„Wnuczka zapomniała o mnie w Dniu Babci. 2 dni później zrobiła ze mnie bankomat i chciała wyciągnąć 5 tysięcy złotych”
„Zacisnęłam oczy, czując jak łzy zbierają się pod powiekami. Tyle lat starałam się być jej wsparciem, zawsze z otwartym sercem i portfelem, a dziś… Dziś nie potrafiła nawet zapytać, jak się czuję. Po głowie kołatała mi się jedna myśl: czy ja dla niej jeszcze w ogóle coś znaczę?”.

- Redakcja
Mam na imię Zofia i od prawie dwudziestu lat jestem babcią. Każdego roku, 21 stycznia, czekałam na ten dzień – Dzień Babci – z mieszanką radości i lekkiego wzruszenia. Jestem taką babcią, co to ugotuje rosół, zrobi ulubione racuchy i jeszcze zapyta dziesięć razy, czy wnuczka nie jest głodna. Odkąd pojawiła się Agata, całe moje życie kręciło się wokół niej. Dla niej kupowałam najładniejsze lalki, dla niej przyszywałam guziki do mundurka szkolnego i z dumą opowiadałam sąsiadkom, jaką mam wspaniałą wnuczkę.
W tym roku, po raz pierwszy, Dzień Babci minął inaczej. Siedziałam przy kuchennym stole, wpatrzona w telefon, który uparcie milczał. Z każdą godziną narastało we mnie poczucie rozczarowania i zwykłego ludzkiego smutku. Ani SMS-a, ani telefonu, nawet krótkiej wiadomości. Nic.
Próbowałam ją tłumaczyć, że może zapracowana, może coś się stało, może jeszcze zadzwoni… Ale wieczorem już wiedziałam – zapomniała. Moja Agatka. Ta sama, która zawsze powtarzała: „Babciu, jesteś moim skarbem”. Dwa dni później zadzwoniła. Nie, żeby przeprosić, nie żeby zapytać, jak się czuję. Zadzwoniła z prośbą o pięć tysięcy złotych. Tak po prostu. Na „ważną sprawę”. Poczułam, jak coś we mnie pęka.
Poczułam się samotna
Telefon zadzwonił nagle, kiedy właśnie stawiałam wodę na herbatę. Spojrzałam na wyświetlacz – Agata. Na chwilę serce mi zmiękło, myślałam, że może jednak sobie przypomniała, może chce przeprosić, powiedzieć chociaż jedno ciepłe słowo. Odebrałam szybko, nawet uśmiechając się do słuchawki, żeby głos był pogodny.
– Babciu! – jej głos brzmiał jak zwykle wesoło i pewnie siebie. – Masz chwilkę?
– Zawsze mam dla ciebie czas – odpowiedziałam, choć przez zaciśnięte gardło.
– Super! Wiesz, bo mam taką sprawę… – zaczęła bez żadnych wstępów, bez słowa o Dniu Babci, jakby go w ogóle nie było. – Potrzebuję pięciu tysięcy złotych, na kurs online. To świetna okazja, mega promocja, tylko dziś… Wiesz, jak ważna jest dla mnie praca, muszę się rozwijać.
Przez chwilę siedziałam w ciszy, ściskając telefon tak mocno, że aż zbielały mi palce. Chciałam zapytać, czy pamięta, jaki dziś dzień. Czy wie, jak bardzo bolała mnie ta cisza dwa dni wcześniej. Ale nie powiedziałam nic.
– Babciu, jesteś? – usłyszałam niecierpliwość w jej głosie. – Bardzo mi zależy, to dla mnie ogromna szansa, a nie mam kogo poprosić.
Westchnęłam ciężko.
– A pamiętasz, co było dwa dni temu? – spytałam spokojnie, choć głos mi lekko zadrżał.
– Hmm… – zawahała się, aż usłyszałam stukanie palcami o blat. – No tak, przepraszam, urwanie głowy, praca, egzaminy…
Nie wiedziałam, czy śmiać się, czy płakać. Poczułam się wtedy bardziej samotna niż kiedykolwiek.
Złość mieszała się ze smutkiem
W tej chwili przez głowę przebiegło mi całe dzieciństwo Agaty. Pierwsze kroki, pierwsze „babciu, zobacz!”, jej spłoszone spojrzenie, gdy przewróciła się na rowerze, a ja biegłam, żeby ją przytulić. Wszystko to zdawało się nagle tak odległe. Siedziałam teraz, ściskając słuchawkę, a ona po drugiej stronie, jakbyśmy były sobie obce.
– Babciu, wiem, powinnam zadzwonić… – mruknęła cicho, ale zaraz wróciła do tematu pieniędzy. – Ale serio, nie mam kogo poprosić. To dla mnie ogromna szansa, nie mogę jej przegapić.
Usłyszałam w tle jakieś śmiechy, dźwięki powiadomień – jakby rozmawiała ze mną jednym uchem, a drugim słuchała świata, który miał dla niej większe znaczenie niż ja. Przez chwilę milczałam, próbując zebrać myśli. Przecież to nie pierwszy raz, kiedy Agata czegoś ode mnie chciała. Zawsze dawałam, pomagałam, nie odmawiałam. Ale nigdy wcześniej nie czułam się tak… wymazana z jej życia.
– A wiesz, Agatko, że czasem nawet zwykłe „pamiętam” potrafi zdziałać więcej niż pieniądze? – powiedziałam cicho, z nadzieją, że zrozumie. – Czekałam na twój telefon dwa dni.
Po drugiej stronie zapanowała cisza, jakby nie do końca wiedziała, jak odpowiedzieć. W końcu odchrząknęła:
– No… przepraszam, babciu. Naprawdę mi przykro. Po prostu teraz mam tyle na głowie… Ale możesz mi przelać te pieniądze? Dam ci numer konta, dobrze?
Poczułam, jak złość miesza się ze smutkiem. Najchętniej odłożyłabym słuchawkę, ale nie potrafiłam. Byłam tylko babcią – tą, do której dzwoni się po przysługę, nie po miłość.
Traktowała mnie jak bankomat
Wzięłam głęboki oddech i wstałam z krzesła, jakbym mogła w ten sposób oddalić się od tej rozmowy. Spojrzałam przez okno na zimowy ogródek, na ślady kota, który zawsze przychodzi pod moją furtkę. Nawet on przychodził regularnie, jakby rozumiał, że ktoś tu na niego czeka. A Agata…?
– Wiesz co, Agatko – zaczęłam, starając się, żeby głos nie zadrżał. – Zawsze chciałam być dla ciebie kimś więcej niż bankomatem.
Usłyszałam jej ciężkie westchnienie.
– Babciu, nie przesadzaj… To tylko prośba. Zawsze mogłam na ciebie liczyć…
– Wiem – przerwałam jej spokojnie. – Może właśnie na tym polega mój błąd, że zawsze byłaś pewna, że pomogę, niezależnie od wszystkiego.
Na chwilę zapanowało między nami milczenie. Zastanawiałam się, czy zrozumiała, czy może już myśli tylko o tym przelewie, który miałby ją uratować.
– Babciu… Proszę cię – nagle w jej głosie pojawiła się nuta niepokoju. – Bez tego kursu naprawdę nie ruszę dalej z pracą. Wiesz, jak ciężko mi było ostatnio, sama to mówiłaś.
– Wiem, Agatko. Ale może czas, żebyś choć raz zrozumiała, jak to jest czekać. Jak to jest być zepchniętym na drugi plan, bo ktoś ma „ważniejsze sprawy”.
Usłyszałam ciche „no tak…”, jakby dopiero teraz coś do niej dotarło. Ale nie byłam pewna, czy chodzi o mnie, czy tylko o to, że musi szukać pieniędzy gdzie indziej.
Nie czułam się dla niej ważna
W tle słyszałam, jak ktoś woła Agatę. Szybkie kroki, pośpieszne „zaraz wracam” i znowu jej głos w słuchawce – tym razem trochę bardziej zdenerwowany, jakby chciała już tę rozmowę zakończyć.
– Babciu, ja naprawdę muszę już lecieć. Wyślesz mi te pieniądze czy nie? Bo wiesz, ta promocja zaraz się kończy i nie chcę stracić okazji.
Zacisnęłam oczy, czując jak łzy zbierają się pod powiekami. Tyle lat starałam się być jej wsparciem, zawsze z otwartym sercem i portfelem, a dziś… Dziś nie potrafiła nawet zapytać, jak się czuję. Po głowie kołatała mi się jedna myśl: czy ja dla niej jeszcze w ogóle coś znaczę?
– A gdybym dzisiaj ja do ciebie zadzwoniła, poprosiła o chwilę rozmowy, o zwykłe „cześć, babciu, pamiętam o tobie”, to miałabyś dla mnie czas? Czy wszystko zawsze musi się kręcić wokół pieniędzy?
Agata zamilkła. Przez moment wydawało mi się, że się rozłączyła, ale po chwili jej głos był zupełnie inny, cichszy, mniej pewny.
– Przepraszam… Wiem, że nie powinnam była tak po prostu zadzwonić z prośbą o kasę. To głupio wyszło… Ale ja naprawdę mam trudny okres.
Nie miałam już siły jej tłumaczyć, ile dla mnie znaczy zwykła pamięć. Westchnęłam.
– Zastanowię się, dobrze? Dam ci znać wieczorem. Teraz muszę trochę pobyć sama.
– Okej, babciu. Dziękuję… – powiedziała niepewnie i rozłączyła się.
Stałam tak przez chwilę w ciszy, próbując sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz poczułam się dla niej ważna nie tylko wtedy, gdy czegoś potrzebowała.
Nie mam siły wciąż dawać
Wieczorem długo kręciłam się po mieszkaniu, nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Zaglądałam do telefonu, czy Agata nie napisała jeszcze czegoś, ale milczała. Może czekała na decyzję, a może już szukała pomocy gdzie indziej. Siedziałam przy stole, wpatrując się w zdjęcie, na którym trzymała mnie za rękę, jeszcze jako kilkuletnia dziewczynka, z tym swoim szerokim, szczerym uśmiechem. Wtedy była dla mnie całym światem.
Przypominałam sobie, jak przychodziła do mnie po szkole, opowiadała o wszystkim, a ja z zapałem słuchałam, nawet jeśli nie rozumiałam połowy tych nowych, młodzieżowych słów. Zawsze mówiła: „Babciu, tylko ty mnie słuchasz”. Dziś, gdy najbardziej potrzebowałam od niej zwykłego „pamiętam”, zostałam sama.
Przed snem napisałam krótką wiadomość:
„Agatko, wiem, że życie potrafi być trudne, ale ja już nie mam siły tylko dawać i czekać na twoją pamięć. Potrzebuję ciebie tak samo, jak ty czasem potrzebujesz mnie. Może następnym razem zadzwonisz najpierw z życzeniami?”. Wysłałam i odłożyłam telefon.
W nocy śniło mi się, że Agata biegnie do mnie z naręczem kwiatów, śmieje się, obejmuje mnie tak mocno, jak wtedy, gdy była dzieckiem. Ale gdy się obudziłam, byłam sama. Telefon milczał.
Zofia, 71 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Synowa jest nadopiekuńcza i chowa mojego wnuka pod kloszem. Nie mogę go przytulić nawet w Dzień Babci”
- „W ferie zostawiłam męża z dziećmi i wyjechałam w Beskidy. Do dziś nie mogę zapomnieć gorących nocy przy kominku”
- „Na balu karnawałowym w sanatorium pokazałam pazurki. Jestem młoda duchem, a Dzień Babci obchodzę tylko dla zasady”

