„W walentynki odwiedziłam antykwariat i poznałam cudzą historię miłości. Kto wie, może teraz i otworzę się na własną”
„Czytałam te słowa kilka razy, za każdym razem wolniej. Zastanawiałam się, kim była Helena i czy w chwili, gdy otrzymała tę książkę, wierzyła w każde zapisane zdanie. Było w tym coś bezwstydnie szczerego, coś, czego ja od dawna nie potrafiłam ani powiedzieć, ani przyjąć. Poczułam ukłucie zazdrości, zupełnie nie na miejscu — o czyjąś dawną pewność, o odwagę, której mi brakowało”.

Walentynki od dawna były dla mnie dniem, który omijałam szerokim łukiem. Nie bolały, ale też niczego nie obiecywały. Byłam gdzieś pomiędzy — po rozstaniu, które jeszcze nie zdążyło stać się wspomnieniem, i przed czymś, na co nie miałam odwagi liczyć. Antykwariat, do którego weszłam tamtego dnia, pachniał ciszą i cudzymi losami. Gdy otworzyłam jedną ze starych książek i zobaczyłam dedykację, poczułam, jak coś we mnie drgnęło. Jakby ta historia czekała właśnie na mnie. Wtedy odezwał się Leon.
Uśmiechnął się lekko
Papier był pożółkły, a okładka miękka od dotyku cudzych dłoni. Otworzyłam książkę ostrożnie, nie chcąc jej uszkodzić. Na pierwszej stronie pochyłym pismem zapisano dedykację. Kilka zdań, bez daty, bez patosu. Obietnica, że coś „zawsze będzie”, nawet jeśli świat się zmieni. Podpis: Zbigniew. Czytałam te słowa kilka razy, za każdym razem wolniej. Zastanawiałam się, kim była Helena i czy w chwili, gdy otrzymała tę książkę, wierzyła w każde zapisane zdanie. Było w tym coś bezwstydnie szczerego, coś, czego ja od dawna nie potrafiłam ani powiedzieć, ani przyjąć. Poczułam ukłucie zazdrości, zupełnie nie na miejscu — o czyjąś dawną pewność, o odwagę, której mi brakowało.
— To dobra półka — odezwał się ktoś za mną. — Ludzie rzadko tu zaglądają, a jeszcze rzadziej coś stąd zabierają.
Odwróciłam się gwałtownie. Leon, właściciel antykwariatu, którego kojarzyłam głównie z widzenia, stał oparty o regał, z rękami wsuniętymi w kieszenie swetra. Mówił spokojnie, jakbyśmy kontynuowali rozmowę rozpoczętą dużo wcześniej.
— Ona nie chce wyjść — powiedziałam, unosząc książkę. — Mam wrażenie, że powinnam ją odłożyć.
Uśmiechnął się lekko, bez zdziwienia.
— Czasem książki trafiają do antykwariatu nie dlatego, że zostały zapomniane. Raczej dlatego, że nie było już komu ich oddać.
Spojrzałam znowu na dedykację. Nagle przestała być tylko czyimś zapisem uczuć, a stała się pytaniem. Co musiało się wydarzyć, skoro te słowa skończyły tutaj, między poradnikami i tomikami poezji?
— Zna pan ich? — zapytałam ciszej, niż planowałam.
Leon zawahał się przez ułamek sekundy.
— Historię. Znam historię — odpowiedział. — Jeśli chcesz ją usłyszeć.
Serce zabiło mi szybciej. Nie byłam pewna, czy pytam z ciekawości, czy z potrzeby znalezienia w cudzym życiu sensu dla własnego. Skinęłam głową, nadal trzymając książkę, jakby mogła zniknąć.
— Dobrze — powiedział. — Ale uprzedzam, to nie jest opowieść, którą łatwo się zostawia na półce.
Leon mówił spokojnie
Leon usiadł na niskim stołku przy ladzie i przez chwilę milczał, jakby porządkował w myślach cudze życie. Antykwariat był pusty — tylko zegar nad drzwiami odmierzał czas zbyt głośno. Zamknęłam książkę i oparłam ją o kolana, gotowa słuchać.
— Helena przychodziła tu często — zaczął w końcu. — Zawsze mówiła, że książki pomagają jej myśleć wolniej.
Uśmiechnęłam się słabo. Brzmiało znajomo.
— Zbigniew był jej przeciwieństwem — ciągnął Leon. — On chciał wszystkiego od razu. Decyzji, planów, jasnych odpowiedzi. Kochał ją, ale nie umiał czekać.
Leon mówił spokojnie, bez oceniania. Opowiadał o ich spotkaniach, o spacerach bez celu, o listach, które pisali do siebie, gdy życie zaczęło ich ciągnąć w różnych kierunkach. O rozmowach odkładanych na później, bo zawsze było coś pilniejszego. Rodzina Heleny miała swoje oczekiwania, Zbigniew swoje ambicje. A między nimi rosła cisza.
— Myśleli, że mają czas — dodał, patrząc gdzieś ponad moim ramieniem. — Że jeśli nie teraz, to kiedyś.
Poczułam, jak ściska mnie w żołądku. Przypomniałam sobie własne „potem”, własne rozmowy, które miały się odbyć, ale nigdy nie znalazł się na nie odpowiedni moment.
— I co się stało? — zapytałam, choć odpowiedź już we mnie pracowała.
— Nic spektakularnego — odparł. — Właśnie to było najgorsze. Każde z nich poszło w swoją stronę, przekonane, że drugie zrobi pierwszy krok.
Zamilkł. W tej ciszy było więcej niż w całej opowieści.
— Helena oddała książkę wiele lat później — dodał po chwili. — Powiedziała tylko, że nie chce jej już trzymać.
Spojrzałam na okładkę, na starte brzegi. Zrozumiałam, że ta dedykacja nie była pamiątką po miłości, ale po strachu. Po niewypowiedzianych zdaniach, które urosły do ciężaru nie do uniesienia.
— A jeśli ona wróci? — zapytałam nagle.
Leon spojrzał na mnie uważnie.
— Czasem wracamy tylko po to, żeby sprawdzić, czy naprawdę było za późno.
Te słowa zostały ze mną dłużej niż chciałam. Poczułam niepokój, który nie należał wyłącznie do Heleny. Był mój. I wiedziałam, że kiedy wyjdę stąd z tą książką, ta historia pójdzie ze mną.
Muszę wrócić do antykwariatu
Wyszłam z antykwariatu z książką pod pachą, jakby była czymś, co mogę zgubić, jeśli poluzuję uścisk. Powietrze na zewnątrz było chłodne i zbyt realne. Zamknęły się za mną drzwi, a razem z nimi cisza, w której historia Heleny i Zbigniewa brzmiała niemal bezpiecznie. Teraz każde zdanie Leona wracało z nową siłą.
Szłam powoli, bez konkretnego celu. Dedykacja paliła mnie przez okładkę. Myślałam o wszystkich momentach, w których mogłam coś powiedzieć, ale wybrałam spokój. O rozmowach, które uznałam za niewygodne. O tym, jak łatwo wmówić sobie, że brak decyzji też jest decyzją. W domu położyłam książkę na stole i długo na nią patrzyłam. Nie otwierałam jej. Bałam się, że jeśli przeczytam dedykację jeszcze raz, odnajdę w niej nie Helenę, ale siebie.
Wieczorem zadzwoniła przyjaciółka. Pytała, jak minął dzień.
— Zwyczajnie — skłamałam, wpatrując się w okładkę.
Po rozmowie zrobiło się jeszcze ciszej. Myśli zaczęły krążyć wokół Leona. Jego głosu, tej krótkiej pauzy, zanim mówił o rzeczach trudnych. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego mi to opowiedział. Dlaczego akurat mnie. I czy naprawdę chodziło tylko o książkę. W nocy nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok, czując narastającą złość. Nie na Helenę, nie na Zbigniewa. Na siebie. Na własną ostrożność, którą przez lata nazywałam dojrzałością.
Rano wzięłam książkę do rąk. Przyszła mi do głowy myśl, która mnie przeraziła: że zaczynam traktować cudzą historię jak usprawiedliwienie. Jak dowód, że lepiej nie ryzykować.
— Nie chcę tak — powiedziałam na głos do pustego mieszkania.
Wiedziałam, że muszę wrócić do antykwariatu. Nie po odpowiedzi, ale po konfrontację. Z Leonem, z tą opowieścią, z samą sobą. Bo jeśli zostawię tę historię tylko na półce w głowie, stanie się kolejnym „potem”.
Przyjrzał mi się uważnie
Wróciłam do antykwariatu kilka dni później bez żadnego pretekstu. Nie było już walentynek, nie było świątecznej czerwieni w witrynach. Była zwyczajna pora dnia, a mimo to czułam, jakbym robiła coś ważnego. Dzwonek nad drzwiami zabrzmiał ciszej, niż zapamiętałam. Leon stał przy ladzie i układał książki. Kiedy mnie zobaczył, nie wyglądał na zaskoczonego. Raczej na kogoś, kto spodziewał się dokładnie tej chwili.
— Myślałem, że wrócisz — powiedział.
Te słowa zatrzymały mnie w pół kroku. Nie zapytałam skąd wiedział. Uznałam, że i tak nie dostałabym jednoznacznej odpowiedzi. Położyłam książkę na ladzie. Nasze palce niemal się dotknęły, gdy ją przesunęłam w jego stronę. Cofnęłam rękę za szybko, jakby kontakt mógł mnie zdradzić.
— Nie wiem, co z nią zrobić — przyznałam. — Nie chcę jej zatrzymać, ale nie potrafię udawać, że mnie nie poruszyła.
Leon przyjrzał mi się uważnie. W jego spojrzeniu nie było ciekawości sprzedawcy. Była uwaga.
— Czasem wystarczy, że coś nas poruszy — odparł. — Nie wszystko musi mieć ciąg dalszy.
Milczenie między nami było inne niż ostatnio. Gęstsze, bardziej osobiste. Wiedziałam, że oboje zdajemy sobie sprawę, iż to spotkanie jest wyborem. Że żadne z nas nie znalazło się tu przypadkiem.
— Dlaczego mi to opowiedziałeś? — zapytałam w końcu.
Leon westchnął.
— Bo zobaczyłem, jak czytasz dedykację. Tak samo jak ona kiedyś.
Serce zabiło mi szybciej. Poczułam mieszaninę sprzeciwu i zrozumienia.
— Nie chcę być tylko słuchaczką cudzych historii — powiedziałam. — Nie tym razem.
Leon skinął głową, jakby dokładnie na to czekał.
— W takim razie musisz być gotowa usłyszeć resztę — odparł.
Spojrzałam na książkę, potem na niego. Wiedziałam, że to, co zaraz powie, nie będzie tylko zakończeniem tamtej opowieści. Będzie ostrzeżeniem.
— Helena wróciła tu po latach — zaczął cicho.
Poczułam, jak napina mi się kark.
— I wtedy dowiedziała się, że jest już za późno.
Nie będę uciekać
— Zbigniew nie żył — powiedział Leon cicho, bez pauzy, jakby każde zawahanie było zbyt okrutne. — Przyszedł tu list, kilka tygodni wcześniej. Nikt go już nie odebrał.
Poczułam, jak coś we mnie opada. Nie gwałtownie — raczej powoli, jak ciężka zasłona. Zrozumiałam, że Helena wróciła nie po książkę, tylko po możliwość cofnięcia czasu. A ta półka była jedynym miejscem, gdzie jeszcze mogła go dotknąć.
— Usiadła dokładnie tam, gdzie ty teraz stoisz — dodał Leon. — I długo milczała.
Nie zapytałam, co było potem. Wiedziałam. Czasem nie trzeba słów, żeby zobaczyć cudze spóźnienie. Wzięłam książkę do rąk po raz ostatni. Dedykacja przestała mnie palić. Stała się spokojna, prawie cicha. Jak coś, co spełniło już swoją rolę.
— Zostawię ją — powiedziałam. — Tutaj.
Leon nie zaprotestował. Delikatnie wsunął ją na półkę, między inne historie, które nie doczekały się właściwego momentu. Gdy wychodziłam, poczułam lęk, ale był inny niż wcześniej. Nie paraliżował. Był przypomnieniem, że odkładanie życia na później też jest wyborem. I że nie chcę już być po tej stronie półki. Nie wiedziałam, czy wrócę do antykwariatu. Nie wiedziałam, czy spotkam Leona jeszcze raz. Ale jeśli coś się wydarzy, nie będę uciekać. Ta historia miała zostać cudza. Moja dopiero się zaczynała.
Natalia, 33 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Na nasze złote gody mąż oznajmił, że odchodzi do młodszej. Nie zmartwiłam się, bo wiedziałam, że szybko tego pożałuje”
- „Nigdy nie chciałam mieć dzieci, ale uległam mężowi. Syn ma już 4 lata, a ja nie potrafię go pokochać”
- „W tłusty czwartek mąż jadł pączki z budyniem, choć nigdy ich nie lubił. Odkryłam, że gust do kobiet też mu się zmienił”

