Reklama

Mieszkałam z Pawłem od trzech lat i z zewnątrz wszystko wyglądało zwyczajnie: wspólne śniadania, podział rachunków, plany odkładane „na potem”. A jednak od miesięcy czułam, że coś się między nami jest nie tak. Był obok, ale jakby nie ze mną. Walentynki miały być sprawdzianem, choć już wtedy wiedziałam, że bardziej czekam na potwierdzenie lęku niż na czułość.

To miał być miły dzień

Paweł podał mi bukiet róż, jeszcze w kurtce, jakby bał się, że jeśli zdejmie ją za wcześnie, gest straci ważność. Kwiaty były czerwone, świeże, przewiązane cienką wstążką. Klasyka. Powinnam się uśmiechnąć, może zażartować, że wreszcie pamiętał. Zamiast tego poczułam coś dziwnego w żołądku, jakby ktoś nagle uchylił okno w środku zimy.

– Proszę – powiedział krótko. – Wszystkiego dobrego kochanie.

Wzięłam bukiet, ale moje palce zatrzymały się na chwilę na jego dłoni. Cofnął ją zbyt szybko. Pachniał inaczej niż zwykle. Nie umiałam nazwać tego zapachu, ale był intensywny, obcy.

– Dziękuję – odpowiedziałam, choć zabrzmiało to bardziej jak formalność niż radość.

Paweł przeszedł obok mnie do kuchni. Otworzył lodówkę, zajrzał do środka bez większego zainteresowania. Stałam w przedpokoju z różami, które nagle wydały mi się przesadnie czerwone, niemal krzykliwe.

– Masz dziś dużo pracy? – zapytałam, idąc za nim.

– Jak zawsze – rzucił, nie odwracając się. – Projekt się sypie, wiesz jak jest.

Wiedziałam. Znałam tę odpowiedź na pamięć. Projekt, terminy, zmęczenie. Tylko że kiedyś mówił to inaczej. Patrzył mi wtedy w oczy, jakby chciał, żebym zrozumiała. Teraz mówił, jakby recytował listę zakupów.

Postawiłam kwiaty na stole. Jeden z płatków był lekko przygnieciony. Złapałam się na tym, że wpatruję się w ten detal z niezdrową intensywnością, jakby od tego zależało coś ważnego.

Myślałeś może, żebyśmy dziś… – zaczęłam, ale urwałam.

– Dziś raczej nie dam rady – wszedł mi w słowo. – Może w weekend.

Weekend zawsze był bezpiecznym słowem. Odsuwał wszystko, co niewygodne.

Pokiwałam głową. W środku rosła we mnie irytacja, zmieszana z poczuciem winy. Przecież przyniósł kwiaty. Przecież pamiętał. A jednak zamiast wdzięczności czułam narastający sprzeciw, niemal wstręt do tej sceny. Kiedy wyszedł, drzwi zamknęły się zbyt cicho. Zostałam sama z bukietem i myślą, która nie dawała mi spokoju: jeśli to miała być próba bliskości, dlaczego czułam się tak bardzo samotna?

Nie świętowaliśmy

Wieczorem Paweł wrócił później, niż zapowiadał. Usłyszałam klucz w zamku i automatycznie spojrzałam na zegarek, jakbym zbierała dowody w sprawie, której jeszcze nie umiałam nazwać. Zdjął buty, kurtkę odwiesił niedbale, pocałował mnie w policzek. Ten gest był szybki, pusty, bardziej przypominał przywitanie współlokatora niż partnera.

– Wszystko w porządku? – zapytał, idąc do łazienki.

– Nie wiem – odpowiedziałam głośniej, niż planowałam. – Właśnie o to chodzi.

Zatrzymał się w drzwiach. Przez chwilę patrzył na mnie z irytacją, którą znałam aż za dobrze.

– Natalia, nie teraz. Jestem wykończony.

Zawsze jesteś wykończony – powiedziałam cicho. – A ja mam wrażenie, że od miesięcy jesteśmy obok siebie, nie razem.

Westchnął, usiadł na krześle i potarł twarz dłońmi.

– Przesadzasz. Po prostu mamy gorszy okres. Każdy tak ma.

– Ale my nawet nie rozmawiamy – naciskałam. – Nie pytasz, jak się czuję. Nie planujemy niczego. Dziś są walentynki, a ty…

– A co miałem zrobić? – przerwał mi ostro. – Kupiłem kwiaty, wróciłem, jak mogłem. Naprawdę tego ode mnie oczekujesz? Analizy każdego dnia?

Zamilkłam. Jego słowa trafiały w mój słaby punkt. Może faktycznie oczekiwałam za dużo. Może to ja komplikowałam rzeczy, które były proste.

– Ja tylko chcę wiedzieć, czy jeszcze ci zależy – powiedziałam w końcu.

Paweł spojrzał na mnie tak, jakby to pytanie było absurdalne.

– Gdyby mi nie zależało, nie byłołby mnie tu – odparł. – Naprawdę musimy robić z tego dramat?

Pokiwałam głową, choć w środku coś się we mnie kurczyło. Ta rozmowa nie przyniosła ulgi, tylko jeszcze większą pustkę. Zamiast odpowiedzi dostałam kolejne wątpliwości i poczucie, że moje emocje są problemem, a nie sygnałem.

Kiedy poszedł spać, długo siedziałam sama w salonie. Bukiet róż stał na stole, a ich zapach był zbyt intensywny. Zaczęłam się zastanawiać, czy to ze mną jest coś nie tak, czy może po prostu za długo udawałam, że wszystko jest w porządku.

Czułam się niepewnie

Z Moniką spotkałam się następnego dnia po pracy. Usiadłam naprzeciwko niej i dopiero wtedy poczułam, jak bardzo jestem zmęczona. Nie pracą, nie obowiązkami, tylko ciągłym napięciem.

– Źle wyglądasz – powiedziała bez wstępów. – Co się stało?

Opowiedziałam jej wszystko, nie zatrzymując się na szczegółach. O bukiecie, o rozmowie, o tym dziwnym zapachu, który nie chciał zniknąć z mojej głowy. Monika słuchała uważnie, nie przerywała, tylko co jakiś czas marszczyła brwi.

I naprawdę myślisz, że to nic nie znaczy? – zapytała w końcu.

– Właśnie nie wiem – westchnęłam. – Może przesadzam. Paweł zawsze był zamknięty w sobie.

– Zawsze był, ale nie zawsze był obcy – odpowiedziała spokojnie. – To różnica.

Te słowa zabolały bardziej, niż się spodziewałam.

– Kobiety czują pierwsze – dodała po chwili. – Zanim pojawią się fakty, jest intuicja. A ty od miesięcy próbujesz ją zagłuszyć.

Pokręciłam głową.

Nie chcę być tą, która doszukuje się zdrady tam, gdzie jej nie ma.

– A ja nie chcę, żebyś była tą, która budzi się za rok i myśli, że mogła zapytać wcześniej – powiedziała stanowczo. – Czy on ma kogoś w pracy?

Zawahałam się.

– Jest Karolina. Często o niej wspomina. Zawsze w kontekście projektów.

Monika uniosła brew, ale nic nie powiedziała. Ta cisza była głośniejsza niż jakikolwiek komentarz.

Wracając do domu, zaczęłam łączyć drobne fakty, które wcześniej ignorowałam. Późne powroty, telefon odkładany ekranem w dół, nagłe wyjścia na balkon, kiedy ktoś dzwonił. Gniew mieszał się ze strachem, ale po raz pierwszy poczułam też determinację. Jeśli coś było nie tak, chciałam to zobaczyć na własne oczy.

Podejrzewałem zdradę

Tego wieczoru Paweł zostawił telefon na stole w kuchni. Zwykle pilnował go jak portfela, więc ten widok przyciągnął mój wzrok od razu. Nie planowałam niczego sprawdzać. Powtarzałam to sobie w myślach, nalewając wodę do czajnika. Wtedy ekran się rozświetlił. Krótka wiadomość. Imię: Karolina. Nie przeczytałam treści, widziałam tylko początek: „Wczoraj było miło…”. Reszta zniknęła, gdy ekran zgasł. To wystarczyło.

Usiadłam na krześle i przez chwilę patrzyłam w jeden punkt. Wszystko nagle nabrało sensu, jakby ktoś przesunął ostatni element układanki na swoje miejsce. Zapach, nerwowość, bukiet róż. To nie był gest miłości, tylko próba zagłuszenia sumienia.

Paweł wrócił do kuchni, nucąc pod nosem. Spojrzał na mnie i momentalnie spoważniał.

– Co się stało? – zapytał.

– Nic – odpowiedziałam spokojnie, aż sama się zdziwiłam własnym tonem. – Kto to jest Karolina?

Zamarł. Dosłownie. Przez ułamek sekundy widziałam w jego oczach panikę, zanim zdążył ją przykryć obojętnością.

– Koleżanka z pracy – rzucił. – Mówiłem ci.

– Napisała, że „wczoraj było miło” – dodałam. – To też służbowe?

Milczał. Ta cisza była odpowiedzią, której się bałam, a jednocześnie na którą czekałam. Poczułam lodowaty spokój, jakby emocje nagle się we mnie zamroziły.

– Natalia, to nie tak, jak myślisz – zaczął w końcu, zbyt szybko, zbyt nerwowo.

– Nie mów mi, co mam myśleć – przerwałam. – Wystarczy, że powiesz prawdę.

Patrzyliśmy na siebie długo. W tej chwili wiedziałam już wszystko, nawet jeśli jeszcze tego nie powiedział na głos. Smród zdrady przestał być przeczuciem. Stał się faktem, który wisiał między nami ciężki i nie do zignorowania.

Bukiet miał mi zamydlić oczy

Nie krzyczałam. Sama byłam zaskoczona tym, jak spokojnie oddychałam, stojąc naprzeciw Pawła. On mówił coś jeszcze, tłumaczył się półsłówkami, rzucał zdaniami o „zagubieniu” i „braku złych intencji”. Każde z nich brzmiało jak źle dobrany element, który nie pasował do reszty obrazu.

To nic poważnego – powiedział w końcu, unikając mojego spojrzenia. – Po prostu rozmowy, trochę bliskości. Nic, co by coś znaczyło.

Uśmiechnęłam się krótko. Sama nie wiedziałam dlaczego.

– Właśnie to jest najgorsze – odpowiedziałam. – Że dla ciebie to „nic”.

Podszedł bliżej, wyciągnął rękę, jakby chciał mnie dotknąć, ale cofnęłam się odruchowo. Ten gest był jak postawienie granicy, której wcześniej nie umiałam nazwać.

– Te róże – wskazałam na bukiet stojący w kącie. – Miały zagłuszyć twoje wyrzuty sumienia.

Milczał. Tym razem nawet nie próbował zaprzeczać. Zrozumiałam wtedy, że nie potrzebuję już żadnych wyjaśnień. Prawda nie bolała tak bardzo, jak to, że przez długi czas pozwalałam ją omijać.

Spakowałam kilka najpotrzebniejszych rzeczy. On patrzył, jak krzątam się po mieszkaniu, jakby liczył, że w ostatniej chwili się zatrzymam. Nie zatrzymałam się.

Kiedy zamknęłam za sobą drzwi, poczułam ulgę pomieszaną z bólem. Straciłam związek, ale odzyskałam coś ważniejszego – zaufanie do samej siebie. Bukiet róż został w mieszkaniu. Nie chciałam zabierać ze sobą zapachu, który od początku był ostrzeżeniem.

Natalia, 28 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama