Reklama

Z Kamilem byliśmy razem dwanaście lat. Dwanaście lat wspólnych śniadań, powrotów z pracy, świąt u jego matki i moich ciotek. Dwanaście lat, które zaczęły się od ognia, a skończyły... nie wiem nawet czym. Milczeniem? Obojętnością? Czułam się w naszym mieszkaniu jak w wynajętym pokoju. Jakbyśmy byli tylko lokatorami, którzy mijają się w kuchni, wymieniają zdawkowe: „kup chleb” albo „pies jest chory”.

On potrafił spędzić cały wieczór w słuchawkach, przyklejony do monitora, nawet nie pytając, jak się czuję. Ja uczyłam się przetrwać. Tylko czasem, kiedy wracałam do pustego mieszkania, czułam gulę w gardle. Przecież kiedyś było dobrze. Mówił, że jestem jego całym światem, planowaliśmy dzieci.

W grudniu powiedział coś niespodziewanego. Że może jeszcze nie wszystko stracone. Że zbliża się Nowy Rok i to idealny moment, żeby spróbować jeszcze raz. Na serio. Bez udawania.

Powiedzmy sobie dziś prawdę. Wszystko. A od jutra zaczynamy od nowa – powiedział wieczorem, 31 grudnia, z kieliszkiem w dłoni.

Poczułam lekkie ukłucie niepokoju, ale też... nadzieję. Może warto. Może to naprawdę coś zmieni.

– Dobrze – powiedziałam, siadając naprzeciwko. – Ale wszystko, Kamil. Bez filtrów.

Nie miałam pojęcia, że to nie będzie żaden początek. Tylko że właśnie wtedy wszystko się skończy.

Wyznał coś zaskakującego

Siedzieliśmy naprzeciwko siebie. On nalewał wino, ja bawiłam się obrączką na palcu. Czułam napięcie, ale też jakąś cichą ulgę – może wreszcie wyciągniemy te wszystkie brudy na stół i będzie można coś z tym zrobić.

– Julia… Ja cię kocham. Naprawdę – zaczął, a ja poczułam, jak moje serce zaciska się w klatce. – Ale muszę ci coś powiedzieć. Coś, co wydarzyło się… wtedy. Pamiętasz? Jak było między nami naprawdę źle. Jak nie odzywaliśmy się do siebie tygodniami. Jak spałem na kanapie.

Nie odpowiedziałam. Spojrzałam tylko na niego w milczeniu.

Zdradziłem cię.

Miałam wrażenie, że pokój zrobił się o kilka stopni chłodniejszy, że świat się zatrzymał. Wino przestało mieć smak, ręce mi zesztywniały. A on… on mówił dalej. Spokojnie. Ulgą.

To było tylko raz. Naprawdę tylko raz. Z koleżanką z pracy. Piliśmy po jakimś spotkaniu biznesowym. Było mi źle, czułem się samotny. Potrzebowałem bliskości, czegokolwiek… I to się po prostu stało. Ale od tamtej pory wiem, że to ty jesteś dla mnie najważniejsza. Zrozumiałem to. Nie chcę niczego innego. Tylko ciebie. Nas.

Patrzył na mnie z oczekiwaniem. Jakby to miało coś uzdrowić. Jakby to była spowiedź, po której wszystko będzie dobrze.

Dziękuję, że mi powiedziałeś – odpowiedziałam cicho.

Nie wiem, kim był ten człowiek siedzący przede mną. Nie wiem, kim my teraz jesteśmy. Coś we mnie zgasło, ale uśmiechnęłam się automatycznie. Tylko w środku było już cicho.

Zaczęłam się buntować

Nie mogłam zasnąć. Leżałam na plecach, wpatrzona w sufit, słysząc tylko jego równy, spokojny oddech. Jak można tak po prostu zasnąć po czymś takim? Jak można wyznać coś, co rozrywa człowieka od środka, i zasnąć z poczuciem ulgi? Spojrzałam na niego. Spał jak dziecko. A przecież to on przed chwilą zburzył wszystko, co jeszcze próbowałam w sobie posklejać.

Zdradził mnie. W chwili, gdy czułam, że się oddalamy, gdy bałam się, że to się kończy – on po prostu... poszedł do innej. Potrzebował bliskości? A ja co? Ja przez te miesiące leżałam obok i udawałam, że nie widzę, że jesteśmy jak dwa głazy w jednym łóżku. Tylko że ja nie poszłam szukać niczego gdzieś indziej.

Zacisnęłam powieki. Próbowałam sobie przypomnieć, kiedy ostatnio czułam się szczęśliwa. Tak prawdziwie. Kiedy dotknął mnie z czułością. Kiedy mnie zauważył. Ile razy w tej relacji byłam sama, chociaż niby byliśmy razem.

Teraz on powiedział swoją prawdę. Ulżyło mu. Zrzucił z siebie ciężar. A co ja mam z tym zrobić? Przebaczyć i dalej robić naleśniki w sobotę? Kochać go jak gdyby nigdy nic? „Nowy początek” – śmieszne. Przecież ten nowy początek był tylko dla niego. On go sobie właśnie zafundował. Ja też chcę swój. Skoro to wszystko się rozpadło, może to właśnie ja powinnam zdecydować, co z tym gruzem zrobić. Po raz pierwszy od dawna poczułam coś dziwnego. Władzę. Nad sobą. Nad nami.

Myślałam tylko o jednym

Wstałam pierwsza. Nie dlatego, że nie mogłam spać. Po prostu... nie chciałam dłużej leżeć obok niego. Założyłam gruby sweter, związałam włosy w koczek i poszłam do kuchni. Pies przywitał mnie machnięciem ogona. Zawsze był po mojej stronie – nawet jeśli nie wiedział, dlaczego.

Zrobiłam kawę i jajecznicę. Pokroiłam chleb. Tak jak robiłam to przez ostatnie lata. Rytuały, które trzymały nas przy pozorach normalności. Kamil pojawił się chwilę później. Rozczochrany, zaspany, ale uśmiechnięty.

– Dzień dobry – powiedział miękko, jakby wczorajszy wieczór był jakimś katharsis. – Pachnie pyszną jajecznicą.

– Jest dobra – odpowiedziałam. – Z wędzonką. Tak jak lubisz.

Usiedliśmy do stołu. Jedliśmy, rozmawialiśmy o pogodzie, o planach na styczeń, o niczym. Tylko że we mnie już coś się zmieniło. Coś się przesunęło i nie chciało wrócić na miejsce.

Dziękuję ci, że byłeś szczery. Naprawdę – powiedziałam z uśmiechem, który był prawie naturalny.

– Popełniłem błąd, ale już nigdy więcej – odparł, łapiąc mnie za dłoń. – Kocham cię.

Kiwałam głową. Tylko że nie słyszałam już tego „kocham cię”. Brzmiało jak coś obcego. Mechanicznego.

W głowie miałam tylko jedno: skoro on mógł – ja też mogę. Skoro tak bardzo chcemy nowego początku, to może... ja też chcę poczuć, że mam wybór. Że coś zależy ode mnie. Wzięłam łyk kawy. W środku była już cisza. Zimna, spokojna. Powoli dojrzewała we mnie decyzja.

Tylko wyrównałam rachunki

– Pojadę do Zuzy – powiedziałam, zakładając płaszcz. – Potrzebuję pogadać z kimś, przewietrzyć głowę.

Kamil skinął głową bez większego zainteresowania.

– Jasne. Dobrze ci to zrobi. Między nami w porządku, prawda?

Uśmiechnęłam się.

– Jasne.

Było coś okrutnego w tym, jak łatwo mu przychodziło udawać, że wracamy do „normalności”. Może naprawdę wierzył, że wystarczyło jedno wyznanie, jeden dramatyczny gest, żeby wszystko się wyzerowało. Żeby przeszłość przestała istnieć.

Taksówkarz spojrzał w lusterko.

– Dokąd jedziemy?

Podałam mu adres. Inny niż mieszkanie Zuzy. To wcale nie była decyzja podjęta dziś. To była myśl, która kiełkowała we mnie od miesięcy, tylko nie miała odwagi się przebić. Aż do teraz. Do momentu, w którym poczułam się tak, jak on tamtej nocy – samotna. Niedotykalna. Niewidzialna. On miał swój impuls, swoją jedną noc, która wszystko zmieniła. Ja też chciałam swoją.

Drzwi otworzył mi Krzysiek. Spojrzał na mnie tak, jak nikt nie patrzył na mnie od lat. Jakby widział kobietę, a nie funkcję. Nie partnerkę do rachunków, zakupów, kompromisów.

– Cześć – powiedziałam tylko.

– Cześć. Co się stało?

– Nie pytaj, dlaczego. Po prostu dziś chcę być tylko z tobą. Jutro… jutro zobaczymy.

Chwilę milczał, a potem tylko skinął głową.

Nie musisz się tłumaczyć.

W tamtej chwili nie czułam wstydu. Nie czułam winy. Czułam... że odzyskuję kontrolę. Czułam ulgę. Czułam siebie. Pozwoliłam sobie na wszystko.

Nowy Rok zaczęłam od zmian

Wróciłam wieczorem. W mieszkaniu unosił się zapach przypraw – Kamil gotował. Jego specjalność: makaron z suszonymi pomidorami, rukolą i białym winem. Ulubione danie z czasów, gdy byliśmy jeszcze zakochani na zabój. Wtedy jeszcze czekałam, aż wróci z pracy i wciągnie mnie do kuchni, śmiejąc się, że makaron gotuje się szybciej, kiedy się całujemy. Dziś ten zapach tylko mnie zmęczył.

Jak było u Zuzy? – zapytał, kiedy weszłam do kuchni.

– Dobrze. Musiałam trochę odetchnąć.

– Cieszę się. Wiesz, naprawdę mam nadzieję, że ten rok będzie inny – powiedział, stawiając talerze na stole. – Że zaczniemy wszystko od nowa. Naprawdę.

Uśmiechnęłam się. Nie odpowiedziałam. Zjedliśmy kolację. Wypiliśmy po kieliszku wina. Oglądaliśmy film, którego nawet nie pamiętam. O północy pocałował mnie w czoło i szepnął: „Za nowe początki, kochanie”.

Nie zadrżałam. Nie uśmiechnęłam się. Nie poczułam nic. Nie powiedziałam mu, gdzie byłam. Nie dopytywał. Nie było żadnych łez, żadnego oczyszczenia. Tylko spokój. Taki, który przypomina ciszę po trzęsieniu ziemi. Kiedy wszystko wygląda na swoje miejsce, ale już wiesz, że pod powierzchnią runęło wszystko.

Spojrzałam na niego. Wciąż ten sam człowiek. A jednak – nie ten sam. Nie mój. Nie wiem, czy mu kiedyś powiem. Może on też nigdy więcej nie wspomni tamtej nocy, tamtej kobiety, tamtej zdrady. Może tak właśnie teraz będzie wyglądał nasz związek. Dwoje ludzi przy jednym stole z tajemnicami schowanymi między łykiem wina a ciszą po pytaniu, które nie padło.

Zostałam w tym impasie

Nie było żadnego resetu. Po prostu… przeszliśmy przez coś i teraz jesteśmy gdzie indziej. Inni. Dziwnie spokojni. Ostrożni. Kamil myśli, że wyznając prawdę, ocalił nas. Że był odważny. Że zrzucił z siebie ciężar, który nas dzielił. Nie rozumie, że ciężar tylko zmienił właściciela.

Wciąż mu nie powiedziałam. Nie dlatego, że się boję, tylko... po co? Co miałabym powiedzieć? Że zrobiłam dokładnie to, co on? Że chciałam poczuć się zauważona? Dotykana? Że na jeden wieczór chciałam być kimś więcej niż jego żoną z kredytem?

Od tamtej nocy nie jestem już tą samą kobietą. Może i noszę to samo imię, ale patrzę na siebie z innego miejsca. Czy jesteśmy razem? Tak. Śpimy w tym samym łóżku, pijemy poranną kawę, czasem się śmiejemy. Nikt by się nie domyślił, że coś się zmieniło. Tylko że to już nie jest ta sama miłość, w którą wierzyłam. Może kiedyś odejdę. Może będziemy razem jeszcze lata, grając swoje role. Na pewno już nigdy nie pozwolę się oszukiwać. Jeśli to ma być nowy początek, to będzie mój. Tylko mój.

Julia, 36 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama