Reklama

Nie jestem typem, który lubi się zwierzać. Przez całe życie uczyłem się trzymać rzeczy w sobie – tak mnie wychowano. Ale chyba właśnie dlatego to wszystko tak mnie rozrywa od środka. Bo nie wiem, co z tym zrobić. A może po prostu potrzebuję to komuś opowiedzieć. Choćby obcemu.

Myślałem, że mamy idealne małżeństwo

Zawsze byłem zadowolony ze swojego życia. Wystarczało mi. Miałem dobrą pracę, stabilność, mieszkanie – wszystko, co trzeba. I przede wszystkim – Izę. Moja żona. Jesteśmy razem od siedmiu lat. Siedem lat brzmi jak wieczność, ale dla mnie to mignęło jak tydzień. Zawsze była moją opoką. Ułożona, czuła, zorganizowana – trochę inna niż ja. Może dlatego nam się układało. Mówią, że przeciwieństwa się przyciągają.

Jeszcze pół roku temu powiedziałbym, że mam idealne małżeństwo. Takie, o którym ludzie mówią z lekką nutką zazdrości. Tylko że coś się zmieniło. I nie, to nie była jakaś dramatyczna zmiana – nic nie wybuchło, nikt nie wrzeszczał, nie było trzaśnięcia drzwiami. Wszystko zaczęło się cicho. I właśnie ten spokój mnie teraz najbardziej przeraża.

W styczniu Iza zapisała się na pilates. Sama z siebie, z dnia na dzień. Trochę mnie to zdziwiło, bo zawsze narzekała, że nie ma czasu na takie rzeczy. Ale ucieszyłem się. Powiedziała, że chce się lepiej poczuć w swoim ciele, że to dla zdrowia, dla kręgosłupa. Potem zaczęła biegać po sklepach – nowe legginsy, topy, buty sportowe. Wróciła pewnego dnia z drogimi perfumami, których nazwy nawet nie potrafiłem wymówić. Pachniała nimi, kiedy wychodziła z domu. Czasem o 18:00, czasem o 20:00. Zawsze tłumaczyła, że zajęcia się przesunęły.

Z początku nie miałem powodów do niepokoju. Ludzie się zmieniają. Może po prostu miała dość stagnacji. Ale z czasem... zaczęło mi to uwierać. Jak kamyk w bucie, którego nie widać, ale czujesz go na każdym kroku.

Nie wiem, kiedy ostatni raz spędziliśmy wspólny wieczór bez telefonów. A może wiem – tylko nie chcę się przyznać. Kiedy Iza wracała późnym wieczorem, często już spałem. A jeśli nie spałem, udawałem. Teraz się boję. Boję się, że to, co się między nami dzieje, to już nie zmiana – tylko koniec.

Czułem niepokój

– Dla kogo tak dzisiaj pachniesz? – rzuciłem niby żartem, gdy Iza wychodziła z łazienki, otulona mgiełką nowych perfum.

Zatrzymała się na moment, poprawiając włosy w lustrze.

– Dla siebie – odpowiedziała z uśmiechem, który nic nie zdradzał. – A może dla świata. Nie wiem, Jarek, muszę się sobie podobać, wiesz?

Skinąłem głową, chociaż coś we mnie zadrżało. Ta odpowiedź była taka… idealna. Gotowa. Jakby już ją kiedyś przećwiczyła.

– Jasne – mruknąłem. – Tylko pytam.

– Co ty taki spięty? – rzuciła przez ramię, sięgając po torebkę. – Nie bądź zazdrosny o moje perfumy, przecież zaraz wracam. Pilates nie trwa wiecznie.

Nie odpowiedziałem. Tylko patrzyłem, jak wychodzi. Ubrana trochę inaczej niż zwykle. Obcisłe spodnie, krótki top, sportowa bluza. I ten telefon, zawsze ekranem do dołu, zawsze wyciszony.

Wróciłem do kuchni, do niedopitej herbaty, która już dawno wystygła. Siedziałem przy stole, bawiąc się pustym kubkiem. Czy ona naprawdę chodzi tylko na pilates? Dlaczego nie chce już wieczorów ze mną? Czemu śmieje się do telefonu, ale nie do mnie?

Nawet nie wiem, kiedy zacząłem ją tak bacznie obserwować. Życie z nią kiedyś było jak oddychanie – naturalne, niewymuszone. A teraz? Teraz czuję się jak intruz. Jak ktoś, komu pozwolono jeszcze mieszkać, ale nie za bardzo zadawać pytania.

W telefonie miałem otwartą przeglądarkę. Wpisałem: „czy żona mnie zdradza? jak rozpoznać?”. Śmieszne, prawda? Facet, który szuka odpowiedzi w internecie.

Próbowałem zrozumieć

– Stary, muszę się wygadać – powiedziałem, gdy tylko usiedliśmy w barze przy rondzie.

Michał już popijał piwo, ja zamówiłem sok. Nie chciałem alkoholu. Potrzebowałem jasnej głowy.

– No mów – rzucił niedbale. – Iza?

Skinąłem głową.

Coś jest nie tak – zacząłem cicho. – Od stycznia chodzi na te pilates. Niby spoko, ale… zaczęła się inaczej ubierać, perfumy, telefon non stop wyciszony. Jak wraca, to zmęczona, rozkojarzona. A mnie... jakby nie było.

Michał spojrzał na mnie poważnie. Już nie był tym luzakiem z miną „na pewno przesadzasz”. Teraz słuchał.

– Mówiłeś jej coś?

– Nie wprost. Nie chcę brzmieć jak paranoik. Ale, Michał... Ja ją znam. Zawsze była obecna. A teraz… jakby tylko fizycznie tu była. Rozumiesz?

Pokiwał głową, wbijając wzrok w blat.

– A nie może po prostu przechodzić jakiś etap? Może się zmienia dla siebie? Może kryzys?

– Możliwe – wzruszyłem ramionami. – Ale jeśli tak, to czemu ja czuję się jak piąte koło u wozu? Jakby moje zdanie już nic nie znaczyło.

Zamilkliśmy. Michał uniósł brew i w końcu powiedział:

– Obyś się mylił, Jarek. Ale... uważaj. Tylko nie daj się zaskoczyć.

Te słowa zostały ze mną na długo. Jak ostrzeżenie. Albo wyrok.

Wieczorem, kiedy Iza wróciła, powiedziała tylko:

– Jestem padnięta. Idę się wykąpać.

Nie pocałowała mnie. Nawet nie spojrzała w oczy. Leżałem potem w łóżku, słysząc dźwięk suszarki za ścianą. I czułem, jak wbija mi się w głowę kolejne pytanie: czy ja jeszcze jestem częścią jej życia, czy już tylko wspomnieniem?

Żona mnie unikała

– Iza, możemy pogadać? – zapytałem, gdy weszła do kuchni, jeszcze w sportowych legginsach, z włosami zawiązanymi w niedbały kok.

– Teraz? Jestem spocona, Jarek…

– Właśnie teraz. Bo inaczej znowu wyjdziesz, a ja zostanę sam ze swoimi myślami.

Westchnęła, oparła się o framugę drzwi i skrzyżowała ręce.

– No to mów.

– Co się dzieje? – wypaliłem. – Co się dzieje między nami?

Zamilkła. Patrzyła na mnie tym swoim nieprzeniknionym wzrokiem. Kiedyś był dla mnie czuły, teraz przypominał lód.

– Nic się nie dzieje. Przesadzasz – odparła chłodno.

– Nie przesadzam. Unikasz mnie. Znikasz wieczorami. Twój telefon zawsze leży ekranem w dół. Gadasz z kimś? – Zabrzmiało ostrzej, niż planowałem.

Co ty sobie w ogóle wyobrażasz?! – Jej głos podskoczył o kilka tonów. – Że mam kogoś? Bo kupiłam nowe perfumy i zaczęłam ćwiczyć?

– A masz?

– Jarek! – wrzasnęła. – Zawsze byłeś podejrzliwy. Ale teraz to już jest obsesja!

– Ja? Podejrzliwy? Może dlatego, że zachowujesz się tak, jakbyś miała coś do ukrycia?

– Bo ty się czujesz, jakbyś miał do mnie prawo, a traktujesz mnie jak mebel, który ma stać i się nie ruszać! – krzyknęła. – Wiesz co? Mam dość. Mam dość tego przesłuchiwania, tej kontroli!

– Kontroli?! Próbuję zrozumieć, dlaczego się oddalamy, a ty mówisz o kontroli?!

– Może dlatego, że wszystko ci się należy, ale o nic nie pytasz, dopóki nie jest za późno!

Wybiegła do sypialni, trzasnęły drzwi. Ja zostałem w kuchni, z rękami zaciskającymi się w pięści. Patrzyłem w okno, w czarne niebo i czułem… wściekłość. Na nią. Na siebie. Na wszystko.

Nie spałem tej nocy. Przewracałem się z boku na bok, słuchając, jak ona spokojnie oddycha po drugiej stronie łóżka. I podjąłem decyzję. Jutro ją śledzę. Sprawdzę, co naprawdę robi wieczorami. Bo jeśli mam oszaleć, wolę znać prawdę.

Śledziłem ją

Stałem po drugiej stronie ulicy, z rękami w kieszeniach kurtki, jak jakiś kiepski detektyw z taniego filmu. Było zimno, wilgotno, a ja miałem wrażenie, że każdy przechodzień widzi, co robię. Studio pilates mieściło się w nowoczesnym budynku ze szkła. Światło w środku było ciepłe, prawie intymne. Iza wyszła dokładnie o 19:42. Punktualna. Zbyt punktualna.

Rozpoznałem ją od razu. Ten sam chód, ta sama pewność siebie, której kiedyś tak w niej zazdrośnie strzegłem. Śmiała się. Nie pamiętałem, kiedy ostatnio śmiała się tak przy mnie.

Wtedy zobaczyłem samochód. Ciemny, zadbany, zaparkowany tuż przy krawężniku. Silnik już pracował. Iza nawet się nie rozejrzała. Podeszła prosto do drzwi pasażera i wsiadła, jakby robiła to setki razy. Serce zaczęło mi walić tak głośno, że zagłuszało uliczny hałas.

Auto nie ruszyło od razu. Widziałem ich sylwetki przez szybę. On coś powiedział. Ona nachyliła się w jego stronę. A potem… pocałunek. Krótki, pewny, bez wahania. Jak coś oczywistego. Świat się zatrzymał. Stałem tam, sparaliżowany, niezdolny do ruchu. W głowie dudniło jedno zdanie: to się naprawdę dzieje. Nie było już wątpliwości, nie było interpretacji. Była brutalna prawda.

Auto odjechało, a ja dalej stałem, wpatrzony w puste miejsce na ulicy. Czułem gniew, który nie miał ujścia, i bezsilność, która bolała bardziej niż zdrada. Wiedziałem jedno – tej nocy już nic nie będzie takie samo.

Chciałem znać prawdę

Wszedłem do mieszkania tuż po niej. Zdjęła buty, jakby nic się nie stało, i zaczęła rozkładać zakupy.

– Długo dziś zeszło – powiedziałem cicho.

– Zajęcia się przeciągnęły. Były nowe dziewczyny, instruktorka wszystko tłumaczyła od początku – rzuciła bez emocji, odpinając kurtkę. – Coś się stało?

Podszedłem powoli, spojrzałem jej prosto w oczy.

– Widziałem cię.

Zmarszczyła brwi.

– Co?

– Widziałem, jak wychodzisz z tych swoich zajęć. I jak wsiadasz do jego samochodu. Jak go całujesz.

Zamarła. Torebka z zakupami spadła na podłogę. Słoik majonezu potoczył się pod stół.

– Jarek…

– Nie, Iza, teraz ty mnie posłuchaj. Ja nie jestem głupi. Widziałem wszystko. Tylko powiedz mi jedno – jak długo to trwa?

Usiadła przy stole. Nie płakała. Nie krzyczała. Siedziała nieruchomo, jakby ważyła każde słowo.

– Od dwóch miesięcy – powiedziała w końcu. – Ale to nie było tak, że tego chciałam. To się po prostu wydarzyło.

– To się nie „wydarza”. Zdrada to nie przypadek. To decyzja. Za każdym razem.

Spojrzała na mnie. Miała w oczach coś, czego się nie spodziewałem – smutek? Żal? Skruchę?

– Byłam samotna, Jarek. Ty byłeś. Jak cień. Dniami przed komputerem, wieczorami z oczami wbitymi w telewizor. Nie rozmawialiśmy. Nie dotykaliśmy się. Potrzebowałam ciepła. Bliskości.

– A ja? Myślisz, że ja nie czułem pustki?! – krzyknąłem. – Ale nie poszedłem do nikogo! Siedziałem tutaj, czekając, aż do mnie wrócisz!

– Nie wiem, co mam ci powiedzieć…

– Już powiedziałaś.

Wyszedłem. Nie trzaskałem drzwiami. Nie miałem już siły.

Jarek, 34 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama