„W tamte ferie spotkałam go po latach. Byłam zaręczona, ale moje serce i tak momentalnie zabiło szybciej”
„Poczułam coś dziwnego pod skórą. Przez chwilę nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Wieczorem długo nie mogłam zasnąć. Patrzyłam w sufit i próbowałam poukładać myśli. Adam miał dziewczynę, ja narzeczonego — wszystko było niby jasne. A jednak... Rozmowa z nim sprawiła, że znowu poczułam się widziana. Z nim śmiałam się bez wysiłku, a przy Mateuszu. No cóż”.

Cisza zimowych poranków w moim rodzinnym domu była inna niż ta w mieście: niepokojąco szczera. Siedząc przy kuchennym stole, patrzyłam na zamarznięte okno i przez chwilę miałam ochotę po prostu zniknąć. Miałam narzeczonego, plan na życie i pozory szczęścia. Tylko coraz częściej czułam, że coś we mnie się kruszy. Mateusz był odpowiedzialny, zawsze słowny, ale chłodny. Nasze rozmowy stały się przewidywalne jak pogoda zimą. Może dlatego tak bardzo tęskniłam za czymś, co było kiedyś — za beztroskimi zimami z dzieciństwa, za Adamem, z którym zjeżdżałam na sankach, śmiałam się do łez i wierzyłam, że świat jest prosty.
Telefon oderwał mnie od wspomnień. Mateusz. Odebrałam i natychmiast usłyszałam jego obojętny głos:
— Dobrze, że odpoczywasz, Oliwka. Może wpadnę na weekend, jeśli dam radę.
Nic więcej. Rozłączyłam się z lekkim zawodem. Czułam, że coś się kończy, choć nie miałam odwagi tego nazwać. Spojrzałam za okno. Gdzieś w środku śnieżnej ciszy miałam nadzieję, że coś się zmieni. Albo ja się zmienię.
Co by było, gdybym miała wybór?
Śnieg prószył leniwie, kiedy wyszłam z domu, żeby złapać trochę świeżego powietrza i wyrwać się z tej ciasnej ciszy. Przeszłam kilkaset metrów do przystanku, bez celu. Wtedy go zobaczyłam. Stał przy ławce, w rozpiętej kurtce, jakby zapomniał, że zima potrafi być bezlitosna. Adam. Po tylu latach znów go widziałam.
— Serio? To ty? — roześmiał się, a ja przez sekundę poczułam się znowu nastolatką.
— No przecież nie duch! — odparłam, uśmiechając się szeroko.
Nie zmienił się prawie wcale. Może był tylko trochę poważniejszy w oczach, ale miał ten sam uśmiech — szczery, rozbrajający. Poszliśmy razem w stronę mojego domu, rozmawiając o wszystkim i o niczym. Śmialiśmy się z własnych wspomnień, z mojej spektakularnej wywrotki na sankach i jego idiotycznych pomysłów.
— Czasem się zastanawiałem, jakby to było, gdybyśmy się nie rozjechali po maturze — rzucił nagle Adam, patrząc na mnie trochę z ukosa.
Poczułam coś dziwnego pod skórą. Przez chwilę nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Wieczorem długo nie mogłam zasnąć. Patrzyłam w sufit i próbowałam poukładać myśli. Adam miał dziewczynę, ja narzeczonego — wszystko było niby jasne. A jednak... Rozmowa z nim sprawiła, że znowu poczułam się widziana. Z nim śmiałam się bez wysiłku, a przy Mateuszu... Coraz częściej miałam wrażenie, że wymieniamy się tylko informacjami, jakbyśmy byli współlokatorami, a nie parą. Adam miał w sobie lekkość i ciepło, których brakowało mi u boku Mateusza. Zasnęłam z zamętem w głowie i tą niebezpieczną myślą: co by było, gdybym miała wybór?
Zawahałam się
Z każdym dniem coraz trudniej było mi znaleźć wymówkę, żeby nie wyjść z domu. Adam pisał rano krótkie wiadomości, niby przypadkowe: „Idziesz na sanki?” albo „Herbata u dziadków jak za starych czasów?” i nawet nie musiał mnie długo namawiać. Śmialiśmy się, wspinaliśmy na pagórek za domem, a potem mokrzy od śniegu piliśmy gorącą herbatę w kuchni jego babci. Chciałam wierzyć, że to tylko niewinna nostalgia, ale w środku czułam niepokój.
Wieczorem wróciłam do domu spóźniona. Mama czekała w kuchni.
— Dużo czasu spędzasz z Adamem — rzuciła, nalewając mi herbatę. — Mateusz wczoraj do mnie dzwonił. Martwi się, że nie odbierasz.
Zrobiło mi się gorąco. W jednej chwili poczułam się, jakby ktoś mnie przyłapał na czymś złym.
— Przesadzasz, mamo — burknęłam, uciekając spojrzeniem. — To tylko stary kumpel.
Wyszłam do swojego pokoju, trzaskając drzwiami. Chciałam się bronić, ale sama nie byłam pewna, czy mam rację. Usiadłam na łóżku, patrzyłam na telefon, ale nie miałam siły oddzwaniać do Mateusza. Zamiast tego napisałam do Adama. Kilka minut później był pod moim oknem.
Spacerowaliśmy w milczeniu, śnieg skrzypiał pod butami. Adam pierwszy przerwał ciszę:
— A jak u ciebie z narzeczonym? Wszystko w porządku?
Zawahałam się.
— Wiesz, Mateusz to dobry człowiek. Wszystko jest... stabilne — odpowiedziałam wymijająco.
Adam zatrzymał się i spojrzał mi w oczy.
— Ja sam już nie wiem, czego chcę. Ale dziwnie dobrze się przy tobie czuję, Oliwia.
Serce mi zabiło mocniej. Poczułam, że ta niewinna nostalgia zaczyna być coraz mniej niewinna.
Wróciłam do domu, płacząc
Dzień przed wyjazdem Adama czułam się, jakbym była zawieszona między dwoma światami. W domu panowała zwykła cisza, jakby nikt nie zauważył, że w środku rozrywa mnie niepokój. Wieczorem Adam napisał tylko jedno słowo: „Przyjdź”. Bez zastanowienia założyłam kurtkę i wymknęłam się przez tylne drzwi. Spotkaliśmy się pod domem jego dziadków i bez słowa weszliśmy do środka. Odpalił stary film — ten sam, który oglądaliśmy jako dzieci, śmiejąc się z głupich dialogów.
Śnieg zaczął padać gęściej.
— Chodź, pokażę ci coś — powiedział Adam i otworzył balkon. Zimno wdarło się do środka, ale nie miało to znaczenia. Wyszliśmy na zewnątrz, śnieg osiadał nam na włosach. Stałam tam, patrząc na niego, a potem... po prostu mnie pocałował. Delikatnie, niepewnie, jakby prosił o pozwolenie. Cofnęłam się, serce waliło mi jak oszalałe.
— Nie możemy tego zrobić — wyszeptałam. — Ty masz dziewczynę. Ja mam narzeczonego.
Adam patrzył na mnie poważnie.
— To nie był przypadek, Oliwia. Nie chcę udawać, że nic się nie wydarzyło. Może właśnie na to czekałem tyle lat.
Zamilkłam, łzy stanęły mi w oczach.
— Nie możesz tak mówić — szepnęłam. — Nie wolno nam...
Adam podszedł bliżej, ściszył głos:
— Ale z nim nie jesteś taka, jak tutaj. Widziałem twoje oczy, Oliwia.
Wróciłam do domu, płacząc. Nie spałam całą noc. Nad ranem telefon zawibrował. Mateusz: „Kupiłem bilety. Będę u ciebie jutro”. Siedziałam na łóżku, trzymając telefon, z poczuciem winy i strachu. Wszystko się posypało. A ja nie wiedziałam, czego naprawdę chcę.
W oczach miał smutek
Mateusz przyjechał wcześnie rano. Wszedł do kuchni z podróżną torbą i uśmiechem, który wyglądał na wymuszony. Moja mama od razu podała mu kawę, tata poklepał po ramieniu — jakby nigdy nic. Ja czułam, że nie mogę na niego patrzeć. Nagle wszystko, co wcześniej było miłe i bezpieczne, zaczęło mnie przytłaczać. Starałam się zachowywać normalnie, ale Mateusz wyczuwał dystans. Gdy tylko zostaliśmy sami w moim pokoju, usiadł na łóżku, a ja usiadłam przy biurku, udając, że coś przeglądam w laptopie. Przez chwilę milczeliśmy.
— Wiesz, że coś się zmieniło. Nie trzeba być geniuszem — odezwał się spokojnie. — Nie będę udawał, że tego nie widzę.
Odwróciłam wzrok.
— Przepraszam — wydusiłam. — Nie chciałam… To się po prostu stało.
Mateusz pokiwał głową, jakby wszystko zrozumiał, ale w oczach miał smutek.
— Widziałem, jak na niego patrzysz. Nigdy tak nie patrzyłaś na mnie — powiedział cicho. — W sumie to chyba mówi wszystko, co muszę wiedzieć.
Próbowałam coś jeszcze wyjaśnić, wytłumaczyć, ale zabrakło mi słów. On wstał, zaczął pakować swoje rzeczy do torby. Nie robił sceny, nie podniósł głosu.
— Dziękuję, że powiedziałaś prawdę — rzucił na koniec. — Lepiej późno niż nigdy.
Wyszedł, a ja zostałam sama w pustym pokoju, otoczona własnym żalem i poczuciem winy. Napisałam do Adama, ale odpowiedzi nie było. Zrozumiałam, że on już wrócił do miasta. I że może wszystko, co się wydarzyło, już niczego nie zmieni.
Nie było już odwrotu
Nie mogłam znaleźć sobie miejsca. W domu było duszno, wszystko przypominało o tym, co straciłam. Po kilku dniach się zdecydowałam: wsiadłam w pociąg i pojechałam do miasta, gdzie mieszkał Adam. Nawet nie wiedziałam, co mu powiem, ale musiałam to zrobić. Napisałam do niego, że jestem na miejscu. Odpisał krótko: „Spotkajmy się w kawiarni przy rynku”.
Przyszłam pierwsza. Czekałam, stukając palcami w filiżankę, kiedy wszedł, wyglądał na zmęczonego, jakby cały świat mu ciążył. Usiadł naprzeciwko, przez chwilę żadne z nas się nie odzywało.
— Myślałam, że to coś znaczyło — powiedziałam w końcu cicho.
Adam spuścił wzrok.
— Znaczyło. Ale nie wiem, czy wystarczy. Może to była tylko ucieczka od codzienności?
— Więc po prostu wracamy do swoich światów? — zapytałam, próbując nie okazać, jak bardzo boli mnie jego chłód.
Adam wzruszył ramionami, przez chwilę bawił się łyżeczką.
— Nie wiem. Może… na razie tak. Zerwałem z Anką. Musiałem jej powiedzieć prawdę. Ale nie chciałbym być tym trzecim. Sam nie wiem, czy jestem gotowy na coś nowego, na nas.
Przeszliśmy się jeszcze razem przez park, każde z głową pełną niedopowiedzeń. Czułam, jak grunt usuwa mi się spod nóg. Nie miałam już narzeczonego, nie miałam pewności, czy Adam naprawdę chce ze mną być. Wszystko wydawało się nagle kruche i obce. On na pożegnanie tylko lekko mnie przytulił, a potem poszedł w swoją stronę. Stałam jeszcze chwilę, zbierając myśli. Nie było już odwrotu. Czułam się zagubiona jak nigdy dotąd.
Oliwia, 31 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Mam 3. dzieci, a mąż chciałby mieć kolejne. Dla niego rodzicielstwo to zabawa, dla mnie niekończący się ciąg obowiązków”
- „Trafiłam 6. w totka, a rodzina wyciągnęła łapy po kasę. Nie zobaczyli grosza, bo wszystko wydałam na swoje fanaberie”
- „Mąż wolał kupić nowe głośniki niż jechać z synem na ferie. Zdziwi się, jak zamiast obiadu dostanie papiery rozwodowe”

