Reklama

Wiodę życie, które teoretycznie powinno mnie satysfakcjonować. Mieszkanie na kredyt, pies, narzeczony, z którym jestem od sześciu lat. Michał to dobry człowiek — spokojny, przewidywalny, cierpliwy. Mężczyzna, który nie robi dramatu, kiedy nie mam siły gotować, i który całuje mnie w czoło, gdy zasypiam w dresie. Planowaliśmy ślub na wrzesień. Jeszcze miesiąc temu byłam pewna, że wszystko idzie we właściwym kierunku. A potem, w styczniu, dostałam wiadomość: „Hej. Myślałem o tobie”.

Od Kuby, mojego byłego. Tego, który trzy lata temu zostawił mnie w najgorszym możliwym momencie. Tego, którego nie powinnam już kochać. Wiadomość przyszła znienacka, bez kontekstu. Mogłam ją zignorować. I przez chwilę naprawdę zamierzałam. Ale odczytałam. A potem odpisałam: „Serio? Po tym czasie?”. Napisał, że wie, że nie ma prawa się odzywać. Że po prostu… czasem mu się śnię. Po kilku dniach wiedziałam, że to coś więcej niż nostalgia.

Zamrugałam, zaskoczona

Pisaliśmy codziennie. Najpierw krótko, sucho, potem coraz dłużej, coraz później, coraz bardziej ciepło. On zaczynał pierwszy — „Co słychać?”, „Widziałem coś, co mi cię przypomniało”. Ja kończyłam: „Dobrej nocy. Śnij coś głupiego”. Czułam się jak nastolatka, która odkryła sekretne przejście do równoległego świata. W dzień byłam narzeczoną, wieczorem dziewczyną z przeszłości.

Michał zaczął coś podejrzewać. Siedzieliśmy przy kolacji, jedliśmy makaron z pesto, a ja znów sprawdzałam telefon.

Klaudia, co się dzieje? — zapytał nagle.

— Co masz na myśli?

— Jesteś nieobecna. Ciągle z nosem w telefonie. Wszystko okej?

Zamrugałam, zaskoczona, że mnie przyłapał. Uśmiechnęłam się sztucznie.

Praca mnie przytłacza. Wiesz, jak to jest w styczniu...

Przytaknął. Nie drążył. Michał nigdy nie drąży. A ja nigdy nie kłamałam tak płynnie. Tego wieczoru rozmawiałam z Kubą przez telefon. Gadał bzdury, opowiadał o filmach, których nie widział, rzucał sarkastyczne uwagi, które znałam na pamięć. Śmiałam się głośno, za głośno.

— Zawsze cię rozśmieszałem — powiedział.

— Nie tylko rozśmieszałeś.

Milczał przez moment.

Brakuje mi ciebie, Klaudia.

Milczałam, ale serce waliło jak głupie. Tak cholernie tęskniłam za tą wersją siebie, którą znałam tylko z nim.

Ale przecież kłamałam

— Zwariowałaś?! — Monika odstawiła kubek z kawą tak gwałtownie, że porcelana aż stuknęła o blat.

Siedziałyśmy w jej kuchni, pachniało ciastem bananowym i cynamonem. Powiedziałam jej w końcu o Kubie: o wiadomościach, o rozmowach do późna. Nie o tym, co czułam. Tego jeszcze sama nie rozumiałam.

— On się zmienił — powiedziałam cicho. — Mówi, że mnie kocha.

— On zawsze mówił, co trzeba, żeby dostać to, czego chce. A ty znowu to kupujesz?

Zacisnęłam palce na filiżance. Nie chciałam się tłumaczyć, ale musiałam.

— Nie chodzi o to. Po prostu... kiedy z nim piszę, czuję się inna. Lżejsza. Jakby coś we mnie znowu oddychało.

Monika spojrzała na mnie jak na osobę, którą trzeba ratować z pożaru, zanim się spali.

— Klaudia, ty masz narzeczonego. Michał cię kocha. On by ci nie złamał serca, nie zostawił cię, nie... — Urwała.

— Wiem. Właśnie dlatego nic nie zrobiłam. Po prostu... piszemy. — Ale przecież kłamałam. Już dawno zrobiliśmy za dużo.

Wieczorem Kuba znowu zadzwonił.

— Wiem, że masz swoje życie — stwierdził. — Ale ja nie potrafię udawać, że jesteś mi obojętna. Zawsze byłaś jedyna.

Patrzyłam w sufit. Michał był w salonie, oglądał serial. A ja rozmawiałam z kimś, kto mógł jednym słowem zburzyć wszystko. A mimo to nie przerywałam.

Chciałam go zatrzymać

Zostawiłam laptopa na stole tylko na chwilę. Poszłam do łazienki zmyć makijaż. Kiedy wróciłam, Michał siedział przy moim komputerze. Otwarta przeglądarka i okno rozmowy. Kuba. I ostatnia wiadomość: „Gdybyś powiedziała jedno słowo, rzuciłbym wszystko”.

Zamarłam.

— Klaudia... — Michał na mnie nie patrzył. — Co to ma znaczyć?

— To nie tak...

— A jak? Może mi wytłumaczysz, co tu robi ten cały Kuba?

Usiadłam, powoli, jakby nogi miały się pode mną ugiąć.

— Pisałam z nim. Od stycznia. Nic się nie stało. Nie... fizycznie. Ale...

— Ale co?! — Podniósł głos. — To tylko niewinna gra? Przyjacielski flirt? Kłamstwo?

Nie odpowiedziałam. Milczenie było głośniejsze niż słowa.

— Klaudia, on cię kiedyś zostawił. Pamiętasz, jak cię skrzywdził? Ja cię zbierałem do kupy przez miesiące! — Jego głos drżał, ale w oczach widziałam więcej bólu niż złości.

— Nie wiem, dlaczego... — wyszeptałam. — Po prostu... zaczęłam z nim pisać i... coś się we mnie otworzyło.

— Co się otworzyło? — Michał wstał. — Wiesz co? Nie chcę tego słuchać. Nie teraz.

Chciałam go zatrzymać, chwycić za rękę, ale on już szedł do przedpokoju.

— Gdzie idziesz? — spytałam cicho.

— Nie wiem. Gdziekolwiek, gdzie nie będę czuł się jak idiota.

Drzwi trzasnęły. Zostałam sama. Po raz pierwszy od lat. I nagle nie wiedziałam, do kogo chcę zadzwonić.

Czułam jego ciepło

Spotkaliśmy się pod wieczór, na jego prośbę. W parku, gdzie kiedyś spędzaliśmy całe niedziele z kawą na wynos. Teraz trzymałam ręce głęboko w kieszeniach płaszcza, jakby to miało mnie uchronić przed tym, co nadchodzi.

— Jesteś piękniejsza niż zapamiętałem — powiedział Kuba zamiast przywitania. Uśmiechał się tym swoim starym, bezczelnym uśmiechem.

— Nie przyszedłam tu po komplementy — odpowiedziałam twardo.

— A po co?

Zamilkłam. Chciałam go zobaczyć, upewnić się, że to nie tylko iluzja z ekranu. Że naprawdę tu jest. Że to uczucie nie jest tylko wspomnieniem. Usiedliśmy na ławce. Przez chwilę żadne z nas się nie odzywało.

Tęskniłem za tobą — powiedział w końcu. — Przecież wiesz, że jesteś jedyna.

– Nie wiem, czy mogę ci ufać, Kuba. Przez ciebie nie spałam nocami, pamiętasz? Zostawiłeś mnie jak śmiecia. Bez wyjaśnienia.

— Wiem. — Spuścił wzrok. — Byłem gówniarzem. Spieprzyłem wszystko. Ale nie przestałem cię kochać.

Poczułam, jak serce zaczyna bić szybciej. Jego słowa były jak ciepły koc, który zakrywał wszystko, co bolało.

— Nie musisz mi ufać — szepnął. — Po prostu bądź.
Dotknął mojej dłoni. Czułam jego ciepło i lęk. I tę okropną świadomość, że moje życie właśnie wymyka mi się z rąk. Ale nie cofnęłam ręki.

Może naprawdę zostałam sama

Wróciłam do pustego mieszkania. Michała nie było. Zostawił tylko kartkę na stole: „Muszę przemyśleć wszystko. Daj mi czas”. Zsunęłam się na podłogę i płakałam długo. Cicho. Bez siły. Jakby coś we mnie się skończyło. Zadzwoniłam do Moniki. Nie pytała, co się stało. Z mojego głosu wywnioskowała wszystko.

— Musisz wiedzieć, czego chcesz. Bo zaraz wszystko stracisz — powiedziała twardo.

— A jeśli już straciłam?

— To przynajmniej nie miej złudzeń, Klaudia.

Spojrzałam na nasze zdjęcie z Michałem. W tle morze, piasek, jego ramiona wokół mojej talii. Patrzyłam na nie jak na kogoś, kogo kiedyś znałam. Kogoś, kim byłam. Potem zadzwonił Kuba. Nie odebrałam. Siedziałam na łóżku w ciemności i słuchałam, jak serce mi wali. Bo już nie wiedziałam, czy bardziej boję się być z nim… czy bez niego.

Wzięłam notes. Pisałam jedno zdanie za drugim, bez ładu: „Nie wiem, czy to była miłość. Wiem, że byłam inna. Wiem, że czegoś szukałam. Ale chyba nie znalazłam”. I wtedy dotarło do mnie, że może naprawdę zostałam sama. Bez Michała, którego zraniłam i bez Kuby, któremu nie umiałam zaufać. Co więcej także bez siebie — tej, która wiedziała, czego chce. Włączyłam światło. Posprzątałam kuchnię. Potem wyjęłam walizkę. Nie wiedziałam, gdzie pójdę, ale czułam, że nie mogę zostać w tym miejscu.

Klaudia, 34 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama