Reklama

Zawsze uważałem się za osobę, która nie szczędzi wysiłków, by sprawić radość bliskim. Może to kwestia wychowania, może charakteru, ale po prostu lubię widzieć uśmiech na twarzach tych, na których mi zależy. Zbliżające się walentynki były dla mnie czymś więcej niż kolejną okazją do wręczenia bukietu kwiatów czy wyjścia do kina. Chciałem, żeby ten dzień na długo zapadł w pamięć mojej dziewczynie. Byliśmy razem już ponad rok, przeżyliśmy kilka burz, ale nadal czułem motyle w brzuchu, gdy do mnie dzwoniła czy pisała wiadomość. Dlatego od tygodni planowałem coś wyjątkowego — niespodziankę, która miała ją totalnie zaskoczyć i pokazać, jak bardzo mi na niej zależy. Nie przewidziałem tylko jednego: nie każdy docenia to samo.

Nie mogłem się doczekać

Przez cały styczeń w głowie układałem sobie szczegóły tego dnia. Siedziałem wieczorami nad laptopem, przeglądając pomysły na oryginalne prezenty i romantyczne wyjścia. Ola zawsze powtarzała, że ceni gesty, a nie rzeczy, dlatego chciałem, żeby to była niespodzianka z prawdziwego zdarzenia, nie kolejna kolacja w restauracji. Zainspirował mnie artykuł o walentynkowym miejskim spacerze z zadaniami — pomyślałem, że wymyślę coś takiego tylko dla nas. Zaplanowałem trasę przez nasze ulubione miejsca w mieście: każde z nich miało być kolejnym „etapem”, na którym zostawię dla Oli małą zagadkę albo liścik z miłym wspomnieniem.

Oprócz tego w tajemnicy dogadałem się z jej najlepszą przyjaciółką, by pomogła mi zorganizować drobne rekwizyty: baloniki, zdjęcia, a nawet kawę w miejscu, gdzie się poznaliśmy. Miałem w głowie obraz jej zdumionej i rozpromienionej twarzy, kiedy wszystko zaskoczy jak w filmie. Im więcej nad tym pracowałem, tym bardziej czułem, że robię coś naprawdę wyjątkowego, coś, co powinno na nowo rozpalić w nas emocje. Nie mogłem się doczekać tej soboty. Wszystko wydawało się możliwe, a ja – dumny ze swojej kreatywności. Czułem się zakochany jak nastolatek.

Byłem gotowy na ten dzień

Tydzień przed walentynkami wszystko zaczęło się komplikować. W pracy nagle pojawił się pilny projekt, przez który musiałem siedzieć po godzinach. Każdego wieczoru wracałem do domu zmęczony, ale wciąż myślałem o niespodziance dla Oli. Kilka razy miałem ochotę odpuścić, przecież nikt nie oczekuje cudów, ale zaraz przypominałem sobie, jak Ola narzekała, że poprzednie walentynki były zbyt przewidywalne. Nie chciałem, żeby znowu czuła się rozczarowana. Więc biegałem po mieście — raz kupowałem balony, innym razem odbierałem wydrukowane zdjęcia z punktu fotograficznego. Przez telefon dogadywałem się z jej przyjaciółką, która coraz mniej entuzjastycznie podchodziła do moich pytań i pomysłów.

— Znowu coś zmieniasz? Przecież już wszystko uzgodniliśmy — westchnęła w słuchawkę.

— Wiem, wiem, tylko pomyślałem, że fajnie byłoby dodać jeszcze mały prezent przy kawiarni — próbowałem tłumaczyć.

— Okej, tylko już naprawdę nie komplikuj. Ola się nie domyśli, co szykujesz, to mogę ci obiecać.

Każdego dnia byłem coraz bardziej zestresowany, ale jednocześnie podekscytowany. W piątek wieczorem, kiedy kończyłem pakować ostatnią paczuszkę z liścikiem, poczułem ogromną ulgę. Byłem gotowy na ten dzień. Nic nie mogło się nie udać… przynajmniej tak mi się wtedy wydawało.

Początek się nie klei

W sobotni poranek wstałem wcześniej niż zwykle. Przygotowałem śniadanie, zadbałem o drobiazgi — wszystko musiało być perfekcyjne. Wysłałem Oli krótką wiadomość: „Ubierz się ciepło. O 12:00 po ciebie wpadam, nie pytaj o nic”. Odpisała lakonicznie „ok”, bez żadnej emotki. Uspokajałem się, że pewnie jeszcze śpi albo po prostu nie chce zdradzać emocji. Przed południem zabrałem przygotowane paczuszki i wyruszyłem pod jej blok, serce waliło mi jak oszalałe.

Gdy Ola wsiadła do auta, od razu zauważyłem, że jest nie w humorze. Przez całą drogę do centrum była zamyślona, niemal wcale się nie odzywała. Starałem się żartować, puszczałem jej ulubioną muzykę, ale reagowała półuśmiechem.

— Wszystko okej? — zapytałem, próbując nie zabrzmieć jak nadgorliwy chłopak.

— Tak, po prostu kiepsko spałam — rzuciła krótko, wyglądając przez okno.

Starałem się nie dać po sobie poznać, jak bardzo mnie to zmartwiło. Myślałem: początek się nie klei, ale jak zobaczy pierwszy „przystanek” i znajdzie liścik z naszym wspólnym zdjęciem, wszystko się odmieni. Jednak kiedy, zgodnie z planem, dałem jej pierwszy prezent i poprosiłem, by przeczytała na głos moją zagadkę, Ola tylko westchnęła i odczytała ją bez emocji, nawet nie patrząc mi w oczy.

Przecież chciałem dobrze

Wędrowaliśmy przez miasto od punktu do punktu, ale atmosfera była daleka od tego, co sobie wyobrażałem. Za każdym razem, gdy wręczałem jej drobiazg albo naprowadzałem na kolejną zagadkę, Ola zachowywała się coraz bardziej obojętnie. Zamiast uśmiechu widziałem na jej twarzy rosnącą irytację. Zacząłem się zastanawiać, czy zrobiłem coś nie tak. Kiedy zatrzymaliśmy się w kawiarni, w której się poznaliśmy, próbowałem rozładować napięcie.

Pamiętasz ten dzień? — zagadnąłem z nadzieją.

— No jasne, pamiętam — odpowiedziała bez entuzjazmu, mieszając łyżeczką w kawie.

Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu, a ja czułem narastającą frustrację.

— W ogóle podoba ci się to wszystko? — wyrwało mi się w końcu.

— Nie wiem, czy to jest jeszcze dla mnie — odpowiedziała cicho, wpatrując się w stolik.

— Co masz na myśli?

Ola tylko wzruszyła ramionami. Patrzyłem na nią, próbując coś zrozumieć. Przecież chciałem dobrze. To wszystko miało być dowodem, że o nią dbam, że mi zależy. A czułem się coraz bardziej jak aktor, który myli się w każdej scenie.

— Może po prostu… przesadziłem? — zapytałem z rezygnacją.

— Po prostu… to nie jest mój dzień — powiedziała, wciąż nie patrząc mi w oczy.

Milczeliśmy przez dłuższą chwilę

Reszta dnia upłynęła nam w zupełnej ciszy. Przemierzaliśmy kolejne przystanki mojego „walentynkowego szlaku”, ale cała radość, którą sobie wyobrażałem, rozpłynęła się gdzieś po drodze. Ola odbierała kolejne paczuszki bez słowa, a ja coraz mocniej czułem, jak w środku narasta mi rozczarowanie. W końcu, gdy dotarliśmy do ostatniego punktu, gdzie zostawiłem dla niej list i mały upominek, zatrzymała się, spojrzała na mnie i tylko powiedziała:

— Słuchaj, to naprawdę miłe, że się tak postarałeś, ale… ja już nie potrafię się z tego cieszyć. To wszystko jest trochę… na siłę.

Patrzyłem na nią zaskoczony, przez chwilę nie potrafiłem wydusić z siebie słowa.

— Na siłę? Przecież chciałem dobrze, chciałem ci pokazać, że mi zależy.

— Wiem, po prostu… nie wiem, czy jeszcze potrafię się cieszyć takimi rzeczami, czy w ogóle jeszcze jesteśmy tą samą parą, co kiedyś.

Milczeliśmy przez dłuższą chwilę. Widziałem, jak Ola odwraca wzrok, jakby nie chciała, żebym dostrzegł łzy w jej oczach. Chciałem ją przytulić, pocieszyć, ale coś mnie powstrzymało. Może przeczucie, że te słowa wisiały nad nami od dawna, tylko żadne z nas nie miało odwagi ich wypowiedzieć.

Zostałem sam

Po tym dniu jeszcze przez jakiś czas próbowaliśmy rozmawiać, ale było w nas coraz więcej zmęczenia niż czułości. Przestaliśmy snuć wspólne plany, coraz częściej milczeliśmy, kiedyś nie do pomyślenia w naszym związku. Zdałem sobie sprawę, że moja walentynkowa niespodzianka stała się niezamierzoną kulminacją wszystkiego, co przez ostatnie miesiące między nami nie grało. Próbowałem ratować coś, co dawno zaczęło się sypać, tylko nie chciałem tego zauważyć.

Ola wyprowadziła się dwa tygodnie po walentynkach. Nie było żadnej dramatycznej sceny, krzyków ani łez — po prostu zebrała swoje rzeczy i powiedziała cicho:

— Przepraszam, nie chcę już udawać. Ty za bardzo się starasz, a ja nie potrafię już tego docenić. Może to nie jest kwestia niespodzianek, tylko tego, że zgasło coś, co miało być najważniejsze.

Zostałem sam w pustym mieszkaniu, otoczony resztkami balonów i pamiątek, które jeszcze niedawno wydawały mi się symbolem naszego szczęścia. Długo biłem się z myślami — czy naprawdę niepotrzebnie się tak starałem? Może czasem lepiej dać sobie i komuś prawo, by coś się skończyło. A ja, zamiast na siłę ratować coś, co dawno było martwe, powinienem był pozwolić odejść. Tak jak Ola pozwoliła odejść mnie.

Michał, 29 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama