Święta Bożego Narodzenia zawsze były dla mnie jedną wielką zagadką. Niby pogodny czas, niby rodzinne spotkania i w ogóle, a jednak… zawsze kręciła się jakaś afera. Nie było roku, żeby ktoś się z kimś nie pokłócił, nie obraził o jakąś głupotę i nie wyjechał przed planowanym terminem.

WIDEO

player placeholder

Kiedy jechaliśmy do moich rodziców na Wigilię, martwiłem się o to, w którym momencie moja żona, Natalia, pokłóci się z moją matką. Obie żarły się odkąd pamiętam niemal o wszystko. Dosłownie każdy powód był dobry, żeby dogryźć sobie nawzajem. Nie mogłem ich zwykle opanować, a zresztą po jakimś czasie odpuszczałem – walka była daremna, a jeśli brałem którąkolwiek ze stron, wplątywałem się w prawdziwą wojnę.

Tym razem jednak to Natalia mnie zaskoczyła. Choć moja matka robiła chyba wszystko, żeby ją sprowokować, ona nie ulegała. Spokojnie odpowiadała na kłopotliwe pytania, a na zaczepki nie reagowała. W końcu matka, widząc, że i tak nic nie wskóra, zrezygnowała i w moim rodzinnym domu pierwszy raz od wielu lat zapanował spokój. Cieszyłem się jak nigdy – nie tylko zresztą ja. Ojciec nie miał pojęcia, co się wydarzyło i dlaczego spotkało nas takie szczęście. Nawet nasz piętnastoletni syn, Marek, był trochę zdumiony. Przyznał jednak, że to były zdecydowanie jego najlepsze święta, jakie zapamiętał.

Zobacz także:

Natalia zrobiła się dziwnie cicha

Dopiero po powrocie do domu zauważyłem coś niepokojącego. Natalia stała się wycofana i dziwnie nerwowa. Nie reagowała na to, co mówiłem, a kiedy już to robiła, odpowiadała półsłówkami. Kiedy jednak bez mrugnięcia okiem pozwoliła Markowi iść do kolegi i wrócić po dwudziestej trzeciej, choć nigdy nie pozwalaliśmy mu wracać później niż o dwudziestej pierwszej, nie wytrzymałem.

– Natalia, co jest z tobą? – spytałem, przyglądając jej się uważniej. – Źle się czujesz? Nie wiem, strułaś się czymś?

Otrząsnęła się i tym samym wyrwała z czegoś w rodzaju otępienia.

– Co? – bąknęła, patrząc na mnie niezbyt przytomnie. – A. Nie, nie. Wszystko w jak najlepszym porządku. Wydaje ci się.

Jesteś jakaś… zamyślona – nie ustępowałem.

– Mówię, wydaje ci się – powtórzyła stanowczo. – Po prostu trudno mi po świętach wrócić do rzeczywistości.

Odpuściłem, bo nie było co z nią walczyć, skoro i tak upierała się przy swoim. Zająłem się sobą i po pewnym czasie w ogóle zapomniałem o problemie.

Odkryłem, że nie mamy kasy

Na początku stycznia spotkała mnie przykra niespodzianka. Chciałem za coś zapłacić – w tej chwili nie pamiętam już nawet, co to było – i się zdziwiłem: „brak środków na koncie”. Nie rozumiałem, jak to możliwe. Mieliśmy przecież odłożoną całkiem sporą sumę! Pieniądze nie mogły przecież zniknąć z dnia na dzień! Zerknąłem w historię transakcji i zobaczyłem sporą wypłatę jeszcze przed Bożym Narodzeniem.

Nawet nie zirytowany, a po prostu lekko skołowany, poszedłem szukać Natalii. Jak się okazało, siedziała w sypialni i grzebała w swoim telefonie.

– Natalia, ty wypłacałaś pieniądze z konta? – spytałem.

Popatrzyła na mnie, jakby nie rozumiała pytania.

– Dlaczego pytasz? – rzuciła dość nerwowo.

– Bo nie mamy nic – wyjaśniłem jeszcze spokojnie. – Skoro to nie ja, ty musiałam wybrać tę kasę.

Prychnęła niezadowolona.

No to po co mnie pytasz? – burknęła zniecierpliwiona i chyba mocno rozdrażniona. – Skoro widziałeś wypłatę, no to chyba sprawa wyjaśniona, nie?

Byłem zły na żonę

Pochyliłem się nad nią i spojrzałem jej w oczy.

– Nie, nie wyjaśniona, Natalia – rzuciłem. – Co zrobiłaś z pieniędzmi? Jak ty sobie teraz wyobrażasz żyć do wypłaty? I co z oszczędnościami?

Wzruszyła ramionami.

– Nie umrzesz – stwierdziła w końcu. – Jedzenie jest. Zostało też trochę ze świąt w zamrażarce.

Pokręciłem głową, nie mogąc uwierzyć w to, co mówi. Potem przyjrzałem jej się uważniej, próbując wyłapać jakąkolwiek wskazówkę, która podpowiedziałaby mi, co jej odbiło. A może… może miała jakieś problemy? Może to było naprawdę pilne, a ja nic nie wiedziałem, bo żona nie chciała mnie martwić?

– Na co ci były te pieniądze? – spytałem ze złością.

Nabrała gwałtownie powietrza.

– A co cię to obchodzi? – burknęła. – Wydałam to wydałam! Moja sprawa na co!

– No chyba jednak trochę też moja – zaoponowałem. – Pieniądze były wspólne, a ty je sobie wybrałaś bez porozumienia ze mną.

– Dobra, przestań już, okej? – Odwróciła się do mnie plecami i znów wsadziła nos w komórkę. – Najwyżej potem oddam. Poza tym… zarobimy następne.

Żona miała jakąś tajemnicę

Natalia nabrała wody w usta. Za nic nie potrafiłem z niej wyciągnąć, na co wydała nasze pieniądze. Wściekałem się, ale kiedy któregoś wieczora zauważyłem, że cichaczem płacze w poduszkę, zrozumiałem, że naprawdę to przeżywa. Martwiłem się, że w coś się władowała, a teraz nie chce się przyznać. Chodziłem rozkojarzony, aż dostrzegli to nawet u mnie w pracy. Nie bardzo wiedziałem, co mówić – przekonywałem więc wszystkich, że u mnie w porządku. Kiedy wracałem któregoś dnia zmarnowany po wyjściu z firmy, zaczepiła mnie Dorota, najlepsza przyjaciółka mojej żony.

– Tomek, w porządku? – spytała jak wszyscy tego dnia.

Skrzywiłem się lekko.

– Powiedzmy.

Spojrzała na mnie z przejęciem.

– Słuchaj, ja wam pożyczę pieniądze, jeśli ma wam nie starczyć do wypłaty – wypaliła. – Mówiłam już o tym Natalii, ale wiesz jaka ona jest. Kompletnie mnie nie słucha, tylko się honorem unosi…

Westchnąłem ciężko.

– Czyli ty wiesz…?

Pokiwała głową, robiąc zatroskaną minę.

– Powiedz mi – rzuciłem nagląco – w co ona się wpakowała? Nie chce mi nic powiedzieć, a ja… nie mam pojęcia, na co jej była w ogóle taka kwota! Przecież to mnóstwo pieniędzy!

Wszystko stało się jasne

Dorota spojrzała na mnie niezdecydowana, ale widziałem, że po trochu się łamie. W końcu westchnęła i rzuciła:

Chodzi o jej ojca.

Zamrugałem.

– Co? – wykrztusiłem. – Jak „o ojca”? Przecież ona go nie widziała od... no z piętnaście lat chyba będzie!

Dorota przygryzła wargę.

– Zadzwonił do niej z dwa tygodnie przed świętami – wyznała. – Podobno bardzo długo się do tego zbierał, bo też honorowy i on wiesz, nigdy córki o pomoc nie poprosi... Jeszcze ten brak kontaktu...

– Ale co się stało? – drążyłem. – Na co mu była potrzebna taka kasa?

Westchnęła.

– Sąsiedzi go zalali. I to tak konkretnie – stwierdziła. – Akurat był na wyjeździe, a jak wrócił, to już ściana płatami odchodziła, takie wszystko było namoknięte. No więc wiesz, facet nie ma gdzie mieszkać, siedzi podobno teraz u kolegi, a mieszkanie oczywiście nieubezpieczone...

Zatrzymałem się, kręcąc głową z niedowierzaniem.

– Nic się nie zmienił.

– Więc sam rozumiesz. – Dorota spojrzała na mnie niepewnie. – I wiesz, żeby to był inny czas, nie przed samymi świętami, to może by i nie zadzwonił. Ale tak...

Popatrzyłem na nią w zdumieniu.

Czemu go nie zaprosiła? – spytałem. – Posiedziałby sobie u nas, w spokoju, spędziłby normalne święta...

Dorota uśmiechnęła się pod nosem.

– Oczywiście, że zaprosiła. Ale on kategorycznie odmówił. Powiedział, że za dużo już wam sprawił kłopotu.

Już się nie złoszczę

Odbyłem poważną rozmowę z żoną. Powiedziałem, że wiem o wszystkim i że jestem z niej dumny. Popłakała się i zaczęła przepraszać, chociaż wcale tego od niej nie wymagałem. Namawiam ją natomiast, żebyśmy wpadli do jej ojca, zobaczyli, jak to wszystko wygląda na miejscu i może jakoś jeszcze pomogli.

On podobno zarzeka się, że wszystko odda, a ja... no wierzę, bo w sumie czemu miałbym nie wierzyć? To przez niechęć do mnie odciął się od córki, a teraz, skoro jest szansa, żeby wreszcie się pogodzili, niech Natalia po prostu z niej skorzysta.

Tomek, 38 lat

Czytaj także: „Dorosłe dzieci doją mnie z kasy i nie widzą w tym nic złego. Musiałam w końcu dać im nauczkę”
„Gdy oświadczyłam, że nie chcę mieć dziecka, mąż uznał, że mnie nie potrzebuje. Zmienianie pampersów to nie moja bajka”
„Ufałam przyjaciółce i zdradziłam jej mój największy sekret. A teraz przez nią wszyscy wytykają mnie palcami”