Reklama

Walentynki zawsze były dla mnie czymś szczególnym. Wychowałam się w domu, gdzie świętowanie miłości traktowano jak mały rytuał, a serduszka wycinane z papieru pojawiały się już na początku lutego. Nic więc dziwnego, że i w dorosłym życiu 14 lutego był dla mnie dniem wyjątkowym. Zwykle to ja dbałam o atmosferę, planowałam kolacje, wymyślałam drobne niespodzianki. W tym roku postanowiłam jednak dać się zaskoczyć. Oddałam stery Łukaszowi, mojemu chłopakowi, wierząc, że się postara. Przez kilka tygodni rzucał tajemnicze uwagi, sugerował wielką niespodziankę, a ja chłonęłam każdy sygnał z dziecięcą ekscytacją. Nie przewidziałam tylko jednego – że ktoś, komu ufasz, potrafi zburzyć twoje plany jednym kliknięciem.

Reszta to niespodzianka

Na kilka dni przed walentynkami Łukasz zachowywał się trochę dziwnie, ale tłumaczyłam to sobie stresem związanym z organizacją „tajnej” randki. Zostawił mi w kuchni czerwoną kopertę z zagadkowym bilecikiem: „Szykuj się na 18:00, ubierz się elegancko. Reszta to niespodzianka!”. Od rana chodziłam lekko podenerwowana, sprawdzając godzinę co pięć minut. Moje koleżanki z pracy już od kilku dni wypytywały mnie o plany, śmiały się, że pewnie zaraz się zaręczymy. Nie ukrywam, ta myśl zaczęła się we mnie tlić. Na lunchu z Kingą aż westchnęłam z rozmarzeniem:

– Wiesz, mam przeczucie, że to będzie coś wyjątkowego.

Kinga puściła do mnie oko.

– No, jak facet się aż tak stara, to albo narozrabiał, albo ma naprawdę coś dużego w zanadrzu!

Zaśmiałam się nerwowo, ale w głębi duszy nie chciałam dopuścić do siebie myśli, że Łukasz mógłby zrobić coś złego. Nie on. Nie nasz Łukasz. Do domu wróciłam o siedemnastej, szybki prysznic, ulubiona sukienka, makijaż z dbałością o każdy detal. W drzwiach pojawił się punktualnie, z bukietem tulipanów i szerokim uśmiechem. Na moment wszystkie obawy odpłynęły. Uwierzyłam, że czeka mnie najpiękniejszy wieczór w roku.

Wszystko stało się jasne

W restauracji panował lekki półmrok, a na stole płonęły świece. Łukasz, trochę spięty, co chwilę zerkał na telefon leżący obok jego talerza. Uśmiechał się nieco wymuszenie, ale tłumaczyłam to sobie tremą przed wieczorem, który miał być wyjątkowy. Jedzenie pojawiło się szybko, rozmowa szła dość swobodnie, choć czułam, że Łukasz jest myślami gdzieś indziej. W pewnym momencie wyszedł do toalety, a ja zostałam sama.

Przez chwilę wpatrywałam się w świece, ale wzrok powędrował na telefon, który zostawił włączony na stole. Ekran rozświetlił się jeszcze przez moment, a ja zobaczyłam migającą wiadomość: „Nie zapomnij o mnie dzisiaj”. Zadrżałam. Otworzyłam telefon, Łukasz ufał mi bezgranicznie, sądził, że nigdy nie naruszę jego prywatności.

– Sprawdzę tylko jedną rzecz, usprawiedliwiałam się w głowie. – To przecież na pewno głupi żart znajomego.

Kliknęłam w powiadomienie i zobaczyłam zdjęcie. Dziewczyna w koronkowej bieliźnie, podpisane „Czekam jutro na ciebie, kotku”. Poczułam lodowaty uścisk w żołądku. Wszystko stało się jasne. Mój wieczór, moja wiara, mój Łukasz – wszystko pękło w jednej sekundzie.

To miały być nasze walentynki

Wpatrywałam się w ekran, a świat wokół mnie jakby się zatrzymał. Łukasz wrócił do stolika, a ja odruchowo odłożyłam telefon na miejsce. Uśmiechnął się niepewnie, nie zauważając jeszcze mojej zmiany nastroju. Próbował zagaić rozmowę, ale ja już nie słuchałam. W głowie kłębiły mi się myśli: kto to jest? Od kiedy? Czy tylko z jedną? Jak mogłam być taka naiwna? Słyszałam tylko fragmenty jego zdań, puste, pozbawione znaczenia.

– Dobrze się bawisz? – zapytał w końcu.

– Oczywiście – odpowiedziałam, próbując przybrać spokojny ton. – Ale muszę wyjść na chwilę się przewietrzyć.

Wyszłam na zewnątrz i zaczęłam głęboko oddychać. Myśli ścigały się ze sobą. Najpierw łzy cisnęły mi się do oczu, potem pojawiła się złość. To miały być nasze walentynki, nasza miłość! Tymczasem Łukasz już planował noc z inną. Wiedziałam, że nie mogę się rozkleić, nie teraz, nie przy nim. Poprawiłam makijaż, wygładziłam sukienkę i wróciłam do stolika. Usiadłam naprzeciwko niego z zimną twarzą.

– Wszystko w porządku? – zapytał.

– Tak. Wszystko pod kontrolą – odparłam, czując, że w moim głosie pojawiła się nuta lodu, której wcześniej nie znał.

Nie zakończę tego wieczoru łzami

Odtąd wszystko, co działo się przy tym stole, było już tylko teatrem. Łukasz opowiadał o swoich planach, wspominał o naszych wspólnych wyjazdach, a ja kiwałam głową, starając się nie wybuchnąć. Każde jego słowo brzmiało dla mnie teraz jak kłamstwo. Patrzyłam na niego i nie mogłam uwierzyć, że siedzi przede mną człowiek, który jeszcze godzinę temu był dla mnie całym światem. Zastanawiałam się, jak długo trwała ta zdrada i czy byłby w stanie powiedzieć mi prawdę, gdybym go zapytała.

Kelnerka przyniosła deser – serce z musem malinowym. Jeszcze kilka godzin temu zjadłabym je z rozczuleniem. Teraz kręciło mnie na samą myśl o czułych gestach i ciepłych słowach. Chciałam stąd uciec, wybiec na zimne powietrze i wrzeszczeć, ale zmusiłam się do pozostania.

– Smakuje ci? – rzucił z lekkim niepokojem.

Wszystko jest idealne – odpowiedziałam cicho, uśmiechając się z przymusu.

W środku już układałam plan. Wiedziałam, że nie zakończę tego wieczoru łzami i ucieczką. Zasłużył na coś innego. Na własnej skórze miał poczuć, jak to jest zostać zranionym. Tego wieczoru po raz pierwszy pomyślałam o zemście.

Nie będzie powrotu do tego, co dawniej

Gdy wróciliśmy do mieszkania, Łukasz próbował odtworzyć atmosferę sprzed wieczoru. Przyniósł dwie lampki, włączył nastrojową muzykę, podszedł, by mnie objąć. Unikałam jego spojrzenia, w myślach ciągle widząc tamto zdjęcie, tamtą dziewczynę. Poczułam, że już nie chcę, by mnie przytulał, szeptał czułe słówka. Gdy pochylił się, by mnie pocałować, odsunęłam się.

– Coś się stało? – zapytał zaniepokojony.

– Nie mam ochoty – odparłam, a w moim głosie zabrzmiał chłód, którego chyba nigdy wcześniej u mnie nie słyszał. – Może po prostu dziś nie jestem w nastroju.

Łukasz wyglądał na skonsternowanego, ale nie ciągnął tematu. Przez kilka minut siedzieliśmy w ciszy. Ja w tym czasie zaczęłam spisywać w głowie, co powiem mu jutro. Nie zamierzałam robić scen tej nocy, nie chciałam, żeby to było pod wpływem emocji. Chciałam, żeby jego kłamstwa wybrzmiały w świetle dnia. Poczułam ulgę, gdy wyszedł do drugiego pokoju. Przez chwilę siedziałam sama, ściskając w dłoni telefon. Tym razem to ja miałam przewagę i nie zamierzałam jej wypuścić z rąk. Wiedziałam, że nie będzie powrotu do tego, co dawniej.

Czasem trzeba zamknąć drzwi

Następnego dnia wstałam wcześniej niż zwykle. W powietrzu czuć było dziwną ciszę, jak przed burzą. Łukasz zastał mnie w kuchni przy kawie, spojrzał niepewnie, próbując wysondować mój nastrój. Nie czekałam długo – podałam mu telefon z otwartym zdjęciem, patrząc mu prosto w oczy.

Chcesz mi coś powiedzieć? – zapytałam spokojnie, chociaż w środku cała się trzęsłam.

Przez chwilę udawał zaskoczenie, potem zaczął się plątać w tłumaczeniach. Że to koleżanka, że nie wie, skąd to zdjęcie, że to pomyłka, przypadek. Słuchałam tego bez emocji. Gdy skończył, powiedziałam tylko:

– Skończyłeś. Pakuj się. I radzę, żebyś zadzwonił do tej swojej „koleżanki”, bo dzisiaj na pewno nie spędzisz tu wieczoru.

Łukasz patrzył na mnie bezradnie, jakby nie wierzył, że potrafię być tak stanowcza. Nigdy nie spodziewał się, że zrobię coś tak zimnego i nieodwracalnego. Zostałam sama. Przez kilka dni czułam satysfakcję – taką, która wcale nie przynosiła ukojenia. Wiedziałam, że już nigdy nie zaufam tak bezgranicznie, jak kiedyś. Moje walentynki zamieniły się w dzień, który nauczył mnie, że czasem trzeba zamknąć drzwi, by nie dać się zranić ponownie.

Joanna, 29 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama