„Wiele bym dała, by na Dzień Babci spotkać się z wnukami. To marzenie się nie spełni, bo moja córka nie chce mnie znać”
„Nie ma dnia, żebym nie myślała o tym, jak by to było, gdyby wszystko potoczyło się inaczej. Gdybyśmy potrafiły rozmawiać, przebaczać, rozumieć się nawzajem. Może wtedy dzisiaj siedziałabym z wnukami przy stole, czytała im książki, piekła ciasteczka, opowiadała historie z dawnych lat”.

W Dzień Babci, a moje serce wypełnia tęsknota. Marzyłabym o tym, by choć na chwilę przytulić swoje wnuki, usłyszeć ich śmiech i zobaczyć ich radosne twarze. Niestety, wiem, że to marzenie jest nieosiągalne. Moja córka od kilku lat nie chce mieć ze mną nic wspólnego. Zerwała kontakt, odsunęła mnie od swojego życia, a ja zostałam sama z bólem i tęsknotą, które towarzyszą mi każdego dnia. Nie wiem, czy jeszcze kiedykolwiek się spotkamy. Zbyt wiele zostało niewypowiedziane, zbyt wiele ran wciąż krwawi. A czas nie cofa się nigdy.
Straciłam z nią więź
Nasza relacja była kiedyś bliska. Wychowywałam córkę z miłością, starałam się być dobrą matką. Wszystko zaczęło się psuć, kiedy wyszła za mąż i zaczęła oddalać się ode mnie. Coraz częściej były kłótnie, nieporozumienia, a potem już obojętność. Pewnego dnia wybuchła wielka awantura. Córka oskarżyła mnie o wtrącanie się w jej życie, o krytykę jej wyborów.
Krzyczała, że ma mnie dość i chce trzymać się z daleka. Po tamtej awanturze spakowała się i odeszła, zabierając ze sobą wnuki. Od tamtej pory nie odbierała moich telefonów, nie odpisywała na wiadomości. Zniknęła z mojego życia, a ja zostałam sama.
Nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego do tego doszło. Czy byłam zbyt opiekuńcza? Czy za bardzo się wtrącałam? Każda matka chce dobrze dla swojego dziecka, ale może moje „dobrze” nie było jej „dobrze”. Mimo wszystko liczyłam, że ochłonie, że z czasem zatęskni. Że da mi szansę to naprawić. Tymczasem mijały miesiące, potem lata i nic się nie zmieniało. Z wnukami nie miałam kontaktu. Nie wiedziałam, jak rosną, co lubią, kim są. To bolało bardziej niż cokolwiek innego. Byłam babcią tylko z nazwy, bez prawa do obecności w ich życiu.
Święta spędzam sama
Każde rodzinne święto przypominało mi, jak bardzo jestem sama. Najgorsze były Boże Narodzenie i Dzień Babci. W sklepach – kartki z życzeniami, ramki na zdjęcia, kubki z napisem „Dla najlepszej Babci na świecie”. Patrzyłam na nie z bólem i odwracałam wzrok. W telewizji reklamy, w których dzieci rzucały się babciom na szyję. U mnie cisza. Żadnego telefonu, żadnego „wszystkiego najlepszego, babciu”. Tylko puste mieszkanie i zdjęcie wnuków, które zrobiłam wiele lat temu, gdy jeszcze mogłam je odwiedzać.
W zeszłym roku upiekłam ciasto, tak jak zawsze. Postawiłam je na stole, chociaż wiedziałam, że nikt nie przyjdzie. Usiadłam sama, popatrzyłam na zegarek i pomyślałam, że może zadzwonią. Że może dziś się uda, może mnie zaproszą. Nie zadzwonili. Przesiedziałam cały dzień w kuchni, wpatrzona w telefon, z głową pełną wspomnień. Przypominałam sobie, jak kiedyś bawiliśmy się razem, jak układałam im klocki, jak rysowali dla mnie laurki.
Cisza bolała najbardziej. Miałam ochotę wyjść na ulicę i zapytać pierwszą napotkaną osobę, co zrobiłaby na moim miejscu. Czy walczyłaby dalej, czy dała sobie spokój. Ja nie potrafiłam przestać tęsknić.
Próbowałam siępogodzić
Kilka razy próbowałam się odezwać. Napisałam list, długi, szczery, bez pretensji. Prosiłam w nim tylko o jedno – żeby pozwoliła mi zobaczyć wnuki, choćby na chwilę. Nawet nie odpisała. Po miesiącu wysłałam SMS-a, że kocham ją i tęsknię. Że zawsze będę jej matką, nawet jeśli ona nie chce być moją córką. Odpisała tylko jedno słowo: „Zostaw”. Płakałam wtedy całą noc. To słowo brzmiało jak wyrok. Jakby już nigdy nie miało być inaczej.
Z czasem zaczęłam się zastanawiać, czy w ogóle powinnam dalej próbować. Może jej życie jest lepsze beze mnie? Może dzieciom mówi, że nie mam z nimi kontaktu, bo jestem złą osobą? Że nie zasłużyłam? To bolało najbardziej – że one mogą mnie nawet nie pamiętać. Być może wyrzuciła mnie z ich świata tak samo, jak z własnego.
Zadzwoniłam raz, w zeszłym roku, dzień po Dniu Babci. Odebrała. Głos miała zimny, obcy.
– Czego chcesz?
– Chciałam tylko usłyszeć, jak się macie. I powiedzieć, że was kocham.
– Nie dzwoń więcej – powiedziała i się rozłączyła.
Stałam wtedy przy oknie, a za szybą bawiły się dzieci sąsiadów. Śmiały się, krzyczały, ktoś wołał „babciu!”. Poczułam, jak moje serce kurczy się do niczego.
Codzienna samotność
Każdy dzień wyglądał podobnie. Wstawałam wcześnie, robiłam sobie kawę i siadałam w fotelu, z którego widać było park. Codziennie o tej samej porze przechodziły tamtędy matki z dziećmi, czasem dziadkowie z wnukami. Przesiadywałam przy oknie dłużej niż powinnam, jakby to miało mi dać namiastkę bliskości, której tak bardzo mi brakowało. Życie toczyło się dalej – tylko nie moje. Moje zatrzymało się wtedy, kiedy córka odsunęła mnie na bok.
Sąsiedzi pytali czasem, czy mam kontakt z rodziną. Uśmiechałam się, kiwałam głową i mówiłam, że wszystko dobrze. Że wnuki rosną jak na drożdżach, że córka zapracowana. Kłamałam z łatwością. Tak było prościej niż tłumaczyć się z bólu, który i tak nikogo nie obchodził. Wieczorami rozkładałam stare zdjęcia na stole. Patrzyłam na twarze, których już nie widuję. Czasem mówiłam do nich, jakby naprawdę tam byli.
Najgorsze były weekendy. Cisza bolała mocniej. Gdy inni jechali do rodziny, ja szłam do sklepu tylko po to, by zobaczyć ludzi, usłyszeć choć parę słów. Kasjerka znała mnie z widzenia, mówiła „dzień dobry” z uprzejmości, ale to było coś. Czasem wystarczało, by poczuć, że jeszcze istnieję, że nie jestem całkiem przezroczysta.
Nadzieja, która nie gaśnie
Nie ma dnia, żebym nie myślała o tym, jak by to było, gdyby wszystko potoczyło się inaczej. Gdybyśmy potrafiły rozmawiać, przebaczać, rozumieć się nawzajem. Może wtedy dzisiaj siedziałabym z wnukami przy stole, czytała im książki, piekła ciasteczka, opowiadała historie z dawnych lat. Może któryś z nich powiedziałby „babciu, kocham cię” i przytulił się tak, jak dawniej robiła to moja córka. Zamiast tego mam puste mieszkanie, zdjęcia i wspomnienia, które uwierają.
A jednak – wbrew wszystkiemu – wciąż czekam. Nie wiem, czy to naiwność, czy siła. Wierzę, że może kiedyś dorosną, będą chcieli mnie odnaleźć. Może zadzwonią, zapytają: „babciu, czemu cię nie było?”. I wtedy opowiem im całą prawdę. Że byłam. Że czekałam. Że kochałam ich z daleka, z cienia. Że nie pozwolono mi być blisko.
Wciąż mam na lodówce dziecięcy rysunek – stara kartka, na której mała dłoń namalowała mnie i siebie. Pod spodem dziecinne litery: „Kocham cię, babciu”. Ten rysunek trzyma mnie przy życiu. Daje siłę, by wstać kolejnego dnia. Bo dopóki żyję, mam nadzieję. I choć nie wiem, czy się spełni, nie umiem przestać jej mieć.
Tęsknota nie ma końca
Dziś znowu Dzień Babci. W radiu spiker przypomina, by odwiedzić ukochane babcie, zadzwonić, powiedzieć, że się je kocha. Tyle razy słyszałam te słowa, że brzmią jak refren piosenki, której nikt nie śpiewa dla mnie. Zrobiłam ciasto, tak jak co roku. Ustawiłam dwa talerzyki, chociaż wiem, że nikt nie przyjdzie. Usiadłam przy stole, włączyłam starą lampkę i znów spojrzałam na ten sam rysunek, który od lat przypomina mi, że kiedyś byłam dla kogoś ważna.
Nie jestem zła na moją córkę. Może miała swoje powody. Może zawiodłam, choć starałam się jak umiałam. Może nigdy się nie dowiem, co było naprawdę. Z czasem przestałam już nawet szukać odpowiedzi. Została tylko tęsknota. Nie nachalna, nie pełna gniewu. Po prostu cicha obecność w sercu, z którą nauczyłam się żyć.
Czasem, gdy zamykam oczy, wyobrażam sobie, że ktoś puka do drzwi. Słyszę dziecięce głosy, śmiech, ciepłe „babciu, to my”. Otwieram, ale nikogo nie ma. Tylko wiatr porusza firanką w oknie. A ja znów zostaję sama, z marzeniem, które nie chce umrzeć, choć wiem, że już się nie spełni.
Barbara, 67 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Syn ma 30 lat i wciąż go utrzymujemy. Mąż się wścieka, że to bumelant, ale ja nie mam serca go wyrzucić”
- „Na balu karnawałowym w sanatorium pokazałam pazurki. Jestem młoda duchem, a Dzień Babci obchodzę tylko dla zasady”
- „Rzuciłam korpo, by zaznać spokoju na wsi i już żałuję. Po pierwszych dniach moje łzy padały mocniej niż śnieg za oknem”

