz? – zapytałam wprost, głosem, który nie należał do mnie.
Michał spuścił wzrok. Cisza była głośniejsza niż każde wyznanie. Aneta zaczęła coś mamrotać, że to nie tak, że to się samo stało, że nie planowali… Ale to było bez znaczenia. Bo on nie zaprzeczył. Wtedy odwróciłam się i wyszłam. Zostawiłam ich z Filipkiem i ich wstydem. A właściwie – bez niego.
I co ja teraz z tym zrobię?
Dwa tygodnie później Aneta już u nas nie pracowała. Nie wiem, jak to załatwili – czy Michał ją zwolnił, czy sama odeszła. Nie obchodziło mnie to. Nie chciałam jej widzieć, słyszeć, czuć jej perfum w naszym przedpokoju. Miałam wrażenie, że ściany wciąż pamiętają jej śmiech, a podłoga zdradza każdy jej krok.
Michał próbował rozmawiać. Przynosił mi herbatę, robił śniadania, pisał wiadomości, że wszystko naprawi. Mówił, że to był błąd, że nie wie, jak do tego doszło. Że się pogubił. Że to nie było ważne. Że najważniejszy jestem ja i Filipek.
– Nie chciałem cię zranić – powiedział któregoś wieczoru.
– A co chciałeś, Michał? – spojrzałam mu w oczy.
Nie odpowiedział. Bo nie miał już nic do powiedzenia. Nie rzuciłam od razu papierami rozwodowymi. Nie wrzeszczałam, nie wyrzucałam jego rzeczy przez okno. Zamiast tego poszłam do psychologa. Potrzebowałam zrozumieć, co się stało. Dlaczego pozwoliłam komuś wejść do mojego domu i przewrócić go do góry nogami. I dlaczego nie zaufałam własnej intuicji.
Czasem myślę, że najgorsza nie była sama zdrada. Najgorsze było to, jak bardzo mnie z niej wykluczono. Jakby moja obecność nie była już nikomu potrzebna. Nawet Filip nie pytał o Anetę. Dzieci mają ten cudowny dar – zapominają. Ja nie. I chyba długo jeszcze nie będę potrafiła. Nie wiem, czy to koniec mojego małżeństwa. Ale wiem jedno – to koniec mojego zaufania.
Natalia, 33 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Nie mogę spać przez chrapanie męża. On wstaje rześki i wypoczęty, a ja się głowię, jak ukrócić jego nocne koncerty”
- „Tegorocznego sylwestra spędzę w towarzystwie kota. Raczej nie mam co liczyć na żadną szaloną imprezę”
- „Nasze małżeństwo od dawna kręci się tylko wokół kanapy i telewizora. Mąż każdą inną rozrywkę uznaje za moją fanaberię”

