Reklama

Tradycje były dla mnie jak cienka nić, która trzymała rodzinę razem. Te małe daty w kalendarzu, niby nic wielkiego, a jednak zawsze oznaczały, że jesteśmy blisko. Odkąd Kamil się ożenił, coraz częściej miałam wrażenie, że stoję obok, a nie w środku. Tłusty Czwartek stał się dla mnie cichym sprawdzianem – czy ktoś jeszcze pomyśli o mnie tak po prostu.

To nie chodzi o ten dzień

Dowiedziałam się przypadkiem. Stałam w kolejce w piekarni, tej samej, do której od lat chodziłam przed Tłustym Czwartkiem, gdy sprzedawczyni uśmiechnęła się do mnie szeroko.

– Ale dziś ruch, prawda? Pański syn z żoną też byli rano, ledwo się załapali – rzuciła lekko, pakując mi papierową torbę.

Zamarłam.

– Mój syn? – upewniłam się, choć serce już zaczęło mi bić szybciej.

– No tak, Kamil z Oliwią. Bardzo mili ludzie – dodała, nieświadoma, że właśnie wywróciła mój dzień do góry nogami.

Wyszłam na zewnątrz, trzymając torbę z pączkami jak coś obcego. Usiadłam na ławce i wpatrywałam się w chodnik. Spojrzałam na telefon. Nawet jednej wiadomość „Mamo, może wpadniesz do nas na kawę i pączka”. Im dłużej siedziałam, tym więcej przypominałam sobie drobnych sytuacji. Niedzielne obiady „innym razem”. Święta odwołane w ostatniej chwili. Krótkie rozmowy, jakby zawsze się spieszyli. Wróciłam do domu i postawiłam torbę na stole. Zapach, który kiedyś kojarzył mi się z radością, teraz drażnił. Zadzwoniłam do Kamila. Odebrał po kilku sygnałach.

– Mamo? Coś się stało?

– A nic, tak dzwonię. Słyszałam, że byliście dziś w tej naszej piekarni po pączki – powiedziałam wprost.

Zapadła krótka cisza.

– No… tak. W końcu Tłusty Czwartek.

No właśnie, tłusty czwartek. Zawsze spędzaliśmy go rodzinnie, u mnie. Smażyłam faworki, kupowałam najlepsze pączki w okolicy. Dziś nikt nawet nie wpadł do mnie na jednego. Nikt mnie nie zaprosił do siebie. Odłożyłam telefon i spojrzałam na pączki. Leżały nietknięte. I wtedy po raz pierwszy pomyślałam, że to nie chodzi o ten dzień. To chodzi o miejsce, które cicho, niezauważenie zaczęło mi się wymykać.

Dla mnie to było coś więcej

Nie potrafiłam przestać o tym myśleć. Przez cały dzień krążyłam po mieszkaniu, poprawiałam rzeczy, które nie wymagały poprawiania, co chwilę zerkałam na telefon. W końcu to ja zadzwoniłam ponownie do Kamila. Tym razem odebrał od razu.

– Mamo, jestem w pracy, możemy porozmawiać później?

– Teraz – powiedziałam stanowczo.

Sama się zdziwiłam własnym tonem. Westchnął.

– No dobrze. O co chodzi?

– O to, że nie pomyśleliście, żeby mnie zaprosić do siebie. O to chodzi – wyrzuciłam z siebie. – Tłusty Czwartek zawsze spędzaliśmy razem.

– Mamo, to tylko pączki – odpowiedział spokojnie. Zbyt spokojnie. – Nie robiliśmy z tego żadnego wydarzenia.

– Dla ciebie może tak – odparłam. – Dla mnie to było coś więcej.

Po drugiej stronie zapadła cisza. Słyszałam szum w tle, jakby odsunął telefon od ucha.

– Oliwia nawet nie wiedziała, że to dla ciebie ważne – powiedział w końcu.

– Ale ty wiedziałeś – przypomniałam mu. – Wychowałam cię. Wiesz, co dla mnie się liczy.

– Mamo, nie możesz oczekiwać, że wszystko będzie jak dawniej – odpowiedział, a w jego głosie pojawiło się zniecierpliwienie. – Mamy swoje życie.

„Swoje życie”. Jakby moje nagle przestało się liczyć.

– Czyli ja już się w nim nie mieszczę? – zapytałam ciszej.

– Nie o to chodzi – odparł szybko. – Po prostu… przesadzasz.

To słowo zostało ze mną po zakończeniu rozmowy. Przesadzam. Usiadłam na kanapie i poczułam, jak coś we mnie opada. Może naprawdę przesadzam. A może po prostu nikt nie chce widzieć, że dla mnie to nie jest drobiazg, tylko kolejny dowód na to, że stoję coraz dalej. W głowie zaczęły pojawiać się obrazy Oliwii. Jej spokojny ton, jej dystans. Pomyślałam, że to ona wprowadziła ten porządek, w którym nie ma miejsca na dawne rytuały. A Kamil… on po prostu się dostosował. I wtedy zrozumiałam, że ta rozmowa jeszcze się nie skończyła. Nie mogłam udawać, że wszystko jest w porządku.

Nie przywiązujemy do takich dni dużej wagi

Spotkaliśmy się kilka dni później u nich. Poszłam do nich bez zapowiedzi, jakby los sam mnie tam popchnął. Oliwia otworzyła drzwi z lekkim zdziwieniem, ale bez uśmiechu.

– Cześć, Renata – powiedziała spokojnie. – Coś się stało?

Usiadłam w kuchni, tej ich nowej, jasnej kuchni, w której wszystko miało swoje miejsce. Nawet ja czułam się tam jak gość.

– Chciałam porozmawiać – zaczęłam, splatając dłonie. – O Tłustym Czwartku.

Oliwia spojrzała na Kamila, potem z powrotem na mnie.

Myślałam, że to już wyjaśnione – odparła chłodno. – To nie było aż tak ważne.

– Dla ciebie – poprawiłam ją. – Dla mnie było.

– Ale nie możesz oczekiwać, że każde święto w klandarzu będziemy spędzać wspólnie – powiedziała rzeczowo. – My nie przywiązujemy do takich dni dużej wagi.

To „my” zabrzmiało jak mur.

– A ja przywiązuję – podniosłam głos. – I czuję się pomijana.

Oliwia westchnęła.

– Mamy swoje życie, musisz się z tym pogodzić.

Poczułam, jak łzy napływają mi do oczu, ale nie pozwoliłam im spaść.

– Dla ciebie to pączki. Dla mnie to sygnał, że już mnie nie potrzebujecie – powiedziałam cicho.

Zapadła cisza. Kamil spuścił wzrok. Oliwia wzruszyła ramionami.

– Każdy musi pogodzić się z tym, że role się zmieniają – stwierdziła.

Wtedy coś we mnie pękło. Zrozumiałam, że to nie była rozmowa o tradycji. To była rozmowa o tym, że nie ma już dla mnie miejsca w tej rodzinie. Wyszłam bez pożegnania. Na klatce schodowej poczułam ulgę i pustkę jednocześnie. Kulminacja już się wydarzyła. Teraz zostawało tylko zmierzyć się z tym, co po niej.

Czuję się niepotrzebna

Nie wróciłam od razu do domu. Chodziłam bez celu po osiedlu, aż w końcu zadzwoniłam do Eweliny. Znała mnie od lat, znała też Kamila jeszcze z czasów, gdy był chudym chłopcem z plecakiem większym od siebie.

– Spotkajmy się – powiedziałam tylko. – Teraz.

Usiadłyśmy w małej kawiarni niedaleko parku. Ewelina patrzyła na mnie uważnie, gdy opowiadałam jej wszystko, niemal bez przerwy, jakby słowa bały się, że zaraz zostaną zapomniane.

– I powiedziała, że muszę pogodzić się z tym, że role się zmieniają – zakończyłam, mieszając łyżeczką w filiżance.

Ewelina nie odpowiedziała od razu.

– A ty jak się z tym wszystkim czujesz? – zapytała w końcu.

– Czuję się niepotrzebna – przyznałam. – Jak dodatek do ich życia.

– A może czujesz się odsunięta, bo próbujesz być w centrum – powiedziała ostrożnie.

Spojrzałam na nią zaskoczona.

– Czyli uważasz, że to moja wina?

– Uważam, że pączki nie były problemem – odparła spokojnie. – One tylko uruchomiły coś, co w tobie siedzi od dawna.

Zamilkłam. Wiedziałam, że ma rację, choć nie chciałam tego przyznać.

– Boję się – wyszeptałam. – Że teraz już zawsze będę na drugim planie.

– Renata, dorosłe dzieci nie odchodzą przeciwko nam – powiedziała cicho. – One po prostu idą w swoją stronę.

Te słowa bolały, ale były prawdziwe. Zrozumiałam, że walcząc o zaproszenie, walczyłam tak naprawdę o poczucie bycia potrzebną. O to, żeby ktoś jeszcze zauważał moje miejsce przy stole. Wyszłam z kawiarni lżejsza, choć wcale nie spokojna. Wiedziałam już, że nie cofnę czasu. Mogłam tylko zdecydować, czy będę trzymać się kurczowo tego, co było, czy spróbuję odnaleźć siebie na nowo.

Moja rola się zmieniła

Minęło kilka tygodni. Tłusty Czwartek dawno zniknął z kalendarza, ale we mnie coś po nim zostało. Kamil zadzwonił raz, zapytał, co słychać. Odpowiedziałam spokojnie. Oliwia się nie odezwała. I chyba pierwszy raz nie czekałam na ten telefon z napięciem. Zaczęłam inaczej planować dni. Zapisałam się na zajęcia, na które zawsze brakowało mi odwagi. Spotykałam się częściej z Eweliną. Uczyłam się, że cisza w telefonie nie musi oznaczać odrzucenia, choć wciąż czasem tak ją odczuwałam.

Nie wiem, czy nasze relacje wrócą do dawnej bliskości. Może już nie. Zrozumiałam jednak, że świat mojego syna naprawdę się zmienił, a ja nie mam do niego klucza, jak kiedyś. Mogę tylko zapukać do drzwi – albo odejść kawałek dalej i zbudować coś własnego. Tłusty Czwartek przestał być dla mnie symbolem radości. Stał się momentem, w którym zobaczyłam prawdę, przed którą długo uciekałam. Moja rola się zmieniła. I choć to boli, wiem, że od tego dnia zaczęłam powoli uczyć się żyć na nowo, już nie jako centrum czy dodatek, ale jako ktoś, kto wciąż ma swoje miejsce. Tylko inne.

Renata, 66 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama