„Jestem singielką, więc w walentynki poszłam sama do kina. Pary obok mnie sprawiły, że popcorn popijałam słonymi łzami”
„Po mojej lewej stronie wolne miejsce, po prawej para, która od pierwszej chwili była zbyt blisko siebie. Pachniało popcornem i czymś słodkim, może perfumami dziewczyny. Wcisnęłam się głębiej w fotel, chociaż w sali i tak było ciemno”.

Są takie dni, które bolą bardziej niż inne, choć z pozoru nie różnią się niczym szczególnym. Walentynki zawsze były dla mnie tylko datą w kalendarzu, aż do tego roku. Tego wieczoru znalazłam się w ciemnej sali kinowej, sama pośród par, z biletem kupionym w ostatniej chwili i sercem, które nie do końca wiedziało, czego się spodziewać. Popcorn chrupał głośniej niż powinien, a łzy pojawiły się szybciej, niż zdążyłam je powstrzymać.
Inne pary mnie irytowały
Usiadłam na samym środku rzędu, jakby to miało mnie ochronić przed światem. Po mojej lewej stronie wolne miejsce, po prawej para, która od pierwszej chwili była zbyt blisko siebie. Pachniało popcornem i czymś słodkim, może perfumami dziewczyny. Wcisnęłam się głębiej w fotel, chociaż w sali i tak było ciemno.
– Chcesz jeszcze trochę? – szepnęła ona, podsuwając chłopakowi kubek.
– Już nie, wolę ciebie – odpowiedział z uśmiechem, który zobaczyłam tylko dlatego, że ekran na moment rozjaśnił ich twarze.
Odwróciłam wzrok. Film się zaczął, ale przez dłuższą chwilę widziałam tylko ich splecione dłonie. Wzięłam garść popcornu i wrzuciłam do ust, za dużo naraz. Zaczęłam kaszleć, cicho, nerwowo. Nikt nie zwrócił uwagi.
Przyszłam sama. To było moje małe postanowienie: nie chować się w domu, nie udawać, że ten dzień mnie nie dotyczy. Jeszcze tydzień wcześniej miałam tu siedzieć z kimś innym. Bilety kupione online wciąż miałam w skrzynce mailowej, dwa kody, jeden niewykorzystany.
Ekran pokazywał scenę szczęścia, a obok mnie toczyła się druga, prawdziwsza. Dziewczyna oparła głowę na ramieniu chłopaka.
– Dobrze, że przyszliśmy – mruknęła.
– Z tobą wszędzie jest dobrze – odpowiedział.
Coś ścisnęło mnie w środku. Poczułam, jak oczy zaczynają piec. „Nie teraz” – pomyślałam, patrząc uparcie w ekran. Popcorn przestał mieć smak. Jedna łza spadła na rękaw, potem druga. Szybko otarłam policzek, jakbym zrobiła coś zakazanego.
Telefon zawibrował w kieszeni. Przez moment serce mi przyspieszyło, głupio, automatycznie. Wyciągnęłam go i zobaczyłam tylko powiadomienie z aplikacji: „Miłego seansu”. Prawie się zaśmiałam.
– Wszystko w porządku? – usłyszałam nagle cichy szept.
To był on, chłopak z prawej strony. Patrzył na mnie z lekkim niepokojem.
– Tak – odpowiedziałam szybko. – Film mnie wzruszył.
Skinął głową, jakby rozumiał aż za dobrze, po czym wrócił do swojej dziewczyny. A ja zostałam z tym jednym zdaniem, które zabrzmiało jak kłamstwo, ale było też dziwnie prawdziwe.
To był trudny wieczór
Film skończył się nagle, jakby ktoś zgasił światło w połowie zdania. Przez chwilę nikt się nie ruszał. Napisy leciały, muzyka była zbyt głośna jak na to, co miałam w środku. Siedziałam nieruchomo, licząc, że jeśli nie wstanę od razu, emocje jakoś się ułożą. Para obok mnie podniosła się niemal natychmiast.
– Idziemy coś zjeść? – zapytała dziewczyna radośnie.
– Jasne, jeszcze mamy cały wieczór – odpowiedział.
Cały wieczór. To zdanie dźwięczało mi w głowie, kiedy przeciskałam się między fotelami, starając się nie patrzeć na nikogo. W korytarzu było jasno i głośno. Śmiechy, rozmowy, ktoś kogoś przytulał. Stałam przez chwilę pod ścianą, udając, że sprawdzam telefon, chociaż ekran był czarny.
Wyszłam na zewnątrz. Powietrze było chłodne, ostre, jakby miało mnie obudzić. Przystanęłam przy drzwiach kina, patrząc, jak ludzie rozchodzą się parami w różne strony. Ktoś minął mnie, trzymając bukiet czerwonych kwiatów. Odwróciłam głowę.
– Hej.
Zamarłam. Ten sam głos. Odwróciłam się powoli.
– Przepraszam, że przeszkadzam – powiedział chłopak z sali. Stał sam. – Chciałem tylko zapytać… wszystko na pewno okej?
Zaskoczyła mnie ta troska. Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Prawda cisnęła się na usta, ale była zbyt ciężka, by ją wypowiedzieć.
– Tak. Po prostu… długi dzień – wymamrotałam.
Skinął głową, ale nie wyglądał na przekonanego.
– Moja dziewczyna poszła do toalety – dodał po chwili, jakby musiał się wytłumaczyć. – Pomyślałem, że czasem dobrze zapytać. Sam kiedyś siedziałem w kinie sam w taki dzień.
Spojrzałam na niego uważniej. Nie było w nim litości, raczej coś znajomego.
– I jak było? – zapytałam, zanim zdążyłam się powstrzymać.
Wzruszył ramionami.
– Trudno. Ale wyszedłem i świat się nie skończył.
Uśmiechnęłam się słabo. To była najprawdziwsza rzecz, jaką ktoś mi tego dnia powiedział.
– Dzięki – powiedziałam cicho.
W tym momencie z wnętrza kina wyszła jego dziewczyna. Złapała go za rękę, rzucając mi krótkie, neutralne spojrzenie. Odeszli razem, a ja patrzyłam za nimi, czując coś nowego. Nie ulgę, nie radość. Raczej myśl, że ten wieczór jeszcze się nie zamknął.
Tego się nie spodziewałam
Ruszyłam przed siebie bez konkretnego celu. Ulica przed kinem była oświetlona, ale boczne alejki tonęły w półmroku. Słyszałam własne kroki, zbyt głośne, jakby chciały zagadać ciszę. Zwykle w takich chwilach dzwoniłam do kogoś, nawet bez powodu. Tym razem telefon ciążył mi w kieszeni. Zatrzymałam się przy przejściu dla pieszych. Czerwone światło. Stałam i patrzyłam przed siebie, aż nagle zobaczyłam znajomą sylwetkę po drugiej stronie ulicy. Serce podeszło mi do gardła. To był on.
Stał oparty o latarnię, z rękami w kieszeniach, dokładnie tak samo jak wtedy, gdy mówił, że „potrzebuje przestrzeni”. Minęły trzy miesiące, a ja wciąż pamiętałam każdy szczegół. Przez moment pomyślałam, że to tylko złudzenie, że walentynki robią dziwne rzeczy z głową. Spojrzał w moją stronę. Nasze spojrzenia spotkały się i już nie było odwrotu.
– Cześć – powiedział, kiedy światło zmieniło się na zielone i znaleźliśmy się naprzeciwko siebie.
– Cześć – odpowiedziałam.
Mój głos brzmiał spokojniej, niż się czułam. Zapadła krótka, niezręczna cisza.
– Byłaś w kinie? – zapytał, wskazując głową na budynek za mną.
– Tak. Sama – dodałam, zanim zdążyłam to przemyśleć.
Skinął głową, jakby to coś wyjaśniało.
– Ja też byłem… tylko z kolegą. Już poszedł – rzucił szybko.
Uśmiechnęłam się krótko. Zrozumiałam, że oboje trochę kłamiemy, żeby było łatwiej.
– Jak się trzymasz? – zapytał po chwili.
To pytanie kiedyś znaczyło wszystko. Teraz było tylko pytaniem.
– Różnie – odpowiedziałam zgodnie z prawdą. – A ty?
Wzruszył ramionami.
– Uczę się, że nie wszystko da się cofnąć.
Te słowa zawisły między nami. Poczułam ukłucie, ale nie było już tak ostre jak dawniej. Przez chwilę myślałam, że zaproponuje spacer, rozmowę, próbę powrotu. Część mnie nawet na to czekała.
– Muszę już iść – powiedział jednak po chwili. – Miło było cię zobaczyć.
– Ciebie też – odpowiedziałam.
Patrzyłam, jak odchodzi w przeciwną stronę. Nie odwrócił się ani razu. I wtedy dotarło do mnie coś prostego i trudnego jednocześnie: to spotkanie było potrzebne nie po to, by coś zaczynać, ale by coś domknąć. Poprawiłam szalik i ruszyłam dalej. Sama, ale już nie tak pusta jak kilka godzin wcześniej.
Miałam mętlik w głowie
Wróciłam do mieszkania później, niż planowałam. Zrzuciłam buty przy drzwiach, nie zapalając światła. Cisza była gęsta, ale tym razem nieprzytłaczająca. Oparłam się plecami o drzwi i stałam tak chwilę, jakbym czekała, aż coś mnie dogoni. Ale nic nie przyszło. Tylko zmęczenie.
W końcu zapaliłam lampkę w kuchni. Na blacie leżał kubek, którego rano nie zdążyłam umyć. Zrobiłam herbatę, mechanicznymi ruchami, jakbym ćwiczyła normalność. Usiadłam przy stole i wtedy zauważyłam telefon. Leżał ekranem do dołu. Odwróciłam go bez pośpiechu. Jedno nieodebrane połączenie. Mama. Westchnęłam i oddzwoniłam.
– No wreszcie – odezwała się od razu. – Martwiłam się.
– Nic się nie stało – powiedziałam. – Byłam w kinie.
– Sama? – zapytała ostrożnie.
– Sama.
Zapadła krótka cisza, ale tym razem nie była niezręczna.
– I jak było? – spytała w końcu.
Spojrzałam na parującą herbatę.
– Trudno. I… potrzebnie – odpowiedziałam, zaskakując samą siebie.
Mama nie drążyła. Znała mnie na tyle, by wiedzieć, że czasem więcej słów tylko psuje sens. Po rozmowie usiadłam na kanapie i pozwoliłam myślom płynąć. Kino, para obok, obcy chłopak z troską w głosie, spotkanie z kimś, kto kiedyś był całym światem. Wszystko zmieściło się w jednym wieczorze. Jakby ktoś chciał mi pokazać kilka wersji tej samej historii.
Telefon zawibrował ponownie. Tym razem wiadomość. Numer, który znałam na pamięć, choć nie chciałam.
„Dzięki za krótką rozmowę. Dobrze było zobaczyć, że sobie radzisz”.
Patrzyłam na ekran długo. Potem napisałam tylko jedno zdanie.
„Muszę”.
Odłożyłam telefon. Nie czekałam na odpowiedź. Położyłam się spać wcześniej niż zwykle. Leżąc w ciemności, pomyślałam, że samotność nie zawsze oznacza porażkę. Czasem jest przystankiem. A ja właśnie na nim siedziałam, z popcornem rozsypanym gdzieś w pamięci i łzami, które w końcu wyschły.
Poczułam się lepiej
Obudziłam się wcześniej niż zwykle. Przez okno wpadało blade światło poranka, a miasto było jeszcze ciche. Leżałam chwilę bez ruchu, wsłuchując się w własny oddech. Nie bolało już tak jak dzień wcześniej. Coś się przesunęło, jakby wewnętrzny ciężar zmienił miejsce.
Zrobiłam śniadanie i zjadłam je przy stole, bez pośpiechu. Telefon leżał obok, milczał. I tym razem to było w porządku. Nie sprawdzałam wiadomości co kilka minut, nie wracałam myślami do kina, do pary obok, do spojrzeń i niedopowiedzianych słów. One były częścią tej historii, ale nie jej końcem.
Wyszłam z domu na krótki spacer. Powietrze było świeże, a chodniki prawie puste. Minęłam kwiaciarnię, w której dzień wcześniej ktoś wybierał bukiety na szybko, z nerwowym uśmiechem. Teraz w witrynie stały tylko zwykłe kwiaty, bez serduszek i kartek. Uśmiechnęłam się pod nosem.
Zrozumiałam, że tamten wieczór w kinie nie był o tym, że byłam sama. Był o tym, że potrafiłam tam pójść. Usiąść. Wytrzymać. Wyjść i wrócić do siebie bez ucieczki. Łzy nie były porażką, tylko dowodem, że coś jeszcze we mnie żyje.
Nie wiem, kiedy znów pójdę do kina. Może sama, może z kimś. Ale wiem jedno – już nie będę mierzyć swojej wartości tym, czy obok jest ktoś bliski.
Magdalena, 29 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Kupowałem żonie pączki, a potem przez nie prawie ją zdradziłem. Słodki flirt odbił mi się czkawką”
- „Na kolację walentynkową zrobiłam kotlety schabowe. Mąż po jednym kęsie zakochał się we mnie na nowo”
- „W walentynki znalazłam paragon za bukiet róż. Nie był dla mnie, bo mąż w prezencie dał mi tylko czekoladki”

