„Wiedziałam, że córka nie powinna iść na studniówkę z tym chłopakiem. Wszystko to, co się stało, to moja wina”
„Alicja już nic nie odpowiedziała. Odwróciła się gwałtownie i trzasnęła drzwiami swojego pokoju. Po kilku minutach usłyszałam cichy płacz. Taki, który wbija szpilki prosto w serce. Ale nie poszłam do niej. Nie umiałam”.

Nigdy nie ufałam Filipowi. Od samego początku coś mi w nim nie grało — był zbyt pewny siebie, za gładki w słowach. Alicja wpatrzona w niego jak w obrazek, a ja... ja tylko patrzyłam i czekałam, aż wszystko się posypie. I chociaż bardzo chciałam się mylić, serce mówiło co innego. Kiedy Alicja powiedziała, że chce z nim iść na studniówkę, od razu się sprzeciwiłam. Wiedziałam, że to nie jest chłopak na taką noc. Marek, mój mąż, próbował mnie przekonać, żebym odpuściła.
— Może potrzebuje popełnić swój pierwszy błąd, żeby zrozumieć — powiedział cicho.
— Ona się w nim zatraci, a on zrobi z niej idiotkę — odpowiedziałam równie cicho. Bo już wtedy czułam, że to się źle skończy.
Alicja oczywiście była wściekła. Każda rozmowa kończyła się trzaskiem drzwi. Coraz bardziej się od siebie oddalałyśmy. A ja wciąż powtarzałam sobie, że przecież chcę tylko ją chronić. W końcu się ugięłam. Pozwoliłam jej iść. Wbrew sobie, wbrew temu, co czułam. I właśnie dlatego dzisiaj piszę tę historię. Bo żałuję. Nie tego, że byłam przeciwna, tylko tego, że nie umiałam jej zatrzymać we właściwy sposób.
Dłonie miałam lodowate
— Ty nigdy mnie nie rozumiałaś! Chcesz mieć mnie pod kluczem do trzydziestki?! — wrzasnęła Alicja, stojąc w progu kuchni z rękami zaciśniętymi w pięści.
Zanim odpowiedziałam, przeszło mi przez głowę: to nie ona, to ten chłopak jej to wkłada do głowy. Ale przecież nie mogłam tego powiedzieć. Nie w tej chwili.
— Chcę cię tylko ochronić. A ty mnie za to nienawidzisz — powiedziałam spokojnie, choć w środku wszystko mi drżało.
— Ochronić?! Od czego?! Od tańca? Od zdjęcia z klasą? Od wspomnienia, które wszyscy będą mieć, a ja nie?! — Głos jej zadrżał, ale oczy płonęły wściekłością.
— Od rozczarowania, Alicja. Od bólu, który przyjdzie, gdy Filip pokaże, kim naprawdę jest. On nie jedzie tam dla ciebie. On jedzie dla siebie. Ty tego jeszcze nie widzisz.
— Nie wierzę, że to mówisz. Serio. Ty jesteś chora, mamo.
— Może. Ale przynajmniej nie jestem ślepa.
Alicja już nic nie odpowiedziała. Odwróciła się gwałtownie i trzasnęła drzwiami swojego pokoju. Po kilku minutach usłyszałam cichy płacz. Taki, który wbija szpilki prosto w serce. Ale nie poszłam do niej. Nie umiałam. Nie potrafiłam przestać być tą surową, „rozsądną” matką, choć w tamtym momencie tak bardzo chciałam nią nie być. Usiadłam przy kuchennym stole. Dłonie miałam lodowate. Chciałam wierzyć, że robię dobrze. Ale gdzieś pod skórą czułam, że już ją tracę. Nie Filipa się wtedy bałam najbardziej. Bałam się, że któregoś dnia Alicja przestanie do mnie wracać.
Może płakała
Siedzieliśmy z Markiem przy stole. On z kubkiem herbaty, ja z dłonią opartą o czoło. Niby milczeliśmy, ale między nami wrzało.
— Pozwól jej iść — odezwał się w końcu. — Może nie wszystko się zawali.
Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Jakby właśnie powiedział, że nie ma co gasić pożaru, bo deszcz może spadnie.
— To się już wali, Marek. A my tylko stoimy i patrzymy – odpowiedziałam gorzko.
On odsunął krzesło, westchnął ciężko.
— Wiesz, że ona cię kocha, ale dusisz ją. Jak w słoiku bez powietrza. Pozwól jej się pomylić. Pomyli się, wróci. Ale wróci, mając w tobie kogoś, komu może zaufać.
Nie odpowiedziałam. Przez chwilę tylko siedziałam w ciszy, czując, jak mi serce bije na wysokości gardła. Wieczorem zapukałam do drzwi pokoju Alicji. Nie otworzyła, ale mówiłam przez drzwi:
— Możesz iść na tę studniówkę. Ale chcę, żebyś pamiętała jedno: jestem po twojej stronie. Nawet wtedy, gdy nie potrafisz tego zobaczyć.
Cisza. A potem tylko cichy szelest — może opadła na łóżko. Może płakała. Ja też płakałam, tylko w kuchni. Po cichu. Bo choć niby wygrała, ja czułam, że przegrałam coś znacznie ważniejszego. Nie ufałam Filipowi ani przez chwilę. Ale bardziej niż jego, bałam się tego, że jeśli nadal będę walczyć z Alicją, to któregoś dnia już nie będzie komu wracać.
Alicja weszła jak cień
Nie spałam ani minuty. Leżałam w łóżku, wpatrzona w sufit, z telefonem w dłoni, który ani razu nie zawibrował. Marek spał obok, spokojny jak zawsze. Jakby to była zwykła noc. Jakbyśmy nie wysłali naszej córki w coś, co mogło ją złamać. Przed północą zeszłam do kuchni. Zaparzyłam sobie herbatę, ale nie wypiłam ani łyka. Gapiłam się tylko w okno, jakby miało mi pokazać, gdzie teraz jest Alicja. Czy tańczy. Czy się śmieje. Czy już płacze.
O trzeciej nad ranem drzwi wejściowe otworzyły się cicho. Od razu wiedziałam, że to ona. Że to nie będzie powrót z uśmiechem i opowieściami. Alicja weszła jak cień. W rozmazanym makijażu, z oczami wbitymi w podłogę. Bez słowa zrzuciła buty, rzuciła torebkę. Chciałam podejść, objąć ją, ale nie umiałam się ruszyć.
— Chcesz mi coś powiedzieć? — zapytałam.
Nie odpowiedziała. Tylko pokręciła głową, jakby miała w gardle korek.
— Nie musisz. Ja już wszystko wiem.
Usiadła na kanapie i zaczęła płakać. Cicho, jakby nie chciała nikogo obudzić, a jednocześnie... żeby ktoś ją usłyszał. Podeszłam. Usiadłam obok. Położyła głowę na moim ramieniu jak wtedy, gdy miała osiem lat i wróciła z podrapanymi kolanami. Nie powiedziałam: A nie mówiłam. Nie powiedziałam nic mądrego. Tylko trzymałam ją mocno. Bo miałam rację. Ale nigdy jeszcze tak bardzo nie żałowałam, że ją miałam.
Podeszłam do niej
Rano zastałam ją w kuchni. Siedziała przy stole w moim za dużym swetrze, z kubkiem herbaty w dłoniach. Blada, zmęczona. Nie jak dziewczyna po balu, tylko jak ktoś, komu właśnie coś się skończyło.
— Chcesz opowiedzieć? — zapytałam, nalewając sobie kawy.
Milczała przez chwilę. Potem tylko skinęła głową. I zaczęła mówić. O tym, jak Kasia próbowała ją ostrzec, ale nie chciała słuchać. Jak widziała Filipa całującego się z inną — starszą, w czerwonej sukience, której nawet nie znała. Jak stała w toalecie i próbowała nie ryczeć, ale wszystko w niej się rwało.
— Byłam głupia — powiedziała, patrząc w okno.
— Nie. Byłaś zakochana. To różnica — odpowiedziałam cicho.
— Złamana miłość boli bardziej niż złamana ręka — dodała z goryczą.
Podeszłam do niej. Położyłam dłoń na jej ramieniu. I nie mówiłam już nic. Bo czasem matka nie powinna udzielać lekcji. Czasem wystarczy być. Nie wiem, jak długo siedziałyśmy w tej ciszy. Ale pierwszy raz od miesięcy czułam, że Alicja jest naprawdę obok mnie. Że nie jestem już tylko kontrolującym głosem zza drzwi, tylko kimś, komu można się rozpaść na kawałki.
Miłość matki nie chroni przed rozczarowaniem. Ale może pomóc się z niego pozbierać.
Pokiwała głową
Dzień po studniówce był inny. Nie czułam napięcia w powietrzu. Julia nie zamknęła się w pokoju, nie uciekła. Przyszła do salonu z kocem i powiedziała cicho:
— Może obejrzymy coś razem?
To był pierwszy raz od miesięcy, kiedy czegoś ode mnie chciała. Nie „pozwól mi”, nie „daj spokój”. Po prostu – „bądź”. Siedziałyśmy obok siebie, z kubkami herbaty, w milczeniu. Film leciał, ale żadna go nie oglądała. W końcu Alicja odezwała się pierwsza:
— Nadal mnie kontrolujesz, wiesz?
— Bo cię kocham. I czasem ta miłość wychodzi mi bokiem — odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
Uśmiechnęła się słabo.
— Może kiedyś to zrozumiem.
— Mam nadzieję, że nie przez taką noc jak ta.
Pokiwała głową. W jej oczach pojawiła się dojrzałość, której wcześniej nie znałam. Jakby coś w niej pękło – i zarazem się ułożyło.
— Nie chcę już słyszeć o Filipie — rzuciła, odwracając wzrok. — Nie dlatego, że go nienawidzę. Tylko... bo nie chcę, żeby zostawił ślad.
To był moment, w którym zrozumiałam, że coś się zmienia. Może nie jesteśmy jeszcze bliskie. Może nie ufamy sobie w pełni. Ale znów jesteśmy matką i córką — nie dwiema kobietami po przeciwnych stronach barykady.
Katarzyna, 37 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Nie mogę uwierzyć, że to ja urodziłam swoje dzieci. Są chciwe i kłótliwe, a ja uczyłam ich czegoś innego”
- „Mąż był duszą towarzystwa, a teraz tylko siedzi w domu i narzeka. Nie chcę tracić kolejnych lat u boku tego zrzędy”
- „Żonaty kochanek w styczniu zostawił dla mnie wszystko, a mnie wciąż było mało. Ostateczny krok zrobiłam dla jego dobra”

