„W walentynki mąż dał mi piżmowe perfumy, których nie lubię. Od razu wiedziałam, czemu drań się pomylił”
„Od tamtego dnia zaczęłam używać perfum codziennie. Do pracy, na zakupy, nawet wtedy, gdy zostawałam w domu. Paweł stał się uważniejszy. Częściej pytał, gdzie byłam, jak minął mi dzień”.

Walentynki zawsze wydawały mi się bardziej gestem niż datą, drobnym potwierdzeniem, że ktoś nas kocha. Dlatego tamtego wieczoru nie spodziewałam się niczego szczególnego. A jednak, gdy Paweł podał mi niewielkie pudełko owinięte w jasny papier, poczułam wzruszenie. Jeszcze nie wiedziałam, że ten zapach zostanie ze mną na długo, choć wcale nie na skórze.
Mąż dał mi perfumy
Paweł wręczył mi pudełko z tym swoim spokojnym, lekko pewnym uśmiechem, jakby dokładnie wiedział, że trafił w punkt. Siedzieliśmy przy stole, kolacja już stygnęła, a świeca dogasała nierówno, zostawiając ślad na obrusie.
– Otwórz – powiedział krótko.
Papier rozsunął się cicho, a pod nim pojawiło się eleganckie opakowanie, ciężkie i chłodne w dotyku. Zanim jeszcze uniosłam wieczko, pomyślałam, że dawno nie dostałam nic tak starannie wybranego. Albo przynajmniej tak to wyglądało.
Gdy rozpyliłam zapach na nadgarstek, powietrze wokół mnie natychmiast się zmieniło. Był intensywny, uporządkowany, zbyt poważny. Nie lubiłam takich. Nie było w nim miękkości, którą lubiłam, ani ciepła, które kojarzyło mi się z domem. To był zapach kobiety, która wchodzi do pokoju bez wahania i nie ogląda się za siebie.
– I jak? – Paweł obserwował mnie uważnie.
Uśmiechnęłam się automatycznie, trochę za szybko.
– Bardzo… eleganckie – odpowiedziałam, szukając słowa, które nie zabrzmi jak kłamstwo.
Przytaknął, jakby dokładnie tego się spodziewał.
– Pomyślałem, że takie będą do ciebie pasować.
To zdanie zawisło między nami. „Takie”. Czyli jakie? Poczułam nagle, że próbuję dopasować się do zapachu, zamiast pozwolić, by to on był przedłużeniem mnie. Wstałam, żeby zanieść flakon do łazienki, a po drodze zerknęłam na swoje odbicie w lustrze. Wyglądałam jak zawsze. I właśnie to zaczęło mnie niepokoić.
Wieczór potoczył się dalej zwyczajnie. Rozmawialiśmy o pracy Pawła, o planach na weekend, o niczym ważnym. A jednak co chwilę unosiłam nadgarstek do nosa, jakby za każdym razem licząc, że zapach się zmieni, złagodnieje, stanie się bardziej mój. Nie stało się tak ani razu.
Leżąc później w łóżku, słuchałam równego oddechu męża i czułam ten aromat na skórze, obcy i zbyt wyraźny. Pojawiło się pytanie, którego nie chciałam dopuścić do głosu. Dlaczego kupił mi takie perfumy, chociaż wiedział, że nie lubię tego typu zapachów?
Przyzwyczajałam się do nowego zapachu
Następnego ranka długo stałam w łazience z flakonem w dłoni. Światło wpadało przez okno, odbijało się w szkle i sprawiało, że perfumy wyglądały jeszcze bardziej obco, jak eksponat postawiony nie tam, gdzie trzeba. Przez chwilę chciałam sięgnąć po stary zapach, ten, który znałam od lat. Zamiast tego nacisnęłam atomizer nowego.
Zapach znów rozlał się w powietrzu pewnie, bez wahania. Ubrałam się wolniej niż zwykle, jakbym próbowała nadążyć za kimś innym. W drodze do pracy łapałam spojrzenia ludzi, krótkie, uważniejsze niż zazwyczaj. Jedna z koleżanek w windzie uśmiechnęła się i powiedziała, że „ładnie dziś pachnę”. Skinęłam głową, ale w środku poczułam ukłucie, jakbym została pochwalona za coś, czego nie zrobiłam.
Wieczorem Paweł wrócił wcześniej niż zwykle. Gdy tylko przekroczył próg, zatrzymał się na moment.
– Zmieniłaś coś? – zapytał, zdejmując kurtkę.
– Psiknęłam się nowymi perfumami – odpowiedziałam spokojnie.
Podszedł bliżej, jakby mimochodem, a jednak zbyt uważnie. Widziałam to ożywienie w jego oczach, którego dawno nie widziałam, kiedy patrzył na mnie. Ten drobny błysk, szybki i szczery.
– Ładnie pachniesz – powiedział cicho.
Od tamtego dnia zaczęłam używać perfum codziennie. Do pracy, na zakupy, nawet wtedy, gdy zostawałam w domu. Paweł stał się uważniejszy. Częściej pytał, gdzie byłam, jak minął mi dzień. Dotykał mnie przelotnie, niby przypadkiem, gdy mijał mnie w kuchni. Czułam, że gram rolę, której scenariusza nie pisałam.
Wieczorami rozmawialiśmy coraz mniej o nas. On opowiadał o pracy, o ludziach z zespołu, a ja słuchałam, wyłapując drobiazgi. Imię Klary pojawiało się często, zawsze neutralnie, bez emocji. „Klara wysłała maila”, „Klara ma dobry pomysł”. Za każdym razem, gdy to mówił, miałam wrażenie, że coś ukrywa.
Byłam podejrzliwa
Z Ireną spotkałam się w małej kawiarni niedaleko jej mieszkania. Znała mnie na tyle dobrze, że wystarczyło jedno spojrzenie, by odsunęła filiżankę i nachyliła się w moją stronę.
– Co się dzieje? – zapytała bez wstępu.
Zaczęłam od perfum, od prezentu, który niby był miły, a jednak od pierwszej chwili uwierał. Mówiłam spokojnie, zbyt spokojnie, jakbym relacjonowała czyjąś historię. Irena słuchała uważnie, nie przerywała, tylko co jakiś czas marszczyła brwi.
– Może po prostu nie trafił z zapachem – powiedziała w końcu ostrożnie. – Faceci tak mają.
Pokręciłam głową.
– To nie o to chodzi. On… inaczej na mnie patrzy, odkąd ich używam. Jakby wreszcie zobaczył coś, na co czekał.
Zapadła chwila ciszy. Wtedy Irena zapytała:
– A Klara?
Podniosłam wzrok gwałtownie.
– Co z nią?
– Wspominasz o niej od tygodni. Albo raczej Paweł o niej wspomina.
Zaczęłam wyliczać, trochę nerwowo, jak często pojawia się w jego opowieściach. Jak zna jej zdanie na każdy temat, jak powtarza jej słowa, czasem nawet ton. Brzmiało to niewinnie, dopóki nie usłyszałam tego na głos.
– Jak ona pachnie? – zapytała Irena nagle.
Zamarłam. Przez moment chciałam zaprzeczyć, powiedzieć, że nie wiem, że to bez znaczenia. A jednak obraz pojawił się sam. Winda w biurowcu Pawła, kilka tygodni wcześniej. I zapach perfum, którymi teraz pachnę ja.
– Podobnie – wyszeptałam. – Jak mogłam być taka głupia?
Irena westchnęła ciężko.
– Natalia, ja nie mówię, że on zrobił coś złego. Ale czasem ludzie noszą w głowie cudze wyobrażenia i nawet nie zauważają, kiedy zaczynają nimi żyć.
Wracałam do domu z uczuciem narastającego niepokoju. Każdy szczegół nagle nabierał znaczenia. Jego uśmiech, gdy mówił o pracy. To, że nigdy nie zapytał, czy zapach mi się naprawdę podoba.
Mąż coś ukrywał
Stało się to zupełnie zwyczajnie, bez zapowiedzi. Paweł wrócił późno, zmęczony, zniecierpliwiony korkami i całym dniem. Zdjął kurtkę w przedpokoju i rzucił ją na krzesło, jak robił to setki razy wcześniej. Kiedy następnego dnia chciałam ją powiesić, poczułam znajomy zapach na niej. Cofnęłam rękę odruchowo, jakbym dotknęła czegoś, czego nie powinnam.
Serce zaczęło mi bić szybciej. Stałam w przedpokoju z kurtką Pawła w dłoniach, a obrazy same układały się w całość. Winda. Biuro. Klara, stojąca obok niego, zbyt blisko, by to był przypadek. Wieczorem, gdy Paweł wszedł do kuchni, spojrzałam na niego inaczej. Jak na kogoś, kogo dopiero uczę się od nowa.
– Wszystko w porządku? – zapytał, zauważając moje milczenie.
– Tak – odpowiedziałam po chwili. – Po prostu jestem zmęczona.
Usiadł naprzeciwko, opowiadał coś o pracy, o spotkaniu, które się przeciągnęło. Słuchałam, ale każde jego słowo brzmiało jak starannie dobrana wersja zdarzeń. Gdy mówił, gestykulował spokojnie, zbyt spokojnie. A ja czułam, jak między nami rośnie dystans, cichy i niewidoczny.
W nocy leżałam obok niego, nie mogąc zasnąć. Zapach z kurtki wracał w myślach uparcie, jak dowód, którego nie chciałam, ale nie potrafiłam zignorować. Zrozumiałam, że nie potrzebuję przyłapać go na niczym więcej. Ta obecność była wystarczająca.
Nie konfrontowałam się z nim jeszcze. Wiedziałam, że gdy to zrobię, coś się nieodwracalnie zmieni. A ja wciąż łudziłam się, że jeśli będę milczeć, prawda cofnie się sama.
Czuję zdradę
Flakon schowałam na dno szuflady w sypialni, pod apaszkami, których prawie nie nosiłam. Nie wyrzuciłam go. Nie potrafiłam. Był zbyt ciężki od znaczeń, zbyt dokładny w tym, co mi pokazał. Zamykając szufladę, miałam wrażenie, że odkładam tam nie zapach, lecz własną naiwność.
Z Pawłem rozmawialiśmy jeszcze kilka razy, spokojnie, niemal ostrożnie. Pytałam o wybór, o to, co go zainspirowało. Odpowiadał wymijająco, jakby krążył wokół sedna, ale nigdy nie chciał w nie wejść. W jego słowach było więcej logiki niż prawdy, a ja przestałam zadawać kolejne pytania. Zrozumiałam, że nie każde milczenie jest brakiem odpowiedzi. Czasem jest odpowiedzią samą w sobie.
Codzienność wróciła, przynajmniej z pozoru. Wspólne posiłki, rozmowy o sprawach bieżących, plany na najbliższe dni. A jednak coś się zmieniło. Patrzyłam na niego i wiedziałam, że choć siedzi naprzeciwko, część jego myśli pozostaje gdzie indziej. I że to właśnie boli najbardziej. I wciąż czułam u niego te perfumy, choć ich nie używałam, więc musiał być blisko z Klarą. Za blisko. Czy mnie zdradza? Myślę, że tak i że to kwestia czasu, zanim wszystko się wyda.
Natalia, 39 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Kupowałem żonie pączki, a potem przez nie prawie ją zdradziłem. Słodki flirt odbił mi się czkawką”
- „Na kolację walentynkową zrobiłam kotlety schabowe. Mąż po jednym kęsie zakochał się we mnie na nowo”
- „W walentynki znalazłam paragon za bukiet róż. Nie był dla mnie, bo mąż w prezencie dał mi tylko czekoladki”

