Reklama

Siedziałam w naszym salonie, który kosztował fortunę i wyglądał jak z katalogu, patrząc, jak mój mąż Mateusz układa klocki z naszym sześcioletnim synem, Kubą. Z boku wyglądaliśmy na rodzinę idealną – taką, której zazdrości się w internecie. Ale ja czułam w ustach metaliczny posmak kłamstwa. Zostałam z nim po zdradzie, wierząc, że "dla dobra dziecka" warto zacisnąć zęby i skleić to, co roztrzaskane. Dziś, po czterech latach udawania, zrozumiałam, jak bardzo się myliłam.

Poczułam wtedy, że znów jestem dla niego ważna

Z moim mężem Mateuszem wiele przeszliśmy. Jego skok w bok kilka lat temu omal nie zakończył naszego małżeństwa, a jednak postanowiłam mu wybaczyć. Minęły lata i wydawało mi się, że wszystko między nami wróciło na odpowiednie tory. Stworzyliśmy system, który działał jak dobrze naoliwiona maszyna. Rano: wspólne śniadanie, uśmiechy, buziaki na do widzenia. W dzień: praca, kontrolne telefony, a wieczorem wspólne oglądanie serialu i rozmowy o logistyce domowej. Staliśmy się współlokatorami zarządzającymi projektem „Rodzina”. Ja starałam się nie rozpamiętywać przeszłości, tylko myśleć o tym, co jeszcze przed nami.

Miałam nadzieję, że wszystko wróciło do normy. Aż do ostatnich walentynek. Pamiętam je, jakby to było wczoraj. Mateusz przyniósł mi w tym dniu ogromny bukiet tulipanów. Poczułam wtedy, że znów jestem dla niego ważna, że warto było nie przekreślać wszystkiego, że ponownie jesteśmy rodziną. A jednak. Po wspólnej kolacji przy świecach poszedł pod prysznic. Jego telefon leżał na szafce nocnej, podłączony do ładowarki. Nagle ekran rozbłysnął. Jedno powiadomienie. Potem drugie.

Jego uśmiech nie zniknął od razu

Nie chciałam go sprawdzać. Pewnie bym to zignorowała, ale kątem oka zobaczyłam miniaturkę zdjęcia. To nie był tekst. To było zdjęcie. Podeszłam bliżej, czując dziwny ucisk w żołądku. Na ekranie wyświetlało się imię „Kamil - Budowa”. Tyle że Kamil nie wysyłałby zdjęcia kobiecego dekoltu w koronkowej bieliźnie z dopiskiem: „Czekam, aż wrócisz do mnie i skończysz udawać świętego”. Świat zwolnił. Słyszałam szum wody w łazience, czułam zapach kolacji, który wciąż unosił się w powietrzu, a jednocześnie to, jak podłoga usuwa mi się spod nóg. Wzięłam telefon do ręki. Kod znałam, był taki sam od lat: urodziny naszego synka. Odblokowałam.

To, co znalazłam, nie było jednorazowym skokiem w bok. To była równoległa rzeczywistość. „Kamil” okazał się Sandrą, nową pracownicą z jego biura, o której Mateusz wspominał mimochodem jako o „ambitnej, ale trochę zagubionej dziewczynie”. Ich korespondencja trwała od pół roku. Były tam plany weekendowych wyjazdów - tych samych, które on spędzał rzekomo na delegacjach w Poznaniu, były wyznania, były zdjęcia, od których robiło mi się niedobrze, i co najgorsze – były tam kpiny ze mnie.

– „Ona znowu marudzi o remont kuchni?” – pisała ona.

– „Daj spokój, kupię jej te cholerne płytki, to będę miał spokój na tydzień” – odpisywał on.

Stałam tam, w sypialni, z telefonem parzącym mnie w dłoń, kiedy drzwi łazienki się otworzyły. Mateusz wyszedł, wycierając włosy ręcznikiem, uśmiechnięty, zrelaksowany. Zobaczył mnie. Zobaczył swój telefon w mojej ręce. Jego uśmiech nie zniknął od razu, on powoli ewoluował w grymas, który znałam z jego negocjacji biznesowych.

Dlaczego wtedy zostałam?

Przed oczami stanęły mi chwile, gdy dowiedziałam się o jego pierwszej zdradzie. Pamiętam, że te tygodnie były jak życie w gęstej mgle. Krzyk, płacz, jego błagania na kolanach, moje pakowanie walizek i rozpakowywanie ich z powrotem. Kuba miał wtedy dwa lata. Był małym, słodkim brzdącem, który nie rozumiał, dlaczego mama ciągle ma spuchnięte oczy, a tata śpi na kanapie w gabinecie. Dlaczego wtedy zostałam? Pytałam siebie przed lustrem, nie poznając kobiety, która na mnie patrzyła.

Zostałam, bo bałam się bycia samotną matką. Bałam się podziału majątku, sprzedaży naszego wymarzonego domu z ogrodem, tłumaczenia rodzinie, dlaczego „idealna para” poniosła klęskę. Ale przede wszystkim, uwierzyłam w jego narrację. Mateusz był mistrzem manipulacji, choć wtedy nazywałam to „walką o nas”. Próbował mi wtedy mydlić oczy na wszelkie sposoby.

– To był błąd, Emilka, nic nieznaczący, odreagowanie stresu – tłumaczył, patrząc mi głęboko w oczy tym swoim „szczerym” wzrokiem. – Ty jesteś miłością mojego życia. Nie możemy przekreślić tylu lat. Zróbmy to dla Kubusia. On potrzebuje ojca.

I to był ten haczyk. „Dla Kubusia”. Dałam mu drugą szansę, pod pewnymi warunkami. Zgodził się na wszystko bez mrugnięcia okiem. Był wzorowy. Pomagał mi w domu, wracał do domu punktualnie, opiekował się synem z zaangażowaniem, jakiego wcześniej nie widziałam. Nasi znajomi, którzy o niczym nie wiedzieli, mówili: „Boże, jak on na ciebie patrzy! Jesteście dla siebie stworzeni”. A ja? Ja uśmiechałam się i myślałam, że faktycznie było warto jeszcze o nas zawalczyć.

Niedaleko pada jabłko od jabłoni

Teraz, gdy zdradził mnie ponownie nie mogłam spojrzeć mu w oczy. Wybiegłam z sypialni. Ubrałam się i postanowiłam pojechać do teściowej. Wyznając jej to, co zrobił jej syn i to już drugi raz, spodziewałam się kobiecej solidarności. Liczyłam na to, że jako matka i żona, potępi syna. Myliłam się tak bardzo. Krystyna odstawiła filiżankę z porcelany, poprawiła broszkę na swetrze i westchnęła, jakbym właśnie powiedziała jej, że zbiłam talerz.

– Dziecko drogie – zaczęła tonem mentorki. – Mężczyźni tacy są. Mój Wiesław też miał swoje… epizody. Ale dom zawsze był najważniejszy. Mateusz zarabia, dba o was, zabiera na wakacje. Czego ty więcej oczekujesz? Wierność to ładne hasło do książek, ale życie to kompromisy. Nie niszcz dziecku życia przez swoją urażoną dumę.

Poczułam się wtedy, jak coś się we mnie gotuje. Zrozumiałam, że Mateusz niedaleko pada jabłko od jabłoni. Jego ojciec zdradzał, matka tolerowała, a on uczył się, że to jest norma. Że kobieta ma siedzieć cicho i cieszyć się, że mąż wraca na noc do domu. Pomyślałam, że już za pierwszym razem powinnam była spakować walizki. Powinnam była zrozumieć, że walczę z systemem wartości, który jest w nim zakorzeniony głębiej niż miłość do mnie. Ale słowa „nie niszcz dziecku życia” zadziałały jak zaklęcie. Zostałam. Postanowiłam, że będę mądrzejsza. Że będę go pilnować. Że stworzę Kubie dom, w którym nie będzie widać tych pęknięć.Jakże byłam naiwna.

Dla niego życie to gra pozorów

Wieczorem, kiedy wróciłam do domu, Mateusz siedział w salonie. Wiedziałam, że czeka nas konfrontacja, trudna rozmowa, której nie mogę odkładać w nieskończoność.

– Musimy porozmawiać.

Mateusz podniósł na mnie wzrok. Patrzyłam na niego i po raz pierwszy od lat nie widziałam przystojnego męża, którego bałam się stracić. Widziałam człowieka, który przez tyle czasu karmił nas iluzją, a ja jadłam mu z ręki, bojąc się prawdy.

– Nie rozumiem, jak mogłeś mi to zrobić drugi raz – wymamrotałam. Dałam ci drugą szansę, a ty znów perfidnie mnie oszukałeś. Nie mam dla ciebie żadnego szacunku.

– Ja nie chciałem, żeby tak wyszło.

– Nie chciałeś? Dobrze wiedziałeś, co robisz. Kiedy miałam nadzieję, że znów jesteśmy rodziną, zniszczyłeś ją ponownie bez żadnych skrupułów. Nie pomyślałeś, jak ja się będę z tym czuła, jak mam to wszystko wytłumaczyć naszemu synowi. Mam mu powiedzieć, że tatuś to zwykły zdrajca i manipulant?

– Nie mieszaj do tego naszego syna. Wiem, że nie byłe fair, ale dla jego dobra, nie chcę, żebyś robiła z tego aferę, nie chcę, abyśmy byli tematem plotek naszej rodziny i znajomych.

I wtedy to do mnie dotarło. On się nie zmieni. Nigdy. Dla niego życie to gra pozorów, w której liczy się to, jak wyglądamy na zewnątrz, a nie to, co czujemy w środku.

– Pakuj swoje rzeczy, rano nie chcę cię tu widzieć.

Nie pozwolę, aby nasza rodzina znów żyła w kłamstwie

Prawie całą noc nie zmrużyłam oka. Słyszałam tylko Mateusza, jak krząta się po domu, zbierając swoje manatki. W pewnym momencie usłyszałam tylko trzaśnięcie drzwiami. Rano w sypialni panowała cisza. Zajrzałam do garderoby - z szafy Mateusza zniknęły wszystkie ubrania. Z łazienki - jego kosmetyki. Weszłam do kuchni. Zrobiłam sobie kawę i usiadłam przy oknie. Zaczęłam rozmyślać o tym wszystkim, co za mną i co przede mną.

Wiem, że nie będzie łatwo. Mam świadomość co mnie czeka. Rozwód będzie trudny, a Mateusz wykorzysta każdą sztuczkę, każdego prawnika, każdą manipulację, żeby tylko wyszło na jego. Teściowa będzie opowiadać sąsiadom, że zniszczyłam rodzinę przez swoje fanaberie. Będę samotną matką, może będę miała mniej pieniędzy, może będę musiała wynająć małe mieszkanie w bloku. Ale wiem, że nie ma innej słusznej decyzji.

Zdrada boli. Ale życie w kłamstwie niszczy człowieka powoli, niezauważalnie. Kiedy mąż mnie zdradził za pierwszym razem, a ja naiwnie dałam mu drugą szansę, myślałam, że poświęcam się dla dobra rodziny. Ale teraz wiem, że to nie była prawda. Poświęcałam dobro rodziny, bo lęk przed zmianą był silniejszy. Jeszcze nie wiem, jak na to wszystko zareaguje mój syn, ale wiem jedno, nigdy więcej nie pozwolę, aby nasza rodzina znów żyła w kłamstwie.

Emilia, 39 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama