„W Nowym Roku wybaczyłam facetowi zdradę i dałam kredyt zaufania. Już na Trzech Króli wiedziałam, że go nie spłaci”
„Przez pierwsze dni nie potrafiłam na niego patrzeć. Spałam w salonie, zamykałam się w łazience, płakałam w aucie pod domem. On gotował, sprzątał, pisał mi miłosne wiadomości. Robił wszystko, żeby cofnąć czas. A ja… stopniowo się uginałam”.

Nie wiem, czy to miłość mnie ogłupiła, czy może zbyt długo żyłam w złudzeniu, że nasza relacja jest wyjątkowa. Z Antkiem byłam ponad pięć lat. Byliśmy jak stare małżeństwo – dopasowani, trochę już znudzeni, ale nadal wygodni dla siebie nawzajem. Znaliśmy się na wylot, razem wynajęliśmy mieszkanie, przeżyliśmy wiele, wspieraliśmy się w kryzysach zawodowych. Miał swoje dziwactwa, ja swoje. Wierzyłam, że razem przetrwamy wszystko i że w końcu się oświadczy.
Ostatnio bywał bardziej nieobecny. Znikał na całe wieczory, wychodził „do biura”, wracał późno, często pachniał innymi perfumami. Tłumaczył, że to zapach jego koleżanki z pracy – podobno „bardzo nachalna, ale ma męża, więc nieszkodliwa”. Udawałam, że w to wierzę. Kochałam go zbyt mocno, żeby przyznać, że coś się sypie.
W święta był czuły. Obiecał, że „nowy rok wszystko zmieni”. Kupił mi bransoletkę z wygrawerowanym „Zawsze razem”. Miałam nadzieję, że chodzi o zaręczyny.
– Myślisz, że on się oświadczy? – zapytała Magda, kiedy siedziałyśmy w kawiarni przed sylwestrem.
– Może – odpowiedziałam, uśmiechając się niepewnie. – Mówił, że coś się zmieni w styczniu.
Magda spojrzała na mnie dziwnie.
– Bo wiesz… ostatnio widziałam go z jakąś laską w galerii. Blondynka. Dziwnie się do niej uśmiechał.
Roześmiałam się wtedy. Zbyt naiwnie. Nie podejrzewałam wtedy jeszcze niczego.
Odkryłam to w sylwestra
Nie planowałam wielkiej imprezy. Chciałam tylko spokoju, bliskości, może toastu o północy i jakiegoś czułego gestu. Ostatnio tak rzadko je widywałam. Ugotowałam kolację, włożyłam czerwony sweter, który Antek lubił, zapaliłam świece. On spóźnił się ponad godzinę.
– Przepraszam, kochanie, musiałem dokończyć raport – rzucił szybko, ściągając kurtkę. – Szef naciskał.
Pocałował mnie w czoło. Pachniał czymś nowym – słodkawym, kobiecym.
– Kupiłeś nowe perfumy? – zapytałam.
– Nie, czemu? – wzruszył ramionami i zajął się przystawkami, jakby nic się nie stało.
Przez resztę wieczoru był dziwnie uprzejmy. Uśmiechnięty, ale jakby nieobecny. O północy złożyliśmy sobie życzenia. Zamiast oświadczyn dostałam od niego lakoniczne „oby ten rok był lepszy niż poprzedni”. Zabolało.
Po drugiej poszedł pod prysznic, a ja, sprzątając kieliszki, zauważyłam jego telefon na kanapie. Nie był zablokowany. Przyszła wiadomość. Wiem, że to nie było nie w porządku, ale kliknęłam. Nadawca: „Martuś”. Zamarłam. Napisała tylko: „Ja też”. O co chodziło?
Weszłam w ich rozmowę. Antek pisał wcześniej: „Dziś nie mogę, ale jutro będę tylko twój. Tęsknię za tobą i za maluchem” – przeczytałam wiadomość wysłaną godzinę temu. Serce mi się zatrzymało. Przewijałam dalej. Zdjęcie kobiety. Kolejne zdjęcie – Antek całujący ją w policzek.
– Kto to, do cholery?! – wrzasnęłam, gdy wyszedł z łazienki.
Zamarł.
– Natalia… to nie tak…
– Kim ona jest?! I mały? Czy ty… masz dziecko z inną?!
– To tylko… to się samo wydarzyło… – zaczął bełkotać.
– Jesteś ojcem?! – krzyknęłam. – Boże, Antek!
Nie odpowiedział. Milczał. Wiedziałam, że właśnie skończyło się życie, które znałam.
Próbowałam mu wybaczyć
Nie wiem, co mną kierowało, gdy zgodziłam się zostać. Może desperacja. Może to, że znałam go lepiej niż sam siebie. Może po prostu nie chciałam, żeby pięć lat mojego życia okazało się kompletnym kłamstwem. Antek błagał. Płakał. Dosłownie. Klęczał przy mnie na kuchennych kafelkach, ściskał moje dłonie, mówił, że to był „głupi błąd”, „chwilowe zagubienie”. Że z nią już nie będzie utrzymywał kontaktu, że jej nie kocha. Że dziecko… „to skomplikowane”. Przysięgał, że się zmieni.
Przez pierwsze dni nie potrafiłam na niego patrzeć. Spałam w salonie, zamykałam się w łazience, płakałam w aucie pod domem. On gotował, sprzątał, pisał mi miłosne wiadomości. Robił wszystko, żeby cofnąć czas. A ja… stopniowo się uginałam.
Kilka dni później znów spaliśmy razem. Był czuły, spokojny, jak dawniej. Obserwował mnie uważnie, jakby bał się, że zniknę. A ja łudziłam się, że może naprawdę popełnił tylko jeden błąd. Przecież ludzie się potykają, prawda?
– Czemu wracasz tak późno? – zapytałam któregoś wieczora, gdy wskazówki zegarka zbliżały się do dwudziestej drugiej.
– Byłem na siłowni, przecież ci mówiłem – odpowiedział beznamiętnie, ściągając buty.
– Siłownia do tej pory?
– Poszedłem późno, bo zawaliliśmy projekt. Byliśmy z chłopakami w biurze. Coś jeszcze? – burknął i zamknął się w łazience.
Czułam, że znowu kłamie. Nie chciałam być podejrzliwą, zaborczą dziewczyną. Nie dopytywałam. „Może on naprawdę się stara. Może tylko ja nie potrafię zapomnieć” – pomyślałam. Jak idiotka uwierzyłam, że miłość wystarczy.
Długo nie wytrzymał
Wróciłam z pracy wcześniej niż zwykle, miałam potworny ból głowy. Chciałam się położyć, ale telefon zawibrował w torebce. „Zadzwoń do mnie. To pilne” – przyszła wiadomość od Magdy. Zadzwoniłam bez zastanowienia.
– Natalia… widzieliśmy dziś Antka – zaczęła powoli.
– i co z tego? – westchnęłam. – Codziennie wraca późno, pewnie znów wymyśli coś o siłowni…
– Posłuchaj. Byliśmy z Wojtkiem w galerii. Antek, on… nie był tam sam.
Milczałam.
– Była z nim kobieta i dziecko. Takie małe, w wózku.
Zamarłam.
– Jesteś pewna, że to był on?
– Widziałam go na własne oczy. Natalia… To nie było przypadkowe spotkanie. On się z nimi znał. Przytulił tego malucha, a kobieta mówiła coś o „tatusiu” do Antka.
Zrobiło mi się słabo.
– Masz zdjęcia?
– Zrobiłam, bo… wiedziałam, że mi nie uwierzysz. Zaraz wyślę.
Minutę później miałam je w telefonie. Patrzyłam na Antka z tamtą kobietą i dzieckiem. Uśmiechnięci. Naturalni. Jak rodzina. Jakby byli razem od zawsze. Zatkało mnie. Na naszych zdjęciach nigdy nie wyglądał tak swobodnie.
Tego wieczoru siedziałam na podłodze w łazience, wpatrując się w ekran. W uszach dźwięczały słowa Magdy.
– Czy ja byłam tylko przykrywką? – szeptałam. – Jak długo mnie okłamywał?
Zostałam w tej ciszy aż do późna. Antek wrócił po północy. Nie zapytałam, gdzie był. Już wiedziałam, że nadchodzi koniec.
Ukróciłam jego kłamstwa
Nie spałam całą noc. Przewracałam się z boku na bok, wpatrzona w ciemność. Wiedziałam, że rano nie będzie już odwrotu. To musiało się wreszcie skończyć – ta farsa, udawanie, że jesteśmy normalnym parą. Że on mnie kocha. Że tylko się „pogubił”.
Wyszłam z sypialni, kiedy pił kawę w kuchni.
– Musimy coś ustalić – powiedziałam spokojnie, ale stanowczo.
Uniósł wzrok, napięcie pojawiło się na jego twarzy natychmiast.
– Co się stało?
Bez słowa położyłam przed nim telefon. Na ekranie było tamto zdjęcie. On, ta kobieta, dziecko w jego ramionach. Zbladł.
– Kim oni są? – zapytałam, głos drżał mi od emocji. – I nie kłam. Już wystarczy kłamstw.
Chwilę patrzył na ekran, potem spuścił wzrok.
– To… to mój syn – powiedział cicho.
Zatkało mnie. Choć wiedziałam, choć domyślałam się, te słowa uderzyły mnie jak cios w brzuch.
– Powiedziałeś, że to był jeden błąd – syknęłam. – Że to nic nie znaczyło. Że nie utrzymujesz kontaktu.
– Natalia, bałem się ci powiedzieć. Myślałem, że… że to się jakoś ułoży. Że nie musisz wiedzieć.
– Czyli kłamałeś. Kłamałeś każdego dnia. Miałeś dziecko i udawałeś, że to my jesteśmy rodziną? – krzyknęłam.
– Nie wiedziałem, jak to zakończyć… Ona zaszła w ciążę, nie planowaliśmy tego. Potem wszystko się skomplikowało.
– Skomplikowało?! Ty masz drugą rodzinę!
Zamilkł. Patrzył, jakby już wiedział, że stracił wszystko. A ja… poczułam w sobie wściekłość tak czystą, że aż bolesną.
Nie mogłam na niego patrzeć
Spakowałam się w milczeniu. Nie robiłam scen. Każdy mój ruch był powolny, mechaniczny. W głowie miałam szum, jakby ktoś wyłączył mi zdolność myślenia. Wrzucałam do walizki najpotrzebniejsze rzeczy: ubrania, kosmetyki, dokumenty. Reszta mogła zgnić w tym mieszkaniu razem z jego kłamstwami.
– Natalia, błagam cię, porozmawiajmy – Antek stał w progu, blady, z rozwichrzonymi włosami. – Nie możesz tak po prostu odejść.
– Nie mogę? – zapytałam, nie patrząc na niego. – A ty mogłeś żyć na dwa fronty?
– To nie było tak… – zaczął. – Natalia, ja naprawdę cię kocham. Popełniłem błąd, wielki błąd. Ale to ciebie kocham, tylko ciebie.
Odwróciłam się powoli, spojrzałam mu w oczy.
– Nie kocha się kogoś, mając drugą rodzinę za plecami – powiedziałam spokojnie. – To nie jest błąd. To podwójne życie. To brak kręgosłupa moralnego.
Zaczął płakać. Próbował mnie objąć, ale odsunęłam się gwałtownie.
– Natalia, proszę… Nie zostawiaj mnie – szeptał.
– Ty sam mnie zostawiłeś – odpowiedziałam cicho.
Zapięłam walizkę i wyszłam. Nawet się nie obejrzałam. Wzięłam taksówkę, zamówiłam nocleg przez telefon. Nie wiedziałam jeszcze, gdzie pójdę dalej. Moje serce było złamane. Ale zostało jeszcze coś cenniejszego – resztka godności. To jej się trzymałam, kiedy zamykałam za sobą drzwi.
To nie była moja wina
Czasami budzę się w nocy i mam wrażenie, że to był zły sen. Że obok mnie leży Antek, że wszystko wróciło na swoje miejsce. Wtedy jednak czuję pustą przestrzeń obok i przypominam sobie: nie, to nie był sen. To było moje życie i to wszystko się rozpadło.
Minęły trzy miesiące. Wynajęłam małe mieszkanie. Pracuję, chodzę na długie spacery, czasem spotykam się z Magdą. Czasem płaczę bez powodu. A czasem śmieję się z rzeczy, które kiedyś tylko by mnie irytowały. Życie, mimo że zmienione, toczy się dalej.
Nie potrafię jeszcze zaufać. Ani innym, ani sobie. Wciąż pytam siebie: jak mogłam tego nie zauważyć? Jak mogłam wierzyć, że jestem jedyną? Potem przypominam sobie, że to nie ja kłamałam. To nie ja prowadziłam podwójne życie.
Wybaczenie nie przychodzi łatwo – ani jemu, ani sobie. Każdego dnia jednak buduję siebie od nowa. Już nie dla niego – dla siebie. Nowy rok miał być nowym początkiem i tak będzie. Tylko nie będzie taki, jak myślałam. Bez pierścionka, bez obietnic, bez Antka. Może z szansą, by w końcu żyć naprawdę.
Natalia, 31 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Mój Nowy Rok zaczął się od przymrozku w sercu. Nie zapomnę tego, co w sylwestra zrobił mój mąż”
- „Pojechałem na narty, by trochę poszaleć na stoku. Miłość spadła na mnie niespodziewanie niczym pierwszy śnieg”
- „Straciłam głowę dla faceta z kuligu. Zeszłam na ziemię, gdy tylko odkryłam, że w Norwegii czeka na niego żona”

